Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Ferdynand Ossendowski - reporter?

maxcegielski

We Wrocławiu w trakcie "Bruno Schulz Festiwal" odbyła się sesja naukowa “Minione i zapisane. Literaturoznawcy i pisarze o reportażu międzywojennym” podczas której Zbigniew Kopeć opowiadał O przymusie podróżowania, sztuce konstruowania życia i literatury, czyli o pisarstwie Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, zaś Krzysztof Mroziewicz mówił o jednym z najbardziej poczytnych polskich pisarzy Wybitny pisarz – dostojny grafoman – wytrawny szpieg. Czekam na książkę z tekstami z sesji ponieważ bardzo mnie ciekawi jak Ossendowski znalazł się w gronie reporterów, obok Wańkowicza czy Prószyńskiego?

W książce "Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata" opisywałem Ferdynanda Ossendowskiego jako konkurenta mojego głównego bohatera:

"W okresie, kiedy publikuje Bronisław Grąbczewski, największym literackim celebrytą nad Wisłą jest Ferdynand Ossendowski. Chętnie daje się fotografować przed wyjazdem na kolejne wyprawy lub tuż po powrocie, na przykład z „małpką Kasią” w objęciach. W 1923 roku ukazuje się polskie wydanie jego sensacyjnej książki Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów, której akcja również rozgrywa się w Azji. Historia ucieczki na wschód przed rewolucją październikową oraz spotkania w Mongolii z generałem białych kontrrewolucjonistów baronem Stefanem von Ungernem-Sternbergiem świetnie się sprzedaje. Wartka akcja jest mocno zaprawiona buddyjskimi przepowiedniami i wątkami mistycznymi. Powtarzają one motyw „władcy świata” ukrytego w podziemnym królestwie, już od początku wieku pojawiający się w europejskiej literaturze okultystycznej. Ossendowski twierdzi, że słyszał o tej legendarnej krainie podczas próby ucieczki z Rosji przez Tybet. Książka Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów ukazuje się w wielu językach i wywołuje międzynarodowy skandal. Autor, mieniący się naukowcem, zostaje oskarżony o co najmniej konfabulację, ale afera powoduje, że popyt na jego tekst jeszcze bardziej wzrasta.

Jeśli rozpatrzymy polską produkcję wydawniczą z ostatniego dziesięciolecia, będziemy mogli na palcach policzyć dzieła podróżnicze o głębszej, naukowej wartości, pozostałe prace to opisy przygód, w których dalekie kraje i ludy stanowią słabo zaledwie odmalowane tło nieprawdopodobnych nieraz zdarzeń. Tak pisze w 1927 roku Bolesław Olszewicz, nawiązując do sprawy Ossendowskiego oraz do naukowej wartości dzieł swojego znajomego, Grąbczewskiego. Rzetelność tego ostatniego nie przekłada się bynajmniej na popularność jego książek. Gdyby chciał konkurować z ówczesnymi gwiazdami, musiałby pisać bardziej atrakcyjnie – ale on nie chce, a może po prostu nie potrafi. Z wykształcenia jest wojskowym, z zamiłowania myśliwym i obieżyświatem, a pisarzem tylko z przymusu. 

 

Sklep Polsko Indyjski - recenzja w SZUMIE

maxcegielski

final-okladka-szum18-gotowa-druk-300817-1-small-420x537

 

W najnowszym Magazynie SZUM ( ostatnie, jedyne pismo o sztuce współczesnej, które jeszcze się ukazuje ) Jakub Majmurek recenzuje naszą wystawę "Sklep Polsko-Indyjski" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Znajduje wady ( jego zdaniem to brak refleksji o tym kiedy wektor wymiany PL-Indie zmienia się i przestajemy unowocześniać Azję a przyjmujemy rolę partnera czarno-handlowej wymiany ) a następnie pisze: "Mimo to wystawa Cegielskiego i Simona jest jedną z najciekawszych interwencji w polu sztuki w tym sezonie. Choć praktycznie nie ma na niej obiektów, które wyprodukowane zostałyby jako dzieła sztuki, to całą wystawę możemy uznać za rodzaj instalacji artystycznej, konceptualnej rzeźby, opowiadającej pewną historię przez zestawienie różnego rodzaju archiwalnych świadectw (...)"

Tak, dokładnie o to nam chodziło, cieszę się, że ktoś to skumał :) A dla przypomnienia jak wyglądała wystawa w MSN, zdjęcie fragmentu autorstwa Justyny Chmielewskiej:

_MG_8021

Delhi-Bombaj-Stambuł-Hiszpania-Warszawa: w "Magazyn Miasta"

maxcegielski

Jest już nowy numer Magazynu Miasta, w którym mój gościnny felieton na otwarcie. Remix miejski i iście Masalowy, zaczyna się od Rakesza Arory, śpiewającego Niemena w Delhi, dalej podróż wiedzie przez subkontynent, zahacza o "Miasto Miast" nad Bosforem oraz Hiszpanię   ( cytuję bardzo ciekawą książkę Aleksandry Lipczak "Ludzie z Placu Słońca" ) i przez Warszawę (ciągle obecną przez "Mam tak samo jak ty, miasto moje a w nim" ) powraca na Wschód. Polecam zakup pisma, a poniżej próbka z fragmentem strony. 

Zrzut_ekranu_20171001_o_14.42.531

 

Po "literackim stand upie" w Big Book Cafe

maxcegielski

Dzięki zaproszeniu od Big Book Cafe musiałem ruszyć głową i wymyślić czym może być "Literacki stand up". Tęsknota za "starymi czasami" i eksperymentami scenicznymi z Masalą spowodowała zaproszenie Praczasa. W ten sposób wizualność (video moje i IAM, foty Justyny Chmielewskiej i Mikołaja Długosza ) oraz słowo (cytaty z listów Adama Mickiewicza oraz jego przyjaciół ze Stambułu, fragmenty książek o nim - Janion, Rosiek itp, moje własne książki ) połączyły się z bitami i muzyką, efektami specjalnymi. Eksperyment, ale na tyle ciekawy, że w 2018 powrócimy do Big Book Cafe z podobną formą na samego Mickiewicza w Stambule. Zdjęcie od organizatorów. Dzięki

 Literacki stand up w Big book cafe 4

Mickiewicz i Grąbczewski powracają

maxcegielski

zdjecie_w_tle_MAX_1

W wersji Masala! Po latach znów na scenie z DJem Praczasem, mózgiem starej i nowej Masali. Historia i współczesność, bity i słowa, Mickiewicz i qawwali. Będziemy eksperymentować, szukać formy między wiecami-dyskotekami Masali w Punkcie a naszą audycją w Radiu Bis, zdjętą z anteny przed laty. Zapraszam

Sklep Polsko-Indyjski i przemyt złota z Singapuru do Indii

maxcegielski

Wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Pańskiej 3 (stara siedziba, parter bloku za wyburzonym pawilonem Emilka ) otwarta jeszcze do 10.09.17. Potem przenosimy "obiekty" do Clark House Initative w Bombaju, a cała architektura czyli skrzynki pojadą prawdopodobnie do miejsca w Polsce, gdzie wystawa będzie prezentowana w 2018roku. Nie zdradzam jeszcze gdzie, ale dam znać jak tylko sfinalizujemy negocjacje. W Bombaju użyjemy zapewne indyjskich skrzynek na owoce mango, a cała ekspozycja zapewne zatytułowana będzie inaczej: "Prince Polonia". Myślimy z Jankiem Simonem o wschodnio-europejskich i azjatyckich sensach naszej opowieści, zmieniamy perspektywę, stąd różne zmiany. Prince Polonia Hotel szyld 

Tutaj widok szyldu hotelu Prince Polonia sprowadzonego przez nas z Indii (foto: Justyna Chmielewska). Natomiast cały wątek przemytu złota z Singapuru do Indii, początków handlu elektroniką wydaje mi się wciąż bardzo ważny, nie tylko jako egzotyczna opowieść, ale też jako korzenie polskiego wczesnego kapitalizmu. Trochę o tym mówię w wywiadzie dla Gazeta.pl, który wzbudził zarówno typowe komentarze: "szkalowanie Polski i himalaistów", jak i emaile na moją skrzynkę maulana@poczta.fm, od ludzi, którzy chcieliby opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Bardzo dziękuję, na pewno się spotkamy, bo uważam, że temat jest ważny, zapraszam też innych do kontaktu. Gwarantuję oczywiście anonimowość, a tutaj "wierzchołek góry lodowej", który prezentujemy na wystawie:

Polish India Shop w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

maxcegielski

Już ustalona data otwarcia 14 czerwca, zapraszam na wernisaż :) Pracujemy ciężko z Jankiem Simonem, zarówno w roli kuratorów jak i riserczerów oraz producentów. Teraz np. poszukujemy do kupienia czasopisma "The Polish Review" które w latach 60tych promowało polski przemysł oddzielnymi wydaniami - na Afryke i Azje. Podobnie jak skoncentrowane bardziej na kulturze - "Poland" mieli wspaniałe okładki i "reklamy".

IMG_5710IMG_5712

 Jeśli ktokolwiek posiada egzemplarze tego periodyku, na sprzedaż lub choćby do wypożyczenia, proszę o kontakt: maulana@poczta.fm

 

Zamach na grobowcu sufiego w Pakistanie

maxcegielski

Około 75 osób zginęło w czwartek wieczór kiedy samobójca z ISIS - tzw. Państwa Islamskiego wysadził się na grobowcu sufiego, mistyka muzułmańskiego - Lal Śahbaza Kalandara w prowincji Sind, gdzie trwały właśnie cotygodniowe ceremonie religijne. Z punktu widzenia sunnickich terrorystów praktykowany tam ludowy islam, pełen muzyki i tańca, jest grzechem.

Byłem w Sehwan Śarif na dorocznym święcie, ursie, wraz z Kubą Czerwińskim, kiedy pracowałem nad książką  "Pijani Bogiem" więc ciągle myślę o wspaniałym grobowcu Kalandara, o cudownej atmosferze, o ludziach, którym te ceremonie dają siłę do życia. Straszne jest to, że głównymi ofiarami terrorystów są sami muzułmanie, a my na Zachodzie stajemy się coraz bardziej anty - islamscy, spełniając marzenia ISIS.

W "Pijanych Bogiem" pisałem na początku książki:

„Autobus wyrusza w ciemnościach (...) obok mnie siedzi talib z Kandaharu z drewnianą nogą. Ubrany w czarny śalwar kamiz i czarny turban, tłumaczy, że ma już dosyć walk w Afganistanie i jedzie zabawić się na ursie. Spotykam go potem na ulicy Sehwan — wygląda na to, że urlop mu się bardzo udał. Byłem tym nieco zdziwiony, nie potrafiłem zrozumieć, jak talib — symbol ortodoksji — może bawić się na sufickiej ceremonii, która dla mnie wiązała się z tolerancją i otwartością. Wszystko, co było zakazane pod rządami talibów w Afganistanie, jest dozwolone na grobie Śaha Dźamala: muzyka, narkotyki, taniec. Sainowie nie mówili o nikim, że grzeszy, popełnia szirk i jest heretykiem. Ortodoksi na prawo i lewo szermowali ocenami, często posuwając się do przemocy, żeby budowaćświat po swojemu, sufi zaś nie zmieniali świata — zmieniali siebie.

Mittu powiedział mi, że moc Kalandara nawraca nawet terrorystów, ale mu nie uwierzyłem. Bliższe prawdy wydawało się stwierdzenie, że nie wszyscy żołnierze mułły Omara byli naprawdę religijnymi fundamentalistami, a święta na grobowcach wielu traktowało jako wymówkę i pretekst do zabawy. Inna sprawa, że cały ruch talibów miał swoje korzenie w afgańskich bractwach mistycznych, podobnie jak partyzantka czeczeńska wywodzi się z bractw kaukaskich. Wielu afgańskich nauczycieli wydała madrasa, szkoła religijna założona w XIX wieku w Deobandzie, gdzie nawoływano do reformy sufizmu, z którego szkoła ta wyrastała. Założyciele uczelni chcieli walczyć z wynaturzeniami systemu religijnego, a nie z samą istotą mistyki muzułmańskiej, którą odrzucali wahhabici z Arabii. Na przestrzeni wieków sufizm subkontynentu wciąż ewoluował i reformował się, tradycja była tutaj naprawdę żywa.”

Więcej o Mittu Sainie ( który jak się okazało nie miał racji ) i sufiźmie tutaj na blogu w kategorii "Pijani Bogiem"

Indie w Bieszczadach

maxcegielski

W Ustrzykach porządkuję sprawy azjatyckie. Jeszcze będąc w Delhi napisałem felieton dla Krytyki Politycznej pt. "W Indiach jak w domu, smog drapie w gardło". Pisałem o rozmowie z Rana Dasguptą.

dehli

"Wiele wątków, o których pisze, bardzo przypomina mi polskie problemy. (...) Uzyskanie niepodległości i dzielenie subkontynentu na Indie i Pakistan odbyło się w morzu krwi. Hinduiści i sikhowie mordowali muzułmanów wyjeżdżających na zachód, muzułmanie zaś dawnych sąsiadów uciekających na wschód. Członkowie bogatych elit myśleli, że wkrótce wrócą do swoich wielkich domów i ogrodów. Siłę religijnego sekciarstwa i nacjonalizmu pojęli dopiero, kiedy rządy nowo powstałych krajów odmówiły im zwrotu ziemi, która została przejęta przez władzę i prywatne osoby. (...) Rana Dasgupta nie zna dokładnie historii Polski i sytuacji naszej społeczności żydowskiej przed 1939 roku, nie wie za dużo o Holocauście, Jedwabnem, pogromie kieleckim. Wie jednak sporo o Żydach wiedeńskich, których domy zostały zajęte tak jak muzułmańskie mienie w Delhi. Przyznaje mi rację, kiedy mówię, że niepodległe Indie, podobnie jak Polska po 1945 roku, zostały zbudowane na krwi i traumie, o których nikt dziś w Azji nie chce mówić."

Więcej w Krytyce Politycznej.

 20621787

Choć główna teza felietonu opierała się na podobieństwach między historią Polski i Indii po 1945 roku to Weronika Rokicka na łamach KP skrytykowała mnie za sposób potraktowania pobocznych wątków tekstu. Lead jej polemiki brzmi "Zamiast epatować obrzydliwością smogu, ja kibicuję Indusom i Induskom w walce z nim."

Ja też kibicuję walkom o czyste powietrze czy prawa kobiet, ale nie udaję, że smogu nie ma. Autorka ironicznie czepia się tego, że jeździłem Uberem po stolicy Indii, ale przecież sama dobrze wie, że kiedy pracuje się w Azji i brakuje czasu trzeba zainwestować w szybsze środki transportu niż metro. A ścisku w wagonach bynajmniej nie krytykowałem, mój filmik pokazuje właśnie uśmiechniętych mężczyzn i podpisany jest "everybody nice and smiling" - podkreśla właśnie pozytywną atmosferę, dokładnie tak jak czyni Rokicka. Pisze ona też:

"Zamiast załamywać się dyskryminacją dalitów (kiedyś nazywanych niedotykalnymi), wolę podziwiać protesty studentów przeciwko ich wykluczaniu na uczelniach."

A ja piszę o skutkach tych protestów: "Policja aresztowała demonstrujących oraz matkę chłopaka, która wygłosiła polityczne przemówienie." Czy fałszuję obraz polityczno-społecznej rzeczywistości Indii?

Rokicka narzeka na styl moich felietonów: "Nie lubię jednak prześlizgiwać się między jednym a drugim (problemem), wymieniać i żadnego nie zgłębiać. Bo dopiero kiedy zajrzy się głębiej, kiedy porozmawia się dłużej, widać nadzieję. To, co pozytywne, zawsze jest mniej egzotycznej. To, co zabiera dużo czasu i jest pracochłonne, zawsze jest nieco prozaiczne."

Tyle, że główny temat felietonu jest pogłębiony, a Rokicka pisze cały czas o wątkach pobocznych. Nie dokonuję w nim bynajmniej "egzotyzacji" ponieważ zajmuję się podobieństwami między odległymi krajami, dokładnie odwrotnie niż autorzy "orientalizujący" czyli podkreślający różnice.

Wkrótce nowy felieton w Krytyce Politycznej, również zahaczający o Indie... 

 

How We Learnt The West in The East

maxcegielski

Jeden z pierwszych, roboczych opisów mojego i Janka Simona projektu "Polish-Indian Shop" jest już w necie po angielsku.

"Polish people had been learning capitalist economy long before it became a part of the official state policy and their 'school of life' was the black market, especially difficult in the Eastern context due to cultural differences and the physical distance but at the same time – a lucrative one. Trade flourished not only in Europe but also in India, Turkey, Russia, Thailand, Singapore and Taiwan, and money generated in this exchange – admittedly illegal but increasingly willingly accepted by the authorities – was big enough to become important investment capital after the Polish borders had opened. The illustration may be currency reserves located on private bank accounts in 1987: they totaled to 2 billion dollars (the same amount was probably kept outside of the banking system). Many businessmen who were then or who still are crucial shareholders of the market started their careers in India or other Asian countries having gained there their 'first million' and, what’s important, they learnt the rules of capitalism."

MORE ON http://asia.culture.pl/en/article/how-we-learnt-the-west-in-the-east

 

maxcegielski

Wywiad, który przeprowadziłem dla kwartalnika Przekrój nabrał nowego kontekstu po wydarzeniach w Ełku i kolejnych pobiciach osób o karnacji ciemniejszej niż Słowiańska.W nowej wersji magazynu, lekkiej i pełnej Filutka, rysunków, dowcipów, mój wywiad należy do najpoważniejszych elementów numeru. Na początku rozmowy Joanna Wasilewska dyrektorka Muzeum Azji i Pacyfiku mówi o tym, że przeszłość kolonialna, choć nie chlubna, przyzwyczaiła po prostu Anglików czy Holendrów do widoku "egzotyki": innych ludzi, pejzaży, przedmiotów.

"Max Cgielski: My poznawaliśmy natomiast świat tylko za pomocą instytucji takich jak kierowane przez Panią Muzeum Azji i Pacyfiku oraz w ostatnich latach: poprzez koncerty, festiwale etniczne, kino czyli kulturę. Czy przez tę sferę edukowani nie są jednak ci, którzy i tak znają obce kraje?

Joanna Wasilewska.: To co dzieje się ostatnio w Polsce to po części dowód na ograniczoną skuteczność tej działalności. Wielokulturowy przekaz docierał w dużej mierze do wąskich grup, środowisk dość elitarnych. Do tak zwanych „młodych wykształconych z wielkich miast”, a jeśli się pojedzie do mniejszego miasta, takich wydarzeń jest dużo mniej. Wszędzie znajdziemy kebab czy bar wietnamski, dobrze funkcjonujący na poziomie życia codziennego, ale to niekoniecznie przekłada się na zmianę myślenia. Stereotypy nadal są silne i tak będzie, dopóki Polska jest krajem homogenicznym etnicznie. Obcość jest u nas jak wystawa sklepowa. Kiedy pojawiły się „India shopy” na początku lat dziewięćdziesiątych to były okienkiem na świat, ale niczym więcej – zresztą, zarazem na Wschód i Zachód, bo sprzedawano tam mnóstwo odrzutów szytych w Indiach dla globalnych sieci. W tym samym czasie do wietnamskich barów przychodzili skini i zamawiali kurczaka w pięciu smakach, co nie przeszkadzało im się dalej oburzać na obcych. I każde muzeum też będzie zawsze trochę takim okienkiem, nawet ciekawym, ale niekoniecznie zmieniającym obraz świata."

Więcej w Przekroju...

Jak się okazało w Ełku, bar z Kebabem wystarczy do postaw anty-muzułmańskich. Rozumiem emocje mieszkańców z powodu tragicznej śmierci chłopaka, który stracił życie w wyniku ugodzenia nożem przez obsługę kebabu. Rozumiem, że emocje przysłoniły fakt, że zabity uciekał z ukradzionymi butelkami coli. Taka drobna kradzież nie powinna oczywiście skończyć się śmiercią, ale zapewne był to także wypadek w szamotaninie. Straszne i smutne, ale tłum wiwatujący przy każdym kamieniu rozbijającym szybę baru jest równie przerażający.

z21152608V,Kwartalnik-Przekroj

2017 czyli "Polish India Shop"

maxcegielski

Nie jest to postanowienie noworoczne, ale próbuję po raz kolejny wrócić do pisania bloga. Dlatego, że wraz z Jankiem Simonem lecimy na dniach do Indii pracować nad naszym projektem o stosunkach PRL-Indie. Mimo zawirowań politycznych i co za tym idzie finansowo-instytucjonalnych zagryzamy zęby i robimy swoje. Wracam więc po latach na subkontynent, do styczniowego Delhi w smogu, będziemy też prezentować nasz "work in progress" na biennale w Pune gdzie 21.01 opowiemy o "Indian school of polish capitalism" .

szpilki_sam_slon3 

Nasz projekt i docelowa wystawa, która będzie miała miejsce latem tego roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie a później, mamy nadzieje, także w Indiach opowiada o tym ( w skrócie ) jak oficjalna wymiana handlowa w ramach ideologii socjalistycznej współpracy stworzyła pole dla zupełnie nieoficjalnego czarnego handlu. Ciekawe, że nawet rządowe wizyty tuż po odwilży 1956 roku przybierały już formę czy styl zupełnie inny od zwykle praktykowanego przez socjalistycznych dygnitarzy. W książce Piotra Lipińskiego "Wieczny premier" o Cyrankiewiczu znaleźliśmy na przykład opisy wizyty tego polityka w Indiach w 1957 roku. Opisywał ją wtedy dla Przekroju Zygmunt Broniarek: "Jak miał się zachowywać premier Cyrankiewicz, jego małżonka i pozostali członkowie delegacji? Czy mieli udawać nadętych, posągowych, niedostępnych i sztywnych? Czy mieli odmówić jazdy na słoniu albo nie pozwolić sobie pomalować czoła w wiosce Sonepath, gdzie właśnie w ten sposób witała ich ludność? (…) Można sobie wyobrazić, jaką prasę miałaby w Indiach delegacja, a co za tym idzie i nasz kraj przez tę delegację reprezentowany, gdyby premier nadał jej charakter uroczystego pogrzebu." Tak właśnie, na Wschodzie, socjalizm szukał swej "ludzkiej twarzy", z czego nabijały się Szpilki. Na zdjęciu powyżej przedruk ich okładki w Przekroju.

Oryginalnego numeru Szpilek z tą karykaturą poszukujemy teraz na potrzeby ekspozycji. Jeśli ktoś ma i chciałby sprzedać, udostępnić, proszę o kontakt na email maulana@poczta.fm. Nadal też szukamy osób, które w jakikolwiek sposób brały udział w oficjalnej i nieoficjalnej wymianie PRL-Indie, także przemytników z lat 80tych.

P.S Przekrój znów się ukazuje. W nowym numerze polecam mój wywiad z dyrektorką Muzeum Azji i Pacyfiku, panią Joanną Wasilewską pod tytułem "Kolonializm z drugiej ręki".

Polska postkolonialnie

maxcegielski

Już 6 maja mój nowy felieton w Krytyce Politycznej, w którym używam pojęć postkolonialnych do problemu normańskiego/wikińskiego pochodzenia Mieszka I oraz dyskutuję z używaniem tychże pojęć w nowym numerze "Pressji". Zakupiłem go od razu, ponieważ to środowisko zdaje się być samą śmietanką, żeby nie powiedzieć elitą, frakcji konserwatywnej. Nie rozczarowałem się, ale jak piszę w KP:

"Autorzy „Pressji” najpierw dezawuują postkolonialne podejście badawcze. Stwierdzają krótko, że „jego powstanie było efektem poczucia winy Zachodu, który w akcie skruchy za całe wieki kolonialnej agresji i podbojów postanowił dopuścić skolonizowanych do głosu.” Trzeba jednak przypomnieć, że badania postkolonialne rozpoczęły same ofiary imperium czyli np. intelektualiści pochodzący z subkontynentu indyjskiego. Poczuciu winy Zachodu można by jedynie przypisać akceptowanie ich idei przez akademików Europy czy Ameryki, choć nie obywa się przecież bez ostrych naukowych konfliktów.

Podpiszę się nawet rękami i nogami, pod tym, że polskie elity nie wierzą we własną wartość co wynika z „wpojonego skolonizowanemu narodowi głębokiego przekonania o jego niższości”. Toż to właśnie jest esencja studiów postkolonialnych, „Czy podporządkowani inni mogą przemówić?” (własnym językiem) to tytuł sztandarowego eseju Gayatri chakravorty Spivak, tłumaczonej i wydawanej przez Krytykę Polityczną. Nie zamierzam wypominać konserwatystom, że zaczęli używać do swoich celów języka, który lewica tworzy od dziesiątków lat w pocie czoła. Nie będę wypominał, że „Prywatyzując Polskę”, sztandarową pracę o „mimikrze” czyli kolonialnym naśladowaniu stylu hegemona, wydała właśnie KP. Chodzi mi raczej o to, że na przykładzie „Pressji” widać, że studia postkolonialne pokazują jak przekraczać skostniałe, proste, binarne opozycje np. na lewicę i prawicę. A poza tym do dwóch modeli tożsamościowych z rozmowy z Andrzejem Lederem należy dodać jeszcze lewicowe, krytyczne podejście do Polskiej historii. To, które ekipa już nie śnionej, ale jakże realnej rewolty, nazywa „pedagogiką wstydu”.

Jednak  przypominanie o tym, że Mieszko I sprzedawał dawnych „Polaków” jako niewolników muzułmanom na Wschodzie, nie wynika z mojej idealizacji Zachodu i poczucia wstydu. "

Więcej w Krytyce a tutaj jeszcze tylko odpowiedź dla jednego z komentatorów. Ponieważ nawet chęć polemiki i obrony swojego dobrego imienia nie zmusi mnie (na razie) do założenia konta na FB. Ktoś napisał, że manipuluję faktami, ponieważ google wcale nie podpowiada hasła "islamskie ścierwo". Dowód rzeczowy poniżej:

podpowiedzi_googla

 Pokazywałem zresztą ten obrazek podczas dyskusji w CSW, z cyklu "Re orientalizacja islamu", w której wkrótce pojawi się sam Tahar Ben Jelloun, a z naszego spotkania o "Medialnych uwikłaniach islamu" zapis video jest już dostępny:

 

 

 

Wielki Gracz na targach książki i festiwalach

maxcegielski

Bardzo ciekawe spotkanie i radość z przyjazdu na targi w Białymstoku. Przy tej okazji ukazał się też dodatek Gazety Wyborczej, gdzie między innymi wywiad ze mną o "Wielkim Graczu". Co ciekawe, kiedy na spotkaniu zapytałem czy ktoś czyta moje felietony w Krytyce Politycznej, nikt się nie przyznał, a potem ludzie podchodzili i mówili, że owszem, znają i cenią. W każdym razie, oprócz Białegostoku z książki Marcina Kąckiego jest jeszcze inny i ogromna frekwencja na targach.

bialystok_1

A 12 maja będę w Jastrzębiu Zdrój natomiast 21 maja na Warszawskich Targach Książki.

Zapraszam też 3 czerwca do Muzeum Polin w Warszawie na dyskusję o reportażu i świecie organizowaną przez Nową Europę Wschodnią a 4 czerwca do Lublina na Festiwal Kontynenty, gdzie będę prowadzić warsztaty "Sztuka notowania w podróży", na które wciąż można się zapisywać.

Inna wersja felietonu

maxcegielski

Mój felieton w Krytyce Politycznej  o "Zdradziectwie i odstępstwie Mickiewicza" zaczyna się tak:

Na trzecim kilometrze spaceru przez rubieże stolicy („in fifty five minutes and forty four seconds”) zwalniam na tyle, że biegacze są daleko przede mną. Pośród nowych osiedli czuję się bardziej obco niż w Indiach czy Azji Środkowej. Schodzę nad Wisłę i podziwiam kominy elektrociepłowni wznoszące się nad romantycznymi zagajnikami. Muszę uważać na miejscowych, którzy mieszczański niedzielny spacer zamienili w przyrodnicze, rowerowe ekspedycje i rozbijają się po laskach. Wisłą wolno płynie burobrązowa piana przedwiośnia, na drugim brzegu pędzą quady, jeźdźcy zatrzymują się i pstrykają zdjęcia przy pomocy „selfiestick”. Nie trzeba od razu eksplorować Azji, jak ja przez lata, aby poczuć się zdobywcą. Tak jak quadowcom wystarczają mi przedmieścia Warszawy, żeby poszwendać się i wprawić w ruch nie tyle nogi, co umysł.

turcja3_003

( To z Muzeum Mickiewicza w Stambule, z wystawy Migrującego Uniwersytetu Mickiewicza w 2014, praca Janka Simona pt. Adam Janek Mickiewicz Simon czyli skan 3d łączący głowy artystów + smoła i kapusta.)

W wersji dla KP nie zmieściły się moje dalsze dywagacje na temat mojego stosunku do Polski i Wschodu, które spowodowały, że w końcu musiałem zająć się ojczyzną współczesną, bardziej niż w książce "Wielki Gracz":

W całej okolicy nie ma żadnego kościoła, tubylcy zamiast na mszę jeżdżą chyba do pobliskiego, nowego „shopping center”. Identyczne powstają w Indiach, które podobnie jak Polska podłączyły się globalnego neoliberalizmu na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. To właśnie intelektualiści z subkontynentu, najczęściej pisząc po angielsku w Londynie i Nowym Jorku, stworzyli podwaliny pod studia postkolonialne, próbując zrozumieć własną pozycję kulturową.

Słynny esej z 1983 roku: „Can the subaltern speak?” Gayatri Chakravorty Spivak zadaje wprost niewypowiedziane explicite pytanie Mickiewicza z połowy XIX wieku, ale podobnie jak u niego nie pada tu jednoznaczna odpowiedź. Nasz wieszcz opowiadając w Paryżu o egzotycznej dla Francuzów słowiańszczyźnie, wydaje się równie usprawiedliwiony jak Spivak pisząca o paleniu wdów w Indiach, ponieważ sam należy do tej kulturowo i politycznie wykluczonej grupy etnicznej. Jednak podobnie jak ona i jak ja, należy do elity intelektualnej, dzięki czemu ma szansę przemówić językiem zrozumiałym dla europejskich salonów. Mimo uwikłań swojej, szlacheckiej pozycji społecznej, jest w lepszej sytuacji niż ja pisząc przez lata o „niesamowitej Azji”.

Wyjeżdżam na Wschód zajmować się tamtejszą egzotyką, choć sam należę do młodszej, wciąż i ostatnio w bólach dojrzewającej Europy, pochodzę z peryferiów nowoczesności. Z punktu widzenia Zachodu, z centrum, które chce ustanawiać narrację i oceny, jestem potomkiem barbarzyńskich Słowian, którzy przyjęli chrzest dopiero w 966 roku n.e. Przede wszystkim zaś czuję, nawet jeśli tylko podświadomie i udając, że tak nie jest, przeczuwam swoją gorszość, konieczność aspirowania, ciągłego modernizowania siebie i kraju. Może nawet podróżując do Azji chciałem, w głębi duszy, poczuć się lepszy, będąc białym Europejczykiem pośród Turków, Persów, Beludżów, Pasztunów, Hindusów, Kirgizów, Uzbeków, Pamirczyków. Dla nich „wewnętrzne kolonializmy” Europy, lata świetlne dzielące cywilizacje Londynu, Paryża, Berlina i Warszawy, były niewidoczne.

Przestałem nawet jeździć na Zachód, tam powracałem chcąc niechcąc do roli barbarzyńcy ze słowiańskich peryferii, który mimikrą, przed wiekami oświeceniową, dziś hipsterską, udaje tego kim nie jest. Dlatego w ogóle nie dziwię się sukcesom PIS i skupionej wokół tej partii rewolty konserwatywno-patriotycznej XXI wieku, nie tylko dlatego, że nigdy nie głosowałem na PO. Doskonale rozumiem, że pisząc obrażone listy do Brukseli ludzie „dobrej zmiany” czują to samo co wielu Polaków.

+ Pod felietonem w Krytyce ktoś napisał: "Towiański był carskim agentem i w tym momencie cały tekst traci sens.". Tylko, że ja nigdzie tam nie piszę o Towiańskim, tylko o zarzutach wobec Mickiewicza! Spór o to czy jego duchowy mistrz był na usługach Petersburga trwa do dziś. Pod poprzednim felietonem ktoś pisał, że z pewnością był, ale mnie wogóle nie interesuje kto był a kto nie agentem, zarówno w XIX jak i XX wieku, piszę o samych zarzutach.

W najbliższy piątek kolejny felieton w Krytyce Politycznej

 

 

 

 

Wspomnienia, zapowiedzi, odpowiedzi

maxcegielski

1. Już w piątek mój nowy felieton w Krytyce Politycznej.

2. Wkrótce video relacja z debaty o medialnym uwikłaniu obrazów islamu, która odbyła się w CSW Zamek Ujazdowski z moim udziałem, na razie w sieci jest nagranie z 1 odsłony "Re-orientalizacji islamu".

Ja natomiast chciałem polecić reportaż z wystawy "Kurz" w CSW, która w "Re-orientalizacji" powraca i będzie jeszcze powracać - w kwietniu odbędzie się spotkanie z uczestniczką, irańską artystką.

 

3. Czytelnicy bloga zapytali czy udało mi się dowiedzieć więcej na temat "kobiet w życiu Bronisława Grąbczewskiego"? O jego wychowanicy, która stała się Panią "Dunin-Ślepciową" jest trochę w książce, choć to bardziej próba wyobrażenia sobie ich wspólnego życia:

"Wyobrażam sobie, że wychowanica wygląda jak angielska miss i przechadza się po ogrodzie w sukni, z ulubieńcem na rękach. Tak jak kobiety mieszkające w wojskowych garnizonach w Indiach, usiłuje zachowywać się w Azji tak samo jak w ojczyźnie. Troszczy się o to, aby żyć w „cywilizowanym” stylu wyższych klas społecznych. Wyobrażam sobie, że młoda dama nie pracuje i nie ma żadnych obowiązków oprócz chodzenia do szkoły. Drapiąc pieska za uchem, oddaje się lekturze podróżniczo-przygodowych książek Mikołaja Karazina o Azji. Grąbczewski ma je w swojej bibliotece i doskonale zna. Wyobrażam też sobie, że dziewczyna, wachlując się w upalne dni, przegląda w ogrodzie reprodukcje batalistycznych obrazów Karazina, który był także wziętym malarzem i ilustratorem. W cyklu wielkich płócien przedstawia „chwałę rosyjskiego oręża”: zdobycie Samarkandy w 1868, przeprawę przez Amu-darię czy ekspedycję do chanatu Chiwy w 1873 roku."

Natomiast wydaje się, że mój bohater, tytułowy "Wielki Gracz" miał w Rosji żonę, która pojawia się w książce telefonicznej Petersburga tuż przed rewolucją, ale nie miał z nią dzieci. Kobiety nie były dla niego chyba najważniejsze w życiu, a w każdym razie był dżentelmenem i o nich nie wspominał.

Polski Livingston "czysty jak łza"

maxcegielski

Nie należy czytać komentarzy w internecie, ale są tak charakterystyczne, że jednak je przytoczę. Pod wywiadem o książce „Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata” o Bronisławie Grąbczewskim. Komentarz: „totalny brak wiedzy historycznej autora tegoż artykułu. Spytam tylko o jeden szczegół: Gdzie Grąbczewski miał robić karierę?” W tekście wywiadu pada odpowiedź, ale łatwiej jest atakować niż czytać dokładnie:

„Trzeba się na chwilę cofnąć w jego biografii, żeby zrozumieć, że jako młody polski szlachcic z Litwy nie miał zbyt dużego wyboru. Służba w rosyjskim wojsku była dla pokolenia po powstaniu styczniowym - któremu odebrano majątki, folwarki etc. - szansą na zrobienie kariery zawodowej.”

„Mechanizm „odzyskiwania” Grąbczewskiego dla Polski, gdy ten przyjechał do Warszawy w 1920 roku, jest rzeczywiście bardzo charakterystyczny, w pewnym sensie niesłychanie współczesny - albo też pokazuje nam absurd dwudziestopierwszowiecznych sporów. Po 1918 roku odzyskaną niepodległą ojczyznę byli w stanie budować na różnych polach ci, którzy już coś umieli. Inżynierowie, architekci, prawnicy, lekarze, generałowie mieli wcześniej okazję zdobyć doświadczenie wyłącznie u zaborców, a więc musieli do jakiegoś stopnia „kolaborować”. Podobnie przecież było po 1989 roku, „gruba kreska” była nieunikniona, żeby państwo w ogóle mogło funkcjonować. Pomiędzy 1920 a 1926 z narracji o Grąbczewskim i pewnie wielu innych postaciach, wyparto, wymazano albo osłabiono wymowę wątków związanych z pracą dla Rosjan. Polska potrzebowała wielkich podróżników i naukowców, więc taką też postać kreowano. Mimo to nawet on sam usiłował się z tego wyłamać, pisząc o bliskiej współpracy z carami.”

POLSKI_LIVINGSTON_small ( Charakterystyczny tytuł i tekst z Kurjera Poznańskiego, 1926 )

 „Dziś ślad Grąbczewskiego we mnie to przekonanie, że ciągle odwołujemy się do naszych lokalnych, polskich problemów, jesteśmy „wsobni”, żeby nie powiedzieć: prowincjonalni. A przecież w naszej historii byli ludzie, jak on, którzy mając gdzieś w głowie „ojczyznę”, potrafili spojrzeć szeroko, globalnie, empatycznie wobec innych kultur. Jestem na przykład pewien, że Grąbczewski, podobnie jak nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz, przyjmowałby uchodźców uciekających przed wojną w Syrii.”

Komentarz w sieci:„Skąd wnioski, że taki Grąbczewski, pełen współczucia i świadomości o zaniknięciu żyjących pierwotnie ludów wraz z ich kulturą, w zderzeniu z techniką i cywilizacją, że byłby on za wzbogacaniem kulturowym naszego kraju za sprawą multi-kultii ???”

Odpowiedź pada w wywiadzie„Myślę, że dla ludzi takich jak on, Skłodowska-Curie czy Chopin najważniejsza była ich praca, a nie narodowość. Tacy jak oni stali się ważni dla świata, dla kultury czy nauki, ponieważ byli „wielokulturowi”, otwarci na inność, na spotkanie z obcym, z nowym. Nie można dokonać niczego wielkiego, zamykając się na wpływy, bojąc się, że ktoś może zniszczyć naszą tożsamość narodową, cywilizacyjną.”

W podobnym stylu: „I czy wszyscy Polacy pracujący w PRLu to byli kolaboranci i zdrajcy na wzór wspomnianego tutaj TW Bolka?” Nigdzie nic takiego nie mówię, stwierdzam natomiast:

„(Grąbczewski) wykreował sobie heroiczną, polską biografię, kawałek dalej pisał jednak o przyjaźni z carem. Myślę, że bardzo potrzebował takiego wstępu, miękkiego wprowadzenia w swoje losy, żeby się usprawiedliwić. Podobnie jak każdy z nas, podobnie jak, dajmy na to, Lech Wałęsa, o którego toczy się teraz spór, nie był czystym jak łza, idealnym człowiekiem. Przecież nikt z nas taki nie jest! A my Polacy chcielibyśmy mieć tylko wzorowych bohaterów, a po drugiej stronie samych plugawych zdrajców. A takich ludzi nie ma na świecie.”

I charakterystyczna pointa tego napastliwego komentarza: „To jest zlecony art. przez tych pobratymców KOD-u” No i oczywiście ( wpis wybrany spośród wielu podobnych, komentujących także kim był mój dziadek i ojciec, z błędami w dodatku ) : „Kolejny lewus-lewak.otwierac Na inne kultury sie chce.takie chore lewackie myslenie jest przyczna wszystkich obecnych klopotow.” (pisownia oryginalna)

Czytaj całość wywiadu dla WP.PL

 

Litwini są z Indii a Mickiewicz z PISu?

maxcegielski

muzeum_kapusta2( Muzeum Mickiewicza w Stambule, foto: Justyna Chmielewska)

Miało się to nazywać po prostu "Spacery", a nawet old schoolowo "Romantyczne spacery", ale redakcja dała tytuł bardziej polityczny, wzmacniający aspekty bieżące i felieton nosi tytuł "Czy Mickiewicz głosowałby na PIS?". Tak naprawdę jednak politycznej bieżączki nie jest tam dużo. Nie obyło się bez pomyłki i poprawek kiedy tekst już był na stronie, kajam się za błędy i dziękuje uważnym czytelnikom. Całość pomyślana jest jako cykl, co 2 tygodnie. Tutaj fragmencik:

"Wyprzedzają mnie biegacze, wyklęci przez Adama Mickiewicza ludzie z „wierzchniej warstwy”, „którzy stają się Europejczykami”. To cytat z „naukowych” improwizacji, które wygłasza na katedrze języków słowiańskich w College de France w latach 1840-1844. Przemawia w natchnieniu, w coraz bardziej mistycznym uniesieniu (aż do otwartego głoszenia herezji Towiańskiego). O Polakach-Europejczykach mówi, że „warstwa ta błyszczy francuskim światłem, a raczej fosorescencją, bo nie ma życia własnego w tych zjawiskach pełnych blasku a znikomych”. Fosforescencja, kopie, odbicia, poblaski – cienie Zachodu w Polsce. (...) Mickiewicz mówi, a słuchacze zapisują, zapewne niedokładnie, że specyfiką naszą jest „nieustanne zapuszczanie się w przeszłość i przyszłość”.

Jedynie orientalne zainteresowania Mickiewicza (w tym jego przekonanie, że Litwini wywodzą się z Indii), rozciągnięte przeze mnie samowolnie na buddyzm, pozwalają stwierdzić, że brakuje nam spokojnego bycia „tu i teraz” czyli medytacyjnego namysłu nad chwilą, która trwa – przyczyną cierpienia jest pragnienie. Nie zamierzam jednak leczyć Polski ani siebie buddyzmem..."

Tytuł mógłby sugerować, że jest to kolejny anty-pisowski tekścik, tyle, że współczesny konflikt zostaje przeniesiony na tło XIX wieku, ale jest to w równym stopniu krytyka elit POwskich, auotkrytyka nas samych, mnie samego...

Całość felietonu na stronach Krytyki Politycznej, polecam!

Oj, będzie się działo...

maxcegielski

csw_kurz

Na zdjęciu praca Barbada Golshiri, "Grób bez tytułu" 2012 ze świetnej wystawy “Kurz / dust / ghobar”, która miała miejsce w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Zamek pod dyrekcją Małgorzaty Ludwisiak konsekwentnie interesuje się globalnym polem sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem wschodu-południa.

16 marca w środę o 18.00 odbędzie się w CSW kolejne spotkanie z cyklu "Re-orientalizacja islamu" pod hasłem "Medialne uwikłanie: o roli przekazu medialnego w kreowaniu obrazu kultury muzułmańskiej". Będę jednym z gości, zapraszam, wstęp wolny, budynek Laboratorium. Więcej detali wkrótce.

A już jutro w internecie premiera mojego cyklu reportażowo-esejowego, historyczno-współczesnego, na razie nie zdradzę gdzie, tylko zacytuję fragment:

"Autor Pana Tadeusza, a zarazem nieukończonej powieści science fiction pod tytułem L’Histoire de l’avenir, jako kamień węgielny naszego „paradygmatu romantycznego” jest specjalistą od sprzeczności, w życiu i twórczości. W College de France z pewnością twierdzi, że Słowianie naśladują Europę, ale zarazem mówi, że pozostali odrębni, kiedy indziej zaś, że popadli w zależność mentalną. W końcu jednak, być może radykalizując poglądy pod wpływem Towianizmu, głosi, że nie naśladowali Zachodu. Na pewno domaga się „równouprawnienia kulturowego” Słowian (jak pisze Michał Kuziak), „uzupełnienia kanonu europejskiego” o ich kulturę. Podobne, już nie programy ale żądania, zdają się tkwić dziś w ideologii konserwatywnej rewolucji."

Więcej o tym wkrótce

 

Co nie zmieściło się w książce Wielki Gracz? PART 2. + spotkania

maxcegielski

 

pamirski_post

W książce "Wielki Gracz" ostatecznie nie wykorzystałem archiwalnych materiałów, takich jak ten szkic Pamirskiego Postu czyli pierwszego stałego posterunku rosyjskiego w miejscu obecnego miasteczka Murgob. W książce piszę:

"Już w 1892 roku żołnierze carscy zakładają pierwszy stały posterunek na nowo podbitych ziemiach wyżyny Pamir, w miejscu, gdzie znajduje się dziś miasteczko Murgob. Pierwszą zimę spędzają w jurtach, na wysokości trzech i pół tysiąca metrów nad poziomem morza. Następnego roku Pamirski Post jest już porządnym fortem, a wkrótce warunki życia są na tyle dobre, że jeden z oficerów sprowadza w góry swoją żonę. Szybko pojawiają się domy, kantyna, piekarnia, kuchnia i apteka oraz sauna, która pozwala rozgrzać się nawet podczas srogich mrozów. Obyczaj budowania skromnych łaźni przetrwał do dziś, korzystam z nich nad Kara Kul i w innych miejscach. Fort szybko przestaje być główną bazą rosyjską na wyżynie, ponieważ każdego lata wyruszają z niego wojskowe ekspedycje, które zajmują kolejne doliny dalej na południe. Aż do 1895 roku kolejnymi wyprawami na Dachu Świata kieruje Michaił Jonow. Poszerza tereny objęte stałą rosyjską kontrolą, aż granica mocno opiera się o rzekę Pandż na zachodzie oraz stanowiącą jej dopływ rzekę Pamir i jezioro Zorkul na wschodzie. Dzięki zastosowaniu polityki faktów dokonanych przebieg linii granicznej pomiędzy mocarstwami zostaje wówczas ostatecznie ustalony. Mojemu bohaterowi - Bronisławowi Grąbczewskiemu, mimo usilnych starań, nie udaje się wejść w skład komisji ustalającej precyzyjnie podział terytoriów."

Dlaczego tak się stało? O tym w książce a może uda się też wspomnieć na spotkaniu ze mną o Wielkim Graczu w Muzeum Azji i Pacyfiku, Warszawa, Solec 24, niedziela 28 luty o 18:00. Rozmowę poprowadzi Maciej Magura Góralski

 

Wielki Gracz książką tygodnia w Instytucie Książki

maxcegielski

Wielki Gracz książka rozkładówka

A w dodatku Amelia Sarnowska na stronach Instytutu Książki recenzję, z gatunku tych nieoczywistych, które samemu autorowi każą na nowo przemyśleć co mu przy okazji pisania wyszło spod klawiatury. A w niej między innymi: 

"Problem wciąż obecnego w XXI wieku kolonializmu wiąże się w Wielkim Graczu z krytyką szeroko rozumianego „centrum” i centralizacji systemu podejmowanych przez władze działań – wszystko, co „zewnętrzne” w stosunku do takiego „centrum”, jako nie dość rozwinięte czy ucywilizowane, podlega niezwłocznej okupacji i zawłaszczeniu, a w konsekwencji – także cichej, postępującej z dnia na dzień destrukcji.

„Centrum” może w przypadku tej książki odnosić się także do znacznie szerszych zjawisk, „centralnie” organizujących wielkie współczesne narracje i wykładnie – czy to o charakterze kulturowym, historycznym czy politycznym. Biograficzno-reportażowa opowieść Cegielskiego dokonywałaby w tym kontekście pewnego symbolicznego przesunięcia owego „centrum” w świadomości czytelnika – umożliwiając mu nie tylko przyjęcie perspektywy dystansu, ale także dokonania pewnych fundamentalnych rozróżnień, których pojawienie się wyznacza swoisty „początek” w myśleniu wolnego – bo świadomego – człowieka."

Cieszę się z takiej analizy oraz z tytułu książki tygodnia i polecam lekturę całej recenzji...

 

 

 

Od konkretnej Azji do amerykańskiej abstrakcji

maxcegielski

Jestem w Bieszczadach, gdzie udało mi się trochę połazić, pomyśleć i popisać, ale też szykować się do prowadzenia spotkania z amerykańskim mistrzem abstrakcji, nestorem gatunku, Frankiem Stellą. 19 lutego o 18:00 zapraszam do Muzeum Polin na rozmowę między innymi o tym jak polski album o drewnianych bożnicach żydowskich zainspirował jeden z ważniejszych przewrotów w sztuce XX wieku. Choć uważany jest za twardego abstrakcjonistę to jego "konstruowane, budowane obrazy" często czerpały, przynajmniej w tytułach z konkretnych, realnych doświadczeń, np. z jego podróży na Wschód, a dokładnie do Iranu. Oto "Isfahan III" z 1968 roku:

map_dispatchchile_11_902w

Dla mnie to bardzo masalowy przykład tego jak realne doświadczenie podróży, oraz wiedzy ( Stella jest najlepiej wykształconym z amerykańskich artystów ) można przełożyć na twórczość, nie dosłownie, nie bezpośrednio lecz przez dalekie przekształcenie. To inspiruje także do pisania, jakie zdarzyło mi się w Bieszczadach, gdzie przechadzka do starej bojkowskiej cerkwi w Równi zamieniła się w pisanie o Celtach, Kaledończykach i Piktach. Wkrótce więcej o tym a teraz jeszcze "Empress of India" z 1965, choć Frank Stella w Indiach chyba nie był. 

de6031dcfbce689eec5a7fde8a732609

PRL@Azja czyli zapomniane kontakty Polski ze Wschodem

maxcegielski

Liznąłem ten temat w książce, której byłem redaktorem i współautorem: Polska & Azja. Od Rzeczpospolitej Szlacheckiej do Nangar Khel. Przewodnik interdyscyplinarny. W swoim tekście Polacy w Azji 1945–89. „Kominternowski europocentryzm” czy wschodnie okno na świat? pisałem między innymi:

"Polska nigdy nie zbliżyła się do Indii, a także innych wymienionych państw Wschodu, tak bardzo, jak właśnie w okresie powojennym, do 1989 roku. Rzeczywiście nasi inżynierowie i inni specjaliści szybko adaptowali się do „kolonialnego stylu życia”, ale tak funkcjonowały także lokalne elity, chronione przed skwarem i dżunglą lub pustynią i biedą. Szczególnie na temat Indii, których mityczna duchowość była silniejsza od dyskursu o nowoczesności, powstały wtedy dziesiątki książek. Popularyzowały one wiedzę i, chcąc nie chcąc, przyczyniały się do pewnego dialogu międzykulturowego, nawet jeśli często operowały stereotypami. Właśnie ideologia braterstwa socjalistycznego zmuszała autorów do pisania nie tylko o „świętych krowach”, lecz także o problemach i przemianach społecznych. Dzięki temu fantazmat Wschodu zyskiwał choć trochę realności."

Teraz rozwijam te wątki pracując razem z Jankiem Simonem nad historiami przemytu z Polski do Indii i z subkontynentu do nas. W tle także polscy przemytnicy szmuglujący złoto między Singapurem a Delhi, kożuchy z Afganistanu, wysyp India Shopów w Polsce na przełomie lat 80 i 90, nasze kryształy kursujące na Węgry oraz dalej na Wschód i Południe. ( Jeśli ktoś ma takie wspomnienia handlu z Azją z okresu PRL to zapraszam do kontaktu na maulana@poczta.fm ). Nie byłoby łatwych podróży do Indii gdyby nie oficjalna współpraca między krajami. Jedną z pierwszych oficjalnych wizyt, której głównym celem była Indonezja opisuje reportażowa, ale także propagandowa książka "Dzień dobry Nusantaro" Włodzimierza Janiurka. 

Bandung w

"Dzień dobry Nusantaro" opisuje podróż Przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego w 1961 roku. Ważnym przystankiem było Delhi, gdzie spotkał się między innymi z premierem "neutralnych Indii", Jawaharlalem Nehru

IMG_3145small1

 

 CDN..

 

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci