Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

11 biennale w stambule - cd

maxcegielski

To relacja Vernissage tv, zaczynająca się od kotów Stambulskich, tak jakby nawet dla tej ekipy samo miasto było ciekawsze od biennale. Jedna z ekspozycji miała miejsce w specjalnie zaadaptowanej na te cele dawnej greckiej szkole. Kto czytał ten blog lub zna "Oko świata" wie jak ważną traumą są pogromy greków. Ale panie z WHW mówiły o wybraniu tego symbolicznego miejsca ze względu na "brechtowskie znaczenie dydaktyzmu". W tekście katalogowym zastrzegają też, że nie interesowała ich symbolika metropolii. A zamknięta od 2002 roku szkoła przylega do cmentarza greckiego, budynek jest pilnowany przez turecką, muzułamańską rodzinę. Pod jedną z zamknietych sal stoją w równyms zeregu buty. Na ganku w słońcu pani w chuście czyta gazetę bulwarową z dużym zdjęciem roznegliżowanej aktorki. A na dziedzincu, pod pomnikiem Ataturka obowiazkowym rosna pomidory.

Ferikoy greek school

Ciekawie ze Stambułem i Turcją grała, albo raczej interweniowała praca Sanji Ivekovic. Cykl czarno-białych plakatów na pierwszy rzut oka wygladał jak zwykłe tandentne reklamy okularów kobiecych. Tylko, że z boku po turecku text - wypowiedź kobiety o tym jakiej przemocy doświadczyła w rodzinie. Jak mówiły kuratorki:

"Pozycja kobiet w spoleczenstwie i kwestia kobieca sa jednym z najwazniejszych elementow tej wystawy. Tak jak wspomnielismy wczesniej o pracach historycznych, nie nowych, dla nas bylo wazne zeby pokazac prace feministyczne, z lat 70 na przyklad i pokazac pewna ich kontynuacje we wspolczesnej sztuce. Jako przyklad moge podac prace chorwackiej artystki Sanji Ivekovic ktora stworzyla serie projektow we wspolpracy ze stambulskim schroniskiem dla kobiet, ktore staly sie ofiarami przemocy. Sanja stworzyla tez niezalezny raport "Turcja 2009" we wspolpracy z organizacjami pozarzadowymi, zajmujacy sie pozycja kobiet w spoleczenstwie tureckim." - Raport wydrukowany na czerwonym papierze walał się pod postacią luźnych kartek zmiętych na podłodze we wszystkich miejscach biennale. Wniosek z tego działania Ivekovic prosty: tyle warte są raporty. Od połowy października artystka bedzie miala wystawe w łódzkim Muzeum Sztuki.

WHW

Ivet Ćurlin, Ana Dević, Nataśa Ilić i Sabina Sabolović czyli WHW chciały natomiast być pewne, że ich przekaz "Stwierdzenie Brechta z "Opery za 3 grosze" ze kryminalista jest burzujem a burzuj kryminalista pozostaje rownie prawdziwe jak dawniej. Zarowno w 1928 roku jak i dzis burzuazyjna liberalna ekonomia niszczy porzadek spoleczny." na pewno dotrze do tureckiej publiczności. Lewicowość i zaangażowanie sztuki dla Art worldu światowego są oczywistością, dla Turków, szczególnie tych spod znaku kemalizmu i nacjonalizmu, juz nie. Na konferencji prasowej dziennikarze lokalni wydawali się nieco skonfudowani odwołaniami do Róży Luksemburg ( która przeżywa renesans, interesuą się nią też Raqs Media Collective o czym tu mówili ) Na oficjalnej ceremonii otwarcia, gdzie pod sceną grzecznie siedzieli w garniturach panowie z Koc Holding, głównego sponsora biennale, zamiast WHW wystąpiły tureckie aktorki. Po turecku - tak aby biznesowa, elitarna publiczność zrozumiała - odczytały takie fragmenty jak:

"Język polityki zostal dzis efektywnie zdepolityzowany. Wojny sa nazywane humanitarnymi interwencjami, ludobojstwo okreslane jest jako etniczne "czystki", wszystkie sily polityczne rozwijaja sie uzywajac retoryki "pokoju, demokracji i praw czlowieka" a partyzanci ktorzy nie maja innego sposobu na walke sa okreslani mianem terrorystow. Kulturalizacja polityki, promowana przez neoliberalna "roznorodnosc" ktora promuje euforyczna celebracje dobrze sie sprzedajacych roznic ( zwykle okreslanych jako pluralizm ) musi byc zastapiona przez polityzacje kultury. Dzis, gdy wybor miedzy "barbarzynstwem a socjalizmem" jest bardziej realny niz kiedykolwiek i przyszloscia swiata wydaje sie podzial na ubogie strefy wojny i stabilne faszystowskie strefy bogactwa, polityzacja kultury jest naszym celem."

Nagłośnienie było fatalne i sposnorzy raczej się nudzili niż denerwowali. A gazety tureckie, patroni medialni biennale pisali o "optymiźmie prac" a nie rewolucji socjalistycznej.

istanbul

A ja na tyłach Istiklal Cadessi, tuż obok Buyuk Londra Otel, gdzie kiedyś mieszkałem, odkryłem takie cacko. CDN


11 biennale sztuki w Stambule

maxcegielski

istanbul

Stambuł tydzień temu melancholijny, bardzo Pamukowski, huzun. Miasto pokazało się od innej strony. Będę o tym pisał w zremixowanej wersji "Oka Świata", jeśli tylko będzie szansa na nowe, poprawione wydanie. Kiedy przyleciałem trwały właśnie powodzie, brak planowania urbanistycznego, nielegalne budowanie całych dzielnic gecekondu dało o sobie znać - woda wylewała się na autostrady, do biednych kwartałów, nie miała gdzie spływać. Poza tym trwał Ramadan, w centrum nie odczuwalny, ale tam gdzie mieszkałem, daleko od Istiklal, od Taksim, zycie zaczynalo sie po Iftarze i trwalo do pozna w nocy. Widoki z mojego okna ujawnialy rytm ludzi wierzacych i poszczacych oraz tkanke chaosu miejskiego. Rzeczywistosc ciagle okazywala sie silniejsza od sztuki, tym bardziej, ze na biennale bardzo duzo prac dziennikarskich, publicystycznych. Wiec co chwila wygladalem za okna, gdzie bylo ciekawiej.

istanbul

A tymczasem panie z kolektywu WHW ( What? How? For Whom?) mówiły:  "Język polityki zostal dzis efektywnie zdepolityzowany. Wojny sa nazywane humanitarnymi interwencjami, ludobojstwo okreslane jest jako etniczne "czystki", wszystkie sily polityczne rozwijaja sie uzywajac retoryki "pokoju, demokracji i praw czlowieka" a partyzanci ktorzy nie maja innego sposobu na walke sa okreslani mianem terrorystow. Kulturalizacja polityki, promowana przez neoliberalna "roznorodnosc" ktora promuje euforyczna celebracje dobrze sie sprzedajacych roznic ( zwykle okreslanych jako pluralizm ) musi byc zastapiona przez polityzacje kultury. Dzis, gdy wybor miedzy "barbarzynstwem a socjalizmem" jest bardziej realny niz kiedykolwiek i przyszloscia swiata wydaje sie podzial na ubogie strefy wojny i stabilne faszystowskie strefy bogactwa, polityzacja kultury jest naszym celem."

istanbul

Na takich rysunkach Yuksela Arslana ta polityzacja jest aż nazbyt dobrze widoczna. Ten artysta to zresztą wielki emigrant turecki, wyjechał w latach 70, przyjechal pierwszy raz do kraju wlasnie teraz. Oprocz paru prac pokazywanych na biennale jego duza retrospektywe prezentuje Santralistanbul. Nie byłem na otwarciu tam, jadlem iftar z moim tlumaczem Bajramem, rzeczywistosc wygrala ze sztuka.

cdn as soon as possible

"Wytępić całe to bydło" - od 16 wrzesnia w ksiegarniach

maxcegielski

Sven Lindquist „Exterminate all the brutes”, cytat z Josepha Conrada w polskim tytule książki brzmi “Wytępić całe to bydło”. Taką książkę sam chciałbym napisać – tak mógłbym wyrazić swoje emocje wobec pierwszej tłumaczonej na polski książki szwedzkiego pisarza. Szwed jedzie na Saharę z komputerem i dyskietkami żeby pisać o ludobójstwach dokonywanych w imię kolonializmu. Takie podróżowanie czaso przestrzenne może w pierwszej chwili wydać się nieco absurdalne, ponieważ Lindqvist właściwie niewiele pisze o miejscach które odwiedza. Skupia się na wiedzy, którą przywiózł w laptopie. Najmniej zwraca uwagi na ludzi, którzy mieszają w oazach na jego drodze. Opisuje pustynne pejzaże i własne emocje. Popada prawie w szaleństwo w gorącym piasku i pyle. Po co to wszystko? Żeby zrozumieć. Mottem książki nie są tylko powtarzane jak mantra słowa Kurtza z „Jądra ciemności” lecz także myśl, że Europejczycy nie rozumieją tego co wiedzą. A żeby zrozumieć najlepiej jest poczuć. Skoro wiele zbrodni popełnianych przez europejskich odkrywców  tłumaczono potem „szaleństwem z powodu afrykańskiego żaru” to może warto samemu znaleźć się na kontynencie żeby zrozumieć dlaczego mordowano jego mieszkańców? Dzięki temu książka to literatura podróżnicza, esej historyczny, moralitet i swoista pielgrzymka – medytacja w jednym.

 Sven Lindquist

Nie znaczy to bynajmniej, że Sven Lindqvist usprawiedliwia europejski imperializm. Wręcz przeciwnie, „Wytępić całe to bydło” jest mocnym, ciężkim oskarżeniem kultury starego świata. Wychodząc od analizy okoliczności powstania opowiadania „Placówka postępu” a potem „Jądra ciemności”  Lindqvist szuka przede wszystkim odpowiedzi na pytanie czy holocaust był wyjątkiem w historii? Czy nazistowski plan „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” to czysto germańska, chora idea. Z żelazną precyzją, w krótkich rozdziałach brzmiących jak paragrafy autor wykazuje, że nie byłoby holocaustu gdyby nie cała XIX wieczna ideologia kolonialna. Wielka Brytania i Francja a potem Niemcy i Włochy stworzyły podstawy rasizmu, teorii o wyższości jednych ras nad drugimi, która miała być naukowym dowodem na to, że silniejsze cywilizacje mają prawo zmiatać z powierzchni ziemi te słabsze, gdyż takie jest prawo natury. „Przestrzeń życiowa” której domagał się dla Niemców Hitler nie była niczym innym jak kolonializmem, tyle że realizowanym tuż za granicą państwa, a nie na obcym kontynencie. Odpowiednikiem wyrżniętych Tasmańczyków czy Sudańczyków Słowianie, Żydzi i Cyganie. Hitler nie robił nic nowego, powtarzał działania, które w imię cywilizacji i postępu prowadzono już wcześniej w Ameryce, Afryce, Australii. Za panowania królowej Wiktorii Brytyjczycy tworzyli rezerwaty dla „ludności tubylczej”, naziści przerobili je na „obozy koncentracyjne”. To wiemy, ale nie chcemy zrozumieć, bo to się nie opłaca, jak pisze Lindqvist. Po to musiał jechać z laptopem na pustynie, czytać XIX wieczne dzienniki i prace naukowe, po to wraca w koszmarach sennych do dzieciństwa. Żeby zrozumieć. I o to powinno chodzić każdemu dziennikarzowi – pisarzowi.

O tej książce a także o literaturze z Afryki, o książkach dotykających problemu rasizmu a wreszcie o "African Psycho" oraz "Kielonku" Alaina Mabanckou, który właśnie przyjeżdża do Polski - w Radiu Roxy, w poniedziałek od 10 do 13.

Raqs Media Collective - ciąg dalszy wywiadu.

maxcegielski

Max: Dlaczego działacie jako kolektyw, jak to się zaczęło?

Jeebesh Bagchi: To pokazuje nasze podejście do świata. Ludzie wyobrażają sobie, że myślenie i proces tworzy to samotność, coś co dzieje się w głowie. A my uważamy, że myślenie ma miejsce też podczas rozmowy. Dla nas to sprawa fundamentalna.

Monica Narula: Dawno, dawno temu…zaskakująco wiele lat temu spotkaliśmy się wszyscy w szkole filmowej, pomagaliśmy sobie przy projektach albo działaliśmy solo. Po skończeniu studiów połączyliśmy siły. Nie ogłosiliśmy manifestu, nie było powodu dla którego zaczęliśmy pracować razem, żadnej wspólnej ideologii, czy odwrotnie - sporu. W kolektywie praca daje wieksza przyjemność, robimy ciekawsze prace, wolimy razem niż osobno, to był dobry punkt wyjścia w młodości i wciąż to łączy naszą trójkę. Razem osiągamy to coś co nie udaje się nam osobno.

( O pracy kolektywnej w czasach post - sztuki czy też nie - artyzmu ciekawie opowiadał też Payam z grupy "Slavs and tatars", o tym już wkrótce ) A poniżej prace Raqs w galerii w Indiach przed laty: 


Max: Wracając do projektu "Promised city": w Polsce miasta sa obietnica dla ludzi z prowincji, a w Indiach?

Jeebesh Bagchi: Imigracja do miast ma zawsze te 2 strony. Ludzie chca jakos zyc, chca zarobic, wysłać cos do rodziny. Ale miasta to tez niepewność przyszłości, jedziesz tam żeby cos uzyskac, nie tylko zycie, ale pewien sposób zycia. Szczególnie widac to w Berlinie, ludzie tam jada bo mogą tam zyc w pewnym, berlińskim stylu, którego nie ma gdzie indziej. XX wiek spowodowal, ze miasta zaczely być tym marzeniem, „obietnicą”. To nas interesuje, jak miasto zaczęło przyciągać ludzi. Na przykład, poszliśmy tutaj do studia Edwarda Krasińskiego i okazalo się ze tam nie ma kuchni. Pomysl na zycie w miescie socjalistycznym był taki, ze idziesz do miasta i jesz, tam spotykasz ludzi. Dom jest do spania a studio do pracy, knajpa na ulicy do jedzenia. Miasto ma ci zapewnic przestrzen do roznych rzeczy. Teraz jedzenie na zewnatrz jest czyms zupełnie innym. Te drobne rzeczy, będziemy te mikro historie analizowac dla zbudowania jakiegos „miasta obietnic”.

( Swoją drogą to ciekawe, że z wizyty w gęstym od znaczeń studiu Krasińskiego Raqs zapamiętali akurat brak kuchni. Trochę przesadzają ze swoją interpretacją. Pracownia była miejscem do pracy, dlatego nie było tam kuchni. Stażewski a po jego śmierci sam Krasiński mieszkali tam bo nie mieli innego miejsca. Nie gotowali, szczegolnie Krasinski dostawal gotowe obiady od dobrych ludzi. Sprawa nie jest taka prosta, to troche problem szybkich riserczow goszczacych gdzies artystow )

Studio Krasińskiego

Monica Narula: Jedną z ciekawych postaci w naszym riserczu do "Promised city" jest Róża Luksemburg. Łączy Berlin i Warszawę, różne historie z jej życia są ważne dla całej naszej trójki. To co było zdumiewające to, że tuż przed przyjazdem dowiedzieliśmy się, że jest doktor w Berlinie, który uważa, że odkrył jej ciało. To szokujące bo jej ciało zniknęło, w grobie był pochowany ktoś zupełnie inny. A jej prawdziwe ciało leżało w kostnicy szpitala berlińskiego przez wiele lat. Ale tu nie chodzi o kwestię tożsamości, prawdziwości ciała, nie o fizyczność. To raczej problem tego co zanika, jakie idee zostają zagubione w świecie. Miasta, co dzieje się z ludźmi w miastach. Teraz w Berlinie spotkamy się z tym lekarzem. Ale najdziwniejszym zbiegiem okoliczności jest to, że poznaliśmy właśnie w Warszawie dziewczynę, artystkę, której Luksemburg była przodkiem. (Chodzi o Agnieszke Kurant ) Znała naszą pracę, ale nie wiedziała oczywiście, że pracujemy nad tym tematem. Czasem takie zbiegi okoliczności kreuja sztuke.

Max: Czy jest jakiś związek między Różą Luksemburg a Indiami?

Jeebesh Bagchi: Bezpośredniego związku nie ma. Ale jej pisma o kapitale swiatowym tworza ten zwiazek. Czym może być radykalizm teraz na początku XXI wieku? Roza Luksemburg byla dziwną postacią, sprzeciwiała się nacjonalizmowi z powodu komunistycznych ideałów. Zawsze robiła zamieszanie. Dla nas najbardziej interesujące jest ze w swojej książce „Akumulacja kapitału” daje inny obraz globalizacji, rozważa nie tylko definicje kapitalizmu, ale tez opisuje jak rozwijał się w historii, jak został wpisany w społeczne procesy. Obraz świata jaki dala na początku xx wieku jest dla nas wazny i wart  przemyślenia. I to będzie bardzo krytyczna czesc naszej historii o miastach, historii o destrukcji i kreacji. To nie będzie bezpośredni dialog miedzy miastami, raczej pewna optyka pozwalajaca zobaczyc co zmienia kapitał

Rosa Luxemburg

Róża Luksemburg podczas przemówienia. Na wszelki wypadek przypominam, że w Warszawie chodziła do gimnazjum, tutaj wstąpiła do partii Proletariat. W 1919 roku aresztowana po nieudanym powstaniu robotniczym w Berlinie została bestialsko zamordowana.

Nowoczesność w Turcji i Iranie

maxcegielski

Po powrocie z urlopu zastałem info o ciekawym spotkaniu w Muzeum Sztuki Nowoczesnej i recenzję Justyny Chmielewskiej w "Nowych Książkach". Zacznijmy od recenzji, Justyna zna się na Stambule lepiej odemnie, pracując nad książką odbyłem z nią długą rozmowę, która wiele mi dała, o czym wspominam w podziękowaniach. Nie zmienia to faktu, że pisze ciekawe rzeczy o "Oku świata", tu fragment:

Oko świata wpisuje się w szeroki nurt dekonstrukcji i rewizji stereotypowych obrazów Orientu. Gdyby autor zatrzymał się na tej krytyce, książka nie wniosłaby wiele (może poza paroma „odnalezionymi”, smakowitymi cytatami z dzienników polskich wędrowców) do około-orientalnej debaty. Owe historyczne dygresje i erudycyjne popisy stanowią jednak tylko tło dla właściwej treści tekstu Cegielskiego – czułego na szczegół reportażu.(...) Książka Cegielskiego zawiera potężny ładunek krytyki kulturowej – wymierzonej na pierwszy rzut oka w tureckie elity modernizatorów, których przedstawiciele doprowadzili do powstania głębokich podziałów i wykluczenia milionów ludzi z pełnoprawnego udziału w życiu publicznym. Oko świata możemy jednak czytać i na innym, bardziej abstrakcyjnym poziomie – wówczas ostrze krytyki zwróci się przeciwko Europie jako źródłu totalizującego, opresyjnego projektu nowoczesności. W utyskiwaniach tureckich rozmówców Cegielskiego usłyszymy wówczas echa nostalgii za tym, co utracili w procesie europeizacji – za kulturową autentycznością, za wielokulturowością Konstantynopola, wypartą następnie przez agresywny, republikański nacjonalizm." Całość polecam w 7 numerze "Nowych książek" z roku 2009.

slavs and tatars

A to już obrazek zapowiadający spotkanie z Payamem Sharifi z grupy "Slavs and Tatars" o projekcie “79/89/09”, które odbędzie się 18 lipca (sobota), godz. 19.00 w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Pańskiej 3 ( Warszawa ). Projekt dotyczy Teheranu i rewolucji 1979. Postaram się tam być, tym bardziej, że krótka notka muzeum zdenerwowała mnie: "Irańska rewolucja, interpretowana jest czasami jako drugie najważniejsze zdarzenie XX wieku po Rewolucji Październikowej 1917 roku - w niezwykle silny sposób wpłynęła na globalny kontekst ideologiczny (konfrontacja islamu z nowoczesnością), jak i na sytuację regionalną (Bliski Wschód)." Pisałem już tu na blogu, że była to próba wypracowania muzułmańskiej nowoczesności. Islam vs nowoczesność oznaczałoby, że tylko Zachód ma prawo definiować modernizacje, a tak nie jest. O tym jest poniekąd "Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu" na przykładzie Turcji. W Iranie badał i przeczuwał to między innymi Foucault, o czym pisałem tu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o Payamie Sharifi, mam nadzieję, że nie należy do tych typowych irańczyków urodzonych w USA, którzy mają uraz do islamu. Zobaczymy, spotkanie po wykładzie prowadzi artystka Agnieszka Kurant więc pewnie będzie bardziej dyskurs art niż oriental.  

Recenzje blogowe

maxcegielski

Korzystając z chwili wolnego czasu, a właściwie zmęczenia takiego przedurlopowego, że na nic już nie mam siły poszukałem recenzji mojego "Oka świata. Od Konstantynopola do Stambułu" na blogach blox.pl.

Rafky.blox.pl bardzo ciekawie pisze o pobycie Mickiewicza w Konstantynopolu, dowiaduję się wielu rzeczy i od razu żałuję, że nie rozpisałem u siebie tego wątku. Jest też sporo o wykluczonych w mojej książce i potem: "Ja zastanawiam się, czy rzeczywiście Cegielski udzielając wywiadu Dziennikowi nie krygował się, mówiąc, że nie posiada jeszcze klucza do opisania Polski. Posiada. Bez dwóch zdań. Problem być może polega na tym, że mieszkając w Polsce trudniej chyba opisywać rodaka, który niezmieszany mówi, że żonę dawno przed ślubem wybrała mu rodzina ze swojej wioski. Cegielski posiada mnóstwo empatii wobec tych grup, które czują się wykluczone." - za te zdania autorowi bardzo dziękuje, bo moja lewicowość nie oznacza głupich dowcipów o "moherach" i tak, chętnie bym się tym tematem zajął, gdyby nie to że klucz do Polski się znalazł i jest inny, może nie tak gorąco reporterski. 

Dalej też ciekawie: "Czytam Oko świata i chociaż naturalnie poznaję Stambuł oczami Cegielskiego, to jednocześnie jestem zmuszony do zrewidowania własnych wyborów, wykluczeń, których dokonuję codziennie, przyglądając się Polsce oczami telewizyjnych newsów, politycznych polemik, własnych obserwacji. Cegielski dokonał - mam wrażenie - niemożliwego. Pozwolił mi zrozumieć mój własny kraj. I nie myślę tutaj o różnicach politycznych na szczeblu parlamentarnym. Żeby zrozumieć Stambuł, Cegielski musiał zbliżyć się do ludzi." Nie chciałem tego dosłownie pisać w tekście, ale miałem wrażenie, że piszę o Polsce tak naprawdę. Więcej bardzo ciekawych spostrzeżeń na blogu rafky, a w innym wpisie także analiza okien w Stambule - znowu żałuję, że sam na to nie wpadłem! Dzięki! Blogerzy dokładniej czytają książki niż recenzenci w prasie, o telewizji nie wspominając.

Raqs Media Collective - wywiad, wykład

maxcegielski

Raqs Media Collective zagościło w Warszawie. Co tutaj robili?

Shuddhabrata Sengupta: "Jesteśmy tu pracując nad częścią większego projektu który nosi nazwe „Promised city„ Projekt dotyczy trzech miast, trzech typow przestrzeni: w Warszawie, Berlinie i w miastach w Indiach, w Mumbaju, może w stolicy - Delhi. Próbujemy patrzeć na świat jako rodzaj połączeń miedzy tymi miastami. Zostaliśmy zaproszeni do stworzenia pracy, której ostatecznego kształtu jeszcze nie znamy, jesteśmy w trakcie badan, pracujemy nad polaczeniem narracji o rzeczywistości, marzeniach, fantazjach, historiach tych miast. Pierwszy raz jesteśmy w Polsce, dopiero rozeznajemy - się w sytuacji."

Raqs media collective

Max: Jakie są podobieństwa między Warszawą, Berlinem i Mumbajem?

Shuddha: "Miasta przechodzą wielką transformację, rezonują ze sobą, nie są koniecznie podobne. Przechodzą wstrząsy, są niszczone. Na przykład co potrzeba żeby stworzyć miasto? Co było potrzebne żeby odbudować na nowo warszawe po 2 wojnie swiatowej? Co stworzyło obraz, wyobrażenie o Warszawie? Istnieją związki między tym jak myśli się o przestrzeniach miejskich, jest relacja miedzy wizją którą tworzy miasto, miedzy tym jak je sobie wyobrażają planiści a jak jest naprawde tworzone przez ludzi. Ciekawym przykładem jest stadion X lecia w Warszawie. Sposób w jaki powstalo wokół niego alternatywne miasto straganow: Wietnamczyków innych mniejszości, którzy stworzyli wlasną siec zycia, handlu i kultury. Ruiny stadionu i nowa forma jaka tam powstaje znajduje się obok swiata wykreowanego przez wietnamczykow, obok niewidzialnego swiata. Jest wiele rezonansu miedzy tym a miastami które dobrze znamy jak Mumbaj. To oczywiście ogromny bląd, myśleć o miastach, ze sa specyficznie europejskie czy azjatyckie. Bardziej produktywne jest myślenie o tym jak współgrają ze soba."

więcej 13 lipca od 12 do 13 w mojej audycji na falach http://www.roxy.fm a potem także tutaj. Raqs mieli też wykład w Muzeum Sztuki Nowoczesnej zatytułowany "Transhuman". Nie był to wstęp do projektu "Promised city" tylko autonomiczny pokaz. Obrazki, filmiki, narracja mieszająca opowiadanie historii z teoretycznymi rozważaniami. Wykorzystywali elementy ze swoich wcześniejszych prac, między innymi tekst i archiwalne obrazy z katalogu wystawy, której byli kuratorami w Bolzano w ramach Manifesta. "Wykład" zaczynał sie od rozważań nad wędrowaniem, ruchem, podróżą. Tutaj moje luźne tłumaczenie.

Monica Narula: "Parę miesięcy temu znaleźliśmy się na szczycie Jebel Qasiyun, wzgórza nad rzeka Barada na przedmieściach miasta Damaszek. Dotarliśmy do Syrii żeby spotkac się z koalicja wędrownych artystow, którzy przyjeli nazwe „Reloading images”. Zaprszaja okazjonalnie zaprzyjaźnionych podróżników takich jak my aby dolaczyli do ich różnorodnej karawany i przez pare dni podtrzymywali dialog, uczestniczyli w rozmowie.. Nasza wyprawa na Jebel Qasiyun była podsumowaniem wieczornego wspolnego myslenia o znaczeniu pojęć „zgromadzenie, zebranie”

 Reloading images Książka wydana przez "Reloading images", projekt artystyczny z udziałem Raqs i innych z całego świata.

Shudha: „Co dzieje się kiedy ludzie się gromadzą? Twarze są oświetlone przez ognisko. Żołądki sa napełnione jedzeniem i piciem. Wymieniane sa spojrzenia i może cos wiecej. Ktos opowiada historie. Ludzie zbieraja się żeby posłuchać. Ktos opowiada inna historie. Ktos zanosi opowiesc od jednego zgromadzenia do innego. Opowieść łączy ludzi. Zaczyna się w Damaszku wiele lat temu, jest ponownie opowiedziana teraz na szczycie wzgórza, podrózuje do Delhi, leci do Warszawy, okrąża świat, żywiąc się zainteresowaniem różnych ludzi w różnych miastach.

W Damaszku siedząc i łapiąc oddech po wspinaczce na wzgórze kasijun spojrzeliśmy w dol na starożytne i żarzące się światłami miasto pod nami. Pomyśleliśmy o dziwnych i sprzecznych siłach tworzenia się wspólnoty i odwrotnie – rozproszenia. O pustyni i mieście, o osiedleniu i wysiedleniu, o trzymaniu się i wytrzymywaniu do końca."

 Reloading imagesTo fragment projektu Berlin - Teheran tworzonego przez "Reloading images"

Shudha: "Peripatesis, słowo które pochodzi z greckiego peripatetikos oznacza bycie ciagle w ruchu czyli radykalną niezgodę na stabilizacje. Jest to filozofia, sposób na zycie i praktyka duchowa. Prowadzi nas od Arystotelesa do wszelkich form pielgrzymki, w hinduizmie czy w islamie. Peripatesis to kontemplacja świata w ruchu a nie w spoczynku, co wynika ze zrozumienia ze przeciez sam swiat ciagle się zmienia. Nic nie pozostaje w miejscu, nic nie jest wieczne. Nic nie każe nam wiec szukac odpowiedzi na nasze kłopoty tylko w nas samych. Tak naprawdę jedyna droga do wnętrza, do nas samych biegnie przez terytoria innych ludzi. Wszędzie stykamy się z różnymi rytmami, skalami i prędkościami ruchu."

Raqs media collective

To ostatnie zdjęcie przedstawia dziwne mapy-nie mapy ( o których mówili też na wykładzie ) które pokazywali jako artyści (nie kuratorzy) na ostatnim biennale w Stambule w IMC. Teraz w rozmowie ze mną Raqs zastrzegali się, że nie chodzi bynajmniej o żadną apoteozę wędrówki, nie wyznają wcale ideologii "artysty jako wędrownego derwisza". Nie chodzi o to co, tylko jak. Sami Raqs są jednak ciągle w ruchu i motyw podróży ciągle wraca w ich pracach. Jesienią będą tu znowu, projekt "Promised city" będzie pokazany latem 2010, będę śledził tę sytuację. 

Wcześniej na blogu publikowałem relację z wystawy kuratorowanej przez Raqs na Manifesta

Kalisz

maxcegielski

Zapraszam do Kalisza, 26 czerwca, piątek od 18.00 będę gościem Salonu Literackiego Arkadiusza Pacholskiego. Spotkanie odbędzie się w galerii BWA, ul. Św Józefa 5.

Ps. Pracuję nad przetłumaczeniem do radia i dla was wykładu i wywiadu z Raqs Media Collective, świetniego trio artystyczno-kuratorskiego z Delhi.

Ps2. Niestety jestem tak zajęty projektem o Polsce, że tak szczerze to nie potrafię nic mądrego powiedzieć o tym co dzieje się w Iranie.

Remanent 2

maxcegielski

Remanentu ciąg dalszy czyli wszystko na raz. "Oko świata" nieoczekiwanie dla mnie okazało się jedną z 10 najlepiej się sprzedających książek WABu w maju. Najwyraźniej najważniejsze są nie recenzje tylko machnięcie egzemplarzem w "Pytaniu na śniadanie" podczas rozmowy "urlop razem czy osobno" :) Za to wywiad - rozmowa z młodymi antropologami z pisma "Barbarzyńca" podnosi na duchu. Więcej o tym wkrótce. Pozytywna, ale przede wszystkim kumata recenzja ukazała się na stronach konflikty.pl .Między innymi: "Wydanie książki jest niemal tak samo dobre, jak jej zawartość. Mapki, słownik, zdjęcia (przydałyby się im podpisy, których niestety brak) i reprodukcje obrazów niewątpliwie ułatwiają odbiór tekstu. Najbardziej jednak spodobał mi się projekt okładki. Niebiesko-żółto-biało-czarna kolorystyka przypomina tak zwane Oko Proroka, wywodzący się z Turcji symbol mający chronić przed zawiścią, zazdrością i nieszczęściem. Jest to (przynajmniej w mojej interpretacji) dość ciekawe nawiązanie do tytułu – „Oko świata”. Poza tym na dole okładki na charakterystyczne kontury meczetów naniesione zostały słupy elektryczne i latarnie – kontrast między tradycją a nowoczesnością. " Niestety to patroni książki, więc są nieobiektywni :(

Dziś, w nocy ze środy na czwartek, od 24 do jakiejś 1.30 będę w radiu Euro ( tak, tak, to dawny BIS ) gościnnie w audycji Maćka Szajkowskiego "Batyskaf. Nocna zmiana". Wrócimy do "Pijanych bogiem", zagramy dużo muzyki z Pakistanu i Turcji. Zapraszam tez od razu do Kalisza na spotkanie ze mną 26 czerwca, jeszcze nie wiem gdzie.

Remanent

maxcegielski

Remanent bo długo tu milczałem. Za dużo pracy i zmęczenie czerwcowe. Dziękuję za wszystkie komentarze na blogu, dziękuję też uczestnikom spotkania w Łodzi i organizatorom a także tym, którzy wpadli na targi książki. Natomiast Roman Kurkiewicz w "Dużym formacie" pisał przy okazji Targów Książki w Warszawie: "(...)świetna, pogłębiona i odważna książka Maksa Cegielskiego "Oko świata, od Konstantynopola do Stambułu". Cegielski, od lat wędrujący w stronę Orientu, portretuje jedno z najważniejszych miast w historii świata, patrzy w przeszłe stulecia, drąży teraźniejszość, śledzi dzieje stereotypów, wiedzie bez kompleksów spór z Pamukiem, wskazując mu w jego własnym mieście obszary odrzucenia, nędzy, wykluczenia wedle klucza znanego jako trzy razy K: Kurdowie, komuniści, Kyzyłbasze (pogardliwa nazwa alewitów, mniejszości szyickiej). Ale czy Stambuł Cegielskiego jest tylko Stambułem? Czy nie staje się okazją do zadania pytań o bliższą nam, równie niepojmowalną rzeczywistość, krajobraz i politykę?

Tak jak wśród tureckich rozmówców Cegielskiego jest sporo kobiet, tak trzeba zauważyć książkę Elif Safak "Pchli pałac" o życiu mieszkańców jednej kamienicy w małym Stambule, powieść czułą, rozedrganą, śmieszną - prawdziwe zderzenie cywilizacji. "

Spotkania autorskie ITP.

maxcegielski

13 maja (środa), godz. 18:00, Collegium Civitas, Plac Defilad 1, XII piętro Pałacu Kultury. To warszawskie spotkanie poprowadzi Romek Kurkiewicz (Tok FM, Przekrój, Krytyka Polityczna ) A 22 maja od 16 do 17 podpisywanie książek na Targach Książki w Pałacu Kultury, stoisko Wydawnictwa W.A.B. - nr 463, sektor D. W Łodzi natomiast będę 25 maja w Poleskim Ośrodku Sztuki. Zapraszam!


Specjalny pokaz "Trzech małp" Ceylana

maxcegielski

Zapraszam na przedpremierowy pokaz nowego filmu Nuri Bilge Ceylana "Trzy małpy" 23 kwietnia w kinie Muranów w Warszawie o 20.30. Ja będę miał przyjemność go rozpocząć i wprowadzić widzów w problematykę w kontekście mojej nowej książki "Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu".  

Świeżo po obejrzeniu filmu chciałbym przede wszystkim polemizować z tymi, którzy jak Tadeusz Sobolewski chcą widzieć w tym dramacie od razu metaforę Turcji lub nawet to, że "Psychologiczny dramat zazębia się u Ceylana z polityką. Dotyka także dyskretnie kwestii islamu odgrywającego coraz większą rolę w życiu laickiego państwa, jakim jest Turcja. W kameralnej historii, którą oglądamy, a właściwie podglądamy, odbija się jak w kropli wody dramat kraju, gdzie na wszystkie sfery życia pada cień korupcji i zakłamania."  W jednej z ostatnich scen filmu bohater idzie do meczetu, nawet nie tyle pomodlić się co po prostu odpocząć i pomyśleć. Owszem, wydaje się, że podejmuje tam kluczową decyzję: swój grzech-tajemnicę i słabość przekazać następnemu, jeszcze słabszemu niż on, będącemu jeszcze niżej na drabinie społecznej. Trudno jednak interprteować intencje reżysera w ten sposób, że w islamie widzi on religię i siłę zmuszającą do poddaństwa, do uległości którą wykazał się bohater. Inny ślad polityczny: szef bohatera, szef kierowcy, który zmusza go do kłamstwa, przegrywa w wyborach, które wygrywa AKP - Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, oskarżana o islamistyczne ambicje. Wszystko wskazuje jednak na to, że szef - polityk nie należał do tej partii a właśnie raczej do jakiegoś świeckiego, odwołującego się do kemalizmu ugrupowania.

"Ten współczesny dramat mógłby się rozegrać w czasach sułtanatu: sługa musi kryć władcę, on z kolei traktuje rodzinę służącego jak swoją własność. Poniżony służący wejdzie w rolę bossa. Sytuacja powtórzy się jak na scenie tragedii. Moralną ofiarą pozostanie kobieta. " - pisał też Sobolewski i znowu nie mogę się zgodzić, kiedy świetny filmoznawca wchodzi w dziedzinę historii Turcji. W czasach osmańskich relacje nigdy tak nie wyglądały, większość sułtanów musiała ograniczać swoje decyzje zgodnie z obowiązującym prawem - "świeckim" i religijnym. Absolutyzm jest w dużej mierze projekcją Zachodu. Poza tym, w filmie "Trzy małpy" nie ma śladu nawiązania do historii dawnej Turcji więc skąd wogóle taki pomysł? Sam lubię czytanie dzieł poprzez kulturę z której się wywodzą, ale bez przesady. Cały scenariusz Ceylana mógłby się wydarzyć też w Polsce, albo gdziekolwiek indziej. Na tym polega jego siła, choć oczywiście sporo tureckości w tym jest. Tylko tak pięknych widoków Stambułu nie da się nigdzie indziej nakręcić.

"Oko świata" recenzje

maxcegielski

Recenzja "Oka świata" ukazała się na stronach arabia.pl, gdzie Agnieszka Rybarczyk jak wielu innych recenzentów przede wszystkim streszcza i opisuje moją książkę. To dosyć charakterystyczne, że w wypadku literatury faktu nie wiadomo właściwie jakich narzędzi użyć, jak analizować. A że tematy poruszane przeze mnie zarówno w nowej , jak i poprzedniej książce "Pijani bogiem" są odległe geograficznie i mentalnie, w mediach wszelkich pojawiają się przede wszystkim streszczenia. Choć akurat pisząc o Konstantynopolu-Stambule miałem nadzieję, że to nie będzie tak egzotyczne jak sufizm w Pakistanie. Chyba się pomyliłem. Na portalu arabia.pl nie ma przynajmniej ( jak w "Polska The Times" ) żadnych "kobierców tkanych bakaliami"...co mnie równie rozbawiło jak zdenerwowało, gdyż bakalii w tej książce brak. A.Rybarczyk po stosownym wprowadzeniu w problematykę pisze już konkretnie, na temat konstrukcji "Książka Cegielskiego to zbiór krótkich esejów i reportaży, które w pełnym zestawieniu tworzą logiczną całość. Układ wydaje się nieco chaotyczny..." - stwierdza jednak, nagle, ale chwilę później widzi w nim pewną intencję i kończy "Dzieło prezentuje wysoki poziom merytoryczny autora" :) Tego się nie spodziewałem, ale cieszę się, że w przeciwieństwie do wielu prowadzących programy w prywatnych radiostacjach autorka recenzji przeczytała moją książkę. A najciekawsze są oczywiście komentarze po samym tekście, szczególnie na temat chust. 

ps. a propo mojej pracy medialnej: audycja w Radio roxy jest w każdy poniedziałek od 10 do 13. Dokładne opisy co się dzieje na antenie są także tu . Natomiast programy w TVP Kultura są nieregularnie ( ale wciąż są :) To w związku z pytaniem w komentarzach wcześniej.

"Oko świata" i inne

maxcegielski

Pierwsza recenzja konkretna pojawiła się tutaj, co zabawne kończy się porównaniem "Oka świata" do "Podróży z Herodotem" Kapuścińskiego. Zważywszy mój niejednoznaczny stosunek do Mistrza bardzo jestem tym... zaskoczony. "Podróże" oczywiście czytałem, ale bardzo dawno temu i muszę przyznać, że wolę wcześniejsze książki. Pod dobrym tytułem "Przybyłem do Konstantynopola żeby odnaleźć Stambuł" ukazał się wywiad w internetowych Kontratekstach. Ja natomiast przyznaję jestem pochłonięty tym co robię w TVP Kultura ( zaraz nasze 4 urodziny ) a teraz także w radiu Roxy, czego może na stronie internetowej nie widać, ale są tam częstotliwości i możliwość odsłuchu netowego. Ja zapraszam w poniedziałki od 10 do 13 ( także w lany poniedziałek ), kiedy będę rozmawiał z Jerzym Sosnowskim o tym co ateiści jak ja mają robić w święta wielkanocne. Wracając do "Oka świata", tak jak obiecywałem poniżej fragment reportażu o biennale w Stambule, inny niż wcześniej pokazywałem w necie. Ten, który pokazywałem podczas spotkania w Krakowie.

 

 

To telewizyjna wersja a więc skrócona wywiadu, który otwiera książkę "Oko świata"

Dwa wywiady

maxcegielski

Moment kiedy książka ukazuje się i zaczyna żyć niezależnie od autora jest dla mnie zawsze najtrudniejszy. Po napisaniu zaczyna się ciężka praca: negatywne recenzje, złośliwe i głupie komentarze do wywiadów, kolejne wywiady i często te same pytania. W dodatku wszystko w rękach innych a nie moich, długi ciekawy wywiad zamienia się w skrót, z którego niewiele wynika. Takie miałem ostatecznie poczucie po magazynie weekendowym Dziennika. Cieszę się, że Cezary Polak chciał rozmawiać o literaturze, bo to się rzadko zdarza. Żałuję, że redaktorzy wprowadzili lead "Podróże mi się znudziły" na pierwszej stronie, z rozmowy jasno wynika, że nie o znudzenie w tym chodzi, tylko o literaturę właśnie. Z kolei w wersji netowej lead brzmi "Jestem częśćią establiszmentu" co też nie było w rozmowie najważniejsze i nie jest właściwie wprost powiedziane, może raczej na odwrót, choć zaznaczam, że nie jestem buntownikiem. Dziwnie się stało, że w tym kontekście na bardziej pogłębiony wyszedł wywiad w piśmie kobiecym PANI, po prostu dlatego, że jest to dłuższa forma. Więcej tam co prawda o życiu niż tworzeniu, ale jakoś wrażenie lepsze, choć miejsce, medium inne, niepoważne jak "Dziennik". Książka "Oko świata" jest od 1 kwietnia do kupienia, między innymi w Merlinie, a tutaj fragmenciki wywiadu przeprowadzonego przez Cezarego Polaka, przez niego spisane, które się nie zmieściły.

W „Masali” z podziwem piszesz o travellersach, jednocześnie z wyższością traktując zwykłych turystów. Nadal uważasz, że taki podział ma sens?

Większość z tych tez zweryfikowałem. W posłowiu do najnowszego wydania „Masali” powołuję się m.in. na korespondencję między Witkacym a Bronisławem Malinowskim. Ich listy pokazują gorączkę podróży, jest tam też wyznanie autora „Nienasycenia”, który oznajmia, że tylko w drodze do tropików jest się w stanie odnaleźć. Pocieszam się więc, że jeśli Witkacy miał takie przemyślenia, to moja naiwność i głupota jest bardziej usprawiedliwiona. Rozróżnienie na travellersów i turystów wydaje mi się dziś sztuczne i niesprawiedliwe. Jednak kiedy się przejrzy relacje z podróży na portalach podróżniczych, to uderza, że niezależnie od tego jakiego rejonu świata one dotyczą, są kompletnie pozbawione opowieści o ludziach. Autorzy piszą o krajobrazie, zabytkach, problemach komunikacyjnych, zaś miejscowi pojawiają się w tych narracjach nie jako ludzie, lecz anonimowymi przedstawicielami rasy, kultury albo religii. W klasycznych relacjach travellerskich nie ma prób opisu

odmienności i wyjątkowości konkretnego człowieka.

Trailer "Pijani Bogiem"

maxcegielski

W pewnym sensie żegnając się z "Pijanymi Bogiem", ponieważ nowa książka "Oko świata" schodzi na dniach z drukarni, można ją już nawet zamawiać w sklepach internetowych. Przy paru okazjach, na spotkaniach prezentowałem ten trailer filmu, zamiast którego powstała ta książka. Teraz jest już na you tube, dostępny. Specjalne podziękowania dla Kuby Czerwińskiego, który wtedy wszystko nagrywał w Pakistanie. Wkrótce tutaj materiały filmowe ze Stambułu, np. te które w klubie Lokator pokazywałem. 

"DOM CISZY" ORHANA PAMUKA

maxcegielski

Po tym jak skrytykowałem noblistę w swojej książce "Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu" nie mogę nie czytać jego kolejnych książek tłumaczonych na polski w Wydawnictwie Literackim. Swoją drogą ciekaw jestem jaka jest strategia kolejności wydań, sprawia wrażenie szamotaniny między przypadkiem a jakimś komercyjnym planem? "Dom ciszy" Orhan Pamuk pisał między 1980 a 1983, w 1982 ukazał się jego debiut "Cevdet Bey i synowie". Przez ponad sto stron miałem wrażenie, że odłożę "Dom" na półkę i nie skończę znudzony. Potem całkowicie zmieniłem zdanie, mniej więcej wtedy kiedy na jaw wychodzą szczegóły tajemnicy rodzinnej, kiedy babcia - Fatma opisuje w jaki sposób przyczyniła się do kalectwa swojego służącego Recepa i jego brata Ismaila. Szczegółów nie zdradzę oczywiście. To chyba najmocniejszy, przełomowy moment narracji, którego eskalacją są potem sceny w deszczu. Bardzo mocne, psychologicznie; niczego takiego nie było w świadomie teatralnym "Śniegu" czy historycznym "Czerwonym". W dodatku ta największa tajemnica rodziny właściwie nigdy nie wychodzi na jaw, przyćmiewają ją kolejne nieszczęścia finałowe. Fatma, zanurzona po uszy w osmańskim świecie jest najważniejszą dla mnie narratorką. Jej opowieści o powozach przypominają mi wspomnienia ostatnich dam z haremu sułtanskiego, które czytałem w Stambule. Jej męża, szalonego ateistę Selahattina poznajemy tylko z jej opowieści. To zestawienie ważne dla tych co interesują się kemalistowskim przewrotem w Turcji. Fatma jest symbolem "starego porządku", zarówno z jego sentymentalizmem jak i obłudą. Selahattin ironicznym, aczkolwiek właściwie nie przesadzonym symbolem obsesji Młodoturków i kemalistów na punkcie nowoczesności. Modernizacja okazuje się tylko wschodnią nędzną kopią koncepcji Zachodu. Świetny mógłby być "ciąg dalszy" dwadzieścia lat później, z konserwatyzmem AKP jako nową, świeżą i autorską wizją nowoczesności a la Turca. 

"Dom ciszy" 

Na koniec parę uściśleń. Nie można jak Juliusz Kurkiewicz w Gazecie pisać: "Akcja powieści rozgrywa się w lecie 1980 r. w kraju stojącym w rozkroku między ZSRR i USA. Miesiąc później dojdzie do wojskowego zamachu stanu Kenana Evrena, który zapobiegł eskalacji terroryzmu (prawicowego i lewicowego) i rozlaniu się fali fundamentalizmu religijnego. ". Ten przewrót jest do dziś jedną z największych traum Turków, jego oceny bardzo różne. W "Oko świata" rozmawiam o tym z większością bohaterów. Często przyznają, że po przejęciu władzy przez wojsko "niestety odetchnęliśmy z ulgą", ale teraz wielu tego żałuje. I na pewno nie zatrzyano wtedy "fundamentalizmu religijnego", w Turcji problemem jest fundamentalizm nacjonalistyczny podszyty religią a nie islam.

Z kolei Piotr Kofta w Dzienniku, określa wprost Pamuka mianem pisarza politycznego. Choć ja sam chętnie bym się pod tym podpisał, to siła "Domu ciszy" polega na wykraczaniu poza takie przyziemne kwestie i dlatego to dobra książka. Selahattin "Darwinoglu, pomijając już mówiące nazwisko, jest oczywiście parodią samego wielkiego reformatora Kemala Paszy Atatürka, nieudolnym kopistą, tragicznym w swojej pasji plagiatorem europejskiego oświecenia, wyważającym na siłę dawno otwarte drzwi, mędrcem bez publiczności, a trochę też postacią kasandryczną. Turcja okazuje się być tu nieudanym i pełnym kompleksów sobowtórem Zachodu, cierpiącym od nieszczęsnego daru wolności. Utraciwszy swoją historię (co pięknie pokazuje Pamuk, opisując zmagania Faruka w miejscowym archiwum), ludzie dostali w zamian chaotyczny erzac nowoczesności oraz porcję niespełnialnych marzeń o kolorowym, konsumpcyjnym dobrobycie." - z tym się zgadzam.

 

Problemy z "literaturą faktu" czyli jeszcze o spotkaniu w "Lokatorze"

maxcegielski

Nadal mam wrażenie, że krakowskie spotkanie tydzień temu było jednym z najciekawszych w jakich brałem udział. Czy ktoś z zaglądających tam był i potwierdzi lub wręcz odwrotnie, obali moje (dobre) mniemanie? Wielką przyjemnością było dyskutowanie z kolegą „po fachu” Mateuszem Marczewskim. Choć może trudno to nazwać dyskusją bo zgadzaliśmy się ze sobą. 

Cegielski Marczewski 

Żałuję, że nie dotarł w końcu Ignacy Karpowicz, bo z tego co rozumiem on bezpośrednio spiera się z mistrzem Kapuścińskim w swojej książce o Etiopii. W Polityce tak pisano o jego „Nowym kwiecie cesarza”: „Autor robi, co może: opowiada piękne bajki, chwali się licznymi trudnościami, jakie musiał pokonać, i błyszczy erudycją. Czasami wątpliwą, na przykład Arthur Rimbaud nie "dokonał życia" w Etiopii, zmarł trochę bardziej banalnie w Marsylii. Otrzymujemy też koktajl odwołań do wielkich poprzedników, pisarzy-podróżników: oczywiście z Kapuścińskim na czele. Tylko że autor "Cesarza" pojechał do Etiopii, by studiować poważne problemy polityczne świata, które jak w soczewce skupiły się w opowieściach byłych sług obalonego władcy. A jego opis kultu władzy i metod rządzenia mówił niejedno o Polsce późnego Gierka, która cierpiała na biurokratyczną ślepotę i brak rozeznania rzeczywistości. (…) Nawet jak się pojedzie w to samo miejsce, na to samo nie wychodzi. Ignacy Karpowicz pojechał, bo lubi. Bardzo to pięknie, bo opowieść o tym, jak się męczył, bo nie lubi, to byłby stanowczo zły pomysł. A tak jest barwnie i ciekawie. Tylko że celem wyprawy okazuje się utwierdzenie w przekonaniu, że wszelkie patriotyzmy i lokalne przywiązania nie mają sensu. Bo wszędzie jest tak samo! Pominąwszy oczywiście zabytki, historyczne osobliwości i języki. Te ostatnie – są trudne, a zabytki, jak zabytki, nawet ładne. Podróż młodego pisarza, choć daleka, okazuje się jeszcze jedną wersją przeżyć turysty, który powtarza sobie mantrę: „wakacje–odpoczynek–odmóżdżenie–debilizm– nirwana”. Taka recenzja powoduje, że muszę to dokładnie przeczytać, a nie przejrzeć próbną wersję, którą kiedyś dostałem od autora po tym jak prowadziłem z nim spotkanie o debiutanckim „Niehalo”. Warto wiedzieć co robią inni zmagający się z tak zwaną „literaturą faktu”, chociażby po to aby nie popełniać ich błędów. Rozumiem zarzut, że każda opowieść musi mieć szersze, drugie dno, być metaforą. A może wcale nie?

 

Na pewno wielopoziomowi i metaforyczni są „Niewidzialni” Mateusza Marczewskiego. Podczas spotkania w „Lokatorze” dużo mówiliśmy o tym ile można znaleźć w Internecie, nawet o tych dalekich miejscach. Swoją drogą moja Ania wyjeżdżała właśnie na zdjęcia do Paryża i byłem zdumiony tym, że niektóre ulice są jako „street view” całe sfotografowane ( sfilmowane) na gogle.maps, można obejrzeć dokładnie, w kontekście i na tle dom czy knajpę. Dla filmowców robiących risercz to super, ale dla literatury to wyzwanie. Jedyny sens pisać bardzo osobiście,  tak, żeby czytając była pewność, że w necie tego nie ma. Mam wrażenie, że „Niewidzialni” spełniają ten postulat dużo bardziej niż moje pisanie. Mateusz nie naśladuje np. stylu Stasiuka, tylko wyciąga z niego lekcję. Takie podejście grozi jednak pewnymi mieliznami konstrukcyjnymi, trudnością w przyswojeniu stylu. W „Niewidzialnych” czasem brakowało mi takiego rozpisania na mocne sceny, Aborygeni są bardzo długo daleko, choć są bohaterami. Z drugiej strony rozumiem, że tacy, trudno uchwytni oni po prostu są. A cała historia kontaktów z nimi mówi więcej o Europejskiej cywilizacji niż wielka literatura ze starego kontynentu. Anyway zazdroszczę Mateuszowi, gratuluję i czekam na jego książkę o Polsce. Tym bardziej, ze jak mówiliśmy na spotkaniu, obydwaj chcemy teraz zabrać się za egzotyczną ojczyznę. I jeszcze raz dzięki dla Tomka Charnasa za zorganizowanie spotkania.

ps.  http://www.lokator.pointblue.com.pl/index.php?evnt=933&pag=1 - Tu więcej zdjęć i opinie, jak widzę poztywne.

Nahacz w TVP Kultura

maxcegielski

Rozmowa z Jarosławem Klejnockim i Jakubem Żulczykiem już w piątek 13 marca o 22.05. Tutaj parominutowy skrót. Szybko cięty w domu na finalcut, prosze wiec wybaczyc rozne przyciete slowa. I musze powiedziec, że jakos wciaz mnie sie trzyma ten temat, zycia, tworczosci i smierci mlodego chlopaka, ktorego nie znalem. Rozmawialem o tym w Krakowie z Mateuszem Moczulskim (http://przeholowana.blogspot.com/ ) na nocnym posiedzeniu. Ja zastanawialem sie, może głupio, jak można popełniać samobójstwo w lipcu, kiedy to każdy dół można zabić idąc w miasto, przez warszawskie parki. A Mateo na to, że pamieta tę noc, były burze, dla meteopatów i innych wrażliwców ciężki czas. W Krakowie mówiliśmy też o przypadkowej zdajsie śmierci Bolca. A na samym spotkaniu w klubie Lokator ( do którego jeszcze tu wrócę) wspominałem o "Niezwykłych przygodach Roberta Robura". Jakoś te wszystkie śmierci zmieniają patrzenie na lata `90, okres transformacji staje się jeszcze bardziej historyczny i warty w końcu podsumowania, pisania. To zresztą moja obsesja ostatnio, której daję upust nawet w imprezowych gadkach przy szkle i zamęczam...No nic, poniżej szczypta rozmowy o Nahaczu, zapraszam na program...

 

Postscriptum do "Slumdoga"

maxcegielski
Postscriptum do spotkania w trójce o „Slumdog", a może nawet wogóle do całego problemu powinien być najciekawszy z dotychczasowych tekstów opublikowanych o tym filmie. Jarosław Pietrzak pisze na: http://www.krytykapolityczna.pl/Blog-filmowy/W-Indiach-przeglada-sie-caly-swiat/menu-id-183.html, o tym, że Boyle świadomie czerpie i nawiązuje do konwencji Bollywoodu. Kultura wschodu przefiltrowanego przez zachód pozwala temu drugiemu dokonać liftingu, odświeżyć wampirycznie nadwątlone siły. O tym trochę udało się powiedzieć podczas audycji w 3, którą tu zapowiadałem. O „Milionerach" indyjskich i światowych Pietrzak pisze między innymi:

„Teleturniej ten jest właściwie dosłowną ilustracją dwóch książek Deborda o społeczeństwie spektaklu. Boyle pokazuje kapitał skoncentrowany w formie spektaklu jako formę sprawowania władzy nad wyzyskiwanymi. Gdy jedni pławią się w pieniądzach, a inni przedzierają się przez życie zawalone tonami śmieci (jest w filmie jedno właśnie takie zderzenie montażowe), pokrzywdzeni, zamiast się w końcu zbuntować, wpatrują się oniemiali w tafle telewizyjnych ekranów. Rozgrywa się na nich spektakl (...)W Indiach przegląda się cały świat współczesny „Świat, który już nawet przestał kłamać, że z biedy można wyjść ciężką i uczciwą pracą - pozostają trzy drogi wyjścia: teleturnieje, (...) mafia (...) atrakcyjność seksualna" czyli awans Latiki jako w gruncie rzeczy luksusowej prostytutki, dla jednego klienta - szefa mafii zresztą.„Gdy jakimś trafem jeden z pokrzywdzonych porwie się na skok przez społeczne progi, struktury władzy od razu stają się czujne, ujawniając, że tak naprawdę wcale takiej opcji nie zakładały."

Pietrzak Jarosław opublikował już kiedyś arcy ciekawy tekst o kinie indyjskim w Le Monde Diplomatique.Widać, że zna świetnie historię kina popularnego na subkontynencie. Podobnie jak ja czerpie z tekstów Mike Davisa, historyka. Publikowanych między innymi w Lewą Nogą. Perspektywa klasowa pozwala tu wyjść z wielu pułapek „orientalizmu". Ja w książce o Stambule używam jej po to aby pokonać ograniczenia, które pokazał Edward Said, Pietrzak czyni podobnie.

Wtorek 19.00 spotkanie w Krakowie

maxcegielski
"NOWE ŚWIATY POLSKIEJ PROZY": Cegielski, Karpowicz, Marczewski


"10 marca odbędzie się kolejna POCZYTALNIA - saloon SPLOTU z obieżyświatami i niepodróżnikami.

Znowu będzie się działo w krakowskim Lokatorze. Popularny klub literatek i kielonków na Kazimierzu (ul. Krakowska 27) otworzy się tym razem na autorów posługujących się formami czystymi i eklektycznymi - prozą: życia, artystyczną, podróżniczą, eseistyczną, reportażową i... w wielu innych wariacjach gatunkowych. Przybywajcie! 10 marca o godz. 19.00

w NOWE ŚWIATY POLSKIEJ PROZY wprowadzą osobiście lub poprzez swoje teksty i prezentacje multimedialne:

MAX CEGIELSKI
[Apokalipso, Masala, Pijani Bogiem, Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu]

IGNACY KARPOWICZ
[Niehalo, Cud, Nowy kwiat cesarza (i pszczoły), Gesty]

MATEUSZ MARCZEWSKI

[Niewidzialni].

Z zaproszonymi gośćmi porozmawia - o prozie starych i nowych światów, polskich klimatach oraz wpływających na pisarzy wiatrach od Wschodu i Zachodu - Tomasz Charnas. Po raz pierwszy czytelnicy tomów uznanych autorów zetkną się z ich książkami nienapisanymi - o tych ostatnich opowiedzą sami twórcy lub zdradzą ich przygotowane wizual(izacj)e. Dla zorientowanych na nowości wydawnicze niespodzianka: przedpremiera tomu Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu Maksa Cegielskiego."
 

Nahacz i Magik

maxcegielski

Nie masalowo, ale historia, ktora jakoś przeżyłem, podobnie zresztą jak śmierć Magika z Paktofoniki, którego troche poznalem osobiscie. Z dużym zainteresowaniem, ale i rozczarowaniem czytałem scenariusz Macieja Pisuka, wydany przez "Krytykę Polityczną". Z Mirkiem Nahaczem nie było aż tyle szumu, może nawet ma rację Kuba Żulczyk, kiedy pisał w magazynie Dziennika, że za mało. Kiedy młody pisarz, autor "84", "Bombla" i "Bociana i Loli" się zabił, właściwie przeszło to bez echa. Może to właśnie hip hop przejął po literaturze, przynajmniej na pewien czas zdolność tworzenia mitów? Historie Magika i Nahacza są gdzieś podobne: obydwaj to nadwrażliwcy, których przerasta rzeczywistość. "Poeci życia" robiący karierę, która ich wykańcza. Po samobójstwie Nahacza rozmawialiśmy o nim, w kontekście też wydanej wtedy biografii Wojaczka, we wrześniu 2007 tuż po jego śmierci. 

Za tydzień, w piątek 13 marca o 22.05 w TVP Kultura moja rozmowa z Kubą Żulczykiem http://jakubzulczyk.ownlog.com/ i Jarosławem Klejnockim http://klejnocki.wydawnictwoliterackie.pl/, którzy na swoich blogach ciekawie spierali się o "mit" Nahacza. W rozmowie bardzo dużo miejsca poświęcamy "Niezwykłym przygodom Roberta Robura", pośmiertnie wydanej ostatniej książce pisarza. Byłem pod ogromnym wrażeniem Robura, poprzednie książki wogóle mi się nie podobały. Jestem z innego pokolenia niż Nahacz, nie znałem go, nie jestem aż tak przesiąknięty popowym, medialnym systemem odwołań, tropów, tematów. A jednak zamysł książki wydał mi się jasny, co mogłoby dowodzić, że ociera się ona o... genialność. Wkrótce chociaż fragment nagrania audio-video, na razie reportaż o Mirku Nahaczu, zrealizowany w Krakowie, będzie też miał emisję u nas w TVP Kultura. I jeszcze jedno, losy chłopaka z Gładyszowa, który gra w grę komputerową Warszawa i nagle uświadamia sobie, że to rzezczywistość... i zabija sie naprawdę, są równie mocną metaforą co losy Magika. Ale może dobrze, że Nahacz nie został aż tak zideologizowany, jak Magik przez Krytykę Polityczną. Dla mnie obydwaj nadają się na nowych ludzi " z marmuru", jak pisał Marecki o Magiku.


Nahacz from Niedoczytania.pl on Vimeo.

Film o Stambule - piątek 6 marca 17.00, Ośrodek Studiów Wschodnich

maxcegielski

"Istanbul: Truth, Fear and Hope Special film screening A joint event of the European Stability Initiative (ESI) and the Centre for Eastern Studies (OSW) 6 March 2009 17:00 The Centre for Eastern Studies (OSW) ul. Koszykowa 6A 00-564 Warszawa. To register please email: Antonina.Michalowska@osw.waw.pl After the film there will be an opportunity to discuss the film with Gerald Knaus, Chairman of ESI, and a resident of Istanbul, and Adam Balcer, Specialist on South East Europe, at the Centre for Eastern Studies (OSW). The meeting will be chaired by Maksymilian Cegielski of TVP Kultura. His book on Istanbul (The eye of the world. From Constantinople to Istanbul) will be published in April. " - z oficjalnego zaproszenia, po angielsku bo spotkanie w calosci w tym języku.                                                                                                          

O 21.00 w programie 3 polskiego radia

maxcegielski
w klubie trójki odbędzie sie rozmowa o... "Slumdog milionare", do której zostałem zaproszony pomiędzy innych, ciekawych gości. Zapraszam więc do słuchania, dziś, w poniedziałek!

Slumdog - 2

maxcegielski

Znowu TVN i znowu pytają o "Slumdoga" a więc sprawa coraz większe rozmiary przybiera. W kaźdej  weekendowej gazecie coś o reperkusjach filmu. Warto odnotować:

Aravind Adiga dla gazety: "Autor tej historii o biedaku z największych slumsów w Azji wybrał najstraszliwszą część hinduskiej rzeczywistości, przejaskrawił ją, a do tego dodał trochę bajki - bogactwo, miłość, egzotykę. Z punktu widzenia naszego społeczeństwa powstało coś gorszego od eskapistycznego Bollywood, bo ani nie może być marzeniem, ani nie mówi prawdy. Jakie dziecko ze slumsów dostałoby się do teleturnieju? Niemożliwe!"
Dev Patel ( rola "dorosłego" głównego bohatera ) dla gazety: "Jestem Brytyjczykiem azjatyckiego pochodzenia, ale w Indiach byłem tylko raz wiele lat temu - pojechaliśmy z rodzicami na ślub do naszej rodziny. Trochę się filmu bałem: slumsy oglądałem do tej pory w telewizorze, leżąc na wygodnej sofie. Czy to będzie uczciwe? Ale gdy po raz pierwszy znalazłem się w Bombaju, miałem wrażenie, jakby ktoś mną uderzył o ścianę. Nie da się opisać tej temperatury, zachowania ludzi, hałasu, zapachu - to jak odrębny wszechświat. Surrealistyczny, ale nie do końca mi obcy, jakbym już tu kiedyś był."

dzieci slumdoga

 Tymczasem najbardziej ciężko ( jak widać na zdjęciu, jest super, ale można zwariować ) mają mali aktorzy ze "Slumdoga", ci którzy urodzili i wychowali się w Mumbaju. I o to pytał właśnie TVN. Danny Boyle zaprosił ich na wręczenie Oskarów. Gest równie miły i słuszny co niosący daleko idące skutki. Dzieciaki wróciły jako gwiazdy, rząd obiecał mieszkania, ciekawe czy dotrzyma obietnicy? Nie zdziwię się jeśli któryś z małych aktorów pojawi się zaraz na wiecu wyborczym partii, albo gorzej, zniknie porwany. Brr...Media indyjskie juz przyłapały ojca Ismaila na tym, że uderzył syna. Podobno chłopiec nie chciał udzielić kolejnego wywiadu, rozumiem go doskonale. A może chodziło o coś innego? W każdym razie wszyscy są pod presją mediów, koniec "szczęśliwego" dzieciństwa. A rodziny, "krewni i znajomi królika" pchają się, żeby coś uszczknąć z tortu. Co tam się musi dziać, te wszystkie ciotki, kuzyni, którym trzeba pomóc, pewnie agenci z Bollywood już szykują kontrakty, reklamy, filmy, mam nadzieję, że nic gorszego. Współczuję dzieciakom, warto śledzić ich dalsze losy, co jeszcze się wydarzy?

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci