Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Nowy rok - Newruz/newwrooz/Neuruz

maxcegielski
Wczoraj "pogański" nowy rok, święto wiosny. Tradycja, której resztki przetrwały u nas w postaci wagarów szkolnych. W Iranie jak co roku skoki przez ogień. W Turcji jako co roku stan pogotowia: newruz obchodzą przede wszystkim Kurdowie, związani blisko z perską kulturą. Co roku siły porządkowe, armia i policja są przygotowane do usuwania niepodległościowych elementów z obchodów. Jak co roku władze apelują o zachowanie "zdrowego rozsądku" i spokoju...

Mittu Sain w Polsce/ Czego nie ma w książce

maxcegielski

Mittu Sain odleciał do Pakistanu. Mam nadzieję, że jest już w Lahor, że nie zgubił się w labiryntach stambulskiego lotniska. W Karachi, u siebie, już sobie poradzi. Pod koniec jego pobytu zacząłem widzieć go znowu jako sufiego. Choć wyrwany ze swojego naturalnego świata, ciągle przywoływał Śaha Dźamala, Gandź Bakśa, Śahbaza Kalandara - swoich świętych. Tak jak pisałem w książce "Pijani Bogiem" bliskość ich grobowców jest dla Mittu bardzo ważna. Będąc daleko od darbarów - dworów sufich jest mimo wszystko blisko nich, duchowo. Tak jak inni muzułmanie przywołują wciąż Boga mówiąc "mashallah" czy "inshallah" Mittu chcąc okazać radość mówił w Polsce po prostu "Dźule Lal", tak jak skanduje grając na grobowcu w Sehwan Śarif. Mimo odległości geograficznej opiekun sprzed wieków jest blisko, w sercu, w umyśle naszego przyjaciela. Reakcje, tych którzy znają sufizm, jak Magura Góralski i tych, którzy nie mają o nim pojęcia jak moja babcia, utwierdzają mnie w poczuciu, że Mittu ma w sobie jakąś cząstkę baraki - mistycznej energii. Magura tak to nazwał wprost: baraką a moja babcia (85 lat, bardzo racjonalna osoba) powiedziała po prostu: jaki to piękny człowiek, ma w sobie taką energię! Na gruncie muzycznym wyczuwali ją chyba wszyscy, którzy z Mittu grali, którzy go nagrywali. Rozwiali moje wątpliwości, które opisuję w książce. Właśnie bycie z Mittu tu w Polsce pokazało, jak wielką ma naprawdę klasę

mittu sain interview

(Mittu Sain udziela wywiadu dla radia Bis. To jest właśnie porozumienie ponad podziałami. W końcu to, że wyrzucili stamtąd audycję masali nie oznacza, że mamy ich bojkotować. Przynajmniej ja tak uważam)

Wszystko to nie zmienia oczywiście faktu, że Mittu jest też gwiazdorem. Sami go tak zresztą traktowaliśmy, tym bardziej ułatwiając przyjęcie roli. Tak jest też traktowany w Pakistanie. Od momentu, kiedy zbierałem materiał do książki stał się jeszcze bardziej znany. Jak gwiazda jest też traktowany w domu, ponieważ z Gungą zarabiają na całą rodzinę. Oprócz tego, że jest sufim jest też muzykiem profesjonalnym i to zauważył każdy. Mittu Sain na koncercie Aiwy w CDQ po 20 minutach znudził się i stwierdził: ciagle ten sam beat. Nie ma się też co oszukiwać, nie ma Mittu zbyt dobrego zdania o Mehmudzie Sabrim, który odwiedził rok temu Polskę. Za to, nie chcę chwalić, ale tak było, bardzo podobała mu się Masala. Nie tylko dlatego, że znajome rytmy. Daniel Moński, który zresztą kupił od niego dhola, ciągle był pod wrażeniem gry Mittu i uczył się, od mistrza.

Nasz przyjaciel jest sufim, jest bębniarzem, jest gwiazdorem i jest też prostym człowiekiem, który nie umie czytać ani pisać, ani w urdu ani po angielsku. Mimo to dzielnie składał autografy na książce. Nie interesował się specjalnie polską, tylko muzyką. Od Tomka Szczecińskiego - Que Sabroso dostał płyty z polską muzyką ludową. Ciekawe jak mu zabrzmią w Lahor. Czuł  się dobrze jadąc samochodem, kiedy grał z kompaktu Nusrat Fateh Ali Khan. Sam ciągle podśpiewywał pieśni kawwali. Mam nadzieję, że następnym razem przyjedzie z bratem i zorganizujemy im profesjonalny show i tournee. Podziękowania dla wszystkich, którzy odpowiadali swoją energią na barakę Mittu Saina! 

 

 

 

Recenzje "Pijanych Bogiem" 1

maxcegielski
"Boimy się tego, co nieznane. Tak rodzą się demony. Gorzej, tak rodzi się nietolerancja. Wyznawcy islamu budzą w zachodnim świecie lęk szczególny. Muzułmanin to ślepy fanatyk. Podpala niewierną żonę i wysadza londyńskie metro. Muzułmanin ma zawsze twarz Osamy. "Pijani Bogiem" Cegielskiego, jednej z bardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny medialnej, jest próbą ukazania bogactwa i piękna stworzonej przez Mahometa religii. Próbą, która zasługuje na miano udanej." pisze w Gazecie Studenckiej Agata Karolczyk. Są też zarzuty...

Warsztaty z Mittu Sainem

maxcegielski

mittu sain dobrakarma

Zapraszamy od 17 w sobotę 17 marca. Dobrakarma, Górczewska 67, wjazd od aleji Prymasa tysiąclecia. Uczestnicy warsztatów mogą oczywiście zostać później na imprezie z Singledread.

Tego samego dnia Mittu Sain wystąpi w audycji Magury Góralskiego w radiu Jazz, od 15.00

Jamowanie w Punkcie

maxcegielski

tak się zaczęło:

a taki był finał:

w międzyczasie było też wspólne granie Mittu z Ritmodelią czyli zaskakujące połączenie beatu pakistańskiego z brazylijskim. Całość nagrywał na wielośladzie nieoceniony Jawor. Wspólnie z opensources czyli labelem masalowym ( Village Kollektiv, Psiocrew, Masala) zamierzamy ten materiał wydać więc bądźcie czujni.

Urs Gandź Bakśa

maxcegielski
8 marca rozpoczyna się urs (obchody rocznicy śmierci) patrona Lahor - Gandź Bakśa (ang:Ganj Baksh), znanego też jako Al Dżullabi Al Hudżwiri albo po prostu Data Saab. To właśnie o tym wydarzeniu zapomniał Mittu jadąc do Polski. W "Pijanych Bogiem" jest oczywiście sporo o tej postaci, próba umiejscowienia jej w całej historii sufizmu na subkontynencie indyjskim, określenia stosunku filozofii Hudżwiriego do "pijanego", dzikiego sufizmu, który reprezentował przed wiekami Lal Śahbaz Kalandar i teraz, pielgrzymujący na jego grób Mittu Sain. Urywki z "Pijanych" dotyczące patrona Lahore...

Mittu Sain w Polsce 5: Ostatnie imprezy!

maxcegielski

 

MITTU SAIN & MASALA – OSTATNIE WSPÓLNE GRANIE!

  

Mittu Sain, suficki bębniarz z Lahor w Pakistanie po raz ostatni spotka się na scenie z muzykami Masali. Muzyczne zderzenie pendżabskiego bębna dhol i europejskich folkowych instrumentów. Ci, którzy bawili się z Masalą w Punkcie na promocji „Obywateli IV Świata” wiedzą już w jaki trans wpadają wspólnie muzycy. Na scenie zagrają dj`e: Que Sabroso (Tomek Szczeciński) Praczas (Rafał Kołaciński) i Like Orient Soundsystem (Smoku i Yama). Żywe instrumenty: Daniel Moński – darabuka, dhol i inne, Bart Pałyga – sarangi i śpiew gardłowy, Maciej Cierliński – lira korbowa, Mittu Sain – dhol. Pojawią się też muzycy zespołu Yerba Mater. Nie zabraknie mistrza freestylu, świetnego rapera Pana Duże Pe i mistrza turntablizmu - DJa Spoxa. Swoje trzy grosze dorzuci też Max Cegielski. Całość zostanie zarejestrowana.

 

11 marca, niedziela, Klub Punkt, Koszykowa 55. Początek o 18.00. (dj set. Jam od ok. 20.00 ) Wjazd 10 zł.

 

Poza tym ważne info dla tych, którzy chcą uczyć się u Mittu Saina. Na 17 marca, dzień przed jego powrotem do Pakistanu, planujemy warsztaty bębniarskie w Dobrej Karmie. Początek o 17, potem oczywiście impreza.

Mittu Sain w Polsce 4

maxcegielski

mittu in church Kolejne z doskonałych zdjęć Leszka Palińskiego. Dziś kryzys, kolejny telefon od rodziny Mittu domagającej się żeby wrócił i zarabiał pieniądze duże. W czwartek w Lahor zaczynają się wielkie obchody ursu ( rocznicy śmierci i przez nią zaślubin z Bogiem ) patrona miasta. Data Saab czyli Al Dżullabi Al Hudźwiri - postać opisana przeze mnie w "Pijanych bogiem". Jego grobowiec i wielki teren meczetu wokół to centralny punkt Lahor. Tam w podziemiach w czwartki po południu odbywają się koncerty kawwali. Urs świętego to tygodniowe święto, możliwość grania dla braci, parę razy w ciągu nocy. I ważne dla nich święto religijne. Mittu nie ma głowy do kalendarza, choć urs jest co roku (według księżycowego kalendarza oczywiście wiec data sie zmienia)i nie wziął tego pod uwage wyjeżdżając do polski. Decyduje się jednak zostać.

Data Gandź Bakś

Foto:Mikołaj Długosz http://nudnepocztowki.blog.pl/

Grobowiec Data Saab - Gandź Bakśa czyli Al Dżullabi Al Hudźwiriego

Mittu Sain w Polsce3: z Masalą

maxcegielski

Na początku Mittu Solo, publiczność nieco niepewna co z tym począć:

 

mitu w punkcie Foto: Leszek Paliński

po koncercie masali rozkręcił się totalny improwizowany trans

Mittu zachwycony graniem z Masalą. W kontekście polskim widzę go bardziej jako profesjonalnego muzyka niż jako mistrza sufickiej ceremonii. Może po prostu dlatego, że nie ma tu, tak jak w Pakistanie tego sufickiego świata wokół niego. Tu spotyka się z muzykami i tę rolę jego lepiej widać. Ale po udanym graniu w Punkcie z Masalą Mittu mówi mi przez telefon(jedzie już z Ewą do jej rodzinnego Chrzanowa), że to wszystko zasługa Baba Śaha Dźamala. On jednak zawsze wpisuje w swoim umyśle wydarzenia w tę sufi strukturę. Dla niego nic się nie dzieje bez woli i błogosławieństwa świętych.

Czego nie ma w książce3

maxcegielski

Występ Mittu i Gungi Saina na festiwalu w Lahor:
 

jeden z występujących tancerzy to malang-dziki, niezrzeszony w bractwie derwisz suficki, który pojawia się też w książce "Pijani Bogiem". Pamietam go jako tancerza na rodzinnej, dziękczynnej procesji rodziny Sainów do grobu Lal Śahbaza Kalandara. Widać jak sufizm też może ulec instytucjonalizacji. Mam wrażenie, że Sainowie jako profesjonalni muzycy idą w stronę "wirujących derwiszy" ala Turcja. Tam jest tylko spektakl pusty dla turystów, zupełnie pozbawiony swej pierwotnej funkcji. Oglądając show w tekke mewlewitów w Stambule albo przy grobowcu Rumiego w Konyi można mieć nadzieję, że któryś z tancerzy to "prawdziwy" sufi, ukrywający się tylko jako aktor, wykorzystujący jako pretext do modlitwy kontekst turystyczny. Na video Sainów jest podobnie. Tańczący z nimi są rzeczwyiście wiernymi i tańczą na grobach. Tu dostali szansę zarobienia paru groszy i potańczenia dla publiki. Ale ich umysły są (mam nadzieję) skierowane do świętych muzułmańskich. Kto wie?

czego nie ma w książce2

maxcegielski

W "Pijanych bogiem" opisuję jak Gunga Sain żuje ciągle betel, usta i zęby ma ciągle czerwone od "paanu" i cały czas jest na lekkim haju pod wpływem tego delikatnego nakręcacza. To się zmieniło, jak opowiada mi Mittu. Gunga radykalnie zmniejszył dawki paanu, z parudziesięciu do zaledwie kilku dziennie. Zaczynał mieć kłopoty z żołądkiem. Poza tym opisany przeze mnie w książce Pir, ich suficki opiekun duchowy zabronił braciom, szczegolnie Gundze właśnie, picie alkoholu. Starszy z braci lubił przechwalać się ile whisky potrafi wypić, to już przeszłość. Wcześniej nie pomagały prośby rodziców. Dopiero Pir przywołał braci Sain do porządku, zdajsie, ze ostrymi slowami. Suficka struktura znowu okazala sie silniejsza i bardziej wplywowa niz rodzina.

pijani bogiem Foto na okładce: Kuba Czerwiński

na okładce Gunga Sain w swoim ekstatycznym transie. Wiruje nie przerywajac gry. Rozmawiam z Mittu o tym, ze jego wirowanie jest podobne do tego derwiszy mewlewitow z Konyi, ale duzo ostrzejsze, bardziej szalone. W Turcji i muzyka i taniec suficki sa spokojne, wsytudiowane, poetyckie. W Pakistanie wszystko glosniej, mocniej, szybciej, bardziej szalenczo i spontanicznie sie odbywa.

 

masala działa

maxcegielski

Kiedy pierwszy raz usłyszałem (koncert dla Yerby w Proximie) nowe nagrania Masali byłem pod wrażeniem. Nigdy, wtedy kiedy byłem współautorem działalności masali, nie stroniliśmy od polityki, bo niestety wszystko jest polityczne, tym bardziej teraz, w PRL - BIS. Rozumiem, że niektórzy oczekują od masali "porozumienia ponad porozumieniami" i mają wrażenie, że to hasło stało się nieaktualne. Ale żeby porozumienia mogły zaistnieć potrzebna jest odpowiednia atmosfera. Działalność kacyków PRL -BIS je uniemożliwia. Politycy tworzą atmosferę nietolerancji, w której nie ma miejsca na żadną inność. Dlatego nie należy się dziwić, że powstali "Obywatele 4 świata" Trzeba tez widziec i sluchac tej epki w pewnym kontekscie. Byla plyta 1 - rozne smaki wymieszane, tez polityczne tam byly przeciez. Na epce "across" byl czysty chillout, zamknieta kompozycja, zgrabna, w sam raz. Teraz ekpia znowu postanowila nie mieszac wszytskiego tylko na jednej plycie zawrzec pewien klimat - tym razem polityczny. Znam juz niektore teksty, ktore beda na kolejnym wydawnictwie sa mniej wprost. Tak jak ten, zarejestrowany w punkcie:

czego nie ma w książce?

maxcegielski
Mittu marznie w Polsce. Wszystko mu się podoba, przyjechał w końcu na wakacje, ale nie może się oczywiście pogodzić z mrozem. Zachwyca się kościołami, Jezus Chrystus dla muzulmanów, szczególnie sufich jest przecież prorokiem, postacią mistyczną. Mehmud Sabri (wokalista kawwali z Karachi ) z z Amatullah kiedy byli w Polsce bardzo chcieli odwiedzić Częstochowę, pokłonić się "matce Jezusa" i tak też się stało. Mittu na razie warszawskie kościoły odwiedza. Na ulicach powalił go mały piesek York ubrany w czerwony stroik. Mittu nie zdziwił się, chciał po prostu takiego mieć. Problem to jedzenie, muzyk nie traktuje go jak egzotycznej przygody, tak jak ja w Pakistanie czy Indiach. Chce swoje jeść więc biorę go do indyjskiej knajpy, jemy i gadamy...

Mittu Sain w Polsce2: lądowanie

maxcegielski

Ani ja, ani Ewa, która załatwiła wszystkie formalności, nie wierzyliśmy do końca, że Mittu przyleci. Byłem gotów oskarżyć samego siebie o ukryty rasizm, wyrzyucałem sobie, że traktuję Mittu jako kogoś upośledzonego, kto nie poradzi sobie na lotniskach. Tak naprawdę nie chodziło jednak o kolor jego skóry, tylko o niego samego. Mittu jest cudownym człowiekiem, genialnym bębniarzem, ale nie umie czytać ani pisać, nie zna dobrze angielskiego. Sam przyznał, że to jego pierwsza wyprawa samodzielna w świat. Zawsze jeździł z opieką menedżerską. Witanie go na nowym terminalu okęcia było więc jak cud. Sam Mittu od razu powiedział, że to dzięki sufim, Śah Dźamalowi i Lal Śahbazowi Kalandarowi. Mittu ubrany w śalwar kamiz, ze swoimi naszyjnikami, amuletami sufickimi. Na bosaka, w odkrytych pendżabskich pantoflach. Wziął gruby szal bo wiedział, że będzie zimno, ale nie przypuszczał oczywiście, że aż tak. Kontrola graniczna dzwoniła do osoby wystawiającej zaproszenie jeszcze po jego wylądowaniu. Miał wizę, ale sprawdzali, czy na pewno ktoś na niego czeka. Odprawa zajęła mu ponad godzinę, za nim zostali jeszcze afrykańczycy. Być może wogóle ich nie wpuszczą 

  Foto: Leszek Paliński

islamofobia nowym antysemityzmem?

maxcegielski
Jesteśmy przekonani, że Europa racjonalizmem, rozumem oświeconym stoi. Czy jednak nie jest tak, jak pisze Bronisław Świderski w "Asystencie śmierci", że europejczycy muszą mieć kozła ofiarnego? Musimy nienawidzieć, wykluczać kogoś, aby być sobą. Kiedyś europejczycy nienawidzili żydów, dziś zastąpili ich muzułmanie. Islamofobia, strach przed islamem, jest więc tylko nową mutacją antysemityzmu. Dziś nie wypada już być antysemitą, to nie pasuje do nowoczesnego dyskursu, jest "niepoprawne politycznie". Można za to atakować islam, w obronie wartości europejskich zamykać się na inność. To jest dozwolone a nawet coraz popularniejsze

Nowa masala

maxcegielski

obywtatele IV swiata

www.masala.independent.pl

24 lutego Mittu zagra z Masalą na imprezie promującej ich nową epke. Pan Duże Pe stał się punkowcem. Jak piszą niektórzy, ma głos jak wokalista Dezertera. Myślę, że z jego strony to świadome działanie. Pamiętajmy, ze Pe śpiewa i rapuje także jako "Cisza i Spokój" oraz z Mista Pita w Cinq G (kiedy on znajduje na to czas?) W każdym projekcie inne akcje, inne klimaty realizuje i inaczej wokalizuje. Jego wokal na "Obywatelach" to realizacja naszych marzeń z początków, jeszcze soundsystemowych stricte. Chodziło o tworzenie czegoś zupełnie nowego, globalnego i pamiętanie zarazem o korzeniach - punkowych. O tradycje nie tylko historyczną z Indii, ale też naszą, Polską, pokoleniową. Wogóle zawsze chodziło nam o podkreślanie cech wspólnych, łączności, przepływu i pamięci, korzeni. A w IV RP - PRL BIS korzenie są traktowane instrumentalnie, do walki politycznej. Nowy materiał jest super aktualny, o czym świadczą reakcje w internecie na promomix

Mittu Sain w Polsce: oczekiwanie

maxcegielski
 

Mittu Sain – mistrz wielkiego pendżabskiego bebna dhol z Lahor w Pakistanie. Wraz z bratem Gonga Sainen należy do najbardziej znanych artystów związanych z sufizmem – islamskim mistycyzmem. Funkcja ich muzyki podobna jest do roli kawwali – ma wprowadzić wiernych w religijny trans. Sainów można usłyszeć między innymi na grobowcu Śaha Dźamala, sufickiego świętego, gdzie derwisze wpadają w trans przy ich muzyce. Oprócz transowych dźwięków grają też na weselach oraz w pakistańskim radiu i telewizji świeckie rytmy: bollywood i bhangre. Bracia są jednymi z bohaterów książki Maxa Cegielskiego „Pijani Bogiem”, która ukaże się 15 marca.

W Polsce ich nagrania doprowadzały publiczność do szaleństwa na imprezach Masala Soundsystem. Teraz na żywo będzie można usłyszeć Mittu Saina z masalowymi dj`ami.

 

 Potwierdzone daty występów:

23 lutego - M club (ex Pewex), Kraków, razem z Like Orient Soundsystem
24 lutego - klub Punkt, Warszawa, razem z zespołem MASALA
11 marca – klub Punkt, Warszawa, bębniarskie jam session z udziałem polskich muzyków i djów

mittu sain Foto: Ewa Masajada

fragment "Pijanych Bogiem": 

KABUTAR

 

Po złotym roleksie Mittu Saina przechadzają się muchy. Na jego zniszczonych dłoniach, oprócz taniej podróbki zegarka, pobłyskują pierścienie zdobne czerwonymi kamieniami. Rubinową barwą mieni się też kolczyk w jego prawym uchu. „To agat, który nosił Prorok, niech Bóg mu pobłogosławi i obdarzy go pokojem” – wyjaśnia Mittu. Posługując się mieszaniną urdu, pendżabskiego oraz angielskiego, opowiada o Muhammadzie Ibn Abd Allahu, znanym w Polsce jako Mahomet, urodzonym i żyjącym tysiące kilometrów stąd, na Półwyspie Arabskim, w VII wieku ery chrześcijańskiej. Sain mówi o nim z ogromnym szacunkiem.

Dłonie Mittu i jego starszego brata są obtarte i twarde od grania na bębnach, ale dzięki biżuterii prezentują się efektownie. Niektóre kamienie okolone są małymi sztucznymi diamencikami, które lśnią w słońcu. Na piersiach Sainowie noszą większe ozdoby, w błyskotkach odbijają się ich twarze. Dla braci kamienie są znakiem społecznego i religijnego prestiżu. Na straganie, jakich pełno na ulicach, można kupić okazały pierścień lub naszyjnik już za dwieście rupii, czyli mniej więcej dwadzieścia złotych. Plastikowe imitacje kosztują grosze. Sainowie każdy pierścień przywieźli z innej pielgrzymki. „Jeśli twoje serce jest czyste, otrzymasz wielką siłę z kamienia”. Próbując wytłumaczyć skomplikowane kwestie, Mittu dokonuje wręcz cyrkowych sztuczek, żonglując swym ubogim angielskim słownictwem. Na szczęście znam też podstawy urdu – języka urzędowego Pakistanu, ale to nie zawsze wystarcza do wyjaśniania religijnych zawiłości. Dlatego, żeby zrozumieć sposób życia braci, muszę uciekać się też do innych źródeł informacji.

Z tego, co słyszę, rozumiem, że błyskotki zachowują moc świętych miejsc, z których je przywieziono, pod warunkiem że kupiono je w dobrej intencji, jako pamiątkę i nagrodę za trud pielgrzymki. Bracia, aby nie skalać religijnych symboli, idąc do toalety zdejmują całą biżuterię, którą są obwieszeni. Na kamieniach wyryte są imiona stwórcy lub cytaty z Koranu, Księgi zawierającej boskie objawienie.

Starszy brat Mittu nosi imię Gunga. Na dach, gdzie siedzimy, wdrapuje się jego czteroletnia córeczka. Włosy ma spięte gumką w parę małych kucyków, ubrana jest w trochę przybrudzoną długą koszulkę. Potężnie zbudowany ojciec bierze małą na kolana i ciepło obejmuje. Jego długie i kręcone, bardzo ciemne włosy zakrywają twarz dziewczynki. Coś sobie szepczą do ucha, a może tylko tak mi się wydaje, ponieważ córka jest głuchoniema. Ojciec wyciąga z kieszeni banknot pięciorupiowy. Mała zawstydzona moją obecnością chowa się pod ramię Gungi, który pieszczotliwie czochra jej włosy, całuje w czoło i odstawia dziewczynkę na ziemię. Pogoniona delikatnym klapsem wraca na dół – do mamy, która na naftowym palniku przygotowuje na obiad placki ćapati, zastępujące tu chleb. Dzieci i kobiety jedzą dopiero w drugiej kolejności, najpierw mężczyźni.

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci