Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Polska postkolonialnie

maxcegielski

Już 6 maja mój nowy felieton w Krytyce Politycznej, w którym używam pojęć postkolonialnych do problemu normańskiego/wikińskiego pochodzenia Mieszka I oraz dyskutuję z używaniem tychże pojęć w nowym numerze "Pressji". Zakupiłem go od razu, ponieważ to środowisko zdaje się być samą śmietanką, żeby nie powiedzieć elitą, frakcji konserwatywnej. Nie rozczarowałem się, ale jak piszę w KP:

"Autorzy „Pressji” najpierw dezawuują postkolonialne podejście badawcze. Stwierdzają krótko, że „jego powstanie było efektem poczucia winy Zachodu, który w akcie skruchy za całe wieki kolonialnej agresji i podbojów postanowił dopuścić skolonizowanych do głosu.” Trzeba jednak przypomnieć, że badania postkolonialne rozpoczęły same ofiary imperium czyli np. intelektualiści pochodzący z subkontynentu indyjskiego. Poczuciu winy Zachodu można by jedynie przypisać akceptowanie ich idei przez akademików Europy czy Ameryki, choć nie obywa się przecież bez ostrych naukowych konfliktów.

Podpiszę się nawet rękami i nogami, pod tym, że polskie elity nie wierzą we własną wartość co wynika z „wpojonego skolonizowanemu narodowi głębokiego przekonania o jego niższości”. Toż to właśnie jest esencja studiów postkolonialnych, „Czy podporządkowani inni mogą przemówić?” (własnym językiem) to tytuł sztandarowego eseju Gayatri chakravorty Spivak, tłumaczonej i wydawanej przez Krytykę Polityczną. Nie zamierzam wypominać konserwatystom, że zaczęli używać do swoich celów języka, który lewica tworzy od dziesiątków lat w pocie czoła. Nie będę wypominał, że „Prywatyzując Polskę”, sztandarową pracę o „mimikrze” czyli kolonialnym naśladowaniu stylu hegemona, wydała właśnie KP. Chodzi mi raczej o to, że na przykładzie „Pressji” widać, że studia postkolonialne pokazują jak przekraczać skostniałe, proste, binarne opozycje np. na lewicę i prawicę. A poza tym do dwóch modeli tożsamościowych z rozmowy z Andrzejem Lederem należy dodać jeszcze lewicowe, krytyczne podejście do Polskiej historii. To, które ekipa już nie śnionej, ale jakże realnej rewolty, nazywa „pedagogiką wstydu”.

Jednak  przypominanie o tym, że Mieszko I sprzedawał dawnych „Polaków” jako niewolników muzułmanom na Wschodzie, nie wynika z mojej idealizacji Zachodu i poczucia wstydu. "

Więcej w Krytyce a tutaj jeszcze tylko odpowiedź dla jednego z komentatorów. Ponieważ nawet chęć polemiki i obrony swojego dobrego imienia nie zmusi mnie (na razie) do założenia konta na FB. Ktoś napisał, że manipuluję faktami, ponieważ google wcale nie podpowiada hasła "islamskie ścierwo". Dowód rzeczowy poniżej:

podpowiedzi_googla

 Pokazywałem zresztą ten obrazek podczas dyskusji w CSW, z cyklu "Re orientalizacja islamu", w której wkrótce pojawi się sam Tahar Ben Jelloun, a z naszego spotkania o "Medialnych uwikłaniach islamu" zapis video jest już dostępny:

 

 

 

Wielki Gracz na targach książki i festiwalach

maxcegielski

Bardzo ciekawe spotkanie i radość z przyjazdu na targi w Białymstoku. Przy tej okazji ukazał się też dodatek Gazety Wyborczej, gdzie między innymi wywiad ze mną o "Wielkim Graczu". Co ciekawe, kiedy na spotkaniu zapytałem czy ktoś czyta moje felietony w Krytyce Politycznej, nikt się nie przyznał, a potem ludzie podchodzili i mówili, że owszem, znają i cenią. W każdym razie, oprócz Białegostoku z książki Marcina Kąckiego jest jeszcze inny i ogromna frekwencja na targach.

bialystok_1

A 12 maja będę w Jastrzębiu Zdrój natomiast 21 maja na Warszawskich Targach Książki.

Zapraszam też 3 czerwca do Muzeum Polin w Warszawie na dyskusję o reportażu i świecie organizowaną przez Nową Europę Wschodnią a 4 czerwca do Lublina na Festiwal Kontynenty, gdzie będę prowadzić warsztaty "Sztuka notowania w podróży", na które wciąż można się zapisywać.

Inna wersja felietonu

maxcegielski

Mój felieton w Krytyce Politycznej  o "Zdradziectwie i odstępstwie Mickiewicza" zaczyna się tak:

Na trzecim kilometrze spaceru przez rubieże stolicy („in fifty five minutes and forty four seconds”) zwalniam na tyle, że biegacze są daleko przede mną. Pośród nowych osiedli czuję się bardziej obco niż w Indiach czy Azji Środkowej. Schodzę nad Wisłę i podziwiam kominy elektrociepłowni wznoszące się nad romantycznymi zagajnikami. Muszę uważać na miejscowych, którzy mieszczański niedzielny spacer zamienili w przyrodnicze, rowerowe ekspedycje i rozbijają się po laskach. Wisłą wolno płynie burobrązowa piana przedwiośnia, na drugim brzegu pędzą quady, jeźdźcy zatrzymują się i pstrykają zdjęcia przy pomocy „selfiestick”. Nie trzeba od razu eksplorować Azji, jak ja przez lata, aby poczuć się zdobywcą. Tak jak quadowcom wystarczają mi przedmieścia Warszawy, żeby poszwendać się i wprawić w ruch nie tyle nogi, co umysł.

turcja3_003

( To z Muzeum Mickiewicza w Stambule, z wystawy Migrującego Uniwersytetu Mickiewicza w 2014, praca Janka Simona pt. Adam Janek Mickiewicz Simon czyli skan 3d łączący głowy artystów + smoła i kapusta.)

W wersji dla KP nie zmieściły się moje dalsze dywagacje na temat mojego stosunku do Polski i Wschodu, które spowodowały, że w końcu musiałem zająć się ojczyzną współczesną, bardziej niż w książce "Wielki Gracz":

W całej okolicy nie ma żadnego kościoła, tubylcy zamiast na mszę jeżdżą chyba do pobliskiego, nowego „shopping center”. Identyczne powstają w Indiach, które podobnie jak Polska podłączyły się globalnego neoliberalizmu na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. To właśnie intelektualiści z subkontynentu, najczęściej pisząc po angielsku w Londynie i Nowym Jorku, stworzyli podwaliny pod studia postkolonialne, próbując zrozumieć własną pozycję kulturową.

Słynny esej z 1983 roku: „Can the subaltern speak?” Gayatri Chakravorty Spivak zadaje wprost niewypowiedziane explicite pytanie Mickiewicza z połowy XIX wieku, ale podobnie jak u niego nie pada tu jednoznaczna odpowiedź. Nasz wieszcz opowiadając w Paryżu o egzotycznej dla Francuzów słowiańszczyźnie, wydaje się równie usprawiedliwiony jak Spivak pisząca o paleniu wdów w Indiach, ponieważ sam należy do tej kulturowo i politycznie wykluczonej grupy etnicznej. Jednak podobnie jak ona i jak ja, należy do elity intelektualnej, dzięki czemu ma szansę przemówić językiem zrozumiałym dla europejskich salonów. Mimo uwikłań swojej, szlacheckiej pozycji społecznej, jest w lepszej sytuacji niż ja pisząc przez lata o „niesamowitej Azji”.

Wyjeżdżam na Wschód zajmować się tamtejszą egzotyką, choć sam należę do młodszej, wciąż i ostatnio w bólach dojrzewającej Europy, pochodzę z peryferiów nowoczesności. Z punktu widzenia Zachodu, z centrum, które chce ustanawiać narrację i oceny, jestem potomkiem barbarzyńskich Słowian, którzy przyjęli chrzest dopiero w 966 roku n.e. Przede wszystkim zaś czuję, nawet jeśli tylko podświadomie i udając, że tak nie jest, przeczuwam swoją gorszość, konieczność aspirowania, ciągłego modernizowania siebie i kraju. Może nawet podróżując do Azji chciałem, w głębi duszy, poczuć się lepszy, będąc białym Europejczykiem pośród Turków, Persów, Beludżów, Pasztunów, Hindusów, Kirgizów, Uzbeków, Pamirczyków. Dla nich „wewnętrzne kolonializmy” Europy, lata świetlne dzielące cywilizacje Londynu, Paryża, Berlina i Warszawy, były niewidoczne.

Przestałem nawet jeździć na Zachód, tam powracałem chcąc niechcąc do roli barbarzyńcy ze słowiańskich peryferii, który mimikrą, przed wiekami oświeceniową, dziś hipsterską, udaje tego kim nie jest. Dlatego w ogóle nie dziwię się sukcesom PIS i skupionej wokół tej partii rewolty konserwatywno-patriotycznej XXI wieku, nie tylko dlatego, że nigdy nie głosowałem na PO. Doskonale rozumiem, że pisząc obrażone listy do Brukseli ludzie „dobrej zmiany” czują to samo co wielu Polaków.

+ Pod felietonem w Krytyce ktoś napisał: "Towiański był carskim agentem i w tym momencie cały tekst traci sens.". Tylko, że ja nigdzie tam nie piszę o Towiańskim, tylko o zarzutach wobec Mickiewicza! Spór o to czy jego duchowy mistrz był na usługach Petersburga trwa do dziś. Pod poprzednim felietonem ktoś pisał, że z pewnością był, ale mnie wogóle nie interesuje kto był a kto nie agentem, zarówno w XIX jak i XX wieku, piszę o samych zarzutach.

W najbliższy piątek kolejny felieton w Krytyce Politycznej

 

 

 

 

Wspomnienia, zapowiedzi, odpowiedzi

maxcegielski

1. Już w piątek mój nowy felieton w Krytyce Politycznej.

2. Wkrótce video relacja z debaty o medialnym uwikłaniu obrazów islamu, która odbyła się w CSW Zamek Ujazdowski z moim udziałem, na razie w sieci jest nagranie z 1 odsłony "Re-orientalizacji islamu".

Ja natomiast chciałem polecić reportaż z wystawy "Kurz" w CSW, która w "Re-orientalizacji" powraca i będzie jeszcze powracać - w kwietniu odbędzie się spotkanie z uczestniczką, irańską artystką.

 

3. Czytelnicy bloga zapytali czy udało mi się dowiedzieć więcej na temat "kobiet w życiu Bronisława Grąbczewskiego"? O jego wychowanicy, która stała się Panią "Dunin-Ślepciową" jest trochę w książce, choć to bardziej próba wyobrażenia sobie ich wspólnego życia:

"Wyobrażam sobie, że wychowanica wygląda jak angielska miss i przechadza się po ogrodzie w sukni, z ulubieńcem na rękach. Tak jak kobiety mieszkające w wojskowych garnizonach w Indiach, usiłuje zachowywać się w Azji tak samo jak w ojczyźnie. Troszczy się o to, aby żyć w „cywilizowanym” stylu wyższych klas społecznych. Wyobrażam sobie, że młoda dama nie pracuje i nie ma żadnych obowiązków oprócz chodzenia do szkoły. Drapiąc pieska za uchem, oddaje się lekturze podróżniczo-przygodowych książek Mikołaja Karazina o Azji. Grąbczewski ma je w swojej bibliotece i doskonale zna. Wyobrażam też sobie, że dziewczyna, wachlując się w upalne dni, przegląda w ogrodzie reprodukcje batalistycznych obrazów Karazina, który był także wziętym malarzem i ilustratorem. W cyklu wielkich płócien przedstawia „chwałę rosyjskiego oręża”: zdobycie Samarkandy w 1868, przeprawę przez Amu-darię czy ekspedycję do chanatu Chiwy w 1873 roku."

Natomiast wydaje się, że mój bohater, tytułowy "Wielki Gracz" miał w Rosji żonę, która pojawia się w książce telefonicznej Petersburga tuż przed rewolucją, ale nie miał z nią dzieci. Kobiety nie były dla niego chyba najważniejsze w życiu, a w każdym razie był dżentelmenem i o nich nie wspominał.

Polski Livingston "czysty jak łza"

maxcegielski

Nie należy czytać komentarzy w internecie, ale są tak charakterystyczne, że jednak je przytoczę. Pod wywiadem o książce „Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata” o Bronisławie Grąbczewskim. Komentarz: „totalny brak wiedzy historycznej autora tegoż artykułu. Spytam tylko o jeden szczegół: Gdzie Grąbczewski miał robić karierę?” W tekście wywiadu pada odpowiedź, ale łatwiej jest atakować niż czytać dokładnie:

„Trzeba się na chwilę cofnąć w jego biografii, żeby zrozumieć, że jako młody polski szlachcic z Litwy nie miał zbyt dużego wyboru. Służba w rosyjskim wojsku była dla pokolenia po powstaniu styczniowym - któremu odebrano majątki, folwarki etc. - szansą na zrobienie kariery zawodowej.”

„Mechanizm „odzyskiwania” Grąbczewskiego dla Polski, gdy ten przyjechał do Warszawy w 1920 roku, jest rzeczywiście bardzo charakterystyczny, w pewnym sensie niesłychanie współczesny - albo też pokazuje nam absurd dwudziestopierwszowiecznych sporów. Po 1918 roku odzyskaną niepodległą ojczyznę byli w stanie budować na różnych polach ci, którzy już coś umieli. Inżynierowie, architekci, prawnicy, lekarze, generałowie mieli wcześniej okazję zdobyć doświadczenie wyłącznie u zaborców, a więc musieli do jakiegoś stopnia „kolaborować”. Podobnie przecież było po 1989 roku, „gruba kreska” była nieunikniona, żeby państwo w ogóle mogło funkcjonować. Pomiędzy 1920 a 1926 z narracji o Grąbczewskim i pewnie wielu innych postaciach, wyparto, wymazano albo osłabiono wymowę wątków związanych z pracą dla Rosjan. Polska potrzebowała wielkich podróżników i naukowców, więc taką też postać kreowano. Mimo to nawet on sam usiłował się z tego wyłamać, pisząc o bliskiej współpracy z carami.”

POLSKI_LIVINGSTON_small ( Charakterystyczny tytuł i tekst z Kurjera Poznańskiego, 1926 )

 „Dziś ślad Grąbczewskiego we mnie to przekonanie, że ciągle odwołujemy się do naszych lokalnych, polskich problemów, jesteśmy „wsobni”, żeby nie powiedzieć: prowincjonalni. A przecież w naszej historii byli ludzie, jak on, którzy mając gdzieś w głowie „ojczyznę”, potrafili spojrzeć szeroko, globalnie, empatycznie wobec innych kultur. Jestem na przykład pewien, że Grąbczewski, podobnie jak nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz, przyjmowałby uchodźców uciekających przed wojną w Syrii.”

Komentarz w sieci:„Skąd wnioski, że taki Grąbczewski, pełen współczucia i świadomości o zaniknięciu żyjących pierwotnie ludów wraz z ich kulturą, w zderzeniu z techniką i cywilizacją, że byłby on za wzbogacaniem kulturowym naszego kraju za sprawą multi-kultii ???”

Odpowiedź pada w wywiadzie„Myślę, że dla ludzi takich jak on, Skłodowska-Curie czy Chopin najważniejsza była ich praca, a nie narodowość. Tacy jak oni stali się ważni dla świata, dla kultury czy nauki, ponieważ byli „wielokulturowi”, otwarci na inność, na spotkanie z obcym, z nowym. Nie można dokonać niczego wielkiego, zamykając się na wpływy, bojąc się, że ktoś może zniszczyć naszą tożsamość narodową, cywilizacyjną.”

W podobnym stylu: „I czy wszyscy Polacy pracujący w PRLu to byli kolaboranci i zdrajcy na wzór wspomnianego tutaj TW Bolka?” Nigdzie nic takiego nie mówię, stwierdzam natomiast:

„(Grąbczewski) wykreował sobie heroiczną, polską biografię, kawałek dalej pisał jednak o przyjaźni z carem. Myślę, że bardzo potrzebował takiego wstępu, miękkiego wprowadzenia w swoje losy, żeby się usprawiedliwić. Podobnie jak każdy z nas, podobnie jak, dajmy na to, Lech Wałęsa, o którego toczy się teraz spór, nie był czystym jak łza, idealnym człowiekiem. Przecież nikt z nas taki nie jest! A my Polacy chcielibyśmy mieć tylko wzorowych bohaterów, a po drugiej stronie samych plugawych zdrajców. A takich ludzi nie ma na świecie.”

I charakterystyczna pointa tego napastliwego komentarza: „To jest zlecony art. przez tych pobratymców KOD-u” No i oczywiście ( wpis wybrany spośród wielu podobnych, komentujących także kim był mój dziadek i ojciec, z błędami w dodatku ) : „Kolejny lewus-lewak.otwierac Na inne kultury sie chce.takie chore lewackie myslenie jest przyczna wszystkich obecnych klopotow.” (pisownia oryginalna)

Czytaj całość wywiadu dla WP.PL

 

Litwini są z Indii a Mickiewicz z PISu?

maxcegielski

muzeum_kapusta2( Muzeum Mickiewicza w Stambule, foto: Justyna Chmielewska)

Miało się to nazywać po prostu "Spacery", a nawet old schoolowo "Romantyczne spacery", ale redakcja dała tytuł bardziej polityczny, wzmacniający aspekty bieżące i felieton nosi tytuł "Czy Mickiewicz głosowałby na PIS?". Tak naprawdę jednak politycznej bieżączki nie jest tam dużo. Nie obyło się bez pomyłki i poprawek kiedy tekst już był na stronie, kajam się za błędy i dziękuje uważnym czytelnikom. Całość pomyślana jest jako cykl, co 2 tygodnie. Tutaj fragmencik:

"Wyprzedzają mnie biegacze, wyklęci przez Adama Mickiewicza ludzie z „wierzchniej warstwy”, „którzy stają się Europejczykami”. To cytat z „naukowych” improwizacji, które wygłasza na katedrze języków słowiańskich w College de France w latach 1840-1844. Przemawia w natchnieniu, w coraz bardziej mistycznym uniesieniu (aż do otwartego głoszenia herezji Towiańskiego). O Polakach-Europejczykach mówi, że „warstwa ta błyszczy francuskim światłem, a raczej fosorescencją, bo nie ma życia własnego w tych zjawiskach pełnych blasku a znikomych”. Fosforescencja, kopie, odbicia, poblaski – cienie Zachodu w Polsce. (...) Mickiewicz mówi, a słuchacze zapisują, zapewne niedokładnie, że specyfiką naszą jest „nieustanne zapuszczanie się w przeszłość i przyszłość”.

Jedynie orientalne zainteresowania Mickiewicza (w tym jego przekonanie, że Litwini wywodzą się z Indii), rozciągnięte przeze mnie samowolnie na buddyzm, pozwalają stwierdzić, że brakuje nam spokojnego bycia „tu i teraz” czyli medytacyjnego namysłu nad chwilą, która trwa – przyczyną cierpienia jest pragnienie. Nie zamierzam jednak leczyć Polski ani siebie buddyzmem..."

Tytuł mógłby sugerować, że jest to kolejny anty-pisowski tekścik, tyle, że współczesny konflikt zostaje przeniesiony na tło XIX wieku, ale jest to w równym stopniu krytyka elit POwskich, auotkrytyka nas samych, mnie samego...

Całość felietonu na stronach Krytyki Politycznej, polecam!

Oj, będzie się działo...

maxcegielski

csw_kurz

Na zdjęciu praca Barbada Golshiri, "Grób bez tytułu" 2012 ze świetnej wystawy “Kurz / dust / ghobar”, która miała miejsce w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Zamek pod dyrekcją Małgorzaty Ludwisiak konsekwentnie interesuje się globalnym polem sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem wschodu-południa.

16 marca w środę o 18.00 odbędzie się w CSW kolejne spotkanie z cyklu "Re-orientalizacja islamu" pod hasłem "Medialne uwikłanie: o roli przekazu medialnego w kreowaniu obrazu kultury muzułmańskiej". Będę jednym z gości, zapraszam, wstęp wolny, budynek Laboratorium. Więcej detali wkrótce.

A już jutro w internecie premiera mojego cyklu reportażowo-esejowego, historyczno-współczesnego, na razie nie zdradzę gdzie, tylko zacytuję fragment:

"Autor Pana Tadeusza, a zarazem nieukończonej powieści science fiction pod tytułem L’Histoire de l’avenir, jako kamień węgielny naszego „paradygmatu romantycznego” jest specjalistą od sprzeczności, w życiu i twórczości. W College de France z pewnością twierdzi, że Słowianie naśladują Europę, ale zarazem mówi, że pozostali odrębni, kiedy indziej zaś, że popadli w zależność mentalną. W końcu jednak, być może radykalizując poglądy pod wpływem Towianizmu, głosi, że nie naśladowali Zachodu. Na pewno domaga się „równouprawnienia kulturowego” Słowian (jak pisze Michał Kuziak), „uzupełnienia kanonu europejskiego” o ich kulturę. Podobne, już nie programy ale żądania, zdają się tkwić dziś w ideologii konserwatywnej rewolucji."

Więcej o tym wkrótce

 

Co nie zmieściło się w książce Wielki Gracz? PART 2. + spotkania

maxcegielski

 

pamirski_post

W książce "Wielki Gracz" ostatecznie nie wykorzystałem archiwalnych materiałów, takich jak ten szkic Pamirskiego Postu czyli pierwszego stałego posterunku rosyjskiego w miejscu obecnego miasteczka Murgob. W książce piszę:

"Już w 1892 roku żołnierze carscy zakładają pierwszy stały posterunek na nowo podbitych ziemiach wyżyny Pamir, w miejscu, gdzie znajduje się dziś miasteczko Murgob. Pierwszą zimę spędzają w jurtach, na wysokości trzech i pół tysiąca metrów nad poziomem morza. Następnego roku Pamirski Post jest już porządnym fortem, a wkrótce warunki życia są na tyle dobre, że jeden z oficerów sprowadza w góry swoją żonę. Szybko pojawiają się domy, kantyna, piekarnia, kuchnia i apteka oraz sauna, która pozwala rozgrzać się nawet podczas srogich mrozów. Obyczaj budowania skromnych łaźni przetrwał do dziś, korzystam z nich nad Kara Kul i w innych miejscach. Fort szybko przestaje być główną bazą rosyjską na wyżynie, ponieważ każdego lata wyruszają z niego wojskowe ekspedycje, które zajmują kolejne doliny dalej na południe. Aż do 1895 roku kolejnymi wyprawami na Dachu Świata kieruje Michaił Jonow. Poszerza tereny objęte stałą rosyjską kontrolą, aż granica mocno opiera się o rzekę Pandż na zachodzie oraz stanowiącą jej dopływ rzekę Pamir i jezioro Zorkul na wschodzie. Dzięki zastosowaniu polityki faktów dokonanych przebieg linii granicznej pomiędzy mocarstwami zostaje wówczas ostatecznie ustalony. Mojemu bohaterowi - Bronisławowi Grąbczewskiemu, mimo usilnych starań, nie udaje się wejść w skład komisji ustalającej precyzyjnie podział terytoriów."

Dlaczego tak się stało? O tym w książce a może uda się też wspomnieć na spotkaniu ze mną o Wielkim Graczu w Muzeum Azji i Pacyfiku, Warszawa, Solec 24, niedziela 28 luty o 18:00. Rozmowę poprowadzi Maciej Magura Góralski

 

Wielki Gracz książką tygodnia w Instytucie Książki

maxcegielski

Wielki Gracz książka rozkładówka

A w dodatku Amelia Sarnowska na stronach Instytutu Książki recenzję, z gatunku tych nieoczywistych, które samemu autorowi każą na nowo przemyśleć co mu przy okazji pisania wyszło spod klawiatury. A w niej między innymi: 

"Problem wciąż obecnego w XXI wieku kolonializmu wiąże się w Wielkim Graczu z krytyką szeroko rozumianego „centrum” i centralizacji systemu podejmowanych przez władze działań – wszystko, co „zewnętrzne” w stosunku do takiego „centrum”, jako nie dość rozwinięte czy ucywilizowane, podlega niezwłocznej okupacji i zawłaszczeniu, a w konsekwencji – także cichej, postępującej z dnia na dzień destrukcji.

„Centrum” może w przypadku tej książki odnosić się także do znacznie szerszych zjawisk, „centralnie” organizujących wielkie współczesne narracje i wykładnie – czy to o charakterze kulturowym, historycznym czy politycznym. Biograficzno-reportażowa opowieść Cegielskiego dokonywałaby w tym kontekście pewnego symbolicznego przesunięcia owego „centrum” w świadomości czytelnika – umożliwiając mu nie tylko przyjęcie perspektywy dystansu, ale także dokonania pewnych fundamentalnych rozróżnień, których pojawienie się wyznacza swoisty „początek” w myśleniu wolnego – bo świadomego – człowieka."

Cieszę się z takiej analizy oraz z tytułu książki tygodnia i polecam lekturę całej recenzji...

 

 

 

Od konkretnej Azji do amerykańskiej abstrakcji

maxcegielski

Jestem w Bieszczadach, gdzie udało mi się trochę połazić, pomyśleć i popisać, ale też szykować się do prowadzenia spotkania z amerykańskim mistrzem abstrakcji, nestorem gatunku, Frankiem Stellą. 19 lutego o 18:00 zapraszam do Muzeum Polin na rozmowę między innymi o tym jak polski album o drewnianych bożnicach żydowskich zainspirował jeden z ważniejszych przewrotów w sztuce XX wieku. Choć uważany jest za twardego abstrakcjonistę to jego "konstruowane, budowane obrazy" często czerpały, przynajmniej w tytułach z konkretnych, realnych doświadczeń, np. z jego podróży na Wschód, a dokładnie do Iranu. Oto "Isfahan III" z 1968 roku:

map_dispatchchile_11_902w

Dla mnie to bardzo masalowy przykład tego jak realne doświadczenie podróży, oraz wiedzy ( Stella jest najlepiej wykształconym z amerykańskich artystów ) można przełożyć na twórczość, nie dosłownie, nie bezpośrednio lecz przez dalekie przekształcenie. To inspiruje także do pisania, jakie zdarzyło mi się w Bieszczadach, gdzie przechadzka do starej bojkowskiej cerkwi w Równi zamieniła się w pisanie o Celtach, Kaledończykach i Piktach. Wkrótce więcej o tym a teraz jeszcze "Empress of India" z 1965, choć Frank Stella w Indiach chyba nie był. 

de6031dcfbce689eec5a7fde8a732609

PRL@Azja czyli zapomniane kontakty Polski ze Wschodem

maxcegielski

Liznąłem ten temat w książce, której byłem redaktorem i współautorem: Polska & Azja. Od Rzeczpospolitej Szlacheckiej do Nangar Khel. Przewodnik interdyscyplinarny. W swoim tekście Polacy w Azji 1945–89. „Kominternowski europocentryzm” czy wschodnie okno na świat? pisałem między innymi:

"Polska nigdy nie zbliżyła się do Indii, a także innych wymienionych państw Wschodu, tak bardzo, jak właśnie w okresie powojennym, do 1989 roku. Rzeczywiście nasi inżynierowie i inni specjaliści szybko adaptowali się do „kolonialnego stylu życia”, ale tak funkcjonowały także lokalne elity, chronione przed skwarem i dżunglą lub pustynią i biedą. Szczególnie na temat Indii, których mityczna duchowość była silniejsza od dyskursu o nowoczesności, powstały wtedy dziesiątki książek. Popularyzowały one wiedzę i, chcąc nie chcąc, przyczyniały się do pewnego dialogu międzykulturowego, nawet jeśli często operowały stereotypami. Właśnie ideologia braterstwa socjalistycznego zmuszała autorów do pisania nie tylko o „świętych krowach”, lecz także o problemach i przemianach społecznych. Dzięki temu fantazmat Wschodu zyskiwał choć trochę realności."

Teraz rozwijam te wątki pracując razem z Jankiem Simonem nad historiami przemytu z Polski do Indii i z subkontynentu do nas. W tle także polscy przemytnicy szmuglujący złoto między Singapurem a Delhi, kożuchy z Afganistanu, wysyp India Shopów w Polsce na przełomie lat 80 i 90, nasze kryształy kursujące na Węgry oraz dalej na Wschód i Południe. ( Jeśli ktoś ma takie wspomnienia handlu z Azją z okresu PRL to zapraszam do kontaktu na maulana@poczta.fm ). Nie byłoby łatwych podróży do Indii gdyby nie oficjalna współpraca między krajami. Jedną z pierwszych oficjalnych wizyt, której głównym celem była Indonezja opisuje reportażowa, ale także propagandowa książka "Dzień dobry Nusantaro" Włodzimierza Janiurka. 

Bandung w

"Dzień dobry Nusantaro" opisuje podróż Przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego w 1961 roku. Ważnym przystankiem było Delhi, gdzie spotkał się między innymi z premierem "neutralnych Indii", Jawaharlalem Nehru

IMG_3145small1

 

 CDN..

 

Jeszcze o uchodźcach i wydarzeniach w Kolonii

maxcegielski

 W Radiu Dla Ciebie, w audycji prowadzonej przez Tomasza Stawiszyńskiego rozmawialiśmy o uchodźcach w Europie ( pokłosie mojego komentarza w Kulturze Liberalnej ):

"W opinii Cegielskiego mówienie o napaściach seksualnych, do których doszło w Sylwestra w Kolonii, wyłącznie przez pryzmat wyznania sprawców, to – jak powiedział – jakbyśmy chcieli całą przemoc domową w Polsce albo całą przemoc wobec kobiet wytłumaczyć tylko i wyłącznie religią chrześcijańską, czy też katolicką. – W momencie, gdybyśmy to sobie tak przestawili jako obiekt do myślenia, to ja, jako człowiek niewierzący, poczułbym się intelektualnie zdegustowany takimi fałszywymi uproszczeniami – mówił w RDC. (...) W jego ocenie, wiedza muzułmanów na temat Europy, jest równie pełna stereotypów, jak nasza wiedza o islamie. – Oni wiedzą, że Europa jest cudowna i bogata, bo Europa wysyła taki sygnał w świat. Z punktu widzenia krajów Trzeciego Świata tak jest. Wiedzą, że Zachód jest bogaty, bardzo liberalny, że tu wolno wszystko – wyjaśniał gość RDC. Jak podkreślił, ważne jest to, aby ludzie przybywający do Europy nauczyli się naszej kultury, ale – jak powiedział –  szkolenia, o których tyle się teraz mówi, nie załatwią wszystkiego."

więcej oraz podcast na stronach RDC

Co nie zmieściło się w książce Wielki Gracz?

maxcegielski

Wiele osób pyta dlaczego w książce nie wykorzystaliśmy więcej archiwalnych zdjęć, przede wszystkim tych autorstwa bohatera, Bronisława Grąbczewskiego. Odpowiadam, że pierwotnie z fotografem Mikołajem Długoszem  zamierzaliśmy wymieszać nowe materiały z podróży z tymi starymi. Niestety w archiwum Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu odnalazły się tylko oryginalne odbitki bardzo dobrej jakości z wyprawy Grąbczewskiego do Kandżutu, czyli obecnego północnego Pakistanu. Resztę musielibyśmy czerpać z przedwojennych polskich wydań jego książek, a w nich reprodukcje są marnej jakości - powielane do dziś w kolejnych edycjach. Tego nie chcieliśmy ponieważ zależało nam na bardzo klarownej i nowoczesnej wizualnej formie całej książki Wielki Gracz, ale czytelnicy nastawieni bardziej historycznie czują się tym rozczarowani. Dla nich więc będę tu co jakiś czas pokazywał tutaj ciekawe archiwalia, które nie zmieściły się na papierze. Na początek słup i tablice pamiątkowe na przełęczy Tałdyk, 3615 m.n.p.m, droga wiodąca z Kirgiskiego Osz ( gdzie Grąbczewski stacjonował jako administrator regionu ) na południe, do Doliny Ałajskiej, do obecnie istniejącej osady Sary Tasz.

przelecz_taldyk

W Wielkim Graczu piszę:

"Grąbczewski wspomina, że ścieżka wiedzie „krętemi zygzakami, łagodnemi zboczami” i latem nie przedstawia dużych trudności. Pół roku później Tałdyk pokonuje z trudem Gabriel Bonvalot z dużą ekspedycją. W książce Przez Kaukaz i Pamir do Indii wspomina, że nad ranem na przełęczy temperatura sięga poniżej minus dwudziestu stopni. Wszystko zasypane jest śniegiem, a wynajęci Kirgizi z trudem przekopują ścieżkę przez ponad dwumetrowe zaspy. Autorowi i jego kompanom dokucza choroba wysokościowa, skarżą się na „duszności i bóle głowy, (…) szum w uszach, piekące wargi i policzki”. Zarówno Europejczykom, jak i miejscowym cieknie krew z nosa, koniom zaś krwawią nozdrza. Bonvalot pisze: „Zamarznięta krew spada rubinami na śnieg. (…) Kożuchy wszystkich ozdobione są kryształkami lodu, wąsy i brody poprzetykane lodowatymi perełkami. Tyle błyskotek naraz!”. Te zdania są charakterystyczne dla stylu opisów Francuza. Być może właśnie dzięki kwiecistości narracji Bonvalot staje się gwiazdą. Szczególnie po tym, jak udaje mu się, jako jednemu z pierwszych Europejczyków, dotrzeć do Tybetu. Jego portret oraz obrazek przedstawiający trudy przedzierania się na grzbiecie wielbłąda przez lotne piaski trafiają nawet na opakowanie czekolady Guérin-Butron. W XIX wieku dokonania eksploratorów tak bardzo interesują opinię publiczną, że ich postacie są chętnie wykorzystywane w reklamach. Wizerunek Bronisława Grąbczewskiego nigdy nie trafia do masowego obiegu, choć to Polak pomaga w organizacji wyprawy Francuza do Indii. Bonvalot zapamiętuje młodego oficera jako osobę dobrze znaną mieszkańcom regionu, mówiącą biegle w ich językach."

Pierwsza droga, którą dziś wyasfaltowaną pokonują lokalne marszrutki i chińskie tiry, powstała w czasach carskich, pod kierownictwem właśnie Grąbczewskiego, o czym informowały tablice widoczne przy słupach na zdjęciu. Z moim bohaterem pracowali między innymi saperzy z oddziału Jana Zarako-Zarakowskiego.

   

Wielki Gracz w wersji video - premiera!

maxcegielski

Po reportersko-biograficznej wyprawie śladami carskiego szpiega w Wielkiej Grze: Bronisława Grąbczewskiego zostały filmy. Notatki wizualne, które zbierałem, potem wykorzystywałem przy pisaniu żeby przypomnieć sobie to czego nie zdążyłem zapisać, żeby - już w Polsce - ponownie złapać atmosferę Azji, Pamiru, Tadżykistanu. Jako człowiek także telewizji i obrazu nie byłbym sobą, gdybym w końcu ich nie zmontował. Całkowicie świadomie nie pokazuję w nich siebie, nie robię selfie, koncentruję się, jak w książce, na tym co dookoła, na ludziach, miejscowej kulturze i pejzażu. Etnografia, antropologia a nie postkolonialne popisy "białych w egzotycznych miejscach" :)

Muzyka wykorzystana: Pałyga/Cierliński/Kołaciński czyli Masala Soundsystem, utwór "Holly-Bolly-Lolly" z pierwszej płyty, jeszcze składakowej, przed ustaleniem składu zespołu. A Masala wkrótce wydaje nową płytę!

 

Uchodźcy i gwałty w Kolonii

maxcegielski

SZUM-20141209-19-38

W najnowszym numerze Kultury Liberalnej mój komentarz do wydarzeń nocy sylwestrowej w Kolonii: czy mają coś wspólnego z Islamem? Tutaj tylko krótki fragment:

"Po gwałtach w Kolonii pojawiły się w mediach informacje o „islamskim rytuale”, „grze” o nazwie Taharrush. Nie istnieje jednak taki muzułmański, ani też arabski „obyczaj”, a słowo oznacza po prostu „zbiorowe molestowanie”. Stało się szerzej znane podczas egipskiej wiosny, kiedy policja stosowała takie metody zastraszania wobec demokratycznych aktywistek. Z drugiej strony, do takich sytuacji dochodziło coraz częściej w tłumie na placu Tahrir, który przecież walczył o wolność i demokrację, chciał więcej „zachodnich wartości” i nie składał się bynajmniej z muzułmańskich fanatyków.

Społeczeństwo w momencie transformacji, protestu i zmiany wychodziło z utartych kolein życia, załamywanie się starego porządku oznaczało też brak nowego. Na co dzień w krajach muzułmańskich konserwatywne oddzielenie kobiet od mężczyzn, często nawet w autobusach, jest właśnie metodą zapobiegania jakimikolwiek seksualnym zaczepkom. Zwykle tłumaczone jest szacunkiem do kobiet, choć ważną rolę odgrywa także o honor – honor mężczyzny, który zostałby splamiony, gdyby jego siostra czy żona została napastowana. Nie chodzi więc o podmiotowość partnerek czy członkiń rodziny, lecz znowu o uprzedmiotowienie.

Moje doświadczenia z podróży po krajach muzułmańskich pokazują, że kiedy panuje pokój i normalne, czyli w tym wypadku konserwatywne zasady, kobiety, np. turystki, respektujące ten styl bycia, nie są w żaden sposób zaczepiane. Na Wschodzie strój jest zresztą prostym kodem, przekazem: zasłaniają się kobiety szanowane i wymagające szacunku, odkrywają się kobiety wyzwolone.

I tu się pojawia pytanie: jak bardzo wyzwolone? Dla części mężczyzn nie będzie do końca jasne, czy chodzi po prostu o kobietę nowoczesną, ulegającą zachodnim wpływom, wykształconą i zamożną, czy o kobietę lekkich obyczajów. W momencie zmiany społecznej kod ubrania może stać się nieczytelny. W trakcie różnych rewolucji, wojen, konfliktów kobiety stają się pierwszymi ofiarami – niezależnie od miejsca na świecie."

Od razu dodaję ( ponieważ końcowe akapity tego fragmentu budzą już komentarze w necie ): nie chodzi o przyzwolenie na gwałcenie prostytutek! Chodzi o nieczytelność kulturowych, symbolicznych kodów, tylko i wyłącznie. Ten fragment trzeba czytać w kontekście całości wypowiedzi  gdzie na końcu piszę:

"Przestępców trzeba deportować, nie można ukrywać przypadków gwałtów dla uspokojenia sytuacji, ponieważ będzie to miało odwrotny skutek – zaogni konflikt. (...) Nie próbuję usprawiedliwiać sprawców. Chcę tylko zrozumieć, co mogło nimi kierować."

- więcej w Kulturze Liberalnej

PS. Niezależnie od tego przypominam, że nasz "Wieszcz" Adam Mickiewicz też był uchodźcą, najpierw w Paryżu a potem w Stambule, gdzie tuż przed śmiercią uczył się tureckiego. Na zdjęciu powyżej przetworzenie jego popiersia w pracy Janka Simona na Migrującym Uniwersytecie Mickiewicza w jego muzeum w Turcji.

 

 

Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata

maxcegielski

Więcej na stronach wydawnictwa Karakter

culture.pl "W liczącej 400 stron opowieści Cegielskiego jest rozmach i przestrzeń. Nie tylko ta środkowoazjatycka, ale przede wszystkim przestrzeń mentalna, pozwalająca rozbujać się myślom w niespodziewanych kierunkach."

Tygodnik Powszechny: "Max Cegielski wspiął się na wyżyny reportażu. Trudno mu będzie w przyszłości przeskoczyć samego siebie."

Wywiad w Polityce

Gazeta.pl: 50 książek do czytania w Święta

TVP2 "Wszystko o Kulturze"

 

Działo się i będzie dziać

maxcegielski

Jedno z bardziej inspirujących spotkań jakie zdarzyło mi się prowadzić. W wyremontowanej, ale pustej hali dworca "Warszawa Stadion" młody fotograf Filip Skrońc i jego projekt " 1/280" czyli jedna dwieście osiemdziesiąta dawnego, mitycznego już "Jarmarku Europa" na terenie "Stadionu X lecia". Filip na jarmarku się wychowywał, teraz odnalazł jego resztki parę metrów od pustki placu wokół Koszyka Narodowego, właśnie przy dworcu. Aktualny bazar wygląda jak skansen albo raczej ostatni bastion oporu wobec modernizacji. Filip otworzył tam swój stragan - budę gdzie zapraszał handlujących i fotografował-portretował. Bez zadęcia na sztukę, za to z empatią dokumentalisty, choć eksperymentującego. W dyskusji głos z sali/hali że my "hipsterzy" z drugiej strony Wisły mogliśmy przyjeżdżać sobie na Jarmark Europa jak na safari, a dla młodych mieszkańców Pragi to był wstyd, że muszą ( bo ich nie stać na co innego ) kupować "adiki" i "dżiny" podrabiane na Stadionie. Jeśli tak to teraz modernizacja, pustka nowoczesności i Koszyka Narodowego ma z kolei ukrywać ten wstyd za okres transformacji. Tak jak Jarmark ukrywał rodzaj "wstydu" z powodu PRL, a oryginalny Stadion Hryniewieckiego z 1955 z kolei przykrywał, ukrywał "wstyd" czy traumy II Wojny Światowej. Procesy wymazywania, przysypywania, ukrywania wciąż trwają, obecna "1/280" ma już nakaz rozbiórki, choć teren prywatny, odzyskany ( po zabraniu dekretem Bieruta ) ale kontenery i szczęki to "samowolka budowlana", nie pasuje do nowej narracji Polski w EU. Mam nadzieję, że Filip zrobi album i coś do niego napiszę rozwijając te myśli. 

A 16 maja o 19:00 w Krytyce Politycznej będę brał udział w dyskusji wokół nowego numeru KP o Indiach o "demokracji zbuntowanych" oraz "nowoczesności na peryferiach". Zapraszam.

A wciąż brak czasu na sprawozdanie z tego co działo się w Stambule...będzie asap

Ro/złączenia

maxcegielski

"Ro/złączenie" z tym blogiem nastąpiło między innymi z powodu wystawy pod takim właśnie tytułem. "Ruptures and convergences" to wersja angielska bloga o niej, w sieci jest też turecka - turkce. Prezentuję tam mini-historię związków/podobieństw, wspólnych momentów w sztuce i kulturze Polski i Turcji. Jest już wpis o fetyszu pilotów w latach 30tych XX wieku, wysłałem już kolejny - o kobietach, ofiarach nowoczesności. Z niego 2 obrazki, okładki pism z okresu tuż przedwojennego:

 

Otwarcie wystawy już 2 maja w Kuad Gallery w Stambule. Zarówno ja jak i Justyna Chmielewska bierzemy udział w panelu-wykładach na miejscu, tego dnia, na zgliszczach miasta po demonstracjach z okazji Międzynarodowego Dnia Ludzi Pracy ( bez ironii! ). Potem zostajemy pracować nad naszym projektem Mickiewiczowskim w Tarlabaszi. Te działania, planowane na jesień, wydawało się, że już padły z powodów finansowych, już je odwoływaliśmy... Ale jednak robimy, inshallah! 

Janek Simon w Warszawie, Wrocławiu i Stambule

maxcegielski

Już w tę środę (19 marca 2014) od godziny 19:00 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie będę miał przyjemność prowadzić spotkanie z Jankiem Simonem. Zaprezentowany zostanie teaser, czy właściwie dokumentacja do jego projektu nakręcenia "Popiół i Diament" w Nigeryjskiej "Fabryce snów" - Nollywood. Janek wytłumaczy dlaczego akurat tam, dlaczego akurat film Wajdy, na czym polega specyfika największej afrykańskiej kinematografii, która skutecznie wyparła z kontynentu zarówno Holly, jak i Bollywood. Powie dlaczego film, kręcony przez jednego z lokalnych reżyserów ma szansę stać się czymś więcej niż desantowo-kolonialnym projektem artystycznym. Dziś ustalaliśmy plan spotkania i autor szykował materiały ( na pobojowisku prac do ostatnich wystaw ), jak widać na zdjęciu.


Materiały do "Ashes and diamonds" prezentowane są zarówno na aktualnej wystawie w MSN, jak i we Wrocławiu na indywidualnej wystawie Janka Simona w BWA "Podróże na Wschód i Południe" podsumowującej jego peregrynacje od czasów "Roku Polskiego na Madagaskarze". Jest między innymi "Alang transfer", największe złomowisko statków na świecie potraktowane zupełnie inaczej niż zrobiłem to ja z Michałem Szlagą i Kubą Czerwińskim w Instytucie Sztuki Wyspa w Gdańsku. Simon na szrotach w Alang zakupił mnóstwo "sztuki" pochodzącej z pokładów statków i  przywiózł towar do Polski.

W rozmowach z Simonem zawsze zaskakuje mnie ile podobnych, czy wręcz tych samych miejsc, problemów interesuje nas obydwu. Nie tylko Alang, ale też Auroville, Liga Morska i Kolonialna, polscy himalaiści w Indiach itp. Dlatego też zupełnie naturalne było zaproszenie Janka do współpracy w Stambule, gdzie będzie jednym z artystów z Warszawy pracujących nad Adamem Mickiewiczem w Tarlabaszi. Więcej o tym wkrótce, na razie zapraszam na spotkanie w MSN

Wspomnienie z wystawy "Mapa" w Zachęcie

maxcegielski

To jeszcze wspomnienie z wystawy "Mapa. Migracje artystyczne a zimna wojna" w Zachęcie. Na pierwszym planie rzeźby wykonane przez Janka Simona na "drukarce 3D własnej roboty", według szkiców polskich artystów po ich wizytach w Paryskim "Muzeum Człowieka". W tle film zmontowany z etnograficznych zdjęć przez Annę Molską, ta sala "egzotyki" otwierały wystawę, prowadziły do sal "zachodu" i "wschodu". Te pierwsze moim zdaniem udowadniały, że fascynacje Paryżem były czołobitne i prowadziły do kopiowania. Relacja bardziej komplikuje się w sali "Wschodniej" ( z elementami bliskiego Południa socjalistycznego )


Tu na zdjęciu studenci Artymowskiego w Bagdadzie ( wątek ekspansji architektoniczno-urbanistycznej w Iraku i Iranie poruszany przez projekt Łukasza Stanka, a szerzej przeze mnie w "Przewodniku interdsycyplinarnym Polska&Azja" ) Sala "wschodnia" obejmowała podróże po opadnięciu Żelaznej Kurtyny, stalinowskim odcięciu ( częściowym ) od Zachodu, były tam więc Albania, Bułgaria a także Wietnam, oraz odrobina Iraku i okolic. Tutaj to raczej my jesteśmy nauczycielami, choć nie do końca "kolonialnie", relacja jest bardziej skomplikowana. Nie wyjaśniała jej niestety sesja naukowa w Zachęcie, która skupiła się właśnie na podróżach polskich artystów do Londynu i Paryża. Dla mnie paradoks zimnej wojny polega na tym, że oknem na świat stało się Delhi czy Bagdad. Zostaliśmy zglobalizowani przymusowo, o czym świadczą okładki pisma "Świat" pokazane na wystawie "Mapa" jako kontekst w sali "Wschodniej"


Ciekaw jestem jaki był nakład pisma "Świat"? Jak się ma do współczesnych "Podróży", "Voyage" itp? Oczywiście ludzie kupowali numery licząc na przemycone zdjęcia z Zachodu właśnie, a nie fascynując się rewolucją w Boliwii ( pamiętam zachowane egzemplarze u Rechowiczów, z wystawą w Brukseli ). Ale zmuszeni odgórnie, poznawali jednak 3 świat...

"Wewnętrzny kolonializm" w Polsce 1931

maxcegielski


Jak pokazuje cykl zdjęć Tadeusza Cypriana “Wyprawa fordem” z 1931 roku, prezentowany na wystawie “Atlas Nowoczesności” w Muzeum Sztuki w Łodzi, etnograficzne spojrzenie elit na polską prowincję istniało już przed wojną. Tutaj oglądamy wycieczkę znanego fotografa, a zarazem prawnika wraz z przyjaciółmi, samochodem po egzotycznych małych miasteczkach. Można tu natrafić na "okazy": Żydów, kobiety w chustach. To spojrzenie etnograficzne a zarazem bardzo kolonialne, uwikłane w hierarchiczny model społeczny, w którym jedne przejawy kultury są lepsze ( ponieważ nowoczesne ), inne zaś gorsze ( tradycyjne ). Tym co stare, nienowoczesne, a więc i egzotyczne, można się fascynować, ale tylko w wersji oswojonej, ujarzmionej. Sfotografowanej, zbadanej, włączonej w nowy dyskurs ( jak folklor w Cepelii ) Cały dział ekspozycji w MS2 poświęcony “Tradycji” udowadnia dwuznaczną relację między awangardą a “ariergardą”, z którego jak sądzę można wyciągnąć wnioski dotyczące współczesności. Tymczasem próby analizy naszej historii i współczesności przez pryzmat teorii post-kolonialnych nigdy nie weszły do głównego nurtu intelektualnego. Zazwyczaj pojawiały się w dyskursie literaturoznawczym, nie były wystarczająco wykorzystywane w świecie różnych sztuk wizualnych. Sugerowały jednak kolonialny stosunek elit ( politycznych, artystyczny, umysłowych ) do reszty społeczeństwa. Czasem można odnieść wrażenie, że w ramach “Polsko-polskiej” wojny światopoglądowej “liberałowie” zbyt często szermowali pojęciami “ciemogrodu”, “wstecznictwa”, “zacofania” czy “europejskości” spoglądając z wyżyn “metropoli” na prowincję ( dosłowną bądź metaforyczną ) i peryferia. Jest to również problemem w dyskusjach miejskich, zarówno w Łodzi jak i Warszawie, gdzie wciąż brakuje języka oraz pomysłu na jakiekolwiek interakcje i dialog z lokalnymi “wykluczonymi” czyli skolonizowanymi. Modernizacj, tak jak przed II wojną światową wciąż jest hasłem propagandowo wykorzystywanym przez władze. Relacja do “tradycji” a więc grup społecznych, ideologii i sił uważanych za “anty-nowoczesne” nadal wyznacza granice języka i debaty.    

 

Podróż z Alptekinem w Muzeum Sztuki w Łodzi

maxcegielski

 

Przyznam, że nie spodziewałem się takiego tłumu: ponad pięćdziesięciu, bardzo zróżnicowanych osób. Myślałem, że przyjdzie paręnastu pasjonatów, którzy już widzieli wystawę i coś niecoś wiedzą. Na bieżąco starałem się korygować mój przygotowany scenariusz opowieści więc jeśli byłem czasem chaotyczny to przepraszam. Mam też nadzieję, że to co mówiłem nie było zbyt skomplikowane. Dziękuje Muzeum Sztuki w Łodzi za zaproszenie a publiczności za przybycie. Jest pomysł, żeby to kontynuować więc mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce. Zdjęcia dzięki uprzejmości MS2 :) Dzięki!

Alptekin: Conrad vs Verne

maxcegielski

 

Charakterystyczne, że koncept "Sea elephant travel agency" ( patrz poniżej ) choć niezrealizowany – pozostaje jednym z bardziej znanych pomysłów Alptekina. Być może dlatego, że jak w soczewce skupia różne elementy postawy tego artysty – podróży i sztuki podróży oraz sztuki w podróży. Poza tym Huseyin Bahri jest jak bohater powieści, którą możemy się fascynować, ale musimy przyznać, że Jules Verne w całej swojej rozrzutnie globalnej twórczości pozostaje jednak pisarzem podrzędnym, drugoligowym. Właśnie ten brak aspiracji i pretensji do np. bycia Josephem Conradem jest godny szacunku i uwagi. Trop Verne’owski jest bowiem istotny także z powodu zachwiania hierarchiami: w działaniach Alptekina powieść przygodowa dla młodzieży może być bardziej inspirująca niż “Jądro ciemności”. Ta sztuka nie tylko tworzona jest w ruchu, ale sama wprawia świat w ruch, przewartościowuje, wprowadza na “salony” narracje, style i przedmioty uważane wcześniej za podrzędne. Plastikowe piłeczki, paczki po papierosach, puszki z rybami, globusy, ulotki, bilety. Moglibyśmy nawet potraktować je jako specyficzny rodzaj “pamiątek z podróży” gdyby niektórych z nich nie zbierał także w ojczystej Turcji, w Stambule.

 

 

 

W tej twórczości zmieniają się nie tylko pozycje obiektów w hierarchii, zmiana jest nie tylko wertykalna, lecz horyzontalna: dawne centra stają się peryferiami i odwrotnie. Dawne mapy symbolicznej władzy geografii zostają wymazane i przepływy wartości odzworowywane są na nowo. Nowe stratyfikacje, nowe kombinacje, kicz staje się “kulturą wysoką”, a Tirana lub Mołdawia czy tanie motele dawnych peryferiów z szumnymi nazwami jak “Otel Paris” czy “Hostel Eifel” stają się centrami nowego kosmosu. Nie chodzi o powrót do władzy Orientu czy innych podbijanych wcześniej krain. Nie można sprowadzić bohatera wystawy do roli “tureckiego artysty”, który z dalekich dzikich obrzeży przedziera się do zachodnich stolic “art worldu”. Świat sztuk wizualnych, podobnie zresztą jak kino czy literatura, jest zachłanny, chętnie wciąga w swój wir kultury Azji czy Ameryki Południowej, twórca z Indii czy Dubaju może być dziś równie wielką gwiazdą jak Polak czy Niemiec. Alptekin, choć brał udział w prestiżowym biennale w Wenecji czy w biennale Manifesta, nie jest prowincjuszem pchającym się na salony wielkiego świata. On wogóle kwestionuje ich istnienie, mówił, że w powieści o Kerabanie fascynuje go właśnie negacja przestrzeni. Dla bohaterów ona nie istnieje, ze swoimi ograniczeniami. Nie ma więc także podziałów, kontynentów, Bosfor przestaje być granicą między Azją a Europą. Targ w Izmirze jest ciekawszy niż sklepy Champs-Élysées, plakat z przydrożnej gospody na Bałkanach bardziej inspirujący niż wystawa w Nowojorskiej Moma. Zaś bunkry z Albanii mogą stanąć przed każdą instytucją sztuki na świecie – taka była zresztą propozycja Alptekina. Gospoda z Finlandii może zostać rozebrana i przyjechać na jego ekspozycję gdzieś indziej, a konie z historycznej kwadrygi Konstantynopola wrócić do “Miasta miast”. Nie jako wyraz historycznej rekwizycji, rekonkwisty, lecz właśnie w nieskrępowanym, wolnym geście rysowania nowych map. Więcej na "spacerze" w Łodzi...

 

Alptekin - Keraban, Bombarnak, Servadak...

maxcegielski

 

Alptekin, Huseyin Bahri – brzmi jak przezwiska bohaterów mniej znanych książek Juliusza Verne: “Claudius Bombarnac” “Kapitan Antifer” “Hector Servadac” czy wreszcie “Keraban”. Ten ostatni to tytułowa postać z ulubionej książki Alptekina “Keraban uparty”: turecki kupiec tytoniowy zamierza zabrać swojego przyjaciela – holendra na kolację po drugiej stronie Bosforu. Dowiedziawszy się jednak, że sułtan wprowadził właśnie nowy podatek za przebycie cieśniny rusza w podróż lądem – dookoła, wzdłuż wybrzeży Morza Czarnego. Jako honorowy tradycjonalista nie chce jechać kolejami parowymi, lecz jedzie powozem. Nie szczędzi pieniędzy ani środków, staje się przeciwieństwem klasycznego podróżnika, który chce jak najszybciej i jak najtaniej przebyć jak najdłuższą drogę. Keraban, dzięki swoim przywarom, odstawaniu od wzorów współczesności ( podwójnie: jak “Osmanlis” i jako niechętny nowinkom technicznym ), zamienia się w artystę – liczy się idea, a nie samo ujarzmianie geografii. Nie modernizacja, lecz przygoda.

 


 

Taką samą podróż chciał odbyć bohater wystawy w Łódzkim Muzeum Sztuki, ale statkiem – laboratorium badawczo-artystycznym. Pracując na pokładzie a zarazem łącząc i zapoznając ze sobą twórców z Turcji, Bułgarii, Rumunii, Ukrainy, Rosji i Gruzji. Powołane przez niego do życia “Sea Elephant Travel Agency” niestety nie urzeczywistniło planu podróży “wesołym statkiem” – bo na pokładzie oprócz artystów wizualnych mieli się też znaleźć muzycy, architekci, naukowcy. Zapewne gdyby nie przedwczesna śmierć – zaledwie pięćdziesięcioletniego Alptekina projekt doszedłby do skutku. Charakterystyczne, że choć niezrealizowany – pozostaje jednym z jego najsłynniejszych pomysłów. Być może dlatego, że jak w soczewce skupia różne elementy jego sztuki – podróży i sztuki podróży oraz sztuki w podróży. Alptekin jest Karabanem. Bohaterem powieści, którą możemy się fascynować, ale musimy przyznać, że Jules Verne w całej swojej rozrzutnie globalnej twórczości pozostaje jednak pisarzem podrzędnym, drugoligowym. I to właśnie jest w nim wspaniałe, brak pretensji do np. bycia Josephem Conradem. Trop Verne’owski jest istotny także z powodu owego zachwiania hierarchiami: sztuka Alptekina nie tylko tworzona jest w ruchu, ale sama wprawia świat w ruch. Zmieniają się pozycje: dawne centra stają się peryferiami i odwrotnie, albo też dawne mapy władzy symbolicznej zostają wytarte i wartości odzworowywane są na nowo. Nowe stratyfikacje, nowe kombinacje, kicz staje się “kulturą wysoką”, Tirana lub Mołdawia stają się centrami nowego kosmosu. Więcej wkrótce tu i na "spacerze po wystawie" ze mną jako przewodnikiem

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci