Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Wpisy otagowane : Verne

Alptekin: Conrad vs Verne

maxcegielski

 

Charakterystyczne, że koncept "Sea elephant travel agency" ( patrz poniżej ) choć niezrealizowany – pozostaje jednym z bardziej znanych pomysłów Alptekina. Być może dlatego, że jak w soczewce skupia różne elementy postawy tego artysty – podróży i sztuki podróży oraz sztuki w podróży. Poza tym Huseyin Bahri jest jak bohater powieści, którą możemy się fascynować, ale musimy przyznać, że Jules Verne w całej swojej rozrzutnie globalnej twórczości pozostaje jednak pisarzem podrzędnym, drugoligowym. Właśnie ten brak aspiracji i pretensji do np. bycia Josephem Conradem jest godny szacunku i uwagi. Trop Verne’owski jest bowiem istotny także z powodu zachwiania hierarchiami: w działaniach Alptekina powieść przygodowa dla młodzieży może być bardziej inspirująca niż “Jądro ciemności”. Ta sztuka nie tylko tworzona jest w ruchu, ale sama wprawia świat w ruch, przewartościowuje, wprowadza na “salony” narracje, style i przedmioty uważane wcześniej za podrzędne. Plastikowe piłeczki, paczki po papierosach, puszki z rybami, globusy, ulotki, bilety. Moglibyśmy nawet potraktować je jako specyficzny rodzaj “pamiątek z podróży” gdyby niektórych z nich nie zbierał także w ojczystej Turcji, w Stambule.

 

 

 

W tej twórczości zmieniają się nie tylko pozycje obiektów w hierarchii, zmiana jest nie tylko wertykalna, lecz horyzontalna: dawne centra stają się peryferiami i odwrotnie. Dawne mapy symbolicznej władzy geografii zostają wymazane i przepływy wartości odzworowywane są na nowo. Nowe stratyfikacje, nowe kombinacje, kicz staje się “kulturą wysoką”, a Tirana lub Mołdawia czy tanie motele dawnych peryferiów z szumnymi nazwami jak “Otel Paris” czy “Hostel Eifel” stają się centrami nowego kosmosu. Nie chodzi o powrót do władzy Orientu czy innych podbijanych wcześniej krain. Nie można sprowadzić bohatera wystawy do roli “tureckiego artysty”, który z dalekich dzikich obrzeży przedziera się do zachodnich stolic “art worldu”. Świat sztuk wizualnych, podobnie zresztą jak kino czy literatura, jest zachłanny, chętnie wciąga w swój wir kultury Azji czy Ameryki Południowej, twórca z Indii czy Dubaju może być dziś równie wielką gwiazdą jak Polak czy Niemiec. Alptekin, choć brał udział w prestiżowym biennale w Wenecji czy w biennale Manifesta, nie jest prowincjuszem pchającym się na salony wielkiego świata. On wogóle kwestionuje ich istnienie, mówił, że w powieści o Kerabanie fascynuje go właśnie negacja przestrzeni. Dla bohaterów ona nie istnieje, ze swoimi ograniczeniami. Nie ma więc także podziałów, kontynentów, Bosfor przestaje być granicą między Azją a Europą. Targ w Izmirze jest ciekawszy niż sklepy Champs-Élysées, plakat z przydrożnej gospody na Bałkanach bardziej inspirujący niż wystawa w Nowojorskiej Moma. Zaś bunkry z Albanii mogą stanąć przed każdą instytucją sztuki na świecie – taka była zresztą propozycja Alptekina. Gospoda z Finlandii może zostać rozebrana i przyjechać na jego ekspozycję gdzieś indziej, a konie z historycznej kwadrygi Konstantynopola wrócić do “Miasta miast”. Nie jako wyraz historycznej rekwizycji, rekonkwisty, lecz właśnie w nieskrępowanym, wolnym geście rysowania nowych map. Więcej na "spacerze" w Łodzi...

 

Alptekin - Keraban, Bombarnak, Servadak...

maxcegielski

 

Alptekin, Huseyin Bahri – brzmi jak przezwiska bohaterów mniej znanych książek Juliusza Verne: “Claudius Bombarnac” “Kapitan Antifer” “Hector Servadac” czy wreszcie “Keraban”. Ten ostatni to tytułowa postać z ulubionej książki Alptekina “Keraban uparty”: turecki kupiec tytoniowy zamierza zabrać swojego przyjaciela – holendra na kolację po drugiej stronie Bosforu. Dowiedziawszy się jednak, że sułtan wprowadził właśnie nowy podatek za przebycie cieśniny rusza w podróż lądem – dookoła, wzdłuż wybrzeży Morza Czarnego. Jako honorowy tradycjonalista nie chce jechać kolejami parowymi, lecz jedzie powozem. Nie szczędzi pieniędzy ani środków, staje się przeciwieństwem klasycznego podróżnika, który chce jak najszybciej i jak najtaniej przebyć jak najdłuższą drogę. Keraban, dzięki swoim przywarom, odstawaniu od wzorów współczesności ( podwójnie: jak “Osmanlis” i jako niechętny nowinkom technicznym ), zamienia się w artystę – liczy się idea, a nie samo ujarzmianie geografii. Nie modernizacja, lecz przygoda.

 


 

Taką samą podróż chciał odbyć bohater wystawy w Łódzkim Muzeum Sztuki, ale statkiem – laboratorium badawczo-artystycznym. Pracując na pokładzie a zarazem łącząc i zapoznając ze sobą twórców z Turcji, Bułgarii, Rumunii, Ukrainy, Rosji i Gruzji. Powołane przez niego do życia “Sea Elephant Travel Agency” niestety nie urzeczywistniło planu podróży “wesołym statkiem” – bo na pokładzie oprócz artystów wizualnych mieli się też znaleźć muzycy, architekci, naukowcy. Zapewne gdyby nie przedwczesna śmierć – zaledwie pięćdziesięcioletniego Alptekina projekt doszedłby do skutku. Charakterystyczne, że choć niezrealizowany – pozostaje jednym z jego najsłynniejszych pomysłów. Być może dlatego, że jak w soczewce skupia różne elementy jego sztuki – podróży i sztuki podróży oraz sztuki w podróży. Alptekin jest Karabanem. Bohaterem powieści, którą możemy się fascynować, ale musimy przyznać, że Jules Verne w całej swojej rozrzutnie globalnej twórczości pozostaje jednak pisarzem podrzędnym, drugoligowym. I to właśnie jest w nim wspaniałe, brak pretensji do np. bycia Josephem Conradem. Trop Verne’owski jest istotny także z powodu owego zachwiania hierarchiami: sztuka Alptekina nie tylko tworzona jest w ruchu, ale sama wprawia świat w ruch. Zmieniają się pozycje: dawne centra stają się peryferiami i odwrotnie, albo też dawne mapy władzy symbolicznej zostają wytarte i wartości odzworowywane są na nowo. Nowe stratyfikacje, nowe kombinacje, kicz staje się “kulturą wysoką”, Tirana lub Mołdawia stają się centrami nowego kosmosu. Więcej wkrótce tu i na "spacerze po wystawie" ze mną jako przewodnikiem

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci