Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Indie

PLL LOT w Azji w epoce PRL

maxcegielski

Dla rozwoju kontaktów najpierw z Azją i Afryką a potem z samymi Indiami ważne były Polskie Linie Lotnicze. LOT od 1963 roku latał regularnie do Egiptu, a dziesięć lat później bezpośrednio do Stambułu oraz Bejrutu i Damaszku, Tunisu czy Algieru. Stewardessy zapewne jeszcze przed himalaistami testowały możliwości globalnego „handlu walizkowego” przemycając zarówno złoto jak i drogie kamienie czy ubrania. W 1977 roku nastąpiło otwarcie stałego połączenia do Bangkoku z międzylądowaniami w Bagdadzie, Dubaju i Bombaju. Z okazji otwarcia linii specjalne wycieczki do Indii i Tajlandii szykował też Orbis, powstał nawet promocyjny film animowany o podróży Bolka i Lolka samolotem do Azji.

Z danych rocznika statystycznego wynika, że w 1979 roku do Indii wyjechały prawie 2000 osób. Z jednej strony – to bardzo mało, z drugiej jak na Polskę – jednak dosyć dużo. Polacy latali na wschód także przez Moskwę i Taszkient, a około roku 1985, kiedy LOT uruchomił bezpośrednie loty raz w tygodniu do New Delhi ich liczba bardzo się zwiększyła. Przedstawiciele firmy podkreślali w wywiadach, że rozwój kierunku indyjskiego połączony był z celami oficjalnej „ofensywy handlowo-gospodarczej”. Pasażerowie z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pamiętają zaś, że np. międzylądowanie w Dubaju było podyktowane nie tylko tankowaniem, ale też możliwością zrobienia przez pasażerów zakupów (whisky, magnetowidy) na handel w Indiach. Rozwój sieci połączeń LOT pokrywał się z kierunkami intratnego, nieoficjalnego drobnego przemytu. Po ostatecznym zniesieniu stanu wojennego w grudniu 1983 roku polska gospodarka nie była już w stanie wydobyć się z załamania więc rozwojowi przemytu sprzyjano poszerzając azjatyckie połączenia PLL LOT, np. do Singapuru w 1988,  czy otwierając stałe biuro firmy w New Delhi.

_MG_8082

Fragment sekcji LOT na wystawie "Sklep Polsko-Indyjski" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, zdjęcie Justyny Chmielewskiej.

 

Sklep Polsko Indyjski - recenzja w SZUMIE

maxcegielski

final-okladka-szum18-gotowa-druk-300817-1-small-420x537

 

W najnowszym Magazynie SZUM ( ostatnie, jedyne pismo o sztuce współczesnej, które jeszcze się ukazuje ) Jakub Majmurek recenzuje naszą wystawę "Sklep Polsko-Indyjski" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Znajduje wady ( jego zdaniem to brak refleksji o tym kiedy wektor wymiany PL-Indie zmienia się i przestajemy unowocześniać Azję a przyjmujemy rolę partnera czarno-handlowej wymiany ) a następnie pisze: "Mimo to wystawa Cegielskiego i Simona jest jedną z najciekawszych interwencji w polu sztuki w tym sezonie. Choć praktycznie nie ma na niej obiektów, które wyprodukowane zostałyby jako dzieła sztuki, to całą wystawę możemy uznać za rodzaj instalacji artystycznej, konceptualnej rzeźby, opowiadającej pewną historię przez zestawienie różnego rodzaju archiwalnych świadectw (...)"

Tak, dokładnie o to nam chodziło, cieszę się, że ktoś to skumał :) A dla przypomnienia jak wyglądała wystawa w MSN, zdjęcie fragmentu autorstwa Justyny Chmielewskiej:

_MG_8021

Indie w Bieszczadach

maxcegielski

W Ustrzykach porządkuję sprawy azjatyckie. Jeszcze będąc w Delhi napisałem felieton dla Krytyki Politycznej pt. "W Indiach jak w domu, smog drapie w gardło". Pisałem o rozmowie z Rana Dasguptą.

dehli

"Wiele wątków, o których pisze, bardzo przypomina mi polskie problemy. (...) Uzyskanie niepodległości i dzielenie subkontynentu na Indie i Pakistan odbyło się w morzu krwi. Hinduiści i sikhowie mordowali muzułmanów wyjeżdżających na zachód, muzułmanie zaś dawnych sąsiadów uciekających na wschód. Członkowie bogatych elit myśleli, że wkrótce wrócą do swoich wielkich domów i ogrodów. Siłę religijnego sekciarstwa i nacjonalizmu pojęli dopiero, kiedy rządy nowo powstałych krajów odmówiły im zwrotu ziemi, która została przejęta przez władzę i prywatne osoby. (...) Rana Dasgupta nie zna dokładnie historii Polski i sytuacji naszej społeczności żydowskiej przed 1939 roku, nie wie za dużo o Holocauście, Jedwabnem, pogromie kieleckim. Wie jednak sporo o Żydach wiedeńskich, których domy zostały zajęte tak jak muzułmańskie mienie w Delhi. Przyznaje mi rację, kiedy mówię, że niepodległe Indie, podobnie jak Polska po 1945 roku, zostały zbudowane na krwi i traumie, o których nikt dziś w Azji nie chce mówić."

Więcej w Krytyce Politycznej.

 20621787

Choć główna teza felietonu opierała się na podobieństwach między historią Polski i Indii po 1945 roku to Weronika Rokicka na łamach KP skrytykowała mnie za sposób potraktowania pobocznych wątków tekstu. Lead jej polemiki brzmi "Zamiast epatować obrzydliwością smogu, ja kibicuję Indusom i Induskom w walce z nim."

Ja też kibicuję walkom o czyste powietrze czy prawa kobiet, ale nie udaję, że smogu nie ma. Autorka ironicznie czepia się tego, że jeździłem Uberem po stolicy Indii, ale przecież sama dobrze wie, że kiedy pracuje się w Azji i brakuje czasu trzeba zainwestować w szybsze środki transportu niż metro. A ścisku w wagonach bynajmniej nie krytykowałem, mój filmik pokazuje właśnie uśmiechniętych mężczyzn i podpisany jest "everybody nice and smiling" - podkreśla właśnie pozytywną atmosferę, dokładnie tak jak czyni Rokicka. Pisze ona też:

"Zamiast załamywać się dyskryminacją dalitów (kiedyś nazywanych niedotykalnymi), wolę podziwiać protesty studentów przeciwko ich wykluczaniu na uczelniach."

A ja piszę o skutkach tych protestów: "Policja aresztowała demonstrujących oraz matkę chłopaka, która wygłosiła polityczne przemówienie." Czy fałszuję obraz polityczno-społecznej rzeczywistości Indii?

Rokicka narzeka na styl moich felietonów: "Nie lubię jednak prześlizgiwać się między jednym a drugim (problemem), wymieniać i żadnego nie zgłębiać. Bo dopiero kiedy zajrzy się głębiej, kiedy porozmawia się dłużej, widać nadzieję. To, co pozytywne, zawsze jest mniej egzotycznej. To, co zabiera dużo czasu i jest pracochłonne, zawsze jest nieco prozaiczne."

Tyle, że główny temat felietonu jest pogłębiony, a Rokicka pisze cały czas o wątkach pobocznych. Nie dokonuję w nim bynajmniej "egzotyzacji" ponieważ zajmuję się podobieństwami między odległymi krajami, dokładnie odwrotnie niż autorzy "orientalizujący" czyli podkreślający różnice.

Wkrótce nowy felieton w Krytyce Politycznej, również zahaczający o Indie... 

 

2017 czyli "Polish India Shop"

maxcegielski

Nie jest to postanowienie noworoczne, ale próbuję po raz kolejny wrócić do pisania bloga. Dlatego, że wraz z Jankiem Simonem lecimy na dniach do Indii pracować nad naszym projektem o stosunkach PRL-Indie. Mimo zawirowań politycznych i co za tym idzie finansowo-instytucjonalnych zagryzamy zęby i robimy swoje. Wracam więc po latach na subkontynent, do styczniowego Delhi w smogu, będziemy też prezentować nasz "work in progress" na biennale w Pune gdzie 21.01 opowiemy o "Indian school of polish capitalism" .

szpilki_sam_slon3 

Nasz projekt i docelowa wystawa, która będzie miała miejsce latem tego roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie a później, mamy nadzieje, także w Indiach opowiada o tym ( w skrócie ) jak oficjalna wymiana handlowa w ramach ideologii socjalistycznej współpracy stworzyła pole dla zupełnie nieoficjalnego czarnego handlu. Ciekawe, że nawet rządowe wizyty tuż po odwilży 1956 roku przybierały już formę czy styl zupełnie inny od zwykle praktykowanego przez socjalistycznych dygnitarzy. W książce Piotra Lipińskiego "Wieczny premier" o Cyrankiewiczu znaleźliśmy na przykład opisy wizyty tego polityka w Indiach w 1957 roku. Opisywał ją wtedy dla Przekroju Zygmunt Broniarek: "Jak miał się zachowywać premier Cyrankiewicz, jego małżonka i pozostali członkowie delegacji? Czy mieli udawać nadętych, posągowych, niedostępnych i sztywnych? Czy mieli odmówić jazdy na słoniu albo nie pozwolić sobie pomalować czoła w wiosce Sonepath, gdzie właśnie w ten sposób witała ich ludność? (…) Można sobie wyobrazić, jaką prasę miałaby w Indiach delegacja, a co za tym idzie i nasz kraj przez tę delegację reprezentowany, gdyby premier nadał jej charakter uroczystego pogrzebu." Tak właśnie, na Wschodzie, socjalizm szukał swej "ludzkiej twarzy", z czego nabijały się Szpilki. Na zdjęciu powyżej przedruk ich okładki w Przekroju.

Oryginalnego numeru Szpilek z tą karykaturą poszukujemy teraz na potrzeby ekspozycji. Jeśli ktoś ma i chciałby sprzedać, udostępnić, proszę o kontakt na email maulana@poczta.fm. Nadal też szukamy osób, które w jakikolwiek sposób brały udział w oficjalnej i nieoficjalnej wymianie PRL-Indie, także przemytników z lat 80tych.

P.S Przekrój znów się ukazuje. W nowym numerze polecam mój wywiad z dyrektorką Muzeum Azji i Pacyfiku, panią Joanną Wasilewską pod tytułem "Kolonializm z drugiej ręki".

PRL@Azja czyli zapomniane kontakty Polski ze Wschodem

maxcegielski

Liznąłem ten temat w książce, której byłem redaktorem i współautorem: Polska & Azja. Od Rzeczpospolitej Szlacheckiej do Nangar Khel. Przewodnik interdyscyplinarny. W swoim tekście Polacy w Azji 1945–89. „Kominternowski europocentryzm” czy wschodnie okno na świat? pisałem między innymi:

"Polska nigdy nie zbliżyła się do Indii, a także innych wymienionych państw Wschodu, tak bardzo, jak właśnie w okresie powojennym, do 1989 roku. Rzeczywiście nasi inżynierowie i inni specjaliści szybko adaptowali się do „kolonialnego stylu życia”, ale tak funkcjonowały także lokalne elity, chronione przed skwarem i dżunglą lub pustynią i biedą. Szczególnie na temat Indii, których mityczna duchowość była silniejsza od dyskursu o nowoczesności, powstały wtedy dziesiątki książek. Popularyzowały one wiedzę i, chcąc nie chcąc, przyczyniały się do pewnego dialogu międzykulturowego, nawet jeśli często operowały stereotypami. Właśnie ideologia braterstwa socjalistycznego zmuszała autorów do pisania nie tylko o „świętych krowach”, lecz także o problemach i przemianach społecznych. Dzięki temu fantazmat Wschodu zyskiwał choć trochę realności."

Teraz rozwijam te wątki pracując razem z Jankiem Simonem nad historiami przemytu z Polski do Indii i z subkontynentu do nas. W tle także polscy przemytnicy szmuglujący złoto między Singapurem a Delhi, kożuchy z Afganistanu, wysyp India Shopów w Polsce na przełomie lat 80 i 90, nasze kryształy kursujące na Węgry oraz dalej na Wschód i Południe. ( Jeśli ktoś ma takie wspomnienia handlu z Azją z okresu PRL to zapraszam do kontaktu na maulana@poczta.fm ). Nie byłoby łatwych podróży do Indii gdyby nie oficjalna współpraca między krajami. Jedną z pierwszych oficjalnych wizyt, której głównym celem była Indonezja opisuje reportażowa, ale także propagandowa książka "Dzień dobry Nusantaro" Włodzimierza Janiurka. 

Bandung w

"Dzień dobry Nusantaro" opisuje podróż Przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego w 1961 roku. Ważnym przystankiem było Delhi, gdzie spotkał się między innymi z premierem "neutralnych Indii", Jawaharlalem Nehru

IMG_3145small1

 

 CDN..

 

Mistycy i szpiedzy w Himalajach - video

maxcegielski

Ciąłem, zmieniałem, wrzuciłem, usunąłem, ale w końcu jest video trailer przygód w Ladakhu, filmowy wstęp do wątków rozwijanych w Kontynentach a potem, inshallah w książce:

W tekście w Kontynentach piszę:

"Przed 1850 rokiem cały Ladakh dostaje się pod kontrolę króla Kaszmiru, wasala Brytyjczyków i wkrótce w Leh otwiera się stała misja chrześcijańska, coraz częściej pojawiają „biali ludzie”. Klasztor widać na rycinie niemieckich eksploratorów, braci Schlagintweit, zapalonych zdobywców gór, penetrujących Himalaje między 1854 a 1857 rokiem. Można spytać, dlaczego wobec tego akurat Rosjanin jest pierwszym, który miałby usłyszeć o zapiskach na temat Jezusa? Po prostu nikt wcześniej nie pyta, choć pojawiają się już tacy, którzy szukają cech wspólnych Chrystusa z bóstwami Indii. Grunt pod takie dociekania tworzy paradoksalnie sam Müller porównujący języki, ale także religie. Watykan jest zaniepokojony jego naukowymi pracami, w których chrześcijaństwo staje się równoważne hinduizmowi. Podobieństwa eksploruje też francuski ezoteryk Louis Jacolliot, który w 1869, jeszcze przed podróżą Notowicza, wydaje książkę o podobieństwach między Kryszną a Jezusem. Europa w drugiej połowie XIX wieku jest zafascynowana Indiami, szuka w nich swoich nowych korzeni. “Nieznane życie Jezusa” wydaje się być po prostu naturalnym tworem intelektualnego klimatu epoki. Gdyby książki o Zbawicielu pobierającym nauki nad Indusem i Gangesem nie napisał rosyjski dziennikarz, początkujący literat, zrobiłby to ktoś inny." 

Podobnie jest w pewnym sensie z Bławatską, o czym w kolejnym numerze


Global Prosperity

maxcegielski

Na wodach świata pływa w tej chwili 45 do 60 tysięcy jednostek, ale po 25-30 latach używania nie opłaca się już naprawiać statków, więc co roku kilkaset trafia na złom w Azji dając tamtejszemu przemysłowi około 15-25 milionów ton stali do ponownego przetopienia. Wielkie cielska okrętów, wielkie liczby, wielkie pieniądze. Recycling opłaca się na dużą skalę tylko tam, gdzie dostępna jest tania siła robocza, dlatego odbywa się, niezależnie od wahań koniunktury na giełdach Nowego Jorku i Londynu, w krajach tzw. trzeciego świata. W Gaddani w Pakistanie, Chittagong w Bangladeszu,  Daruk Khana w Bombaju i wreszcie w Alang w stanie Gudżarat złomowanych jest 90 procent statków.
Dlaczego pchaliśmy się do tego jedynego indyjskiego stanu w którym obowiązuje prohibicja, policja i rząd są uważane za hinduistycznych faszystów a rządzący premier parę lat temu wzniecił zamieszki między zwaśnionymi politeistami i monoteistami islamskimi? Gdybyśmy chcieli po prostu zrobić reportaż ze złomowiska powinniśmy wybrać jakieś inne, łatwiejsze w obsłudze miejsce, gdzie władza nie tworzy z biznesem bliskiego, mafijnego związku.  CDN

 

( czyli remanent z 2010: realizacja z Michał Szlaga, Kuba Czerwiński i Anna Zakrzewska )

Projekt realizowany dzięki dotacji otrzymanej od: Narodowego Centrum Kultury
Partnerzy: Europejskie Centrum Solidarności, Miasto Gdańsk, Instytut Sztuki Wyspa, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie
Partnerzy medialni: TVP Kultura, Radio Roxy

Prezentacja wystawy w Gdańsku: wystawę wybranych prac fotograficznych, slideshow oraz projekcję dokumentacji nakręconej w Alang oraz wideo found footage w Instytucie Sztuki Wyspa; a także prezentację wybranych fotografii na terenie Stoczni Gdańskiej.

Prezentacja w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie: wykład Maxa Cegielskiego oraz komentarz Adama Mazura, slideshow, projekcję materiałów wideo nakręconych w Alang, rozmów ze stoczniowcami z Gdańska i materiałów found footage, oraz dyskusję.


Postscriptum do "Slumdoga"

maxcegielski
Postscriptum do spotkania w trójce o „Slumdog", a może nawet wogóle do całego problemu powinien być najciekawszy z dotychczasowych tekstów opublikowanych o tym filmie. Jarosław Pietrzak pisze na: http://www.krytykapolityczna.pl/Blog-filmowy/W-Indiach-przeglada-sie-caly-swiat/menu-id-183.html, o tym, że Boyle świadomie czerpie i nawiązuje do konwencji Bollywoodu. Kultura wschodu przefiltrowanego przez zachód pozwala temu drugiemu dokonać liftingu, odświeżyć wampirycznie nadwątlone siły. O tym trochę udało się powiedzieć podczas audycji w 3, którą tu zapowiadałem. O „Milionerach" indyjskich i światowych Pietrzak pisze między innymi:

„Teleturniej ten jest właściwie dosłowną ilustracją dwóch książek Deborda o społeczeństwie spektaklu. Boyle pokazuje kapitał skoncentrowany w formie spektaklu jako formę sprawowania władzy nad wyzyskiwanymi. Gdy jedni pławią się w pieniądzach, a inni przedzierają się przez życie zawalone tonami śmieci (jest w filmie jedno właśnie takie zderzenie montażowe), pokrzywdzeni, zamiast się w końcu zbuntować, wpatrują się oniemiali w tafle telewizyjnych ekranów. Rozgrywa się na nich spektakl (...)W Indiach przegląda się cały świat współczesny „Świat, który już nawet przestał kłamać, że z biedy można wyjść ciężką i uczciwą pracą - pozostają trzy drogi wyjścia: teleturnieje, (...) mafia (...) atrakcyjność seksualna" czyli awans Latiki jako w gruncie rzeczy luksusowej prostytutki, dla jednego klienta - szefa mafii zresztą.„Gdy jakimś trafem jeden z pokrzywdzonych porwie się na skok przez społeczne progi, struktury władzy od razu stają się czujne, ujawniając, że tak naprawdę wcale takiej opcji nie zakładały."

Pietrzak Jarosław opublikował już kiedyś arcy ciekawy tekst o kinie indyjskim w Le Monde Diplomatique.Widać, że zna świetnie historię kina popularnego na subkontynencie. Podobnie jak ja czerpie z tekstów Mike Davisa, historyka. Publikowanych między innymi w Lewą Nogą. Perspektywa klasowa pozwala tu wyjść z wielu pułapek „orientalizmu". Ja w książce o Stambule używam jej po to aby pokonać ograniczenia, które pokazał Edward Said, Pietrzak czyni podobnie.

O 21.00 w programie 3 polskiego radia

maxcegielski
w klubie trójki odbędzie sie rozmowa o... "Slumdog milionare", do której zostałem zaproszony pomiędzy innych, ciekawych gości. Zapraszam więc do słuchania, dziś, w poniedziałek!

Slumdog - 2

maxcegielski

Znowu TVN i znowu pytają o "Slumdoga" a więc sprawa coraz większe rozmiary przybiera. W kaźdej  weekendowej gazecie coś o reperkusjach filmu. Warto odnotować:

Aravind Adiga dla gazety: "Autor tej historii o biedaku z największych slumsów w Azji wybrał najstraszliwszą część hinduskiej rzeczywistości, przejaskrawił ją, a do tego dodał trochę bajki - bogactwo, miłość, egzotykę. Z punktu widzenia naszego społeczeństwa powstało coś gorszego od eskapistycznego Bollywood, bo ani nie może być marzeniem, ani nie mówi prawdy. Jakie dziecko ze slumsów dostałoby się do teleturnieju? Niemożliwe!"
Dev Patel ( rola "dorosłego" głównego bohatera ) dla gazety: "Jestem Brytyjczykiem azjatyckiego pochodzenia, ale w Indiach byłem tylko raz wiele lat temu - pojechaliśmy z rodzicami na ślub do naszej rodziny. Trochę się filmu bałem: slumsy oglądałem do tej pory w telewizorze, leżąc na wygodnej sofie. Czy to będzie uczciwe? Ale gdy po raz pierwszy znalazłem się w Bombaju, miałem wrażenie, jakby ktoś mną uderzył o ścianę. Nie da się opisać tej temperatury, zachowania ludzi, hałasu, zapachu - to jak odrębny wszechświat. Surrealistyczny, ale nie do końca mi obcy, jakbym już tu kiedyś był."

dzieci slumdoga

 Tymczasem najbardziej ciężko ( jak widać na zdjęciu, jest super, ale można zwariować ) mają mali aktorzy ze "Slumdoga", ci którzy urodzili i wychowali się w Mumbaju. I o to pytał właśnie TVN. Danny Boyle zaprosił ich na wręczenie Oskarów. Gest równie miły i słuszny co niosący daleko idące skutki. Dzieciaki wróciły jako gwiazdy, rząd obiecał mieszkania, ciekawe czy dotrzyma obietnicy? Nie zdziwię się jeśli któryś z małych aktorów pojawi się zaraz na wiecu wyborczym partii, albo gorzej, zniknie porwany. Brr...Media indyjskie juz przyłapały ojca Ismaila na tym, że uderzył syna. Podobno chłopiec nie chciał udzielić kolejnego wywiadu, rozumiem go doskonale. A może chodziło o coś innego? W każdym razie wszyscy są pod presją mediów, koniec "szczęśliwego" dzieciństwa. A rodziny, "krewni i znajomi królika" pchają się, żeby coś uszczknąć z tortu. Co tam się musi dziać, te wszystkie ciotki, kuzyni, którym trzeba pomóc, pewnie agenci z Bollywood już szykują kontrakty, reklamy, filmy, mam nadzieję, że nic gorszego. Współczuję dzieciakom, warto śledzić ich dalsze losy, co jeszcze się wydarzy?

"Slumdog millionaire"

maxcegielski

TVN 24 zwrócił się do mnie o krótki komentarz do filmu Danny Boyle`a „Slumdog”, który właśnie obejrzałem. Z tego co im opowiedziałem zostanie pewnie jakiś urywek więc warto tu parę rzeczy powiedzieć. Najnowsze dzieło reżysera niezapomnianego „Trainspotting” ( szczególnie dla mnie i dla moich kolegów, ten film był niestety kiedyś bardzo bliski, wiadomo dlaczego ) nie jest żadnym arcydziełem. Atrakcyjne pokazywanie slumsów i biedy – czy Danny Boyle odpowiada w ten sposób na zachodnie zapotrzebowanie? Czy tak właśnie chcemy widzieć „trzeci świat”? Polukrowany, pięknie i atrakcyjnie sfilmowany?

"slumdog"

Myślę, że paradoks oburzenia niektórych Hindusów na film własnie na tym polega: denerwują się, że „Slumdog” pokazuje Indie jako kraj slumsów i biedy. Tymczasem ta bieda jest tu dużo mniej ostra i szokująca jak w rzeczywistości. Film pozbawia widza np. zapachów ( kadzidła i curry zabijające smrody ), składu powietrza (zanieczyszczenia, spaliny, wilgoć ), którym się oddycha, dotyku. O ile pamiętam nawet film dokumentalny „Przeznaczone do burdelu” w gruncie rzeczy pokazywał slumsy dużo ładniejszymi niż są w rzeczywistości. Od razu zaznaczam jedno: w świecie pełnym odpadków ( żywiącym się dosłownie i w przenośni odpadkami ) ludzie są bardzo czyści. Pamiętam dyskusję na orientalistyce uniwersytetu Warszawskiego, którą wzbudził jeden z anty-indyjskich reportaży byłego ambasadora Mroziewicza, który pisał o cywilizacyjnym brudzie. Hindusi mieszkający na ulicy są dużo czystsi od Polaków, w przeciwieństwie do potomków Piasta myją się codziennie bardzo dokładnie i nie pocą się ohydnie, choć nie stać ich na anty perspiranty. To jest starożytna cywilizacja!

 

 slumdog protest

 

     Jak widać po tym zdjęciu ( mała demonstracja zorganizowana przez aktywistów społecznych w Mumbaju ) optymistyczny ( aż kiczowato i chyba świadomie w konwencji bollywood ) film afirmujący możliwość wyrwania się z biedy też może budzić protesty. Autorzy i hinduscy aktorzy tłumaczą się, że dzieci ze slumsów są nazywane dużo gorzej niż w tytule filmu. Warto tez pamiętać, że główni, pozytyni bohaterowie są muzułmanami. Bracia tracą matkę w wyniku ataku i linczu hinduistów na muzułmanów ( to jeden z lepszych, dokumentalno-reporterskich elementów w tym filmie). Określenie zawierające w sobie "psa" jest wyjątkowo bolesne dla muzułmanów właśnie. Tutaj na banerze " i am not slumdog, i am future of india" - tak jest w istocie. Pytanie tylko czy przyszłością w sensie pozytywnym - możliwości awansu społecznego, czy odwrotnie?

 

      „Slum dog” wywołuje w odbiorcach Indii bardzo sprzeczne emocje. Z jednej strony są dumni, że A.R.Rahman jest nominowany i nagradzany za muzykę ( choć pewnie bardziej M.I.A buduje tu atmosferę soundtracku, ale to zawsze najbardziej lubiłem w hollywoodzkiej muzyce kiedy zderzała wschód i zachód jak w „Bluffmaster” ). Cieszą się, że o Indiach się mówi, ale są zawiedzeni, że znowu w kontekście nędzy ( jak przez ostatnie sto-dwieście lat, przed kolonizacją biedy i głodu nie było, przypominam bardzo ciekawe teksty, które ukazywały się po polsku w „Lewą nogą” ). Film łechce, ale też piętę achillesową: związki mafii i biznesu, korupcja itp. Bardzo ciekawe są dyskusje widzów z Indii, które poznałem dzięki linkowi na świetnym blogu Macieja Kuźmicza http://swiatinaczej.blox.pl/html. Spory Hindusów przypominają mi trochę młodych Persów w Teheranie, którzy choć nienawidzili rządu byli gotowi bronić kraju przed ewentualną inwazją amerykańską. Duma narodowa jest ważniejsza od innych wartości i poglądów. A Hindusi mają być z czego dumni, idą w ślady Chińczyków, potrzebują symboli swej potęgi.

Aravind Adiga "Biały tygrys" - poprawiona

maxcegielski

Nie lubię książek, których autor zmusza mnie do sympatyzowania z zabójcą, powoduje, że chcąc nie chcąc muszę być po stronie mordercy. Tytułowy „Biały tygrys” nie tylko zabija swojego pana, którego jest kierowcą, ale też sprowadza w ten sposób katusze i śmierć na swoją rodzinę. I nie zamierzam się tu bawić w prasowego recenzenta, który nie podaje pointy, tym bardziej, że jest oczywista. Nie mamy powodu, żeby lubić babkę narratora, ciotki i kuzynów, Aravind Adiga zrobił wszystko, żebyśmy nie czuli do nich sympatii. Biały tygrys zabijając przekracza wszelkie możliwe tabu, nie tylko w hinduskim kontekście kulturowym, w każdym. Powieść jest w pewnym sensie niemoralna. Wytłumaczenie jego postępku jest niestety stricte dziennikarskie a nie literackie. Nie czepiam się jako autor swoich książek, tylko jako czytelnik. Po debiucie Adigi widać niestety, że przez lata pracował jako dziennikarz. Wszystko jest tu publicystyką, podlaną trochę dla smaku próbami literackimi, wręcz trochę nieznośnymi. Pisarz, a nie reporter dochodzi tu do głosu kiedy zabójca w ostatniej fazie przeżywa swoje postanowienie, swój plan, dywaguje, przemawiają do niego nawet dwie plamy betelu na ulicy. No cóż, Dostojewski to to nie jest. Wręcz odwrotnie, tam kiedy Adiga daje się ponieść klawiaturze komputera, staje się troszkę pretensjonalny. Odchodzi od własnego, publicystycznego stylu, sili się na coś więcej i słabiutko mu to wychodzi.

Publicystycznie ta książka potwierdza wszystkie moje najgorsze opinie o Indiach, korupcji, wyzysku, absurdalnym traktowaniu tradycji, przynależności kastowej. Politycy i przemysłowcy są potworami, życie jest bez sensu. Ponure, ale chyba prawdziwe. To, że zgadzam się z publicystycznym opisem nie zmienia faktu, że „formalnie, artystycznie” to do mnie w ogóle nie przemawia. Kiedy Kiran Desai dostała „Brokera” za „Brzemię rzeczy utraconych” zarzucano jej, że to dzięki Rushdiemu. Ale to była literatura a nie publicystyka!  I wbrew temu co sugeruje Aravind Adiga krytykując innych pisarzy angielsko języcznych z Indii, nie była wcale taka oderwana od rzeczywistości http://maxmasala.blox.pl/2008/10/Czy-nowy-lauret-Bookera-mowi-o-Rushdim-a-moze-o.html  „Biały tygrys” owszem, wali między oczy, ale jak bulwarówka a nie jak literatura. Może chociaż taki będzie z tej książki pożytek, że wszyscy indo maniacy zastanowią się przez chwilę jaki to naprawdę jest kraj. Co nie znaczy, że go nie lubię, ale irytuje mnie jak bezkrytycznie jest traktowany. Przeczytałem jeszcze teraz recenzję z prasy indyjskiej, bardzo pozytywną. Jej autor docenia właśnie to, że Adiga pisze zupełnie innym językiem niż inni, znani nam, opisywani tu pisarze. Żadnej, nawet w wersji nowoczesnej, romantycznej wizji Indii, żadnych okrągłych zdań, nastrojowych opisów przyrody. A dla tych, którzy zastanawiają się dlaczego książka pisana jest jako emalie do premiera Chin, polecam fragmenty z rozmowy o stosunku elit hinduskich do Chin. To wszystko wyjaśnia: http://maxmasala.blox.pl/2008/06/PANKAJ-MISHRA-W-EUROPIE.html

 

A tu jeszcze fragment książki: „Ja i tysiące takich jak ja w tym kraju jesteśmy niedouczeni, bo nie mogliśmy skończyć nauki. Gdyby tak ktoś otworzył nam czaszki i poświecił latarenką, odkryłby dziwaczne muzeum informacji: zdania zapamiętane z podręczników historii czy matematyki (żaden chłopiec nie pamięta tak dobrze, czego się uczył, jak ten, któremu naukę przerwano, zapewniam Pana); opinie na temat polityki, przeczytane w gazetach, w oczekiwaniu że ktoś przyjdzie do biura; trójkąty i ostrosłupy widziane na kartkach wyrwanych ze starych podręczników do geometrii (w takie kartki pakują przekąski wszystkie herbaciarnie w tym kraju); strzępy wiadomości z biuletynów indyjskiego radia; rzeczy, które wpadają człowiekowi do głowy niczym jaszczurki z sufitu, na pół godziny przed zaśnięciem – wszystkie te wyobrażenia, na wpół ukształtowane, na wpół przyswojone i w połowie słuszne, przemieszane z innymi niedojrzałymi ideami w naszych głowach, a przypuszczam, że te niedojrzałe idee gwałcą się nawzajem i rodzą kolejne półpełne – otóż to jest podstawa naszego działania i z tym żyjemy.” ----Właściwie to samo można napisać o Polsce, o każdym niedouczeniu. Narrator to wszystko pisze z Bangalore, które ma być symbolem nowych, lepszych Indii, nie "Ciemności" lecz "Jasności". Lecz karierę w mieście zaczyna od takiej samej sztuczki, jaką stosowali wcześniej jego mocodawcy. Przekupuje policjantów, gra nieczysto. Gdzie tu jasne, świetlane Bangalore lepszej przyszłości?

 

 

Grudniowe LE MONDE DIPLOMATIQUE - Indie

maxcegielski

W grudniowym http://www.monde-diplomatique.pl/ trzy materiały dotyczące Indii: Siddharth Varadarjan ( z The Hindu ) pisze o sojuszach politycznych, ekonomicznych i energetycznych "największej demokracji świata". O tym jak "feudalne mocarstwo" usiłuje lawirować między Waszyngtonem, Pekinem i innymi siłami obecnymi w Azji. Sami urzędnicy z Delhi wydają się przekonani, że stają się silniejsi od chińskich. To jak bardzo ważny jest dla dumy narodowej kontekst Chin pokazuje też omówienie książki Aravinda Adigi "Biały tygrys". To bardziej streszczenie niż analiza, wzmocniła mój smak na lekturę pozycji, którą już mam, ale ciągle nie mam czasu się za nią zabrać. A poza tym w numerze LMD moja analiza zamachów w Mumbaju, podsumowanie tego co pisałem tu na blogu, w całości http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=2. Niefortunnie może nazwane "Bombaj" choć ja sugerowałem "Bombaj czyli Mumbaj".

Le monde

  

Bombaj czyli Mumbaj 9

maxcegielski

Wojtek Jagielski w weekendowej Gazecie podsumował historię Pakistanu, czyli jak doszło do zamachów w Mumbaju. A korzeniami sytuacja sięga oczywiście wojny sowieckiej w Afganistanie. W.J pisze między innymi: "Po latach Olivier Roy, znawca Afganistanu i islamu, zapytał Zbigniewa Brzezińskiego, ówczesnego doradcę amerykańskiego prezydenta Jimmy'ego Cartera do spraw bezpieczeństwa narodowego, czy muzułmańscy fanatycy z Afganistanu nie stali się przypadkiem ubocznym skutkiem świętej wojny z komunizmem. "Co było ważniejsze z punktu widzenia dziejów świata? - odparł pytaniem Brzeziński. - Upadek komunistycznego imperium Związku Radzieckiego, wyzwolenie Europy i koniec globalnej zimnej wojny czy pojawienie się garstki muzułmańskich fanatyków?". http://wyborcza.pl/1,76498,6058390,Pakistan_placi_za_zimna_wojne.html - podsumowanie "przypadków Pakistańskich" Jagielskiego. A on się na tym naprawdę zna. Z kolei tytuł komentarza Dawida Warszawskiego mówi sam za siebie: http://wyborcza.pl/1,75477,6044698,Dlaczego_terrorysci_przegrali_w_Bombaju_.html . Generalnie zgadzam się z tym. Zamachy nie odniosły ( póki co ) zamierzonego skutku. Nie doszło do wybuchu otwartego ( poza kaszmirskiego ) konfliktu Pakistan-Indie. Wojska tego pierwszego kraju nie zostały przemieszczone na zachodnią granicę, nie ułtawiono działań "neo-talibom" w Pasztunistanie. Chociaż wywołano pewną panikę, co świetnie pokazywał fałszywy alarm na lotnisku w Delhi. Nawet BBC potwierdziło doniesienia o "zabiciu 6 bojowników", potem musieli się gęsto tłumaczyć. Bo BBC nie wypada podawać fałszywych informacji. Przy okazji debatowano nad wykorzystywaniem w "dużych" mediach małych dostarczycieli newsów - blogi, flickr itd. Wieści tych ostatnich bywają szybkie, ale jednak nieprecyzyjne. Skutek zamachów jest właściwie odwrotny: rząd w Islamabadzie zaczął nie tylko "wywierać naciski", ale po prostu zamykać biura "Wspólnoty misji" czyli charytatywnego zaplecza (wsparcia, fasady?) Laszkar Taiba "Armii Prawych". http://news.bbc.co.uk/2/hi/south_asia/7786495.stm - hinduiści z Pakistanu wyszli nawet na ulice z protestem przeciwko zamykaniu "ich dobroczyńców", którzy nie zwracali uwagi, że nie są muzułmanami. Nawet jeśli demonstracja była "sterowana" i zorganizowana na pokaz propagandowo, odgórnie a nie oddolnie co bardzo możliwe, to i tak pokazuje jakąś prawdę o skomplikowanej sytuacji. Kto będzie wyręczał państwo pakistańskie? http://news.bbc.co.uk/2/hi/south_asia/7778884.stm - tutaj całość o zamykaniu biur organizacji "Wspólnota Misji" - jak tłumaczy tę nazwę W.Jagielski. A tymczasem w Mumbaju życie musiało wrócić do normy, choć na pewno światowy kryzys ekonomiczny połączy się tutaj ze strachem inwestorów. Powtarzają co prawda "ryzyko jest wpisane w pracę w Indiach", ale nie wiadomo, czy powstaną wieżowce ze zdjęć poniżej. Może lepiej jeśli ich nie będzie...

Mumbaj czyli Bombaj 

Poza tym Asif Ali Zardari, prezydent Pakistanu w wywiadzie dla BBC, że nie ma ostatecznego dowodu, na to że zamachowcy pochodzili z jego kraju. Nie przekonuje go nawet ojciec jedynego złapanego terrorysty, choć ten został odnaleziony w pendżabskim Faridkot. Czyli tam gdzie go szukano od razu na początku, o czym tu pisałem. Ojciec miał powiedzieć, że ostatni raz widział syna, kiedy ten prosił go o pieniądze na nowe ubrania. Ojciec nie miał, syn się zdenerwował i zniknął. Banalne, smutne, prawdziwe... 

Zardari domaga się wyraźniejszych dowodów, ale z drugiej strony obiecuje pełną współpracę, Hafiz Sajiid, guru Lashar – e – Taiba jest w areszcie domowym, jego organizacja charytatywna Jamaat-ud-Dawa  zamknięta, ludzie aresztowani, pieniądze zamrożone ( co to właściwie znaczy? ) Sam Zardari ostrzega, że pewnie odrodzi się zaraz pod nową nazwą. Tymczasem w Indiach zaostrzają przepisy bezpieczeństwa, 6 miesięcy aresztu bez procesu, ale za zezwoleniem sędziego dla podejrzanych. Jak wszędzie na świecie, opozycja zastanawia się, czy nie posłuży to do zupełnie innych celów. National Investigation Agency może stać się kolejnym indyjskim biurokratycznym ciałem, polem do korupcji i walki o władzę a nie do zapewniania bezpieczeństwa.

Andamany w "Podróżach"

maxcegielski

Nie znoszę podróżników, mógłbym powiedzieć za Claude Levi-Straussem i dodać: oraz pism podróżniczych. Czy może być coś nudniejszego od czytania przewodników turystycznych w XXI wieku? O miejscach pozbawionych ludzi albo z ludźmi którzy stają się tylko częścią miejsca? Dlatego przemianę pisma "Podróże", z którym już kiedyś przed laty współpracowałem realizując cykl o Indiach, powitałem z radością. Stało się podróżniczo-lifestylowe, choć akurat ten "styl życia" nie jest do końca mój, to jest tam teraz więcej ciekawych rzeczy niż dawniej. Wygląda lepiej i jest nadzieja na pisanie tam o ludziach i miejscach a nie odwrotnie. 

Mamy pewne wspólne plany, o których napiszę jak dojdą do skutku. Na razie zapraszam do numeru grudniowego, okładka poniżej. Tam mój reportaż z Andamanów, z Neil Island. O tym jak parę lat temu kręciliśmy tam film z Radkiem Polakiem - ( polecam jego stronę pełną Gruzji jakiej nie znacie http://www.radekpolak.pl/ ). Nie udało się go skończyć, dlaczego sprawdźcie najpierw http://www.podroze.pl/artykul/pokaz/wkreceni-na-andamanach,265 a reszta w piśmie. To reportaż a nie żaden materiał podróżniczy. O ludziach, a nie o miejscu. Zdjęcia http://www.mikolajdlugosz.com/, pokazuja ludzi, jest tylko jeden pejzaż na otwarcie tekstu.  

A tutaj premia "ROZDZIAŁ WYRZUCONY", nie przez "Podróże" tylko przeze mnie, nie ma go w piśmie:

 

HEAD MASSAGE, BROTHER?

  

 Na Movie Making Mela zjawia się także jeden z fryzjerów, których usiłujemy namówić do indywidualnego wystąpienia w naszej „ Pocztówce z wakacji „ . Na całej wyspie Neil jest ich dwóch, obydwaj mają swoje zakłady na bazarze.

  Pierwszy jest przystojniaczkiem z Tamil Nadu w poł-wsch Indiach. Szczupły, zawsze w kolorowej koszuli, ze starannie przystrzyżonym wąsem. Jego dziupla cała wylepiona jest posterami z tamilskimi aktorami. Supermeni z brzuszkiem i tłustawe piękności. Gwiazdy z ojczyzny fryzjera. Jego klientami jest młodzież i wszyscy wioskowi szpanerzy.

   Drugi fryzjer jak większość osadników na Andamanach pochodzi z Bengalu. Jest dostojnym misiem z brzuszkiem i głową rodziny. Jego zakład ma dużo bardziej stonowany i ogólnonarodowy-patriotyczny wystrój. Wyróżniają się plakaty z Indyjską drużyną krykietową oraz drugi przedstawiający wojska Indyjskie „wyzwalające” Kaszmir. Nic dziwnego, że golą i strzygą się u niego Dilip – Szef Wyspy, Szef Policji, Dyrektor Departamentu Rybołóstwa itp. osobistości. Fryzjer z Bengalu jest profesjonalistą: pracuje bardzo dokładnie poczym wygłasza jedyne zdanie jakie dobrze zna po angielsku: Head massage, Brother? Jego masaże pozostawiają niezatarte wspomnienia. Bengalczyk jest jednak przerażony naszym pomysłem wywiezienia jego wielkiego fryzjerskiego fotela na sam czubek mola przystani. Wcale nie chce być gwiazdą niezależnego kina, ale grzecznie mówi, że się zastanowi. Zjawia się w trakcie Movie Making Mela żeby zobaczyć „o co chodzi z tym filmem”.  Tamilski fryzjer od razu zgadza się wystąpić w naszej „ Pocztówce z wakacji „ ale kiedy przychodzimy do zakładu zabrać go na zdjęcia oświadcza, że nie ruszy się za mniej niż 300 rupii. Udaje nam się stargować tylko do 200 rupii. Gdybyśmy zapłacili następnego dnia wiedziała by o tym cała wyspa. I wszyscy występujący zaczęliby domagać się pieniędzy. A nie stać nas na płacenie każdemu.

  Dwa razy w tygodniu zachodzimy do jednego z fryzjerów. Golenie i masaż twarzy lub głowy. Razem 20 rupii czyli 2 zł. Przy okazji sprawdzamy czy któryś zgodzi się wystąpić w filmie. Tamilczyk twardo obstaje przy pieniądzach. Bengalczyk odsłania nam coraz więcej tajemnic sztuki masażu. Masuje nam też karki, plecy i ręce. Za każdą wizytą ma jednak inną wymówkę od zdjęć. Raz umiera mu babcia, potem rodzi się syn, potem umiera ktoś inny i znowu rodzi się dziecko. 2 zgony i dwa razy narodziny w ciągu paru tygodni?

Bombaj czyli Mumbaj 8

maxcegielski

Najlepszy komentarz do wydarzeń w Mumbaju odnalazłem w Tygodniku Powszechnym, we wstępniaku księdza Adama Bonieckiego, pełen mądrych cytatów: "Indyjski 11 września? Peter Bergen, jeden z najlepszych w świecie znawców islamskiego terroryzmu, nie godzi się z tym określeniem. Zwraca natomiast uwagę na oczywiste, jego zdaniem, cele tych, którzy stali za zamachem w Bombaju: zniszczyć z trudem nawiązany w ostatnich miesiącach dialog między Indiami i Pakistanem, oraz sprowokować rząd Indii do irracjonalnych reakcji na płaszczyźnie politycznej i militarnej" To samo pisał dla BBC Ahmed Rashid, autor książki "Talibowie" wskazując, że jeśli Delhi i Islamabad zrozumieją, że mają w gruncie rzeczy wspólnego wroga, zamachy mogą nawet prowadzić do trwalszego pokoju. KS. Boniecki cytuje też mojego ulubieńca, Pankaja Mishre: "Indie nie mogą zawsze odgrywać roli niewinnej ofiary, czyli zamykać oczu na to, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Niebywały rozwój gospodarczy, z którego skorzystali nieliczni, a poza zasięgiem którego znalazły się miliony osób. Problem jest otwarty i przychodzi z wewnątrz, nie z zewnątrz”. „Problemem Indii jest dziś to, że są krajem bardzo bogatym i bardzo niesprawiedliwym. Wspólnota muzułmańska we własnym kraju czuje się dyskryminowana przez rząd, sądy i policję. Nie tylko muzułmanie. Narasta wściekłość we wszystkich, którzy są wykluczeni z korzyści płynących z gospodarczego wzrostu. Na tym korzystają wszelkiego rodzaju fundamentaliści, przyciągający ludzi sfrustrowanych. Rośnie ekstremizm muzułmański, rośnie nacjonalizm hinduski. Bez rozwiązania tych problemów nie uniknie się kolejnych aktów terroru”. Pointa i morał księdza są mniej więcej takie: nie można lekceważyć frustracji. Całość: http://tygodnik.onet.pl/0,17927,fundamentalisci_i_frustraci,komentarz.html. W tym numerze Tygodnika Powszechnego także korespondencja Andrzeja Mellera z Indii ( nie zgadzam się z większością tez ) i duży wywiad z profesorem Byrskim.

Bollywood

I po tej parodii myślenia ala Bollywood jeszcze ciąg dalszy krótkiej i raczej społecznej niż filmograficznej historii kina z Mumbaju, z dawnego reportażu w Dużym Formacie:

 "Pod wpływem napiętej atmosfery w kraju i całych Indiach zmieniało się też kino indyjskie. Po kryzysie 1998 roku, kiedy zbankrutowała większość produkcji, rozpoczęła się nowa epoka kinematografii – Annabel, operatorzy i inne osoby z branży wspominają ten czarny okres.  Rząd Indii wreszcie znowelizował prawo tak, że banki mogły udzielać kredytu producentom filmowym. Na rynek weszły ogólnoświatowe firmy zajmujące się produkcją i dystrybucją kinową. - Sukcesy filmów indyjskich za granicą przyciągnęły takie firmy jak Sony czy Fox, które zajęły się sprzedażą hitów w świat. Firmy z branży filmowej weszły też na giełdę. – tłumaczy mi zawiłości indyjskiego show-biznesu Deepa Gahlot, która zajmuje się kinem od lat. Nastawiono się na widza z klasy średniej, który odwiedza duże kina i pierwsze indyjskie multiplexy. Takie sale najłatwiej zapełnić filmami dla całej rodziny lub dla tłumów młodzieży. Przestała być atrakcyjna przemoc, tym bardziej, że zbyt wiele było jej w życiu codziennym. W ostatnich latach produkcje, w których dominowały sceny walki i strzelaniny, nie odnosiły sukcesu, nawet przy spektakularnym udziale gwiazd. Klasa średnia z wielkich miast Indii niewiele różni się od tej z Europy czy USA, podobnie jak ona szuka oparcia w szybko zmieniającym się świecie globalnej wioski.- W zmechanizowanej i odhumanizowanej rzeczywistości emocjonalny styl “masali” zaspokaja prawdziwe potrzeby ludzi. Nasze filmy promują też zanikające wartości, takie jak wierność i lojalność. Wszystko zaś podane w fantazyjnym sosie - twierdzi krytyk filmowy, Deepa Gahlot,  tłumacząc tym też wzrastającą popularność filmów z Bollywood poza samym subkontynentem. - Kolejne pokolenie emigrantów indyjskich nie odcina się już od swoich korzeni, wręcz przeciwnie szuka ich i jest z nich dumna. Łączą swoją narodową tradycję z wartościami Zachodu.Nostalgiczne podejście widzów spoza subkontynentu tym bardziej wyklucza jakikolwiek realizm w kinie. Trudno sobie przecież wyobrazić, żeby Mickiewicz napisał dokumentalnego i realistycznego “Pana Tadeusza”.

Mumbaj czyli Bombaj 7

maxcegielski

Dzwonię do Simone, mojego włoskiego przyjaciela, który pojawia się zarówno w "Masali" jak i "Pijanych Bogiem". Mieszka w Delhi, ale chcę się upewnić czy nie załatwiał akurat spraw w Mumbaju. Simone śmieje się, że nie dzwoniłem kiedy bomby wybuchały w samej stolicy, ani podczas zamachów na kolejkę podmiejską rok temu na wybrzeżu. Na tym właśnie polega ten sukces terrorystów, że nagle cały świat spojrzał się na Indie. A tam bomby wybuchają ciągle. A przy okazji w listopadowym Le Monde Diplomatique edycja polska tekst Sayeda Saleema Szazada "Neotalibowie między Pakistanem a Afganistanem" - polecam! http://www.monde-diplomatique.pl/

 by: http://www.flickr.com/photos/sackerman519/. Fragment muralu to plakat do filmu "Mother India", o którym pisałem. http://maxmasala.blox.pl/2008/03/Mother-India-w-Le-Monde-Diplomatique-polska.html

I obiecany ciąg dalszy fragmentów o Bollywood i Mumbaju z mojego reportażu dla Dużego Formatu sprzed paru lat: 

"W codziennej prasie miejskiej z Mumbaju można przeczytać, że w latach 90. mafia stała się tak potężna, że prowadziła własną administrację miejską, równoległą do tej oficjalnej. Metropolię kontrolowały przede wszystkim dwa gangi, hinduistyczny Ćotu Radżana i muzułmański Ibrahima Dawooda. Ten pierwszy miał polityczne poparcie miejscowej partii nacjonalistycznej, drugi pakistańskiej służby bezpieczeństwa. W 1992 roku, po zburzeniu przez hinduistycznych ekstremistów meczetu w Ajodhi, w Bombaju wybuchły zamieszki religijne. Palono muzułmańskie domy i mordowano wyznawców islamu. W sumie zginęło prawie tysiąc osób, a ponad sto pięćdziesiąt tysięcy uciekło z miasta. Później, w 1993 roku Bombajem wstrząsnęły zamachy bombowe, o które oskarżono gang Ibrahima Dawooda. On sam twierdził, że działa na rzecz pokoju religijnego. Groził nawet śmiercią pewnemu reżyserowi, którego film mógł ponownie zaognić sytuację. - Pod koniec lat 90. wielu przedstawicieli miejscowej klasy średniej i przemysłu filmowego myślało o przeprowadzce do innego miasta. Naprawdę myśleliśmy, że cały biznes gdzieś przeniesiemy, nie dało się żyć – wspominał jeden z operatorów na planie “Company” kiedy pracowaliśmy na lotnisku. -  Cena za usługi profesjonalnego zabójcy spadła do 100 dolarów, wymuszenia i haracze były codziennością – wspomina te czasy Annabel, która choć nie jest przecież “grubą rybą” też miała problemy. Policja rozpoczęła w końcu regularną wojnę z gangsterami, stosując bezpardonowe metody, które obrońcy praw człowieka porównali do odstrzału zwierząt." CDN 

Bombaj czyli Mumbaj 6

maxcegielski

http://news.bbc.co.uk/2/hi/south_asia/7759309.stm - dziennikarze BBC sprawdzili wszystkie miejscowości w Pakistańskim Pendżabie o nazwie Faridkot, ponieważ właśnie z niej miał pochodzić MR. Kasaba, jedyny złapany terrorysta. W żadnej jego nazwisko, zdjęcia ani rysopis nic nikomu nie mówiły. A znając Pakistan mam poczucie, że albo wyklęliby oficjalnie "ziomka", albo po cichu go gloryfikowali. Najwyraźniej wieśniacy z Pendżabu naprawdę nie wiedzą o co chodzi. A to z tego regionu podobno pochodzi wielu terrorystów. Czy to dowód na to, że hindusi spreparowali jego tożsamość, wymyślili ją zgodnie ze swoimi potrzebami? Czy też mężczyzna kłamał, choć zapewne był torturowany? Posługiwał się oczywiście fałszywym dokumentem, ale dla Hindusów to też powinno być jasne. W pewnym momencie pojawił się wątek brytyjskiego pochodzenia zamachowców, potem ucięty. Ponieważ to kompletnie zwalniałoby sąsiadów od odpowiedzialności. Zdajsie, że przynajmniej jeden z grupy uderzeniowej rzeczywiście był brytyjskim pakistańczykiem, chodził do tego samego meczetu co zamachowcy z Londynu. Ale to nie do końca oficjalna informacja. Poza tym w BBC analizy jak źle wyposażone są służby specjalne w Indiach. Także z powodu biurokracji, która uniemożliwia szybkie szkolenie, kupowanie sprzętu itd. Specjaliści twierdzą, że jak zwykle wszystko psują konflikty pomiędzy lokalną władzą a centralą. Indie nie do końca istnieją jako jedność, całość. Władze stanów kłócą się z Delhi, nie wierzą sobie wzajemnie. O zamachach ostrzegali nie tylko Amerykanie, lecz także wywiad krajowy, ale nic z tego nie wyniknęło. Środowa Gazeta też pisze o Ibrahimie Dawoodzie. Udało mi się odnaleźć w końcu mój stary reportaż o Bollywood właśnie z Dużego Formatu, więc poniżej fragmenty, będzie ciąg dalszy, doprowadzający opowieść do współczesności.Bollywoodhttp://www.flickr.com/photos/trayser/

"Jeszcze niedawno większość przemysłu filmowego była kontrolowana przez bombajską mafię. Przepisy prawne nie zezwalały bankom na udzielanie kredytów na produkcję filmową. Producenci nie mieli innego wyjścia jak zaciągać nieoficjalne pożyczki. Zyski były już jednak w pełni legalne. Mafiozi, tacy jak ówczesny król podziemia Ibrahim Dawood, zrozumieli, że to jeden z najlepszych sposobów na pranie pieniędzy. Policja oceniała, że ponad pięćdziesiąt procent produkcji było w rękach mafii. Jednak z ponad 800 produkowanych rocznie filmów w Indiach wiele plajtuje. Mafia uznała więc, że musi kontrolować także ich treść. W tym samym okresie kino indyjskie zaczęło gloryfikować przestępców. Proces ten zaczął się jeszcze w 1975 r. od kultowego filmu “Sholay”, granego w Bombaju w kinie Minerva bez przerwy przez pięć lat. Najpopularniejszym  bohaterem filmu był przywódca grupy bandytów - Gabbar Singh. Herszta “daku” (rozbójników) pokonywali zresztą nie policjanci lecz inni rzezimieszkowie. Jednego z  nich grał wtedy jeszcze młody i przystojny Amitabh Bachchan, który tym filmem ugruntował swoją trwającą do dziś sławę. O ile jednak jego bandyta jest sympatyczny, przechodzi przemianę i chce zacząć nowe życie, to Gabbar jest w “Sholayu” raczej ohydnym wcieleniem zła. Po ucieczce z więzienia zabija całą rodzinę policjanta, który go aresztował, jemu samemu zaś ucina obydwie ręce. Gabbar morduje bez żadnych skrupułów, torturując i bawiąc się cierpieniem ofiar. A jednak hindusi uwielbiali go, kupowali kasety magnetofonowe z jego szalonymi monologami, a twarz Gabbara dominowała na plakacie filmowym. Fascynacja jego postacią przypominała europejską popularność motywu Kuby Rozpruwacza czy Drakuli. Nawet jeśli widz nie akceptuje jego postępowania, to zło wcielone w Gabbara przyciąga jak magnes. Zresztą dla indyjskiego widza każdy wyjęty spod prawa jest bohaterem, ponieważ sprzeciwia się skorumpowanej władzy.W połowie lat 70. zaczął podupadać autorytet rządu w Indiach. Kryzys gospodarczy i wprowadzenie przez Indirę Gandhi stanu wyjątkowego, zmniejszyło zaufanie do polityków. Wzrastała korupcja i ruchy separatystyczne. Widzowie filmowi chętnie widzieli w mafii i romantycznych “daku” pewniejsze oparcie niż w policji.  W “Sholay” walka z Gabbarem organizowana jest z pobudek osobistych, przez policjanta z obciętymi rękami, właściwie wbrew woli mieszkańców wsi, którzy bez sprzeciwu płacą rozbójnikom daninę w zamian za ochronę.

Po sukcesie “Sholay” kino brutalizowało się coraz bardziej. Kolejne ekranowe apoteozy gangsterów często były wymuszane przez rewolwerowców siedzących za krzesłem reżysera"....... CDN

Bombaj czyli Mumbaj 5

maxcegielski

Dziś w GW bardzo dobra i ciekawa analiza sytuacji między Indiami a Pakistanem Wojtka Jagielskiego: http://wyborcza.pl/1,75477,6012818,Indie_i_Pakistan_groza_sobie_mobilizacja_wojska.html. Wczoraj Maciej Kuźmicz zaś pisał pod znamiennym tytułem "Indie szukają winnych", między innymi o narzekaniach na kompromitację indyjskich służb specjalnych. Posypały się pierwsze rezygnacje polityków różnego szczebla. W obydwu krajach widać, że zupełnie różne są stanowiska władzy i wojska. Generałowie po dwóch stronach granicy mają własne koncepcje polityczne i najchętniej już by przesuwali swoje armie po mapach. A w Pakistanie rząd wogóle nie kontroluje ISI, które wciąż wspiera radykałów i nie pozwoliło na wyjazd szefa wywiadu do Delhi. A Indie z kolei domagają się wydania "winnych", przy okazji zastanawiając sie pewnie co stało się z tymi terrorystami, których nie udało się złapać. Według liczby podanej przez jedynego złapanego, MR. Kasaba, było ich więcej niż zginęło. Indie domagają się wydania im Dawooda Ibrahima, postaci, wydawałoby się już historycznej, ale pokazującej jak skomplikowane były w Bombaju związki między filmem, mafią, terroryzmem i władzą.

Ibrahim Dawood i Salman Khan

Tutaj słynny gangster wiele lat temu, razem z młodym jeszcze gwiazdorem Salmanem Khanem. O związkach mafioza i kina pisałem już w pierwszym swoim tekście o Bollywood, w 2000 roku w starej jeszcze "Machinie", a potem w "Dużym Formacie". W 2000 kino i ta postać prezentowały się dużo groźniej niż dziś, w Bollywood panował bałagan, nie był to jeszcze tak dobrze zorganizowany przemysł jak dziś. Na produkcję można było pożyczać tylko od mafii, banki nie dawały na nie kredytów. Pisałem "Motyw „zwykłej dziewczyny” wykorzystanej brutalnie przez przedstawiciela establiszmentu pojawia się w co drugim indyjskim filmie. Niezależnie od tego, czy to bollywoodzka superprodukcja jak „Dil Hai Hindustani” którą widziałem jako pierwszy film w Indiach czy też tamilskie kino jak  „ Mugavari” z Adżitem, który obwieszony jest złotem. Podczas całego pobytu w Indiach nie widziałem żadnego filmu, w którym przedstawiciele władzy byliby przedstawieni w korzystnym świetle. Możliwe, że to wynik presji świata przestępczego. Z drugiej strony jednak ministrowie, urzędnicy czy policjanci nie dają powodów aby pokazywać ich inaczej. Ludzie nie ufają politykom. Podziemie na swój sposób rozwiązuje sprawy publiczne. Przede wszystkim te religijne. Największy indyjski gang słynnego Ibrahima Dawooda występuje także w roli cenzora filmowego. Dawood jest muzułmaninem. Jednemu z reżyserów zabronił pokazywania w filmie muzułmanów strzelających w świątyni hinduistycznej. Muzułmański gang obawia się, że takie sceny mogłyby na nowo sprowokować rozruchy. Tygodnikowi Time  zastępca Dawooda powiedział: „ Jeśli reżyser nie zrobi tego będziemy po prostu musieli go zabić „.

Indie w 3 wydaniu "Masali"

maxcegielski
 

Niestety moja pierwsza książka nie pozwoli nikomu zrozumieć tego co stało się w Mumbaju. Dziś mam wrażenie, że jest banalna i płytka, choć profesor Byrski twierdził inaczej. Jednak posłowie do jej 3 wydania może cokolwiek rozjaśnić. Poniżej fragment. Inny prezentowałem tutaj: http://maxmasala.blox.pl/2008/05/3-wydanie-ksiazki-Masala.html

"Podróż opisana w „Masali" stała się początkiem wszystkich innych. Pakistan, przez który jechałem do Indii jest tematem książki „Pijani Bogiem". Stambułowi, w którym zatrzymywałem się podczas podróży przez Turcje i Iran, poświęcona jest nowa książka, która ukaże się na początku 2009 roku. Wszystko o czym pisałem, większość problemów, którymi się zajmuję, także w różnych artykułach i na swoim blogu, ma swoje korzenie w kwestiach podejmowanych tutaj. A jednak „Masala" przez lata denerwowała mnie, tak jak powinna irytować piszącego pierwsza w życiu książka. Chętnie napisałbym ją od nowa, ale to nie byłaby już „Masala" ani nawet „Remix". O czym by była nowa wersja?

Masala Cegielski

Na przykład o multikorporacjach mających w Indiach swoje korzenie, o firmach,  które przejęły nie tylko polskie huty, ale i biznesy dawnych kolonialistów z Anglii. „Perła w koronie" jest dziś przecież potęgą gospodarczą. Diaspora emigrantów indyjskich należy do najważniejszych grup społecznych na zachodzie, tworzy nowy świat, który w zadziwiający sposób potrafi łączyć swoją tradycję z uwielbieniem dla kapitalistycznej gospodarki. Są dziś miejsca na mapie subkontynentu, przy których polska wydaje się ubogą prowincją. Nie interesują jednak turystów czy travelersów - młodych ludzi z plecakami. Ludzie na szlaku wciąż poszukują starożytnych Indii, niezmienionych przez czas. Nie zauważają, że nawet tam, gdzie znajdują zabytki pod pozorami idylli toczą się takie same procesy jak wszędzie na świecie. Całe wioski i plemiona są wysiedlane z powodu budowy tam wodnych, całe połacie ziemi zostają skażone przez produkcję przemysłową. Niektóre rejony kraju są pod kontrolą lewicowej partyzantki. Żeby poznać dziś Indie trzeba zająć się nie tylko ich wielowiekową przeszłością, ale też równie fascynującą teraźniejszością. O niej byłaby „Masala bis". Także o tym, jak zmieniło się  postrzeganie subkontynentu w Polsce. Najciekawszą drogę do nas przebyło chyba kino popularne produkowane w Bombaju - Bollywood. W 2000 roku praktycznie u nas nieznane, dziś ma tysiące fanów, większość dużych przebojów jest u nas wyświetlana, sprzedawana na płytach dvd. Ja uczyłem się tego kina od zera, od początku. Zamiast „remixu" jest jednak kolejne wydanie starej „Masali" ponieważ wciąż kupujecie ją, zabieracie w podróż, lub czytacie po powrocie. Jeśli tak ma być to pamiętajcie, że wiele informacji tu zawartych jest już nieaktualna, Indie zmieniły się. A zarazem pozostały takie same, ponieważ nie zmieniły się nasze oczekiwania wobec „bajecznego wschodu" i „tropików". Możemy się tylko pocieszać, że jesteśmy jak Staś (Witkacy) i Bronio (Malinowski), jak setki innych podróżników przez wieki. "

Bombaj czyli Mumbai 4

maxcegielski

Aaravind Adiga, autor ostatniego bookera „Białego tygrysa" (wydany w Polsce, ale przyznaję się bez ściemniania, nie czytałem jeszcze, choć http://maxmasala.blox.pl/2008/10/Czy-nowy-lauret-Bookera-mowi-o-Rushdim-a-moze-o.html cytowałem go na blogu.) mówi w BBC, że zaatakowano miejsca symboliczne w Bombaju-Mumbaju. Potwierdza moją opinię w pierwszym komentarzu do ataków tutaj. Twierdzi też, że Taj Maral hotel choć ekskluzywny był w mieście czymś więcej niż drogim miejscem do spania z salą do ślubów. Pisarz twierdzi, że był czymś w rodzaju „town hall". Podkreśla też siłę miasta, nieoficjalnej stolicy Indii, która pozwoli mu szybko wrócić do formy. Poprzednie ataki, choćby ten na równie symboliczną co „Brama do Indii" kolejkę miejską, zawsze zatłoczoną, zebrały więcej ofiar. Ale nie miały takiej siły rażenia psychologicznego. Wybuchał ładunek i ... koniec. Walki z terrorystami na ulicach, w hotelach, armia na skrzyżowaniach, to przypominało wojnę i właściwie nią było. Cała wypowiedź Aravinda Adigi: http://news.bbc.co.uk/2/hi/south_asia/7755149.stm. W gruncie rzeczy podobna do tego co wczesniej GW powiedział.

Haji ALi Dargah

Jeden z symboli miasta, uczęszczana zarówno przez hinduistów jak i muzułmanów dargah Hadżiego Alego, bogatego kupca, który ufundował ją przez pielgrzymką do Mekki. Sceneria wielu koncertów i teledysków muzyki kawwali, występowała też w Bollywoodzkich filmach. Tutaj głównie droga na wysepkę, zalewana wodami przyplywu, pelna zawsze zebrakow i pielgrzymow. W obiektywie lokalnego fotografa http://www.flickr.com/photos/tawheedmanzoor/

Tymczasem gazeta.pl pisze o jedynym znanym nam z twarzy terroryście. Akurat tak się składa, że to właśnie ten sam, nagrany przez kamery przemysłowe MR.Kasaba, został złapany. Niech będzie, mogę uwierzyć, że to właśnie jedyny, przeciwko któremu można zwrócić swoją nienawiść, bo go widzieliśmy, został złapany. Jest obywatelem Pakistanu, ma 21 lat, przeszedł szkolenie w słynnych obozach szkoleniowych związanych z Al. Kaidą. Powiedział, że kazano mu strzelać bez tchu i celować w białych. I to właśnie on strzelał na dawnym dworcu Wiktorii ( ciekawe, że media zachodnie nie mogą się do nowej nazwy przyzwyczaić ). Nie mogę nadal zrozumieć dlaczego akurat tam mieliby być biali. „Nie bez znaczenia może pozostawać fakt niezwykłej brutalności, z której słynie indyjska policja "The Times" pisze nawet, że funkcjonariusze mogli podać Kasabowi "serum prawdy" - środek często stosowany przez indyjską policję i zakazany na Zachodzie." - podaje gazeta.pl. Warto też nadmienić, że hindusom bardzo zależy na takich właśnie zeznaniach. Wskazujących na Pakistan, a zarazem wpisujących zamachy w ogólnoświatową wojnę z terroryzmem, a nie w wewnętrzne problemy Indii i regionalne Pakistanu. Przypomnę raz jeszcze, nie zamierzam wybielać tego ostatniego kraju. Na pewno terroryści i cała akcja mieli mniej lub więcej z tym krajem wspólnego. Chcę tylko zwrócić uwagę, na to, że w całym zamieszaniu bardziej liczy się polityka niż to jak było naprawdę. Jak powiedziałem w „Horyzoncie" w TVN24: Indie potrzebują „złego Pakistanu" do celów propagandowych. I przy okazji proponuję zajrzeć http://maxmasala.blox.pl/2008/07/MUMBAI-MILLS.html - Raqs Media Collective o pracy o Mumbaju na ostatnich Manifesta.

Mumbai

A to jeszcze raz Mumbai metropolia by Tawheed Manzoor, http://www.flickr.com/photos/tawheedmanzoor/

Bombaj czyli Mumbai 3

maxcegielski

Chyba rzeczywiście zakończyło się w końcu odbijanie hotelu Taj Mahal, perełka kolonialnej architektury z 1903 roku kompletnie zniszczona. Zbudowana właściwie przez jednego z bogatych hindusów, jak glosi legenda, po tym jak odmówiono mu pokoju w luksusowym hotelu "tylko dla białych". W sumie prawie 200 osób zmarło, trzystu rannych, może okazać się, że ofiar jest więcej. Winien Pakistan, mówią Hindusi, więc nowe władze w Islamabadzie odcinają się kompletnie, chcą nawet wysłać swoich ludzi. Od odejścia Muszarafa starają się łagodzić napięcia z potężnym sąsiadem, nie mają sił na kolejny konflikt, chcieliby robić interesy z Indiami. Pamiętam nasze rozmowy z Simone Carmignanim w Gilgit o korzyściach, które mogłyby płynąć dla północy Pakistanu chociażby z banalnej sprzedaży suszonych owoców. Podobnie brzmiała moja rozmowa w Teheranie z Bollywoodzkim producentem. Denerwował się, że przez konflikt jego filmy są oglądane tylko na pirackich kopiach, od Karaczi po Lahore. Chciał pokoju, żeby robić interesy. Takich środowisk jest więcej po obydwu stronach granicy, ale w Pakistanie władza zbyt mało kontroluje sytuacje, żeby cokolwiek zrobić. Ich własne  "głębokie państwo" jest silniejsze niż w Turcji. Otwarta wojna byłaby na rękę jastrzębiom i w Indiach i w Pakistanie, ale nie ma się co oszukiwać, ten drugi kraj by przegrał. A "największa demokracja świata" zamiast rozwiązywać wewnętrzne problemy skomplikowała by jeszcze bardziej sytuację u siebie. Ze swoją, radykalizująca się coraz bardziej spolecznoscia muzulmanska. Terroryści zapewne rzeczywiście byli wspomagani przez ISI, pakistański wywiad, ale trudno powiedzieć, że przez kraj jako taki. Trudno też powiedzieć: to była Al Kaida, bo ta "sieć" stała się tak niekonkretnym tworem, że wszystko może być jej częścią, ale nie do końca.  Dzis, w sobote zapraszam na "Horyzont" w TVN 24, tuz po 18.00 bedzie o tym  .Colaba Slums

A tak wyglądają "slumsy" Colaby na zdjęciach http://www.flickr.com/photos/hocco/ czyli Natalii Gubarevej.

PS. Do tego wszystkiego warto zaznaczyc jedna rzecz, dla nas Polakow moze najistotniejsza. Szczescie w tym calym krwawym nieszczęsciu. Prezydent łaskawie po 6 miesiącach podpisał nominację dla nowego ambasadora w Indiach. Do wczoraj nie bylo tam "naszego czlowieka" zeby zajac sie ofiarami. Ambasadorem zostal... profesor Piotr Kłodkowski. Czyli tak jak w czasach profesora Byrskiego, na miejscu będzie specjalista zarowno od hinduizmu jak i islamu, indolog a zarazem absolwent studiow w Pakistanie, autor wielu swietnych ksiazek od popularnego "Doskonalego smaku orientu" po glebokie "O peknieciu wewnatrz cywilizacji". O jego ostatniej ksiazce Nepalskiej, tu na blogu http://maxmasala.blox.pl/2008/10/Nepal-od-krolestwa-do-republiki.html

Bombaj czyli Mumbai 2

maxcegielski

Przede wszystkim sytuacja wciąż trwa, wbrew temu, co mogloby sie wydawac, wbrew temu co sugerowały władze Indii. Wojsko wciąż walczyło o hotel Taj Mahal w piątek w nocy. Polska prasa piatkowa stanela na wysokosci zadania,  nawet bardziej Gazeta niz Dziennik. W tym drugim dosyc dobry komentarz Andzreja Talagi, choc moze nieco pompatycznie sie konczacy: Indie w strefie zła. Były w niej od dawna. Gazeta musi sie cieszyc, ze nie zwolnili jednak calego dzialu zagranicznego: swietne teksty Kuzmicza i oczywiscie Wojtka Jagielskiego. Nic dodac, nic ujac wiec polecam zajrzec na ich www. Zdjecie ponizej to "Vinu" z Flickra, jak chcielibysmy widziec zmiany w Indiach, pstrykniete na Colabie przed zamachami:VINU - COLABA

Więcej od tego fotografa, takze zamachy: http://www.flickr.com/photos/vinu/

Najbardziej zastanawia mnie to, jak mało Indie sie zmienily, pomimo wielkich zmian. Tak jakby wszystko to co napisalem w "Masali" bylo wciaz aktualne, a bylem pewny, ze przestalo. A jednak totalny balagan, polscy spece od terroryzmu wydaja sie lepsi od swoich kolegow z Indii. Komandosom nie zależało nawet na życiu zakładników, walili na oślep, nie było żadnego planu działania, nie byli przygotowani na to co się wydarzyło, a zamachy terrorystyczne na subkontynencie są prawie codziennością. Pojawiła się klasa średnia, centra handlowe, cały ten powierzchowny neoliberalny sztafaż, ale samo państwo nie zreformowało się. Wręcz przeciwnie, osłabło. Kraj bardziej niż kiedyś rozdzierany jest wewnętrznymi konfliktami, Assam, Maoiści w Biharze, Kaszmir itd. Bo trzeba pamiętać, że reformy gospodarcze wprowadzano przy jednoczesnej eskalacji hinduistycznego nacjonalizmu. Jak pisałem już kiedyś przy okazji książki "Londonistan" Gautama Malkaniego - tradycja religijna i nacjonalistyczna hinduizmu idealnie łączy się z neoliberalizmem, w najbardziej radykalnej, konsumpcyjnej do potegi wersji. Glamour Bollywoodu jest zreszta takze tego przykladem. 

ps. Bardzo ciekawie o tym tu: http://maxmasala.blox.pl/2008/06/PANKAJ-MISHRA-W-EUROPIE.html

BOMBAJ CZYLI MUMBAI

maxcegielski

Ja tu o sztuce współczesnej w Turcji a tymczasem Mumbai, a właściwie jego dzielnica Colaba płonie i to wszystkich interesuje najbardziej. To moje ulubione miasto w Indiach, Salmana Rushdiego zreszta tez, "Dzieci północy", najlepsza moim zdaniem jego powieść, nagrodzona "Bookerem bookerów" jest w dużej mierze mu właśnie poświęcona. Zresztą także Kaszmirowi, z którego wywodzi się rodzina bohatera. Prawdopodobnie wystarczy na nowo przeczytać te ksiązke, zeby zrozumiec co wlasnie sie wydarzylo. To nie orientalizm, tylko fakty, że w Indiach wszystko ma korzenie w przeszlosci, tej z momentu odzyskania niepodleglosci, i jeszcze dawniejszej.

Wszystko wydarzylo sie w samym centrum, tuż obok pomnika, zabytku, atrakcji turystycznej czyli "Bramy do Indii", zbudowanej kiedys na przybycie angielskiej pary królewskiej. W 1913 roku projekt nawiazujacy do lokalnej architektury zrobil brytyjczyk. Tamtedy odplywaly ostatnie wojska brytyjskie. Symboliczna brama idealnie pasuje do tego krwawego spektaklu. W czwartek bylem w TV PLUS w "Wydarzeniach dnia" u Igora Janke, razem ze mną pan specjalista od terroryzmu. Swoją drogą ciekawe, w Polsce na emeryturze, pracuje dla amerykanow i poza antena ciekawe rzeczy mowil o "outsourcingu" uslug wojennych. Podkreslil, ze to co sie wydarzylo to proba stworzenia nowej jakosci terrorystycznej, show na calego, porwanie, zakladnicy, strzelanie, plomienie. Proba przebicia wszystkiego co bylo do tej pory, nawet w Indiach, gdzie "bojownicy" zajmowali juz nawet parlament w stolicy, Delhi.

Colaba, Mumbai, Bombaj

( Tu na zdjeciu jeszcze wszystko po staremu, Brama do Indii, Taj Mahal i cala okolica)

 Ja mialem wrazenie, ze Hindusi zbyt szybko zwalili wszystko na Pakistan, jak zwykle. Jeszcze nie odbili hoteli, ale juz wiedza, ze to "obcy" choc BBC podawala raz, ze zamachowcy mowili w Hindi, a w innym swoim materiale, ze po pendzabsku. Dla dziennikarza z zewnatrz trudno odroznic hindi, pandzabi i urdu - jezyk oficjalny Pakistanu. Tymczasem " Jest oczywiste, że ugrupowanie, które przeprowadziło zamachy, mające bazę poza naszym krajem, pojawiło się siejąc zniszczenie w gospodarczej stolicy Indii - powiedział premier Indii Manmohan Singh." ( cyt. za TVN 24) Uwielbiam te retoryke supermocarstwa wegetarian. Na pewno w Mumbaju, rozdartym etnicznie ale tez klasowo, gdzie rozwarstwienie wieksze niz gdziekolwiek, tam latwiej bylo zorganizowac team terrorystow. A ci jak zwykle, niby szukali obcokrajowcow, ale sposrod conajmniej 100 zabitych tylko 6 to rzeczywiscie amerykanie i europejczycy. A poza tym oprocz Leopold Cafe, gdzie rzeczywiscie tylko turysci, hoteli, w ktorych obcokrajowcy tez sa jednak mniejszoscia, strzelali tez na dworcu. Kiedys Victorii, kolejna perelka kolonializmu, teraz przemianowanego na lokalnego władcę z XVII wieku, pod presją lokalnych nacjonalistów. A do wszystkiego terroryści dodali jeszcze osrodek ekstremistow z Izraela. "Przyznanie się Mudżahedinów Dekanu jest niemal identyczne z wrześniowym ostrzeżeniem Indyjskich Mudżahedinów przed serią ataków terrorystycznych w Indiach. Wówczas terroryści postawili warunek: uwolnić przebywających w indyjskich więzieniach bojowników muzułmańskich." - znowu TVN 24. Chodzi oczywiscie o Kaszmirczykow, a przypomnijmy ze w sprawie tego regionu to wlasnie Indie nigdy nie zastosowaly sie do postanowien miedzynarodowych. Nie zamierzam oczywiscie teraz wybielac Pakistanczyko, tamtejszych sluzb specjalnych itd, ale juz czuje to szalenstwo anty-islamskie ( na przyklad na forum cytowanej stacji ) i probuje mu sie przeciwstawic. W sobote bede w "Horyzoncie" w TVN 24 o 18.10 i do tej pory bedzie mozna miec jakis wiekszy oglad sytuacji. A swoja droga ciekawe czy scenarzysci z Bollywood juz pracuja nad tematem?.PS. Pisze szybko wiec darowalem sobie polskie znaki. Zdjęcia masakr znacie z mediow, ja bede tu raczej przypominal, jak wszystko wygladalo przedtem.

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci