Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

EAST@ART

Od konkretnej Azji do amerykańskiej abstrakcji

maxcegielski

Jestem w Bieszczadach, gdzie udało mi się trochę połazić, pomyśleć i popisać, ale też szykować się do prowadzenia spotkania z amerykańskim mistrzem abstrakcji, nestorem gatunku, Frankiem Stellą. 19 lutego o 18:00 zapraszam do Muzeum Polin na rozmowę między innymi o tym jak polski album o drewnianych bożnicach żydowskich zainspirował jeden z ważniejszych przewrotów w sztuce XX wieku. Choć uważany jest za twardego abstrakcjonistę to jego "konstruowane, budowane obrazy" często czerpały, przynajmniej w tytułach z konkretnych, realnych doświadczeń, np. z jego podróży na Wschód, a dokładnie do Iranu. Oto "Isfahan III" z 1968 roku:

map_dispatchchile_11_902w

Dla mnie to bardzo masalowy przykład tego jak realne doświadczenie podróży, oraz wiedzy ( Stella jest najlepiej wykształconym z amerykańskich artystów ) można przełożyć na twórczość, nie dosłownie, nie bezpośrednio lecz przez dalekie przekształcenie. To inspiruje także do pisania, jakie zdarzyło mi się w Bieszczadach, gdzie przechadzka do starej bojkowskiej cerkwi w Równi zamieniła się w pisanie o Celtach, Kaledończykach i Piktach. Wkrótce więcej o tym a teraz jeszcze "Empress of India" z 1965, choć Frank Stella w Indiach chyba nie był. 

de6031dcfbce689eec5a7fde8a732609

Janek Simon w Warszawie, Wrocławiu i Stambule

maxcegielski

Już w tę środę (19 marca 2014) od godziny 19:00 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie będę miał przyjemność prowadzić spotkanie z Jankiem Simonem. Zaprezentowany zostanie teaser, czy właściwie dokumentacja do jego projektu nakręcenia "Popiół i Diament" w Nigeryjskiej "Fabryce snów" - Nollywood. Janek wytłumaczy dlaczego akurat tam, dlaczego akurat film Wajdy, na czym polega specyfika największej afrykańskiej kinematografii, która skutecznie wyparła z kontynentu zarówno Holly, jak i Bollywood. Powie dlaczego film, kręcony przez jednego z lokalnych reżyserów ma szansę stać się czymś więcej niż desantowo-kolonialnym projektem artystycznym. Dziś ustalaliśmy plan spotkania i autor szykował materiały ( na pobojowisku prac do ostatnich wystaw ), jak widać na zdjęciu.


Materiały do "Ashes and diamonds" prezentowane są zarówno na aktualnej wystawie w MSN, jak i we Wrocławiu na indywidualnej wystawie Janka Simona w BWA "Podróże na Wschód i Południe" podsumowującej jego peregrynacje od czasów "Roku Polskiego na Madagaskarze". Jest między innymi "Alang transfer", największe złomowisko statków na świecie potraktowane zupełnie inaczej niż zrobiłem to ja z Michałem Szlagą i Kubą Czerwińskim w Instytucie Sztuki Wyspa w Gdańsku. Simon na szrotach w Alang zakupił mnóstwo "sztuki" pochodzącej z pokładów statków i  przywiózł towar do Polski.

W rozmowach z Simonem zawsze zaskakuje mnie ile podobnych, czy wręcz tych samych miejsc, problemów interesuje nas obydwu. Nie tylko Alang, ale też Auroville, Liga Morska i Kolonialna, polscy himalaiści w Indiach itp. Dlatego też zupełnie naturalne było zaproszenie Janka do współpracy w Stambule, gdzie będzie jednym z artystów z Warszawy pracujących nad Adamem Mickiewiczem w Tarlabaszi. Więcej o tym wkrótce, na razie zapraszam na spotkanie w MSN

Raqs Media Collective - ciąg dalszy wywiadu.

maxcegielski

Max: Dlaczego działacie jako kolektyw, jak to się zaczęło?

Jeebesh Bagchi: To pokazuje nasze podejście do świata. Ludzie wyobrażają sobie, że myślenie i proces tworzy to samotność, coś co dzieje się w głowie. A my uważamy, że myślenie ma miejsce też podczas rozmowy. Dla nas to sprawa fundamentalna.

Monica Narula: Dawno, dawno temu…zaskakująco wiele lat temu spotkaliśmy się wszyscy w szkole filmowej, pomagaliśmy sobie przy projektach albo działaliśmy solo. Po skończeniu studiów połączyliśmy siły. Nie ogłosiliśmy manifestu, nie było powodu dla którego zaczęliśmy pracować razem, żadnej wspólnej ideologii, czy odwrotnie - sporu. W kolektywie praca daje wieksza przyjemność, robimy ciekawsze prace, wolimy razem niż osobno, to był dobry punkt wyjścia w młodości i wciąż to łączy naszą trójkę. Razem osiągamy to coś co nie udaje się nam osobno.

( O pracy kolektywnej w czasach post - sztuki czy też nie - artyzmu ciekawie opowiadał też Payam z grupy "Slavs and tatars", o tym już wkrótce ) A poniżej prace Raqs w galerii w Indiach przed laty: 


Max: Wracając do projektu "Promised city": w Polsce miasta sa obietnica dla ludzi z prowincji, a w Indiach?

Jeebesh Bagchi: Imigracja do miast ma zawsze te 2 strony. Ludzie chca jakos zyc, chca zarobic, wysłać cos do rodziny. Ale miasta to tez niepewność przyszłości, jedziesz tam żeby cos uzyskac, nie tylko zycie, ale pewien sposób zycia. Szczególnie widac to w Berlinie, ludzie tam jada bo mogą tam zyc w pewnym, berlińskim stylu, którego nie ma gdzie indziej. XX wiek spowodowal, ze miasta zaczely być tym marzeniem, „obietnicą”. To nas interesuje, jak miasto zaczęło przyciągać ludzi. Na przykład, poszliśmy tutaj do studia Edwarda Krasińskiego i okazalo się ze tam nie ma kuchni. Pomysl na zycie w miescie socjalistycznym był taki, ze idziesz do miasta i jesz, tam spotykasz ludzi. Dom jest do spania a studio do pracy, knajpa na ulicy do jedzenia. Miasto ma ci zapewnic przestrzen do roznych rzeczy. Teraz jedzenie na zewnatrz jest czyms zupełnie innym. Te drobne rzeczy, będziemy te mikro historie analizowac dla zbudowania jakiegos „miasta obietnic”.

( Swoją drogą to ciekawe, że z wizyty w gęstym od znaczeń studiu Krasińskiego Raqs zapamiętali akurat brak kuchni. Trochę przesadzają ze swoją interpretacją. Pracownia była miejscem do pracy, dlatego nie było tam kuchni. Stażewski a po jego śmierci sam Krasiński mieszkali tam bo nie mieli innego miejsca. Nie gotowali, szczegolnie Krasinski dostawal gotowe obiady od dobrych ludzi. Sprawa nie jest taka prosta, to troche problem szybkich riserczow goszczacych gdzies artystow )

Studio Krasińskiego

Monica Narula: Jedną z ciekawych postaci w naszym riserczu do "Promised city" jest Róża Luksemburg. Łączy Berlin i Warszawę, różne historie z jej życia są ważne dla całej naszej trójki. To co było zdumiewające to, że tuż przed przyjazdem dowiedzieliśmy się, że jest doktor w Berlinie, który uważa, że odkrył jej ciało. To szokujące bo jej ciało zniknęło, w grobie był pochowany ktoś zupełnie inny. A jej prawdziwe ciało leżało w kostnicy szpitala berlińskiego przez wiele lat. Ale tu nie chodzi o kwestię tożsamości, prawdziwości ciała, nie o fizyczność. To raczej problem tego co zanika, jakie idee zostają zagubione w świecie. Miasta, co dzieje się z ludźmi w miastach. Teraz w Berlinie spotkamy się z tym lekarzem. Ale najdziwniejszym zbiegiem okoliczności jest to, że poznaliśmy właśnie w Warszawie dziewczynę, artystkę, której Luksemburg była przodkiem. (Chodzi o Agnieszke Kurant ) Znała naszą pracę, ale nie wiedziała oczywiście, że pracujemy nad tym tematem. Czasem takie zbiegi okoliczności kreuja sztuke.

Max: Czy jest jakiś związek między Różą Luksemburg a Indiami?

Jeebesh Bagchi: Bezpośredniego związku nie ma. Ale jej pisma o kapitale swiatowym tworza ten zwiazek. Czym może być radykalizm teraz na początku XXI wieku? Roza Luksemburg byla dziwną postacią, sprzeciwiała się nacjonalizmowi z powodu komunistycznych ideałów. Zawsze robiła zamieszanie. Dla nas najbardziej interesujące jest ze w swojej książce „Akumulacja kapitału” daje inny obraz globalizacji, rozważa nie tylko definicje kapitalizmu, ale tez opisuje jak rozwijał się w historii, jak został wpisany w społeczne procesy. Obraz świata jaki dala na początku xx wieku jest dla nas wazny i wart  przemyślenia. I to będzie bardzo krytyczna czesc naszej historii o miastach, historii o destrukcji i kreacji. To nie będzie bezpośredni dialog miedzy miastami, raczej pewna optyka pozwalajaca zobaczyc co zmienia kapitał

Rosa Luxemburg

Róża Luksemburg podczas przemówienia. Na wszelki wypadek przypominam, że w Warszawie chodziła do gimnazjum, tutaj wstąpiła do partii Proletariat. W 1919 roku aresztowana po nieudanym powstaniu robotniczym w Berlinie została bestialsko zamordowana.

Raqs Media Collective - wywiad, wykład

maxcegielski

Raqs Media Collective zagościło w Warszawie. Co tutaj robili?

Shuddhabrata Sengupta: "Jesteśmy tu pracując nad częścią większego projektu który nosi nazwe „Promised city„ Projekt dotyczy trzech miast, trzech typow przestrzeni: w Warszawie, Berlinie i w miastach w Indiach, w Mumbaju, może w stolicy - Delhi. Próbujemy patrzeć na świat jako rodzaj połączeń miedzy tymi miastami. Zostaliśmy zaproszeni do stworzenia pracy, której ostatecznego kształtu jeszcze nie znamy, jesteśmy w trakcie badan, pracujemy nad polaczeniem narracji o rzeczywistości, marzeniach, fantazjach, historiach tych miast. Pierwszy raz jesteśmy w Polsce, dopiero rozeznajemy - się w sytuacji."

Raqs media collective

Max: Jakie są podobieństwa między Warszawą, Berlinem i Mumbajem?

Shuddha: "Miasta przechodzą wielką transformację, rezonują ze sobą, nie są koniecznie podobne. Przechodzą wstrząsy, są niszczone. Na przykład co potrzeba żeby stworzyć miasto? Co było potrzebne żeby odbudować na nowo warszawe po 2 wojnie swiatowej? Co stworzyło obraz, wyobrażenie o Warszawie? Istnieją związki między tym jak myśli się o przestrzeniach miejskich, jest relacja miedzy wizją którą tworzy miasto, miedzy tym jak je sobie wyobrażają planiści a jak jest naprawde tworzone przez ludzi. Ciekawym przykładem jest stadion X lecia w Warszawie. Sposób w jaki powstalo wokół niego alternatywne miasto straganow: Wietnamczyków innych mniejszości, którzy stworzyli wlasną siec zycia, handlu i kultury. Ruiny stadionu i nowa forma jaka tam powstaje znajduje się obok swiata wykreowanego przez wietnamczykow, obok niewidzialnego swiata. Jest wiele rezonansu miedzy tym a miastami które dobrze znamy jak Mumbaj. To oczywiście ogromny bląd, myśleć o miastach, ze sa specyficznie europejskie czy azjatyckie. Bardziej produktywne jest myślenie o tym jak współgrają ze soba."

więcej 13 lipca od 12 do 13 w mojej audycji na falach http://www.roxy.fm a potem także tutaj. Raqs mieli też wykład w Muzeum Sztuki Nowoczesnej zatytułowany "Transhuman". Nie był to wstęp do projektu "Promised city" tylko autonomiczny pokaz. Obrazki, filmiki, narracja mieszająca opowiadanie historii z teoretycznymi rozważaniami. Wykorzystywali elementy ze swoich wcześniejszych prac, między innymi tekst i archiwalne obrazy z katalogu wystawy, której byli kuratorami w Bolzano w ramach Manifesta. "Wykład" zaczynał sie od rozważań nad wędrowaniem, ruchem, podróżą. Tutaj moje luźne tłumaczenie.

Monica Narula: "Parę miesięcy temu znaleźliśmy się na szczycie Jebel Qasiyun, wzgórza nad rzeka Barada na przedmieściach miasta Damaszek. Dotarliśmy do Syrii żeby spotkac się z koalicja wędrownych artystow, którzy przyjeli nazwe „Reloading images”. Zaprszaja okazjonalnie zaprzyjaźnionych podróżników takich jak my aby dolaczyli do ich różnorodnej karawany i przez pare dni podtrzymywali dialog, uczestniczyli w rozmowie.. Nasza wyprawa na Jebel Qasiyun była podsumowaniem wieczornego wspolnego myslenia o znaczeniu pojęć „zgromadzenie, zebranie”

 Reloading images Książka wydana przez "Reloading images", projekt artystyczny z udziałem Raqs i innych z całego świata.

Shudha: „Co dzieje się kiedy ludzie się gromadzą? Twarze są oświetlone przez ognisko. Żołądki sa napełnione jedzeniem i piciem. Wymieniane sa spojrzenia i może cos wiecej. Ktos opowiada historie. Ludzie zbieraja się żeby posłuchać. Ktos opowiada inna historie. Ktos zanosi opowiesc od jednego zgromadzenia do innego. Opowieść łączy ludzi. Zaczyna się w Damaszku wiele lat temu, jest ponownie opowiedziana teraz na szczycie wzgórza, podrózuje do Delhi, leci do Warszawy, okrąża świat, żywiąc się zainteresowaniem różnych ludzi w różnych miastach.

W Damaszku siedząc i łapiąc oddech po wspinaczce na wzgórze kasijun spojrzeliśmy w dol na starożytne i żarzące się światłami miasto pod nami. Pomyśleliśmy o dziwnych i sprzecznych siłach tworzenia się wspólnoty i odwrotnie – rozproszenia. O pustyni i mieście, o osiedleniu i wysiedleniu, o trzymaniu się i wytrzymywaniu do końca."

 Reloading imagesTo fragment projektu Berlin - Teheran tworzonego przez "Reloading images"

Shudha: "Peripatesis, słowo które pochodzi z greckiego peripatetikos oznacza bycie ciagle w ruchu czyli radykalną niezgodę na stabilizacje. Jest to filozofia, sposób na zycie i praktyka duchowa. Prowadzi nas od Arystotelesa do wszelkich form pielgrzymki, w hinduizmie czy w islamie. Peripatesis to kontemplacja świata w ruchu a nie w spoczynku, co wynika ze zrozumienia ze przeciez sam swiat ciagle się zmienia. Nic nie pozostaje w miejscu, nic nie jest wieczne. Nic nie każe nam wiec szukac odpowiedzi na nasze kłopoty tylko w nas samych. Tak naprawdę jedyna droga do wnętrza, do nas samych biegnie przez terytoria innych ludzi. Wszędzie stykamy się z różnymi rytmami, skalami i prędkościami ruchu."

Raqs media collective

To ostatnie zdjęcie przedstawia dziwne mapy-nie mapy ( o których mówili też na wykładzie ) które pokazywali jako artyści (nie kuratorzy) na ostatnim biennale w Stambule w IMC. Teraz w rozmowie ze mną Raqs zastrzegali się, że nie chodzi bynajmniej o żadną apoteozę wędrówki, nie wyznają wcale ideologii "artysty jako wędrownego derwisza". Nie chodzi o to co, tylko jak. Sami Raqs są jednak ciągle w ruchu i motyw podróży ciągle wraca w ich pracach. Jesienią będą tu znowu, projekt "Promised city" będzie pokazany latem 2010, będę śledził tę sytuację. 

Wcześniej na blogu publikowałem relację z wystawy kuratorowanej przez Raqs na Manifesta

Raqs Media Collective: Indie a Europa

maxcegielski

Max: Jak na waszą interpretację historii przemysłu tu we włoskim, południowym tyrolu (prezentowanej na wystawie "The rest of now"), wpływa fakt, że jesteście z Indii?

Monica Narula: To jest pytanie, na ktore odpowiedz jest z jednej strony oczywista a z drugiej strony zupelnie nie oczywista. Nie mieszkamy tutaj i nasz punkt widzenia jest oczywiscie inny, ale jest tez prawda ze choc nie mieszkamy w centrum wydarzen to dorastalismy razem z europa, czy europa chce tego czy nie. A Europa dorastala z Indiami, ale nie przyjmuje tego do wiadomosci. Dla nas to ciekawe jak mowic o tych zwiazkach, o tym przeplywie a nie o separacji.

Shuddhabrata Sengupta: Kiedys wybralismy sie w dluga podroz statkiem, robic risercz o narodzinach hinduskiego nacjonalizmu na Andamanach, statek ktorym plynelismy zostal wybudowany w Gdansku. Teraz zyjemy w czasie kiedy aby cokolwiek zrozumiec musimy podrozowac, zobaczyc skad biora sie poszczegolne rzeczy. Wkrotce artysta z Polski, zeby zrozumiec terazniejszosc bedzie musial badac Indie, na przyklad dlatego, ze tam powstaja rzeczy uzywane przez Polakow

Jeebesh Bagchi: Wiec lepiej uczyc sie szybko hindi!

Max: Jaki jest wiec wasz przekaz dla Europy?

Shuddhabrata Sengupta: Taki, ze jak widac po nas tutaj Polscy i Indyjscy wiesniacy kucaja w taki sam sposob.

Raqs Media Collective

MUMBAI MILLS

maxcegielski

Gupte & shetty

 

Max: Czy praca o "mumbai mills", jest przykladem z indii tego co dzieje sie z przemyslowymi przestrzeniami? W Bolzano fabryka zamienia sie w miejsce sztuki a w indiach dzieja sie inne rzeczy, opowiedzcie o tym...

Raqs Media Collective: Tereny mlynow w mumbaju to temat badan prowadzonych przez Rupali Gupte i Prasada Shetty, architektow i urbanistow, od prawie 10 lat. To jeden z najdrozszych kawalkow ziemi na swiecie, ogromna przestrzeń ponieważ miasto bylo potega przemyslu tekstylnego od XIX wieku aż do upadku w latach 70, 80. Teraz tereny te są przerabiane, jak "Ex-alumix", gdzie rozmawiamy. Ta praca jest tutaj na wystawie z paru powodów. Przypomina nam, że wiele sił rości sobie prawa do ziemi, kiedy jej kawałek staje sie czyjąś własnością, to już nie jest ziemia ale nieruchomość. Odbywają się więc różne transakcje, zaczynają się spory, społeczne problemy. Na drugim poziomie ta praca pokazuje, że są też różne emocje które nie mogą się ujawnić w tych transakcjach. Różne mikro światy ukryte przemawiają innym językiem, są częścią zupełnie innego dyskursu, wyglądają i żyją inaczej. Gupte i Shetty łączą w swojej pracy te dwa poziomy: oficjalnych zmagań wokoł ziemi jako własności i ten ukryty, nieujawniony. (tu Raqs maja na mysli bajkowe, dziwne swiaty widoczne po zajrzeniu do srodka pracy-mapy, jak do fotoplastikonu)

Gupte& shetty

A teraz fakty: 600 akrów terenow poszczególnych młynów-przędzalni bawełny, najstarsze z 1854, czesc prywatna, czesc panstwowa . czesto po zbankrutowaniu zalegaja pracownikom wyplaty. Urbanisci i aktywisci miejscy domagali sie aby tylko jedna trzecia terenow zostala sprzedana, jedna trzecia miala isc na tanie domy dla biednych ex-pracownikow, reszta na tereny zielone. Takie tez byly pierwsze ustalenia prawne. Nieuzywane Mumbai miils sa w centrum miasta, ktore dusi sie w spalinach, a 60 procent mieszkancow mieszka w slumsach. Po zgodnych z postulatami urbanistow wyrokach sadow z poczatku lat `90 pod presja deweloperow zmieniono przepisy i tylko pare procent terenow zostanie podzielonych na trzy czesci. Zastosowano zreszta znany z polski sposob dopisania jednego slowa do aktu prawnego. Jedno slowo zmienilo calkowicie jego sens. Przytlaczajaca wiekszosc przedzalni zostala juz sprzedana, trawaja budowy wiezowcow, centrow handlowych, luksusowych centrum rozrywki. Ponizej przyklad przebudowy, wkrotce wiecej o tej sprawie.

foto: flypig@flickr.com

 

Indyjscy artyści i sztuka o Indiach na Manifesta 7

maxcegielski

7 edycja Manifesta, europejskiego biennale sztuki otwarta. Na wystawie "The rest of now" w dawnej fabryce aluminium w Bolzano (Alto Adige/Sud Tirol czyli Górna Adyga/Południowy Tyrol ) Raqs Media Collective z New Delhi prezentują wielu artystów z Indii i prace o Indiach. Wkrótce rozmowa z trio kuratorów, artystów, badaczy i aktywistów. mi.in o tych pracach:

Sanjay Kak

Sanjay Kak "A shrine to the future: memory of the hill" 2008

cybermohalla hub

Nikolaus Hirsch & Michael Muller "Cybermohalla hub" 2007

Rupali Gupte & Prasad Shetty

Rupali Gupte & Prasad Shetty "Multifarious nows:Mumbai Mills Land Stories" 2008

Sztuka i pieniądze na Wschodzie - cd

maxcegielski

Text, o którym wcześniej pisałem chyba się jednak ukaże, ale nie zdradzam jeszcze gdzie i kiedy. Na pewno będzie to okrojona wersja więc tutaj fragment, który na pewno nie znajdzie się w druku, a nie było też go wcześniej na blogu:

„Art. Dubai" to jednak targi pod patronatem władzy, gdzie obowiązuje polityczna poprawność. Trochę inaczej jest w kwitnących tu galeriach prywatnych, gdzie częstymi gośćmi są m.in.artyści z Iranu. Chociaż państwo figuruje na „osi zła" prezydenta Busha, historia sztuki nowoczesnej jest tu duża dłuższa niż u sojusznika Waszyngtonu - Pakistanu. Stąd pochodzą takie globalne gwiazdy jak Shirin Neshat, artystka pochodząca z Iranu, ale mieszkająca na Zachodzie. Wielu artystów, którzy opuścili kraj po rewolucji 1979, wraca jednak do domu. Kiedy muzułmańscy radykałowie doszli do władzy Monir Farmanfarmaian straciła wszystko co znajdowało się w jej Teherańskim studio i musiała wyemigrować do USA. Teraz znów tworzy w ojczyźnie, tworząc np. nowoczesną wersję tradycyjnego ołtarzyka czy wpisując ornamenty z początku XX wieku w modernistyczne lustra. Na światową scenę sztuki wróciła ostatnio, po pokazach w najlepszej galerii Dubaju wystawia właśnie w Londynie. Z kolei Farhad Moshiri stał się w tym roku pierwszym żyjącym artystą z Bliskiego Wschodu, którego praca przekroczyła próg cenowy miliona dolarów, oczywiście na aukcji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Być może dlatego, że użył w niej diamentów do narysowania słowa miłość po persku. Moshiri tworzy jednak także bardziej krytyczne prace, takie jak „We are all americans" gdzie tytuł utworzony jest opakowaniach logo na opakowaniach środków do czyszczenia. Cała jego twórczość jest jednak atrakcyjna wizualnie i z naszego, zachodniego punktu widzenia, bardzo bezpieczna. Nic dziwnego, że artysta po studiach w Kalifornii wrócił do Iranu, gdzie mieszka i pracuje od początku lat `90.

moshiri farhad

Jednak na Bliskim Wschodzie powstaje też zupełnie inna, całkowicie nie dekoracyjna, zaangażowana sztuka. Szczególnie dla młodego pokolenia artystów z Iranu drzwiami do globalnej wioski jest raczej Turcja niż naftowe emiraty zatoki perskiej. W państwie z „osi zła" nie mogą liczyć na wsparcie instytucjonalne. Jednak regularnymi gośćmi są tu przedstawiciele undergroundu ze Stambułu czy Ankary. Serhat Koksal, turecki autor collage, wizualizacji i muzyki opowiadał mi jak wielkim dla niego przeżyciem były nie do końca legalne imprezy dla młodzieży studenckiej z Teheranu. Teraz artysta jest kuratorem i współorganizatorem perskiego „biennale" w Stambule. Poprzez turecki świat sztuki łatwiej dostać się do europejskich czy amerykańskich galerii czy światowych biennale. Tu nie rządzą już pieniądze klientów jak w Dubaju czy Doha, jest miejsce na sztukę krytyczną, trudniejszą w odbiorze.

teheran biennale

Sztuka współczesna z Pakistanu 4

maxcegielski


Pakistański Pawilon na Art Dubai 2008. W środku wypchany wielbłąd w walizce czyli "Arabian delights" Humy Mulji . Nie miejsce tu na ocenianie czy to zła czy dobra praca (choć moim zdaniem bardzo słabiutka, jak niestety większość na art Dubaj, które jest jednak bardzo komercyjną i propagandową imprezą. Targi odwiedzali lokalni władcy - ministrowie i szejk, traktując je jako jeszcze jedną inwestycję w nowoczesność Emiratów ) Z Nafas art magazine, skąd pochodzi to zdjęcie, dowiadujem się, że praca została kupiona na pniu przez Charlesa Saatchi poczym zniknęła ponieważ uznano, że godzi w lokalną wrażliwość.

PS. Dopiero latem 2008 dowiedziałem się od Raqs Media Collective, że praca była aluzją do nielegalnego procederu przemycania małych chłopców z subkontynentu indyjskiego w walizkach, aby potem byli dżokejami w wyścigach wielbłądów w Emiratach! To właśnie godziło w "lokalną wrażliwość".


Sztuka Współczesna z Pakistanu 3

maxcegielski

Często obawiam się, że jednak jest w czytaniu sztuki azjatyckiej przez pryzmat lokalności jakiś szczególny orientalizm saidowski, jakiś specyficzny kolonializm. Słowa Salimy Hashimi, kuratorki pawilonu pakistańskiego w Dubaju, zmuszają więc do przemyślenia obecności sztuki współczesnej w moich narracjach o Azji, o Islamie. Włączanie tego świata w dziennikarskie relacje o subkontynencie Indyjskim czy kulturze perskiej i tureckiej wydaje się zarazem dobrym sposobem na przezwyciężenie kolonialnego dziedzictwa. Stereotypy wytworzone przez nauki o oriencie, po to aby sprawować nad nim zarówno symboliczną jak i polityczną kontrolę, wciąż funkcjonują w literaturze faktu. Sam jestem tego najlepszym przykładem. Do momentu pisania książki o Stambule na wschodzie najbardziej fascynowało mnie to co tradycyjne, historyczne a więc religijne. Pisząc o sufiźmie w Indiach i Pakistanie wspominałem co prawda o tym jak mistycyzm łączy się z globalną nowoczesnością. Jednak dopiero dawna stolica Imperium Osmańskiego zmusiła mnie do wyraźnego zderzenia w tekście historii i współczesności i zanalizowania ich związków. Metropolia gdzie pochody niezadowolonych robotników przechodzą pod bizantyjskim akweduktem uświadomiła mi jak zagmatwana może być relacja między przeszłością a teraźniejszością, jak często pomnikowość i turystyczność historii jest odrzucana ze sprzeciwem przez ludzi. Tymczasem samo zaistnienie pawilonu Pakistańskiego na targach sztuki w Dubaju zmusza do spojrzenia inaczej na znane mi światy Lahor, Islamabadu czy Karaczi. Przyzwyczailiśmy się myśleć o tym kraju przez pryzmat politologii - przewroty wojskowe, bomba muzułmańska etc. Albo religioznawczo czy w kontekście, teoretycznie odrzucanej koncepcji „zderzenia cywilizacji”: talibanizacja, fundamentalizm itd. Zapominamy o tym, że w tym kraju istnieją wciąż elity, są szkoły artystyczne, uniwersytety, a w zeszłym roku, pośród całego zamieszania politycznego otwarto "National Art gallery" w Islamabadzie z kolekcją sztuki współczesnej. To też część tamtejszej rzeczywistości, której czasem nie chcemy widzieć.

Rashid RanaRashid Rana - "veil 1, 2, 3"

Przypominam sobie spotkanie ze studentami uniwersytetu warszawskiego, którzy na zakończenie pokazali promocyjny film o Pakistanie, który dostali z ambasady tego kraju. Nie było w nim żadnego elementu świata, który opisywałem w „Pijanych bogiem”: przed naszymi oczami przewijała się kolorowa reklamówka o pięknych wieżowcach, fabrykach wyposażonych w najnowsze technologiczne udogodnienia, o czystych trawnikach. Studenci śmiali się, do pewnego stopnia słusznie, ponieważ oglądaliśmy materiał propagandowy, zakłamany. Ale niechcący wyśmiewaliśmy też aspiracje pakistańczyków do nowoczesności, ich chęć zmienienia swojego kraju, ich ambicje.

Rashid Rana Rashid Rana - "veil" - detal

Jak sztuka nowoczesna, twór kultury zachodniej, jej specyficznych uwarunkowań i historii, powstaje na wschodzie, w innych realiach historycznych, filozoficznych? Czy musi być skutkiem kolonializmu? Czy musi być automatycznie zanurzona w post-kolonialnych traumach? Czy jej obecność od Turcji po Indie ( to obszar mnie interesujący, ale oczywiście istnieje ona po prostu na całej planecie) jest tylko skutkiem globalizacji a wcześniej jej innej formy – imperializmu, kolonializmu? A jeśli tak, to co z tego? Nawet jeśli dyskursy nowoczesności na wschodzie są skutkiem kolonializmu, to przecież i tak istnieją. Odmawianie "orientalczykom" ( jak pisał Said ) prawa do nowoczesnych form wypowiedzi jest właśnie postawą zachodnio-centryczną. Sztuka współczesna z Pakistanu jest zresztą szczególnie ważnym terenem do zbadania ponieważ w dużej mierze wywodzi się ona z bardzo lokalnych tradycji. Obawiam się nawet, że bez poznania tych korzeni, nie będzie można jej w ogóle zrozumieć, co nie zmienia faktu, że jest właśnie nowoczesna. Być może Hashimi walcząc tak o wyzwolenie artystów z lokalności nie zauważa, że zachodnia definicja nowoczesności nie jest jedyną nam dostępną i modernizacja nie musi oznaczać westernizacji. Czy Hashimi popełnia ten sam błąd co Kemal Mustafa Ataturk? 

National Art Gallery islamabad

National Art Gallery - Islamabad

Peter Fuss vs. Ali Osman

maxcegielski

Na http://artaktualia.blogspot.com/2008/03/szampon-miodowy.html prace Ali Osmana, berlińczyka pochodzenia arabskiego. Nie zna "języka przodków" ale podgląda go w łazience, na opakowaniach kosmetyków swojej dziewczyny. Napisy maluje następnie na obiektach strategicznych czy przemysłowych, gdzie ich obecność może wywoływać poczucie zagrożenia w związku z ogólną paranoją anty-terrorystyczną. Tylko znający arabski będą wiedzieć, że to nie hasła Al Kaidy, ale np. "Krem na dzień, krem na noc" jak zatytułowany jest jego ostatni film, z którego kadry poniżej.

Ali Osman 

Autorki bloga "artaktualia" przeciwstawiają prace Ali Osmana pokazywanym tu przeze mnie plakatom Petera Fussa o islamie. "Prace Fussa są zbyt grzeczne, a przez wybór słów „miłość” i „pokój” może nawet zbyt patetyczne. Nie kojarzą się z dotychczasową subwersywną działalnością Fussa. Jego projekt, nie jest zły, ale, jak zauważył Rafał (Bujnowski), mógłby być odebrany jako rządowa kampania na rzecz szerzenia tolerancji w Polsce." - czytamy. Problem jednak w tym, że jakoś żaden rząd polski nie prowadził aż takich kampanii ( albo wogóle żadnych promujących tolerancję ) i nie sądzę żeby pasażerowie na gdańskiej stacji tak to odbierali. Są raczej zaskoczeni, zdziwieni ( jeśli znają oczywiście angielski a tu może być problem bo lepiej działać na tych co nie znają ), ma szansę powstać jakiś wyłom w ich myśleniu. Jakieś przekroczenie dotychczasowych kanonów postrzegania. Z kolei prace Ali Osmana pogłębiają tylko współczesne paranoje i stereotypy, bo zapewne bywalców galerii sztuki współczesnej nie trzeba tak bardzo jak innych przekonywać, że islam to nie "religia przemocy". Gry prowadzonej przez berlińczyka nie docenią też raczej znający arabski emigranci, choć może się uśmiechną i zdziwią. Skutek społeczny będzie więc chyba dużo mniejszy niż w wypadku pracy Fussa. Ja zresztą plakatów tego ostatniego nie postrzegam jako "sztuki" lecz raczej jako "akcję" społeczną właśnie. 

ALi Osman  

A tu Ali Osman z http://artaktualia.blogspot.com/ raz jeszcze.

Współczesna sztuka z Pakistanu 2

maxcegielski

Słowa kuratorki są przede wszystkim skierowane do krytyków sztuki, do ludzi z „art. Worldu”. Można je rozumieć jako apel o włączenie analizy artystów z Pakistanu w dyskurs ogólnoświatowy, w domyśle nowoczesny. Być może skutkiem tego byłoby nie pobłażanie im, nie stosowanie żadnych ulg w ocenianiu. A więc potraktowanie jako równorzędnych partnerów a nie prowincjonalnych aspirantów. Ciekawych właśnie przez oddalenie od centrum i fakt, że mieszkają w kraju kojarzonym z terroryzmem i ciągłym konfliktem. Hashimi zdaje się mówić: nie traktujcie nas jak kurioza i dziwy lecz normalnych ludzi. Ale to już moja interpretacja. Dosłownie jej i Rashida Rany słowa znaczą po prostu: „nie interesujcie się sztuką z pakistanu tylko z powodu jej pochodzenia geograficznego.” Na szczęście nie ja, dziennikarz interesujący się różnymi przejawami kontaktu międzycywilizacyjnego, jestem adresatem jej słów, lecz krytycy sztuki sensu stricto ( czy tacy istnieją?). Niestety dla mnie, z punktu widzenia „antropologicznego” ważne jest właśnie to, co sztuka pakistańska mówi o tym kraju (albo dlaczego nie mówi) jak artyści tamtejsi widzą swoją pozycję w świecie a zarazem co ich dzieła mówią o definicjach nowoczesności, o styku kultur. Innymi słowy; interesuje mnie włączanie interpretacji sztuki w dyskurs antropologiczny, kulturoznawczy czy nawet politologiczny i ekonomiczny. Jest to zresztą zgodne z ambicjami tych artystów czy krytyków, którzy domagają się aby języki wizualne były równie wartościowymi i efektywnymi formami opisu jak inne dziedziny wiedzy.

Qureshi sztuka pakistańska

Imran Qureshi "Kagaz kay Sanam" 2001 rok, z wystawy "Playing with the loaded gun". Słynna pakistańska rakieta zdolna przenieść ich bombe atomową otrzymuje oprawę godną mogolskich cesarzy. Świetnie widać jak tradycja miniatury z której wyrasta większość pakistańskich artystów zostaje wykorzystana do zupełnie współczesnych celów i treści. Poniżej Risham Syed, "Evolution thread" 2002, ta sama wystawa )

sztuka pakistanska

W wypadku Iranu mam obawy, że elity świeckie, pro-zachodnie narzucają nam obraz kraju (patrz moje wątpliwości co do "Persepolis"). Dalej na wschód płaszczyzny opisu sytuacji narzucają nam narracje o fundamentaliźmie i islamie. Świat uniwersytecki w Islamabadzie czy innych miastach to oczywiście małe wysepki, w sensie statystycznym. Istnieją, ale mają mały wpływ na rzeczywistość. Apel Hashimi o nie -odczytywanie sztuki z jej kraju przez pryzmat lokalności brzmi jak chęć odcięcia się od stereotypowego obrazu fundamentalistycznego Pakistanu. Z drugiej strony niektóre fragmenty jej tekstu są właśnie silnie zanurzone w lokalnych uwarunkowaniach politycznych. W tekście dla "Art Asia Pacific" cytuje ona np. słowa Prezydenta ( generała, który zdobył władzę w wyniku zamachu stanu i utrzymuje ją dzięki obecności wojska na ulicach) wypowiedziane po otwarciu galerii w Islamabadzie, na którym był jak rozumiem obecny: "Wysoki poziom naszej sztuki współczesnej był do tej pory dobrze strzeżonym sekretem". Przytaczanie profesjonalnej opinii generała w tekście dla światowej publiczności świadczy o głębokich politycznych uwikłaniach każdego kto pracuje z artystami lokalnymi. Hashimi najwyraźniej musi zareklamować Muszarafa, który w ten sposób jakiemuś mniej zorientowanemu czytelnikowi może wydać się koneserem sztuk wizualnych. A więc słynna krytyczka z Lahor domagając się de-kontekstualizacji sama jest w kontekście zanurzona po uszy. Została zresztą aresztowana przez policje muszarafa w zeszłym roku po wprowadzeniu stanu wyjątkowego.

cdn..

Sztuka współczesna z Pakistanu czyli problemy z nowoczesnością i orientalizmem

maxcegielski

Pakistański Pawilon na tegorocznym "Art Dubai" zaprezentuje 11 artystów współczesnych z tego kraju na wystawie pod hasłem "Desperacko szukając raju". Tytuł został zaczerpnięty z książki Ziauddina Sardara, autora między innymi przetłumaczonego u nas „Dlaczego ludzie nienawidzą Ameryki”. Pominięto jednak drugi człon tytułu jego powieści „Podróże sceptycznego muzułmanina”, najwyraźniej był już zbyt politycznie niepoprawny w kontekście pakistańsko-dubajskim. Ale to też puszczenie oka do widza, który być może zna pełną wersję i wszystkiego się domyśli. (Tutaj jedyna polska recenzja powieści: ttp://www.arabia.pl/content/view/288345/2/ )ziauddin sardarAutorką tej gry, kuratorką ekspozycji jest Salima Hashimi, córka lewicowego, ale zarazem silnie zakorzenionego w lokalnej tradycji Pakistanu poety, Faiza Ahmeda Faiza. Hashimi jest autorką książek o sztuce Pakistanu i Indii, dawniej malarka, dziś raczej profesor sztuk i aktywistka. W tekście z "Art asia pacific" dostępnym na stronach "art dubai" przywołuje Rashida Rane, artyste pakistańskiego cieszącego się w tej chwili największym światowym uznaniem ( i najwyższymi cenami sprzedaży ) "Zdecydowanie odrzucając odczytywanie jego sztuki poprzez motywy regionalne i etniczne, Rana irytuje się, że takie kategorie opisu nie zostałyby zastosowane wobec artystów z pierwszego (zachodniego) świata(...) Pochodzenie sztuki jest wciąż pierwszą perspektywą przez którą sztuka jest odczytywana. (...) Centrum nadal kontroluje sytuację" Salima Hashimi ma nadzieję, że to zmieni się w 2008. Jak jednak widać po prezentowanej tu pracy Rashida Rany, od kontekstu trudno uciec...

 

Rashid Rana - portret Shah Rukh Khana ( gwiazda Bollywood - Indie) całość a poniżej detal:

Ale postulat Hashimy to dla mnie ważne słowa, ponieważ wciąż zmagam się ze swoim czytaniem sztuki z Azji: z Turcji, Iranu, Pakistanu i Indii czyli z krajów w których byłem i spoglądałem na nie z zupełnie innej perspektywy. Dlaczego może się ona jednak mylić i o tym jak silnie ona sama i sztuka współczesna z Pakistanu są kontekstualne - wkrótce...

"ART DUBAI" CZYLI SZTUKA ZE WSCHODU W EMIRATACH ARABSKICH

maxcegielski

OD 19 marca "Art Dubai" czyli targi sztuki z bliskiego i dalekiego wschodu w mieście-mirażu na pustyni. W ramach imprezy także pawilon pakistański i działania mniej komercyjne, między innymi pokazy video z regionu organizowane przez pismo http://www.bidoun.com/

Szczególnie te ostatnie wydają się interesujące bo "Bidoun" to ciekawe, niegrzeczne pismo artystyczne o kulturze i sztuce z bliskiego wschodu. "Ze wschodu" oznacza, że jak w wypadku większości artystów prezentowanych w Dubaju, pochodzą oni z Azji czy Północnej Afryki ( muzułmańskiej) ale najczęsciej działają na zachodzie.

Na okładce ostatniego numeru praca Babaka Radboy`a, jednego z redaktorów pod tytułem "To Leave is Romantic, To Return is Baroque" kolaż z 2007 roku. Numer kończy się jego tekstem "1+1=3" właśnie o WTC. "Bidoun" jest też wydawcą ciekawej książki "With/without" o praktykach i politykach dotyczących przestrzeni na Bliskim Wschodzie. Jest w niej między innymi tekst Tan Pelin, stambułskiej krytyczki, do której bloga link znajdziecie w zakładkach. W jednym z numerów "Bidoun" ciekawy jej tekst o zamkniętych osiedlach w Turcji, których świat do złudzenia przypomina nasze sytuacje grodzenia przestrzeni miasta.

bidoun

Na targach w Dubaju mnóstwo galerii z całego świata, dla mnie oczywiście najciekawsze te z Iranu, Indii, Pakistanu czy samego Dubaju. http://www.thethirdline.com/index.htm to jedna z nich, wygląda na najciekawszą w mieście. W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że sztuka prezentowana na targach i wystawach przy okazji, jest grzeczna, bezpieczna kompletnie nie-krytyczna. Bardzo estetyczna, bardzo zanurzona w tradycji, uciekająca od problemów społecznych, ale takie wyroki są chyba zbyt 'orientalistyczne' w sensie Saidowskim. Z jednej strony podświadomie oczekujemy od tej sztuki, żeby była lokalna, kojarzyła się jakoś z miejscem i tradycją w której powstaje. Z drugiej, również odruchowo, zarzucamy jej, że nie jest krytyczna na wzór europejski. Tak źle i tak nie dobrze więc trzeba przyjąć ją "z całym dobrodziejstwem inwentarza". Postaram się przyjrzeć tej twórczości bliżej i napisać więcej. Na razie parę rzeczy artystów wystawiających w "The third line" ( swoją drogą ich siedziby pozazdrościłby każdy w Polsce, zobaczcie na stronie, ale to przecież szalony i bogaty Dubaj)

Arwa Aboun Arwa Aboun

Na biennale ostatnim w Stambule niezbyt pochlebne opinie budziła praca owianego (także złą ) sławą Rema Koolhasa i AMO. Sebastian Cichocki zauważył, słusznie, że jest aż do bólu "encyklopedyczna", podobna była moja reakcja. Za bardzo kojarzy się z gazetką ścienną. Ale w czasach, kiedy dzieje się tyle rzeczy samo zestawienie informacji i wskazanie problemu ma swoją wartość. Pomimo bardzo komercyjnej działalności Koolhasa, który projektuje luksusowe obiekty w Emiratach, nie omija ona wątku społecznego czyli obecności setek tysięcy robotników z Azji, którzy budują ten cud gospodarczy. W innych pracach prezentowanych w ramach Art Dubai nic takiego nie znalazłem. Ale to może jak zwykle moje zboczenie dziennikarskie...

Fragment wielkiej pracy Koolhasa i AMO. A na bardzo ciekawym blogu http://kosmograd.typepad.com/kosmograd/2006/10/cities_and_sand.html fragmenty wywiadu z Koolhasem o Dubaju. Także tam fenomen pierwszego miasta, które trzeba oglądać z satelity. Polecam

Dubaj

cdn..

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci