Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Polska Szkoła Urbanistyki w Indiach

maxcegielski

Podobnie prekursorską rolę jaką Polska Szkoła Rozwoju odegrała w ekonomii, w urbanistyce miała szkoła planowania przestrzennego, którą współtworzył Piotr Zaremba. W 1954 roku, pozbawiony władzy w Szczecinie, wyjechał do Korei Północnej jako kierownik polskiej sekcji urbanistycznej. Trzy lata później został doradcą rządu Chin w zakresie planowania regionalnego, później zaś konsultantem w Wietnamie i Afryce. Szybko stał się ekspertem do spraw krajów rozwijających się, a jego światową sławę umocniła ścisła współpraca z Organizacją Narodów Zjednoczonych. W 1966 roku powołał Międzynarodowe Podyplomowe Studium Urbanistyki i Planowania Regionalnego przy Politechnice Szczecińskiej. Do 1990 roku wykształciło ono 480 planistów z 47 krajów Afryki, Ameryki Łacińskiej i Azji. Jeśli chodzi o ten ostatni kontynent, najwięcej studentów przybyło z Indii - aż 47 osób. Pierwszym doktoratem ukończonym w ramach kursu była praca "Regional Planning and Planning Methods in India" R.M. Malaviahego, obroniona w 1967 roku.

Wystawie "Prince Polonia/Sklep Polsko Indyjski" w Trafo Stacja Sztuki w Szczecinie towarzyszy cały, nowy dział poświęcony Zarembie, w tym video z udziałem badaczki Alicji Gzowskiej i syna urbanisty, Pawła Zaremby. Tutaj fragment.


Piotr Zaremba (podobnie jak Kalecki w sferze ekonomii) przestrzegał przed bezkrytycznym transferowaniem idei i rozwiązań z Zachodu na Wschód. W Indiach mówił swoim byłym studentom, sprawującym już ważne funkcje w swojej ojczyźnie, że to oni sami powinni projektować rozwój regionów i miast - ponieważ znają lokalne uwarunkowania. Podejście Zaremby doskonale widać w prezentowanych na wystawie rysunkach z jego notesu z podróży po Indii: dokładnie analizował tradycyjną architekturę i społeczeństwo. Dopiero na tej podstawie proponował nowe rozwiązania, zawsze uwzględniające warunki gospodarcze oraz równowagę ekologiczną, tak jak to czynią dzisiejsi urbaniści.

Wernisaż w Trafo @ Szczecin 2

maxcegielski

Swoją obecnością zaszczycił nas też Erwin Sówka ostatni żyjący członek trzonu Grupy Janowskiej, mianowany przez Teofila Ociepkę na jego następcę. Nadal nie wiem, czy to właśnie po nim Sówka "odziedziczył" okultystyczne zainteresowanie Hinduizmem, czy raczej pod wpływem Andrzeja Urbanowicza i Grupy Oneiron? Albo jedno i drugie. Co ciekawe postać "satanisty-buddysty" :) Urbanowicza pojawia się też w wywiadach o Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Indyjskiej, które nagraliśmy na wystawę i mam nadzieję, że będzie o nim więcej w oprowadzaniu po Prince Polonia, które przeprowadzi dyrektor Trafo, Stach Ruksza (szczegóły wkrótce). A tutaj już z FB TRAFO zdjęcia Sówki i innych na wernisażu przy obrazie "Medytacje" z 1986 roku ( z kolekcji i dzięki uprzejmości Muzeum Śląskiego)

Trafo5sowkaosobiscie

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej prezentowaliśmy inne obrazy Erwina Sówki z pierwszej serii "indyjskiej" z 1986: "Medytacje III" oraz "Kryszna" więc dla przypomnienia, na zdjęciach Justyny Chmielewskiej:

_MG_8020 

_MG_8024 

 

 

 

 

Prince Polonia w Szczecinie - TRAFO

maxcegielski

W Trafostacji Sztuki: 3 edycja wystawy "Sklep Polsko-Indyjski" aka "Prince Polonia" (po Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i Clark House Initaitive w Bombaju) specjalnie uzupełniona o wątki Szczecińskie. Nowością i rewelacją - także dla mnie - jest działalność w Indiach i krajach III ŚWIATA Piotra Zaremby (pierwszy prezydent miasta, człowiek bez którego działań Szczecin zapewne nie znalazłby się w granicach Polski). Urbanista, założyciel kursu dla gości z krajów rozwijających się, miłośnik Indii. Więcej o tym wkrótce. 

Niestety na wystawie (ze względu na prawa autorskie) nie będziemy mogli pokazać mixu video found footage pokazującego jak wątki indyjskie i singapurskie przenikały do naszej pop kultury od połowy lat siedemdziesiątych do 1989. Może uda się fragmenty pokazać w necie i w trakcie wydarzeń towarzyszących. Jak ten, z 40 latka, "Kosztowny drobiazg czyli rewizyta" reż. J. Gruza, TVP 1976. "Kiedy byliśmy w Kalkucie, wiesz, Mietek budował tę cukrownię" czyli soft socjalistyczny orientalizm.

Jak orientalizuje socjalistyczny "Drugi Świat"? Indie w "The Polish Review" - 1

maxcegielski

Fragmencik z mojej pracy pisanej na Artes Liberales:

"Chronologicznie materiały o obecności polskiej myśli technicznej w Indiach otwiera całostronicowy dział Foreign Trade składający się z trzech notek oraz trzech zdjęć pokazujących motocykl SHL oraz skuter OSA na drogach subkontynentu ( „The Polish Review” 1962, nr 9 ) Pierwsza notka nosi tytuł Asia’s Exports to Poland i informuje, że kraje azjatyckie, w tym Indie, wyeksportowały do Polski towary o wartości 60 milionów dolarów. Były to przede wszystkim surowce, półprodukty i ludowe rękodzieło. Obraz zależności uzupełniają dwie kolejne notatki, pierwsza z nich to Poland’s Credit Supplies for India z której wynika, że PRL udziela ośmioletniego kredytu na zakup „instalacji przemysłowych” przez Indie. Kredyt zostanie spłacony właśnie surowcami, a PRL dostarczy instalacji górniczych, elektrowni, maszyn do fabryk oraz linii produkcyjnych do składania skuterów OSA oraz motocykla SHL-175.

Tę notkę uzupełniają trzy zdjęcia: jedno z polskim motocyklem na ulicy w Indiach, pozostałe dwa ze skuterem. Szczególnie te ostatnie dwa są interesujące. Na obydwu OSĄ kieruje młoda dziewczyna z Indii ubrana po europejsku. Na górnym zdjęciu stoi obok maszyny i przygląda się fakirowi, który grając na instrumencie hipnotyzuje kobrę. Na drugiej fotografii dziewczyna uśmiecha się patrząc prosto w obiektyw aparatu, za nią widać nie tradycyjne azjatyckie budynki, lecz ścianę murowanego domu pokrytą czymś w rodzaju prostej mozaiki (typowej zresztą dla architektury soc-modernizmu w PRL). Polski skuter staje się synonimem nowoczesnego, europejskiego stylu życia, przeciwstawionego stereotypowo potraktowanej lokalnej tradycji." 

OSA INDIE

 

 

[1] „The Polish Review” 1962, nr 9, s. 18.

[2] „The Polish Review” 1962, nr 9, s.28.

Imperium Osmańskie - droga ku nowoczesności czy ku upadkowi?

maxcegielski

Z historii wiemy, że reformy modernizacyjne XIX wieku doprowadziły mimo wszystko do upadku "chorego człowieka Europy" i powstania świeckiej republiki Turcji na części terytorium. Podczas wykładu w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie  zastanawiałem się (za Braudelem ) czy samo imperium nie było już nowoczesne; co to znaczy modernizacja i jak objawiała się w przestrzeni miasta, w zmianach w XIX wieku; jak proces unowocześniania wiązał się z przesunięciami ośrodków władzy i co miał z tym wspólnego Adam Mickiewicz? Poniżej fragment z wykładu a najpierw zdjęcie za FB MCK

29543024_10156446810109166_6346139918749663232_o 

Nabrzeże Karaköy zaczyna się bardzo szybko rozwijać po 1838 roku, ponieważ przybijają tu europejskie statki, od razu na miejscu pobierane jest cło, dzięki umowom handlowym bardzo korzystne dla kupców z Paryża, Londynu czy Hamburga. Produkowane przez nich przemysłowo tekstylia przebijają cenowo lokalne produkty, ziemie imperium Osmańskiego spadają do rangi peryferiów dostarczających tanie surowce. W 1856 roku do nowego pałacu Dolmabahçe, położonego dalej nad brzegiem morza, przeprowadza się sam sułtan. Za nim ciągną urzędnicy wysokiej rangi, elity państwa przeprowadzają się w pobliże Europejskiej dzielnicy. To symbol tego skąd władza czerpie inspirację, ale także znak uzależnienia ekonomicznego. Imperium osmańskie jest coraz bardziej zadłużone w Europie, a pośrednikami w kolejnych pożyczkach są francuscy, greccy, ormiańscy i żydowscy bankierzy z rozrastającej się Pery.

   

Stambuł w Krakowie

maxcegielski

Cieszę się, że Stambuł powrócił. Na razie czytam i przeglądam piękny i gruby album "Stambuł. Dwa światy, jedno miasto" , a wystawę pod tym samym tytułem obejrzę tuż przed swoim wykładem, w ramach programu towarzyszącego w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. Zapraszam w czwartek 24.05.18 o godzinie 18:00. 

P18_2647_0509stanbul_wernisaz_slider

Na razie dwie myśli. Pierwsza, że Konstantynopol-Stambuł to były zawsze więcej niż dwa światy. Arcyciekawy wstęp (Piotr Nykiel) do albumu nosi tytuł "Turecka droga do nowoczesności" i w podobnym tonie, na przeciwstawieniu stare (Wschód) vs. nowe (Zachód)  jest budowana narracja (np. "Stambulczycy - z Orientu do Europy"). A co z chrześcijanami prawosławnymi w Konstantynopolu? Trzeci świat obecny w mieście. A co z dzielnicą kupców "Franków", która istniała już przed 1453 i także później, była immanentną częścią społeczności nad Bosforem. Powiedziałbym "Jedno miasto - wiele światów" i taki mi się przypomniał fakt, opisany w mojej książce "Oko Świata. Od Konstantynopola do Stambułu." Czy to tylko obraz unowocześniania się, czy też "modernizacji", która jest też podległością? Nie kolonialną, ale samo - orientalizującą? Nie wiem, myślę, spójrzcie:

"Od 1875 roku Konstantynopol może się poszczycić pierwszą w kontynentalnej części Europy kolejką podziemną. Wcześniej “metro” powstaje w Londynie, natomiast Tünel w Stambule to trasa długości 573 metrów, ale wznosząca się 60 metrów pod górę. Dolna stacja znajduje się właśnie na ulicy Banków, górna to początek İstiklal Caddesi czyli dawnej Grand Rue De Pera. W XIX wieku jako pierwsi przejeżdżają kolejką ambasadorzy europejskich mocarstw i ministrowie imperium osmańskiego. Na przyjęciu podawany jest szampan i wina; pierwszy toast zostaje wzniesiony za zdrowie sułtana Abdülaziza, kolejny za królową angielską, już wtedy ważniejsze są ponadnarodowe multikorporacje niż rządy państw. Projekt metra tworzy Francuz Henri Gavand, ale kolejka należy do konsorcjum z Anglii, więc odśpiewanie „God Save the Queen” zaraz po marszach osmańskich jest konieczne. W przemówieniu inauguracyjnym podkreślano, że Tünel ma „być kolejnym łącznikiem cementującym przyjaźń między wschodnimi i zachodnimi elementami, które spotykają się w Konstantynopolu”.

 

Czy podróże kształcą?

maxcegielski

 

Na zdjęciu poniżej (ze strony docsag.pl) ja i Paweł Cywiński podczas dyskusji po filmie "Turyści". Dziękuje publiczności za tłumne przybycie oraz ciekawą dyskusję, przepraszam tych, którzy nie zdążyli zabrać głosu. Doszedłem do wniosku, że bohaterowie filmu nie są tak groźni jak ci, co prezentują swoje "podróże" na YT i innych kanałach społecznościowych. Przypomniał mi się mój tekst z magazynu "Kontynenty", pt „Mindfuck” czyli podróże już nie kształcą", którego fragment poniżej.

DSC678621024x5761

 

(Herodot) Relacjonował wydarzenia, zaznaczając, że “tak tedy mówią Persowie, a tak Fenicjanie, ja zaś nie będę tu rozstrzygać, czy rzecz miała się tak, czy inaczej.” Dzięki temu możemy nie obrażać się na Herodota o „czarne nasienie” Indów, gdyby żył sto lat później i usłyszałby od członków ekspedycji Aleksandra Macedońskiego, że czarne jednak jest białe, zapewne skorygowałby swoją relację. „Dzieje” czytane są od ponad dwudziestu stuleci, ale ich autor nie zrobiłby współcześnie kariery na youtube.com, nie pisze bowiem nic o sobie czyli nie zwraca na swoją postać sefiesticka z zamontowaną kamerką. Jego teksty, analizowane w kontekście biografii, wciąż jednak zdają się potwierdzać domniemanie, że „podróże kształcą”.

Sprawdzając co o tej tezie sądzą internety natrafiam na rozprawkę Pysi_xd, ocenioną na „BDB” przez portal bryk.pl. „Wybierając podróż do krajów, gdzie przyrost naturalny jest bardzo duży, społeczeństwo mało rozwinięte, gdzie nie ma należytych warunków do życia i panuje problem głodu, można wspomóc tamtejszych mieszkańców. A jestem przekonana, że każdy to zrobi, gdy spojrzy na krzywdę ludzką, jaka się tam dzieje. Nabierze nowych doświadczeń, stanie się wrażliwszy.” Niestety Pysia_xd myli się, jak pisała w Rzeczpospolitej w 2012 roku Paulina Wilk: „Podróżowanie, które miało oznaczać poznawanie i zmianę sposobu myślenia, okazało się biznesem umacniającym stereotypy i oddalającym od rozumienia złożonej rzeczywistości.” Autorka m.in. „Lalek w ogniu” tylko w backpackersach dostrzegła ostatnie pokolenie i typ podróżników mających „kompleks Herodota” czyli szukających „osobistego doświadczenia”, choćby nawet bezskutecznie.

Jednak proces wirtualnej demokratyzacji, w której każdy czuje się w prawie, a nawet obowiązku śmiecić swoimi przeżyciami, spowodował, że tym personalnym przeżyciem zbyt łatwo jest handlować w sieci, choćby i za same lajki na facebook.com. W necie nie ma czasu i miejsca na dziennikarskie, Herodotowe „tak mówią”, „tak słyszałem”. W dodatku na podróżniczych blogach, profilach, portalach, w czasopismach rządzi obraz, im bardziej atrakcyjny, im bardziej egzotyczny, tym lepiej, choć każdy wie, że bez obróbki w programie „Photoshop” świat jest zupełnie inny. Przede wszystkim nie zawsze atrakcyjny, a przecież relacje z kolejnych wypraw na koniec świata mają przyciągnąć uwagę odbiorcy i na chwilę zachwycić. Góra fotograficznego oszustwa rosła nam pod bokiem, a obok niego potęga travelebrytów, gwiazd takich jak Wojciech Cejrowski.

Polscy "Turyści" - film i dyskusja

maxcegielski

Na najlepszym festiwalu dokumentu bywam regularnie, choć rzadko - ponieważ czasu zawsze brak. Tym razem nie mogłem odmówić bo temat ważny i film bardzo ciekawy: "profesjonaliści" zmontowali materiały nakręcone przez polskich turystów, "amatorów" filmujących podczas zorganizowanych wycieczek w różnych zakątkach planety ziemia. 

 

Obejrzałem już raz i mam wrażenie, że Mateusz Romaszkan i Marta Wójtowicz-Wcisło zachowali ciepłą empatię wobec pożeraczy wrażeń i planety. Obawiałem się, że zobaczę bardzo ostry obraz turystów z Polski, ale obejrzę jeszcze raz w Kinotece na dużym ekranie w ten czwartek od 19:00. Po filmie porozmawiam z Pawłem Cywińskim oraz z twórcami filmu i z wami - publicznością.  Paweł Cywiński jest związany między innymi z portalem o postturystyce czyli podróżowaniu świadomym, ja mam czasem wrażenie, że najbardziej świadomy travelers to taki, który zostaje w domu, ale zobaczymy co wyjdzie nam z rozmowy. 

Warszawa - Bombaj - Szczecin

maxcegielski

Po MSN warszawskim pokazywaliśmy z Jankiem Simonem "Sklep Polsko-Indyjski"  w Bombaju w Clark House Initiative pod nazwą "Prince Polonia": Prince Polonia Clark House

 Działaliśmy w zupełnie innej przestrzeni, w labiryncie małych pokoi, jak widać na zdjęciach z FB Clark House. Pojęcie sklepu indyjskiego z polskich lat 90tych nie było zrozumiałe dla publiczności w Indiach stąd zmiana nazwy na "Prince Polonia". To nazwa hotelu Pana Sethiego z Paharganju ze złotej epoki szmuglu i biznesów PL-IND, neon przywlekliśmy z Delhi dzięki Rakeszowi Arorze (dzięki!) oraz dlatego, że hotel zmienił nazwę, po remoncie służy handlarzom głównie z postsowieckiej Azji Środkowej. Duży szyld hotelu pokazywaliśmy w MSN a mały zabraliśmy z powrotem do Indii i zaświecił częściowo w Clark House. Teraz bierzemy się za Szczecin - Trafostacja od października. 

24210551_1492131820834324_7627029733667419474_o1

W Trafo szczecińskim jeszcze inna przestrzeń ( o czym więcej wkrótce ) oraz nowe wątki, nie tylko stoczniowe, ale słoń i Cyrankiewicz muszą się pojawić.24273814_1492127797501393_5325615612700901354_o1

Na razie dodam tylko, że rewolucja nastąpiła: https://www.instagram.com/maxcegielski/ oraz, że niedługo Stambuł w Krakowie, Oświecenie w Warszawie oraz więcej socjalistycznego orientalizmu zapewne tu na bloxie oraz na https://independent.academia.edu/MCegielski

 

 

 

 

PLL LOT w Azji w epoce PRL

maxcegielski

Dla rozwoju kontaktów najpierw z Azją i Afryką a potem z samymi Indiami ważne były Polskie Linie Lotnicze. LOT od 1963 roku latał regularnie do Egiptu, a dziesięć lat później bezpośrednio do Stambułu oraz Bejrutu i Damaszku, Tunisu czy Algieru. Stewardessy zapewne jeszcze przed himalaistami testowały możliwości globalnego „handlu walizkowego” przemycając zarówno złoto jak i drogie kamienie czy ubrania. W 1977 roku nastąpiło otwarcie stałego połączenia do Bangkoku z międzylądowaniami w Bagdadzie, Dubaju i Bombaju. Z okazji otwarcia linii specjalne wycieczki do Indii i Tajlandii szykował też Orbis, powstał nawet promocyjny film animowany o podróży Bolka i Lolka samolotem do Azji.

Z danych rocznika statystycznego wynika, że w 1979 roku do Indii wyjechały prawie 2000 osób. Z jednej strony – to bardzo mało, z drugiej jak na Polskę – jednak dosyć dużo. Polacy latali na wschód także przez Moskwę i Taszkient, a około roku 1985, kiedy LOT uruchomił bezpośrednie loty raz w tygodniu do New Delhi ich liczba bardzo się zwiększyła. Przedstawiciele firmy podkreślali w wywiadach, że rozwój kierunku indyjskiego połączony był z celami oficjalnej „ofensywy handlowo-gospodarczej”. Pasażerowie z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pamiętają zaś, że np. międzylądowanie w Dubaju było podyktowane nie tylko tankowaniem, ale też możliwością zrobienia przez pasażerów zakupów (whisky, magnetowidy) na handel w Indiach. Rozwój sieci połączeń LOT pokrywał się z kierunkami intratnego, nieoficjalnego drobnego przemytu. Po ostatecznym zniesieniu stanu wojennego w grudniu 1983 roku polska gospodarka nie była już w stanie wydobyć się z załamania więc rozwojowi przemytu sprzyjano poszerzając azjatyckie połączenia PLL LOT, np. do Singapuru w 1988,  czy otwierając stałe biuro firmy w New Delhi.

_MG_8082

Fragment sekcji LOT na wystawie "Sklep Polsko-Indyjski" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, zdjęcie Justyny Chmielewskiej.

 

Ferdynand Ossendowski - reporter?

maxcegielski

We Wrocławiu w trakcie "Bruno Schulz Festiwal" odbyła się sesja naukowa “Minione i zapisane. Literaturoznawcy i pisarze o reportażu międzywojennym” podczas której Zbigniew Kopeć opowiadał O przymusie podróżowania, sztuce konstruowania życia i literatury, czyli o pisarstwie Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, zaś Krzysztof Mroziewicz mówił o jednym z najbardziej poczytnych polskich pisarzy Wybitny pisarz – dostojny grafoman – wytrawny szpieg. Czekam na książkę z tekstami z sesji ponieważ bardzo mnie ciekawi jak Ossendowski znalazł się w gronie reporterów, obok Wańkowicza czy Prószyńskiego?

W książce "Wielki Gracz. Ze Żmudzi na Dach Świata" opisywałem Ferdynanda Ossendowskiego jako konkurenta mojego głównego bohatera:

"W okresie, kiedy publikuje Bronisław Grąbczewski, największym literackim celebrytą nad Wisłą jest Ferdynand Ossendowski. Chętnie daje się fotografować przed wyjazdem na kolejne wyprawy lub tuż po powrocie, na przykład z „małpką Kasią” w objęciach. W 1923 roku ukazuje się polskie wydanie jego sensacyjnej książki Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów, której akcja również rozgrywa się w Azji. Historia ucieczki na wschód przed rewolucją październikową oraz spotkania w Mongolii z generałem białych kontrrewolucjonistów baronem Stefanem von Ungernem-Sternbergiem świetnie się sprzedaje. Wartka akcja jest mocno zaprawiona buddyjskimi przepowiedniami i wątkami mistycznymi. Powtarzają one motyw „władcy świata” ukrytego w podziemnym królestwie, już od początku wieku pojawiający się w europejskiej literaturze okultystycznej. Ossendowski twierdzi, że słyszał o tej legendarnej krainie podczas próby ucieczki z Rosji przez Tybet. Książka Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów ukazuje się w wielu językach i wywołuje międzynarodowy skandal. Autor, mieniący się naukowcem, zostaje oskarżony o co najmniej konfabulację, ale afera powoduje, że popyt na jego tekst jeszcze bardziej wzrasta.

Jeśli rozpatrzymy polską produkcję wydawniczą z ostatniego dziesięciolecia, będziemy mogli na palcach policzyć dzieła podróżnicze o głębszej, naukowej wartości, pozostałe prace to opisy przygód, w których dalekie kraje i ludy stanowią słabo zaledwie odmalowane tło nieprawdopodobnych nieraz zdarzeń. Tak pisze w 1927 roku Bolesław Olszewicz, nawiązując do sprawy Ossendowskiego oraz do naukowej wartości dzieł swojego znajomego, Grąbczewskiego. Rzetelność tego ostatniego nie przekłada się bynajmniej na popularność jego książek. Gdyby chciał konkurować z ówczesnymi gwiazdami, musiałby pisać bardziej atrakcyjnie – ale on nie chce, a może po prostu nie potrafi. Z wykształcenia jest wojskowym, z zamiłowania myśliwym i obieżyświatem, a pisarzem tylko z przymusu. 

 

Sklep Polsko Indyjski - recenzja w SZUMIE

maxcegielski

final-okladka-szum18-gotowa-druk-300817-1-small-420x537

 

W najnowszym Magazynie SZUM ( ostatnie, jedyne pismo o sztuce współczesnej, które jeszcze się ukazuje ) Jakub Majmurek recenzuje naszą wystawę "Sklep Polsko-Indyjski" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Znajduje wady ( jego zdaniem to brak refleksji o tym kiedy wektor wymiany PL-Indie zmienia się i przestajemy unowocześniać Azję a przyjmujemy rolę partnera czarno-handlowej wymiany ) a następnie pisze: "Mimo to wystawa Cegielskiego i Simona jest jedną z najciekawszych interwencji w polu sztuki w tym sezonie. Choć praktycznie nie ma na niej obiektów, które wyprodukowane zostałyby jako dzieła sztuki, to całą wystawę możemy uznać za rodzaj instalacji artystycznej, konceptualnej rzeźby, opowiadającej pewną historię przez zestawienie różnego rodzaju archiwalnych świadectw (...)"

Tak, dokładnie o to nam chodziło, cieszę się, że ktoś to skumał :) A dla przypomnienia jak wyglądała wystawa w MSN, zdjęcie fragmentu autorstwa Justyny Chmielewskiej:

_MG_8021

Delhi-Bombaj-Stambuł-Hiszpania-Warszawa: w "Magazyn Miasta"

maxcegielski

Jest już nowy numer Magazynu Miasta, w którym mój gościnny felieton na otwarcie. Remix miejski i iście Masalowy, zaczyna się od Rakesza Arory, śpiewającego Niemena w Delhi, dalej podróż wiedzie przez subkontynent, zahacza o "Miasto Miast" nad Bosforem oraz Hiszpanię   ( cytuję bardzo ciekawą książkę Aleksandry Lipczak "Ludzie z Placu Słońca" ) i przez Warszawę (ciągle obecną przez "Mam tak samo jak ty, miasto moje a w nim" ) powraca na Wschód. Polecam zakup pisma, a poniżej próbka z fragmentem strony. 

Zrzut_ekranu_20171001_o_14.42.531

 

Po "literackim stand upie" w Big Book Cafe

maxcegielski

Dzięki zaproszeniu od Big Book Cafe musiałem ruszyć głową i wymyślić czym może być "Literacki stand up". Tęsknota za "starymi czasami" i eksperymentami scenicznymi z Masalą spowodowała zaproszenie Praczasa. W ten sposób wizualność (video moje i IAM, foty Justyny Chmielewskiej i Mikołaja Długosza ) oraz słowo (cytaty z listów Adama Mickiewicza oraz jego przyjaciół ze Stambułu, fragmenty książek o nim - Janion, Rosiek itp, moje własne książki ) połączyły się z bitami i muzyką, efektami specjalnymi. Eksperyment, ale na tyle ciekawy, że w 2018 powrócimy do Big Book Cafe z podobną formą na samego Mickiewicza w Stambule. Zdjęcie od organizatorów. Dzięki

 Literacki stand up w Big book cafe 4

Mickiewicz i Grąbczewski powracają

maxcegielski

zdjecie_w_tle_MAX_1

W wersji Masala! Po latach znów na scenie z DJem Praczasem, mózgiem starej i nowej Masali. Historia i współczesność, bity i słowa, Mickiewicz i qawwali. Będziemy eksperymentować, szukać formy między wiecami-dyskotekami Masali w Punkcie a naszą audycją w Radiu Bis, zdjętą z anteny przed laty. Zapraszam

Sklep Polsko-Indyjski i przemyt złota z Singapuru do Indii

maxcegielski

Wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Pańskiej 3 (stara siedziba, parter bloku za wyburzonym pawilonem Emilka ) otwarta jeszcze do 10.09.17. Potem przenosimy "obiekty" do Clark House Initative w Bombaju, a cała architektura czyli skrzynki pojadą prawdopodobnie do miejsca w Polsce, gdzie wystawa będzie prezentowana w 2018roku. Nie zdradzam jeszcze gdzie, ale dam znać jak tylko sfinalizujemy negocjacje. W Bombaju użyjemy zapewne indyjskich skrzynek na owoce mango, a cała ekspozycja zapewne zatytułowana będzie inaczej: "Prince Polonia". Myślimy z Jankiem Simonem o wschodnio-europejskich i azjatyckich sensach naszej opowieści, zmieniamy perspektywę, stąd różne zmiany. Prince Polonia Hotel szyld 

Tutaj widok szyldu hotelu Prince Polonia sprowadzonego przez nas z Indii (foto: Justyna Chmielewska). Natomiast cały wątek przemytu złota z Singapuru do Indii, początków handlu elektroniką wydaje mi się wciąż bardzo ważny, nie tylko jako egzotyczna opowieść, ale też jako korzenie polskiego wczesnego kapitalizmu. Trochę o tym mówię w wywiadzie dla Gazeta.pl, który wzbudził zarówno typowe komentarze: "szkalowanie Polski i himalaistów", jak i emaile na moją skrzynkę maulana@poczta.fm, od ludzi, którzy chcieliby opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Bardzo dziękuję, na pewno się spotkamy, bo uważam, że temat jest ważny, zapraszam też innych do kontaktu. Gwarantuję oczywiście anonimowość, a tutaj "wierzchołek góry lodowej", który prezentujemy na wystawie:

Polish India Shop w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

maxcegielski

Już ustalona data otwarcia 14 czerwca, zapraszam na wernisaż :) Pracujemy ciężko z Jankiem Simonem, zarówno w roli kuratorów jak i riserczerów oraz producentów. Teraz np. poszukujemy do kupienia czasopisma "The Polish Review" które w latach 60tych promowało polski przemysł oddzielnymi wydaniami - na Afryke i Azje. Podobnie jak skoncentrowane bardziej na kulturze - "Poland" mieli wspaniałe okładki i "reklamy".

IMG_5710IMG_5712

 Jeśli ktokolwiek posiada egzemplarze tego periodyku, na sprzedaż lub choćby do wypożyczenia, proszę o kontakt: maulana@poczta.fm

 

Zamach na grobowcu sufiego w Pakistanie

maxcegielski

Około 75 osób zginęło w czwartek wieczór kiedy samobójca z ISIS - tzw. Państwa Islamskiego wysadził się na grobowcu sufiego, mistyka muzułmańskiego - Lal Śahbaza Kalandara w prowincji Sind, gdzie trwały właśnie cotygodniowe ceremonie religijne. Z punktu widzenia sunnickich terrorystów praktykowany tam ludowy islam, pełen muzyki i tańca, jest grzechem.

Byłem w Sehwan Śarif na dorocznym święcie, ursie, wraz z Kubą Czerwińskim, kiedy pracowałem nad książką  "Pijani Bogiem" więc ciągle myślę o wspaniałym grobowcu Kalandara, o cudownej atmosferze, o ludziach, którym te ceremonie dają siłę do życia. Straszne jest to, że głównymi ofiarami terrorystów są sami muzułmanie, a my na Zachodzie stajemy się coraz bardziej anty - islamscy, spełniając marzenia ISIS.

W "Pijanych Bogiem" pisałem na początku książki:

„Autobus wyrusza w ciemnościach (...) obok mnie siedzi talib z Kandaharu z drewnianą nogą. Ubrany w czarny śalwar kamiz i czarny turban, tłumaczy, że ma już dosyć walk w Afganistanie i jedzie zabawić się na ursie. Spotykam go potem na ulicy Sehwan — wygląda na to, że urlop mu się bardzo udał. Byłem tym nieco zdziwiony, nie potrafiłem zrozumieć, jak talib — symbol ortodoksji — może bawić się na sufickiej ceremonii, która dla mnie wiązała się z tolerancją i otwartością. Wszystko, co było zakazane pod rządami talibów w Afganistanie, jest dozwolone na grobie Śaha Dźamala: muzyka, narkotyki, taniec. Sainowie nie mówili o nikim, że grzeszy, popełnia szirk i jest heretykiem. Ortodoksi na prawo i lewo szermowali ocenami, często posuwając się do przemocy, żeby budowaćświat po swojemu, sufi zaś nie zmieniali świata — zmieniali siebie.

Mittu powiedział mi, że moc Kalandara nawraca nawet terrorystów, ale mu nie uwierzyłem. Bliższe prawdy wydawało się stwierdzenie, że nie wszyscy żołnierze mułły Omara byli naprawdę religijnymi fundamentalistami, a święta na grobowcach wielu traktowało jako wymówkę i pretekst do zabawy. Inna sprawa, że cały ruch talibów miał swoje korzenie w afgańskich bractwach mistycznych, podobnie jak partyzantka czeczeńska wywodzi się z bractw kaukaskich. Wielu afgańskich nauczycieli wydała madrasa, szkoła religijna założona w XIX wieku w Deobandzie, gdzie nawoływano do reformy sufizmu, z którego szkoła ta wyrastała. Założyciele uczelni chcieli walczyć z wynaturzeniami systemu religijnego, a nie z samą istotą mistyki muzułmańskiej, którą odrzucali wahhabici z Arabii. Na przestrzeni wieków sufizm subkontynentu wciąż ewoluował i reformował się, tradycja była tutaj naprawdę żywa.”

Więcej o Mittu Sainie ( który jak się okazało nie miał racji ) i sufiźmie tutaj na blogu w kategorii "Pijani Bogiem"

Indie w Bieszczadach

maxcegielski

W Ustrzykach porządkuję sprawy azjatyckie. Jeszcze będąc w Delhi napisałem felieton dla Krytyki Politycznej pt. "W Indiach jak w domu, smog drapie w gardło". Pisałem o rozmowie z Rana Dasguptą.

dehli

"Wiele wątków, o których pisze, bardzo przypomina mi polskie problemy. (...) Uzyskanie niepodległości i dzielenie subkontynentu na Indie i Pakistan odbyło się w morzu krwi. Hinduiści i sikhowie mordowali muzułmanów wyjeżdżających na zachód, muzułmanie zaś dawnych sąsiadów uciekających na wschód. Członkowie bogatych elit myśleli, że wkrótce wrócą do swoich wielkich domów i ogrodów. Siłę religijnego sekciarstwa i nacjonalizmu pojęli dopiero, kiedy rządy nowo powstałych krajów odmówiły im zwrotu ziemi, która została przejęta przez władzę i prywatne osoby. (...) Rana Dasgupta nie zna dokładnie historii Polski i sytuacji naszej społeczności żydowskiej przed 1939 roku, nie wie za dużo o Holocauście, Jedwabnem, pogromie kieleckim. Wie jednak sporo o Żydach wiedeńskich, których domy zostały zajęte tak jak muzułmańskie mienie w Delhi. Przyznaje mi rację, kiedy mówię, że niepodległe Indie, podobnie jak Polska po 1945 roku, zostały zbudowane na krwi i traumie, o których nikt dziś w Azji nie chce mówić."

Więcej w Krytyce Politycznej.

 20621787

Choć główna teza felietonu opierała się na podobieństwach między historią Polski i Indii po 1945 roku to Weronika Rokicka na łamach KP skrytykowała mnie za sposób potraktowania pobocznych wątków tekstu. Lead jej polemiki brzmi "Zamiast epatować obrzydliwością smogu, ja kibicuję Indusom i Induskom w walce z nim."

Ja też kibicuję walkom o czyste powietrze czy prawa kobiet, ale nie udaję, że smogu nie ma. Autorka ironicznie czepia się tego, że jeździłem Uberem po stolicy Indii, ale przecież sama dobrze wie, że kiedy pracuje się w Azji i brakuje czasu trzeba zainwestować w szybsze środki transportu niż metro. A ścisku w wagonach bynajmniej nie krytykowałem, mój filmik pokazuje właśnie uśmiechniętych mężczyzn i podpisany jest "everybody nice and smiling" - podkreśla właśnie pozytywną atmosferę, dokładnie tak jak czyni Rokicka. Pisze ona też:

"Zamiast załamywać się dyskryminacją dalitów (kiedyś nazywanych niedotykalnymi), wolę podziwiać protesty studentów przeciwko ich wykluczaniu na uczelniach."

A ja piszę o skutkach tych protestów: "Policja aresztowała demonstrujących oraz matkę chłopaka, która wygłosiła polityczne przemówienie." Czy fałszuję obraz polityczno-społecznej rzeczywistości Indii?

Rokicka narzeka na styl moich felietonów: "Nie lubię jednak prześlizgiwać się między jednym a drugim (problemem), wymieniać i żadnego nie zgłębiać. Bo dopiero kiedy zajrzy się głębiej, kiedy porozmawia się dłużej, widać nadzieję. To, co pozytywne, zawsze jest mniej egzotycznej. To, co zabiera dużo czasu i jest pracochłonne, zawsze jest nieco prozaiczne."

Tyle, że główny temat felietonu jest pogłębiony, a Rokicka pisze cały czas o wątkach pobocznych. Nie dokonuję w nim bynajmniej "egzotyzacji" ponieważ zajmuję się podobieństwami między odległymi krajami, dokładnie odwrotnie niż autorzy "orientalizujący" czyli podkreślający różnice.

Wkrótce nowy felieton w Krytyce Politycznej, również zahaczający o Indie... 

 

How We Learnt The West in The East

maxcegielski

Jeden z pierwszych, roboczych opisów mojego i Janka Simona projektu "Polish-Indian Shop" jest już w necie po angielsku.

"Polish people had been learning capitalist economy long before it became a part of the official state policy and their 'school of life' was the black market, especially difficult in the Eastern context due to cultural differences and the physical distance but at the same time – a lucrative one. Trade flourished not only in Europe but also in India, Turkey, Russia, Thailand, Singapore and Taiwan, and money generated in this exchange – admittedly illegal but increasingly willingly accepted by the authorities – was big enough to become important investment capital after the Polish borders had opened. The illustration may be currency reserves located on private bank accounts in 1987: they totaled to 2 billion dollars (the same amount was probably kept outside of the banking system). Many businessmen who were then or who still are crucial shareholders of the market started their careers in India or other Asian countries having gained there their 'first million' and, what’s important, they learnt the rules of capitalism."

MORE ON http://asia.culture.pl/en/article/how-we-learnt-the-west-in-the-east

 

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci