Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Wpisy otagowane : Azja

Czy podróże kształcą?

maxcegielski

 

Na zdjęciu poniżej (ze strony docsag.pl) ja i Paweł Cywiński podczas dyskusji po filmie "Turyści". Dziękuje publiczności za tłumne przybycie oraz ciekawą dyskusję, przepraszam tych, którzy nie zdążyli zabrać głosu. Doszedłem do wniosku, że bohaterowie filmu nie są tak groźni jak ci, co prezentują swoje "podróże" na YT i innych kanałach społecznościowych. Przypomniał mi się mój tekst z magazynu "Kontynenty", pt „Mindfuck” czyli podróże już nie kształcą", którego fragment poniżej.

DSC678621024x5761

 

(Herodot) Relacjonował wydarzenia, zaznaczając, że “tak tedy mówią Persowie, a tak Fenicjanie, ja zaś nie będę tu rozstrzygać, czy rzecz miała się tak, czy inaczej.” Dzięki temu możemy nie obrażać się na Herodota o „czarne nasienie” Indów, gdyby żył sto lat później i usłyszałby od członków ekspedycji Aleksandra Macedońskiego, że czarne jednak jest białe, zapewne skorygowałby swoją relację. „Dzieje” czytane są od ponad dwudziestu stuleci, ale ich autor nie zrobiłby współcześnie kariery na youtube.com, nie pisze bowiem nic o sobie czyli nie zwraca na swoją postać sefiesticka z zamontowaną kamerką. Jego teksty, analizowane w kontekście biografii, wciąż jednak zdają się potwierdzać domniemanie, że „podróże kształcą”.

Sprawdzając co o tej tezie sądzą internety natrafiam na rozprawkę Pysi_xd, ocenioną na „BDB” przez portal bryk.pl. „Wybierając podróż do krajów, gdzie przyrost naturalny jest bardzo duży, społeczeństwo mało rozwinięte, gdzie nie ma należytych warunków do życia i panuje problem głodu, można wspomóc tamtejszych mieszkańców. A jestem przekonana, że każdy to zrobi, gdy spojrzy na krzywdę ludzką, jaka się tam dzieje. Nabierze nowych doświadczeń, stanie się wrażliwszy.” Niestety Pysia_xd myli się, jak pisała w Rzeczpospolitej w 2012 roku Paulina Wilk: „Podróżowanie, które miało oznaczać poznawanie i zmianę sposobu myślenia, okazało się biznesem umacniającym stereotypy i oddalającym od rozumienia złożonej rzeczywistości.” Autorka m.in. „Lalek w ogniu” tylko w backpackersach dostrzegła ostatnie pokolenie i typ podróżników mających „kompleks Herodota” czyli szukających „osobistego doświadczenia”, choćby nawet bezskutecznie.

Jednak proces wirtualnej demokratyzacji, w której każdy czuje się w prawie, a nawet obowiązku śmiecić swoimi przeżyciami, spowodował, że tym personalnym przeżyciem zbyt łatwo jest handlować w sieci, choćby i za same lajki na facebook.com. W necie nie ma czasu i miejsca na dziennikarskie, Herodotowe „tak mówią”, „tak słyszałem”. W dodatku na podróżniczych blogach, profilach, portalach, w czasopismach rządzi obraz, im bardziej atrakcyjny, im bardziej egzotyczny, tym lepiej, choć każdy wie, że bez obróbki w programie „Photoshop” świat jest zupełnie inny. Przede wszystkim nie zawsze atrakcyjny, a przecież relacje z kolejnych wypraw na koniec świata mają przyciągnąć uwagę odbiorcy i na chwilę zachwycić. Góra fotograficznego oszustwa rosła nam pod bokiem, a obok niego potęga travelebrytów, gwiazd takich jak Wojciech Cejrowski.

Po "literackim stand upie" w Big Book Cafe

maxcegielski

Dzięki zaproszeniu od Big Book Cafe musiałem ruszyć głową i wymyślić czym może być "Literacki stand up". Tęsknota za "starymi czasami" i eksperymentami scenicznymi z Masalą spowodowała zaproszenie Praczasa. W ten sposób wizualność (video moje i IAM, foty Justyny Chmielewskiej i Mikołaja Długosza ) oraz słowo (cytaty z listów Adama Mickiewicza oraz jego przyjaciół ze Stambułu, fragmenty książek o nim - Janion, Rosiek itp, moje własne książki ) połączyły się z bitami i muzyką, efektami specjalnymi. Eksperyment, ale na tyle ciekawy, że w 2018 powrócimy do Big Book Cafe z podobną formą na samego Mickiewicza w Stambule. Zdjęcie od organizatorów. Dzięki

 Literacki stand up w Big book cafe 4

Mickiewicz i Grąbczewski powracają

maxcegielski

zdjecie_w_tle_MAX_1

W wersji Masala! Po latach znów na scenie z DJem Praczasem, mózgiem starej i nowej Masali. Historia i współczesność, bity i słowa, Mickiewicz i qawwali. Będziemy eksperymentować, szukać formy między wiecami-dyskotekami Masali w Punkcie a naszą audycją w Radiu Bis, zdjętą z anteny przed laty. Zapraszam

Janek Simon w Warszawie, Wrocławiu i Stambule

maxcegielski

Już w tę środę (19 marca 2014) od godziny 19:00 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie będę miał przyjemność prowadzić spotkanie z Jankiem Simonem. Zaprezentowany zostanie teaser, czy właściwie dokumentacja do jego projektu nakręcenia "Popiół i Diament" w Nigeryjskiej "Fabryce snów" - Nollywood. Janek wytłumaczy dlaczego akurat tam, dlaczego akurat film Wajdy, na czym polega specyfika największej afrykańskiej kinematografii, która skutecznie wyparła z kontynentu zarówno Holly, jak i Bollywood. Powie dlaczego film, kręcony przez jednego z lokalnych reżyserów ma szansę stać się czymś więcej niż desantowo-kolonialnym projektem artystycznym. Dziś ustalaliśmy plan spotkania i autor szykował materiały ( na pobojowisku prac do ostatnich wystaw ), jak widać na zdjęciu.


Materiały do "Ashes and diamonds" prezentowane są zarówno na aktualnej wystawie w MSN, jak i we Wrocławiu na indywidualnej wystawie Janka Simona w BWA "Podróże na Wschód i Południe" podsumowującej jego peregrynacje od czasów "Roku Polskiego na Madagaskarze". Jest między innymi "Alang transfer", największe złomowisko statków na świecie potraktowane zupełnie inaczej niż zrobiłem to ja z Michałem Szlagą i Kubą Czerwińskim w Instytucie Sztuki Wyspa w Gdańsku. Simon na szrotach w Alang zakupił mnóstwo "sztuki" pochodzącej z pokładów statków i  przywiózł towar do Polski.

W rozmowach z Simonem zawsze zaskakuje mnie ile podobnych, czy wręcz tych samych miejsc, problemów interesuje nas obydwu. Nie tylko Alang, ale też Auroville, Liga Morska i Kolonialna, polscy himalaiści w Indiach itp. Dlatego też zupełnie naturalne było zaproszenie Janka do współpracy w Stambule, gdzie będzie jednym z artystów z Warszawy pracujących nad Adamem Mickiewiczem w Tarlabaszi. Więcej o tym wkrótce, na razie zapraszam na spotkanie w MSN

Wspomnienie z wystawy "Mapa" w Zachęcie

maxcegielski

To jeszcze wspomnienie z wystawy "Mapa. Migracje artystyczne a zimna wojna" w Zachęcie. Na pierwszym planie rzeźby wykonane przez Janka Simona na "drukarce 3D własnej roboty", według szkiców polskich artystów po ich wizytach w Paryskim "Muzeum Człowieka". W tle film zmontowany z etnograficznych zdjęć przez Annę Molską, ta sala "egzotyki" otwierały wystawę, prowadziły do sal "zachodu" i "wschodu". Te pierwsze moim zdaniem udowadniały, że fascynacje Paryżem były czołobitne i prowadziły do kopiowania. Relacja bardziej komplikuje się w sali "Wschodniej" ( z elementami bliskiego Południa socjalistycznego )


Tu na zdjęciu studenci Artymowskiego w Bagdadzie ( wątek ekspansji architektoniczno-urbanistycznej w Iraku i Iranie poruszany przez projekt Łukasza Stanka, a szerzej przeze mnie w "Przewodniku interdsycyplinarnym Polska&Azja" ) Sala "wschodnia" obejmowała podróże po opadnięciu Żelaznej Kurtyny, stalinowskim odcięciu ( częściowym ) od Zachodu, były tam więc Albania, Bułgaria a także Wietnam, oraz odrobina Iraku i okolic. Tutaj to raczej my jesteśmy nauczycielami, choć nie do końca "kolonialnie", relacja jest bardziej skomplikowana. Nie wyjaśniała jej niestety sesja naukowa w Zachęcie, która skupiła się właśnie na podróżach polskich artystów do Londynu i Paryża. Dla mnie paradoks zimnej wojny polega na tym, że oknem na świat stało się Delhi czy Bagdad. Zostaliśmy zglobalizowani przymusowo, o czym świadczą okładki pisma "Świat" pokazane na wystawie "Mapa" jako kontekst w sali "Wschodniej"


Ciekaw jestem jaki był nakład pisma "Świat"? Jak się ma do współczesnych "Podróży", "Voyage" itp? Oczywiście ludzie kupowali numery licząc na przemycone zdjęcia z Zachodu właśnie, a nie fascynując się rewolucją w Boliwii ( pamiętam zachowane egzemplarze u Rechowiczów, z wystawą w Brukseli ). Ale zmuszeni odgórnie, poznawali jednak 3 świat...

"POLSKA & AZJA. OD RZECZPOSPOLITEJ SZLACHECKIEJ DO NANGAR KHEL" 2

maxcegielski

 

 "Przewodnik interdyscyplinarny" jest intelektualnym rozwinięciem "działań performatywnych" z Festiwalu Malta w Poznaniu w 2012 roku, części pod hasłem "Akcje Azjatyckie/Asian investments":

" Każde z nich - może – i powinno stanowić zachętę do poszerzenia społecznej i historycznej refleksji na temat relacji Polski i Azji, czy też raczej roli Polski w Azjopie. Temu właśnie ma służyć publikacja książki pofestiwalowej. W jej pierwszej części przyglądamy się historii naszej obecności w Azji. To ważny punkt wyjścia do dalszej dyskusji, ponieważ teksty i wypowiedzi Ryszarda Kapuścińskiego przyzwyczaiły nas do myśli, że jesteśmy „niewinni”, nie dźwigamy żadnego kolonialnego bagażu. Podróżując przede wszystkim w czasie zimnej wojny, mistrz reportażu zauważał, że Polska w przeciwieństwie do potęg Zachodu (Wielkiej Brytanii, Francji czy USA) i Wschodu (ZSRR) nie wywołuje w krajach Trzeciego Świata negatywnych skojarzeń. Nie oznacza to jednak, że nasi rodacy byli w ogóle nieobecni w Azji po drugiej wojnie światowej – piszę o tym w tekście poświęconym wątkowi „kominternowskiego europocentryzmu”. Rzeczywiście, nigdy nie staliśmy się państwem kolonialnym, co nie oznacza, że nie chcieliśmy. Marzenia o zamorskiej ekspansji były zasadniczym elementem ideologii nowoczesności w okresie międzywojennym. Społeczną potęgę tych niespełnionych marzeń przybliża historyk sztuki Andrzej Szczerski, kurator wystawy Modernizacje 1918–1939. Czas przyszły dokonany, która prezentowana była w Muzeum Sztuki w Łodzi w 2010 roku. Kapuściński i inni autorzy narracji o idyllicznych, budzących nostalgię Kresach przyzwyczaili nas także do myślenia o Rzeczpospolitej Szlacheckiej jako „raju utraconym”. Jak jednak dowodzi w kolejnym eseju socjolog Jan Sowa, autor rewolucyjnej pracy Fantomowe ciało króla, nasza ekspansja na Wschodzie była de facto projektem kolonialnym. Wspomniane trzy teksty z pierwszej części książki podważają potoczne wyobrażenia o pozycji Polski w Azjopie i jej historii na przestrzeni dziejów. Można z nich wysnuć wniosek, że nawet jeśli jesteśmy „niewinni” z punktu widzenia mieszkańców wielkiego kontynentu, to nasze myślenie o nich przesiąknięte jest dumą oraz pogardą „białego człowieka” wobec „innych”. Przewodnik interdyscyplinarny nie rości sobie praw do bycia książką naukową – wręcz przeciwnie, jego siła tkwi w mieszaniu perspektyw i dyskursów...."

 

Więcej w książce i na blogu wkrótce. A ten film z oprowadzania kuratorskiego po wystawie "W sercu kraju" w Muzeum

Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, praca Zbigniewa Warpechowskiego "Azja" może posłużyć za komentarz. Masalowa

sytuacja z pogranicza dyskursów:

Dla uzależnionych od FB link do wydarzenia, promocja "Przewodnika" 17 czerwca o 19.00 we Wrzeniu Świata,

Gałczyńskiego 7, Warszawa. Z tą datą się nie pomyliłem, natomiast moj felieton w Przekroju będzie dopiero, też, 17

czerwca, również tekst o Bławatskiej do Kontynentów przeskoczył do następnego numeru czyli na wrzesień.

 

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci