Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Turcja @ art

Podróż z Alptekinem w Muzeum Sztuki w Łodzi

maxcegielski

 

Przyznam, że nie spodziewałem się takiego tłumu: ponad pięćdziesięciu, bardzo zróżnicowanych osób. Myślałem, że przyjdzie paręnastu pasjonatów, którzy już widzieli wystawę i coś niecoś wiedzą. Na bieżąco starałem się korygować mój przygotowany scenariusz opowieści więc jeśli byłem czasem chaotyczny to przepraszam. Mam też nadzieję, że to co mówiłem nie było zbyt skomplikowane. Dziękuje Muzeum Sztuki w Łodzi za zaproszenie a publiczności za przybycie. Jest pomysł, żeby to kontynuować więc mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce. Zdjęcia dzięki uprzejmości MS2 :) Dzięki!

Alptekin: Conrad vs Verne

maxcegielski

 

Charakterystyczne, że koncept "Sea elephant travel agency" ( patrz poniżej ) choć niezrealizowany – pozostaje jednym z bardziej znanych pomysłów Alptekina. Być może dlatego, że jak w soczewce skupia różne elementy postawy tego artysty – podróży i sztuki podróży oraz sztuki w podróży. Poza tym Huseyin Bahri jest jak bohater powieści, którą możemy się fascynować, ale musimy przyznać, że Jules Verne w całej swojej rozrzutnie globalnej twórczości pozostaje jednak pisarzem podrzędnym, drugoligowym. Właśnie ten brak aspiracji i pretensji do np. bycia Josephem Conradem jest godny szacunku i uwagi. Trop Verne’owski jest bowiem istotny także z powodu zachwiania hierarchiami: w działaniach Alptekina powieść przygodowa dla młodzieży może być bardziej inspirująca niż “Jądro ciemności”. Ta sztuka nie tylko tworzona jest w ruchu, ale sama wprawia świat w ruch, przewartościowuje, wprowadza na “salony” narracje, style i przedmioty uważane wcześniej za podrzędne. Plastikowe piłeczki, paczki po papierosach, puszki z rybami, globusy, ulotki, bilety. Moglibyśmy nawet potraktować je jako specyficzny rodzaj “pamiątek z podróży” gdyby niektórych z nich nie zbierał także w ojczystej Turcji, w Stambule.

 

 

 

W tej twórczości zmieniają się nie tylko pozycje obiektów w hierarchii, zmiana jest nie tylko wertykalna, lecz horyzontalna: dawne centra stają się peryferiami i odwrotnie. Dawne mapy symbolicznej władzy geografii zostają wymazane i przepływy wartości odzworowywane są na nowo. Nowe stratyfikacje, nowe kombinacje, kicz staje się “kulturą wysoką”, a Tirana lub Mołdawia czy tanie motele dawnych peryferiów z szumnymi nazwami jak “Otel Paris” czy “Hostel Eifel” stają się centrami nowego kosmosu. Nie chodzi o powrót do władzy Orientu czy innych podbijanych wcześniej krain. Nie można sprowadzić bohatera wystawy do roli “tureckiego artysty”, który z dalekich dzikich obrzeży przedziera się do zachodnich stolic “art worldu”. Świat sztuk wizualnych, podobnie zresztą jak kino czy literatura, jest zachłanny, chętnie wciąga w swój wir kultury Azji czy Ameryki Południowej, twórca z Indii czy Dubaju może być dziś równie wielką gwiazdą jak Polak czy Niemiec. Alptekin, choć brał udział w prestiżowym biennale w Wenecji czy w biennale Manifesta, nie jest prowincjuszem pchającym się na salony wielkiego świata. On wogóle kwestionuje ich istnienie, mówił, że w powieści o Kerabanie fascynuje go właśnie negacja przestrzeni. Dla bohaterów ona nie istnieje, ze swoimi ograniczeniami. Nie ma więc także podziałów, kontynentów, Bosfor przestaje być granicą między Azją a Europą. Targ w Izmirze jest ciekawszy niż sklepy Champs-Élysées, plakat z przydrożnej gospody na Bałkanach bardziej inspirujący niż wystawa w Nowojorskiej Moma. Zaś bunkry z Albanii mogą stanąć przed każdą instytucją sztuki na świecie – taka była zresztą propozycja Alptekina. Gospoda z Finlandii może zostać rozebrana i przyjechać na jego ekspozycję gdzieś indziej, a konie z historycznej kwadrygi Konstantynopola wrócić do “Miasta miast”. Nie jako wyraz historycznej rekwizycji, rekonkwisty, lecz właśnie w nieskrępowanym, wolnym geście rysowania nowych map. Więcej na "spacerze" w Łodzi...

 

Alptekin - Keraban, Bombarnak, Servadak...

maxcegielski

 

Alptekin, Huseyin Bahri – brzmi jak przezwiska bohaterów mniej znanych książek Juliusza Verne: “Claudius Bombarnac” “Kapitan Antifer” “Hector Servadac” czy wreszcie “Keraban”. Ten ostatni to tytułowa postać z ulubionej książki Alptekina “Keraban uparty”: turecki kupiec tytoniowy zamierza zabrać swojego przyjaciela – holendra na kolację po drugiej stronie Bosforu. Dowiedziawszy się jednak, że sułtan wprowadził właśnie nowy podatek za przebycie cieśniny rusza w podróż lądem – dookoła, wzdłuż wybrzeży Morza Czarnego. Jako honorowy tradycjonalista nie chce jechać kolejami parowymi, lecz jedzie powozem. Nie szczędzi pieniędzy ani środków, staje się przeciwieństwem klasycznego podróżnika, który chce jak najszybciej i jak najtaniej przebyć jak najdłuższą drogę. Keraban, dzięki swoim przywarom, odstawaniu od wzorów współczesności ( podwójnie: jak “Osmanlis” i jako niechętny nowinkom technicznym ), zamienia się w artystę – liczy się idea, a nie samo ujarzmianie geografii. Nie modernizacja, lecz przygoda.

 


 

Taką samą podróż chciał odbyć bohater wystawy w Łódzkim Muzeum Sztuki, ale statkiem – laboratorium badawczo-artystycznym. Pracując na pokładzie a zarazem łącząc i zapoznając ze sobą twórców z Turcji, Bułgarii, Rumunii, Ukrainy, Rosji i Gruzji. Powołane przez niego do życia “Sea Elephant Travel Agency” niestety nie urzeczywistniło planu podróży “wesołym statkiem” – bo na pokładzie oprócz artystów wizualnych mieli się też znaleźć muzycy, architekci, naukowcy. Zapewne gdyby nie przedwczesna śmierć – zaledwie pięćdziesięcioletniego Alptekina projekt doszedłby do skutku. Charakterystyczne, że choć niezrealizowany – pozostaje jednym z jego najsłynniejszych pomysłów. Być może dlatego, że jak w soczewce skupia różne elementy jego sztuki – podróży i sztuki podróży oraz sztuki w podróży. Alptekin jest Karabanem. Bohaterem powieści, którą możemy się fascynować, ale musimy przyznać, że Jules Verne w całej swojej rozrzutnie globalnej twórczości pozostaje jednak pisarzem podrzędnym, drugoligowym. I to właśnie jest w nim wspaniałe, brak pretensji do np. bycia Josephem Conradem. Trop Verne’owski jest istotny także z powodu owego zachwiania hierarchiami: sztuka Alptekina nie tylko tworzona jest w ruchu, ale sama wprawia świat w ruch. Zmieniają się pozycje: dawne centra stają się peryferiami i odwrotnie, albo też dawne mapy władzy symbolicznej zostają wytarte i wartości odzworowywane są na nowo. Nowe stratyfikacje, nowe kombinacje, kicz staje się “kulturą wysoką”, Tirana lub Mołdawia stają się centrami nowego kosmosu. Więcej wkrótce tu i na "spacerze po wystawie" ze mną jako przewodnikiem

Biennale w Stambule i "prawdziwa sztuka"

maxcegielski

Istanbul biennale

 W ten sposób kuratorki z WHW (What, How& For whom) z Chorwacji zaprezentowały temat czyli "conceptual framework" kolejnego biennale w Stambule jesienią 2009. "What keeps mankind alive?" to cytat z "Opery za trzy grosze" Bertolda Brechta. Swietne haslo, pod takim szyldem mozna pokazac co sie chce. Dokladne informacje tu: http://www.iksv.org/bienal/english/bienal.asp?cid=85

Ja przy tej okazji proponuje urywek z "Miasta miast", mojej książki która ukaże się wiosną. Jak Stambulczycy reagowali na poprzednie biennale:

"Pan Akif tłumaczy, na czym polega „prawdziwa sztuka". Przywołuje obraz pod tytułem „Na drodze do rewolucji" (Inkilap Yolunda) wzorowany na słynnej scenie Delacroix namalowanej sto lat wcześniej. Widziałem je w „Istanbul Modern", gdzie wisiało na honorowym miejscu w kolekcji „współczesnego malarstwa tureckiego". To obraz Zeki Faika Zera z 1933 roku, wielokrotnie potem przetwarzany we współczesnych pracach. Wolność wiodąca lud w wersji tureckiej nie jest aż tak obnażona jak u Francuza. W muskularnych rękach dzierży sztandar Turcji. Kierunek, w którym zmierza, wyznacza Atatürk stojący obok niej z uniesioną władczym gestem ręką. Obok niego młodzi ludzie ubrani po europejsku i dziecko trzymające książkę "Turecka historia i język". Daleko w tle nowa stolica - Ankara. Niezależnie od tego jak płytka była tak naprawdę cywilizacyjna zmiana, taka właśnie propaganda wizualna kemalizmu stała się częścią świadomości Turków w XX wieku.

Inkilap Yolunda

Stambulskie muzeum sztuki nowoczesnej powstało dopiero za rządów AKP, za pieniądze bogatych przemysłowców, tych samych, którzy zainicjowali biennale. „Islamiści" wsparli projekt „Istanbul modern", który zwalczały poprzednie, republikańskie władze miejskie.

Właściciel kebabu przypomina mi, jednak, że wiele z pokazywanych tam obrazów to część kolekcji utworzonej przez samego Atatürka. To uświadamia mi, że nawet zbiory Mustafy Kemala można włączyć w tworzenie nowej jakości miasta. Mam wrażenie, że Stambuł ma się na nowo stać Konstantynopolem, z powrotem wrócić do roli stolicy kraju, choć oficjalnie będzie nią nadal Ankara. Tam przecież znajduje się mauzoleum Wodza, a ludzie z AKP wiedzą, że oficjalnie trzeba zawsze wpisywać się w republikańską ideologię i są obecni na corocznych uroczystościach po śmierci Atatürka. Jednak realną potęgą w kraju ma być znów dawna stolica, wysysająca inwestycje i energię z reszty Anatolii. Ma stać się osmańskim i muzułmańskim miasto na miarę XXI wieku. Dlatego rządząca partia wspierała projekt wygrania konkursu na Europejską stolicę kultury w 2010.

- Ta „europejska" stolica kultury to ochłap, który rzucili nam, w zamian za to, że nie chcecie nas przyjąć do swojej Unii! - Akif jest rozgoryczony. Chyba tym, że po prawie stu latach modernizacji Turcy wciąż są postrzegani jak w XIX wieku, jako obcy, barbarzyńscy wyznawcy innej religii. Pod koniec 2008 roku chyba także sam premier przestał wierzyć w przyjęcie do ekskluzywnego klubu państw chrześcijańskich i reformy mające doprowadzić do spełnienia kryteriów stanęły w miejscu.

"istanbul modern"

W każdym razie to Erdogan oddał miejskie tereny na potrzeby „Istanbul modern". Poprosił tylko, aby otwarto je tuż przed kolejną turą rokowań o wejście do Unii Europejskiej. Renowację dawnej hali celnej udało się więc zakończyć cztery miesiące przed oficjalnym terminem, cztery dni przed obradami. Na otwarciu można było usłyszeć, że prezentowana w niej sztuka będzie najlepszym dowodem na to, że „nikt nie spodziewał się jak bardzo Turcja jest w Europie". Dawna ideologia kemalistowska może zostać wprzęgnięta w nową politykę, zbudowaną na lokalnej, muzułmańskiej wersji nowoczesności. Dziś, kiedy jej projekt zachodni wyczerpał się, można już uwierzyć w inną wersję modernizacji.    

Banu Cennetoglu przedstawia Masista Gula - czesc 2

maxcegielski

Max: Czy Masist rysował jak wariat, schizofrenicznie?

Banu: Nie, to koncept a nie szaleństwo. Kiedy zobaczysz inne jego prace, np. te które pokażemy w Berlinie, zrozumiesz, że on był zdyscyplinowany, świetnie zorganizowany. Nie było w tym szaleństwa, choć na pewno był outsiderem. To przemyślane działania. I we wszystkim jest ironia, poczucie humoru. Jest świadom tego co robi. Ma wizytówkę z różnymi swoimi zajęciami, za każdym razem pisze czy dana rzecz służy do promocji jego jako aktora czy jest sztuką czy jeszcze czymś innym. Ale oczywiście nigdy nie kończył żadnej szkoły artystycznej. Robił też kolaże. Zrobił talerz - metal ze swoją podobizną, potrafił bardzo realistycznie, technicznie tworzyć. Mamy też inną książkę - tekstową, grubą. Podobna do w treści do komiksu, ale pornograficzna i bardzo piękna. Oryginalna, poetycka, super hardcore. 12 letni chłopiec zakrada się do czyjegoś domu, kocha się z kobietą podczas gdy jej mąż śpi tuż obok i nie budzi się. Każde tabu zostaje złamane, ale śmiejesz się bo historia jest tak zabawnie opisana. W komiksie tez jest mnóstwo przemocy, ale wszystko jest zabawne. Zjada serce wiedźmy a potem cierpi na niestrawność ponieważ jest chudy i niedojadał. To zawsze przygody z różnych etapów życia tego twardziela.

 

Max: Czy Masist Gul miał jakieś kłopoty ponieważ był Ormianinem?

Banu: Nie, w jego pracach nie ma odwołań do tego. Większość Europejczyków mnie o to pyta, ale nie, to nie było problemem. Problem przynależności etnicznej nie pojawia się w jego twórczości, tam w ogóle nie ma tego typu zagadnień. Poznałam jego brata, który mieszka w Paryżu, jest częścią tej silnej, politycznie zaangażowanej diaspory ormiańskiej. Jest bardzo krytyczny wobec rządu, mówi o polityce. Masist nie, te sprawy nie pojawiają się u niego. Był bardzo zamknięty w sobie, introwertyczny. Wyglądał na siłacza, ale był bardzo delikatny. Nie odzywał się często, ciągle dłubał w swoich rzeczach. Pogrążony w swoim świecie nie interesował się polityką, problemami narodowościowymi w Turcji. Do tego trzeba być bardziiej społecznie zorientowanym, a on nie był.

- Czy natrafiłaś na niego szukając jakieś inspiracji, myszkując w sklepach ze starzyzną, jakich tu pełno na starej Perze?

Nie. Mieszkałam wtedy w Amsterdamie i przyjechałam wydrukować zupełnie inną książkę. Ale interesował mnie problem heroiczność vs. Delikatność: delikatni bohaterowie. I patrzyłam na świat przez pryzmat tych przeciwieństw, tego zestawienia. Kiedy zobaczyłam w telewizji informację o Masistcie, zainteresował mnie. Chciałam po prostu więcej się o nim dowiedzieć. Poszłam więc do knajpy, blisko placu Taksim, gdzie ci ludzie, statyści, aktorzy 2 planowi siedzą i czekają na pracę, na producentów czy reżyserów, na casting. Piją kawę i czekają aż ktoś ich wynajmie. Spytałam się o Masista Gula a ludzie wskazali mi ten sklep ze starzyzną. Mówili: ten koleś coś może mieć bo ma rzeczy po aktorach. Poszłam i spytałam a właściciel przyniósł mi tę wielką torbę pełną rzeczy po nim. Książki, rysunki, fotografie. Zażądał jakiejś zawrotnej sumy za to wszystko. Powiedziałam, że nie chcę kupować, że chcę po prostu dowiedzieć się więcej o tym człowieku. Ta historia zaczęła się więc w 2003 roku. W końcu zdecydowałyśmy się wydrukować komiksy tak jak są, nie dotykać niczego. Było ich 6 więc postanowiłyśmy wydać wszystkie albo żadnej. To było marzenie, które powoli udało się zrealizować: znaleźć pieniądze, ludzi którzy nam pomogli itd. Znalazłyśmy jego brata, uzyskałyśmy jego pozwolenie. To też nie było łatwe...

banu 

Max: Kim jest Masist dla ciebie, kim ty dla niego?

Banu: Ja i Philippine Hoegen mamy poczucie, że nie wolno nam twórczości Masista interpretować, robić z tego instalacji czy coś takiego. My to prezentujemy jak dokument, tak jak jest, bardzo sucho. Tak było tu w Stambule, w Brukseli, tak będzie w Berlinie. Jestem nim zafascynowana, jego uporem i dyscypliną.  Widzę siebie jako „mediatora", która udostępnia jego twórczość ludziom. Jestem bardzo uważna, żeby nie było w tym podejścia orientalnego, żeby nie używać jego pracy dla naszej sławy. Odmówiłyśmy wielu kuratorom, którzy aż ślinili się na to, bo to stare ale nowe. Za każdym razem zastanawiałyśmy się i często odmawiałyśmy. Masista tu nie ma, my musimy decydować za niego. Elena Filipovic widziała wystawę w Brukseli i zgodziła się na nasze warunki a my weszłyśmy w to. To pasuje do tego cyklu, młodzi artyści pokazują starszych. Ale przestrzeń pawilonu Schinkla jest bardzo trudna dla naszej wystawy. Nie powiem ci, zobaczysz w Berlinie.

Max: Czy Masist wzbudził tylko zainteresowanie świata artystycznego?

Banu: Nie, wręcz przeciwnie. Najwięcej reakcji mamy od maniaków komiksów, tu w Turcji i na świecie. „Comic books freaks"

Max: Czy jest jakiś związek między twoimi poprzednimi pracami, np. „Scary asian man", które pokazywałaś na ostatnim biennale w Stambule a Masistem?

Banu: Nie ma. Ale tam też pokazywałam ludzi, których nie znam, których nigdy nie poznałam. Dokument z elementem fikcji. Podobnie było z projektem „Are there any palm trees In Grozny?" gdzie podglądałam ten obóz dla czeczeńskich uchodźców w Stambule. Mieszkałam dotąd poza Turcją, w Amsterdamie, Nowym Jorku itd. Nie chciałam robić prac, które byłyby interpretowane poprzez fakt, że jestem kobietą z Turcji.

Banu Cennetoglu przedstawia Masista Gula, od 23 maja na 5 bienale w Berlinie - Pawilon Schinkla

maxcegielski

Masist Gul 

Banu Cennetoglu: Masist Gul był drugoplanowym aktorem, nie grał głownych ról, ale był rozpoznawalną postacią: zawsze grał tych złych. Trenował na siłowni, był bardzo silny. Ale poza tym, na boku zawsze uprawiał sztukę, której nikt nigdy nie brał serio. Rysował, pisał, robił książki, był cały czas twórczo aktywny. Ale nigdy nie udało mu się nic opublikować, nigdy nie udało mu się pokazać światu od tej strony. Tylko w świecie filmowym wiedziano o jego sztuce. Kiedy zmarł w 2003 przez przypadek natrafiłam na jego rzeczy w sklepie „second hand", ze „starzyzną". Byłam bardzo ciekawa jego życia ponieważ widziałam wiadomości o nim w telewizji. Interesował mnie ten kontrast między postaciami, które grał a jego własną śmiercią w zapomnieniu. Został znaleziony w swoim domu w Tarlabashe ( zła dzielnica, gdzie w opuszczonych domach greków i ormian mieszkają romowie i kurdowie, narkotyki ). Pokazano fragmenty z jego filmów a potem informacja, że zmarł w okropnych warunkach, w samotności, opuszczony. Był bardzo ubogi, był alkoholikiem. Zapił się na śmierć, pijąc spirytus przemysłowy, środki do czyszczenia, takie świństwa. Zmarł mając 56 lat.

Masist Gul

Max: W jakich latach był aktwynym, rozpoznawalnym aktorem?

Banu: W latach 70 i 80. Nie był moim idolem ani niczym takim, pierwszy raz o nim usłyszałam kiedy zmarł. Nie był gwiazdą, ale kiedy widzisz jego twarz rozpoznajesz go. Typ aktora którego nie znasz z nazwiska, ale gra we wszystkich filmach, więc znasz jego twarz. Zagrał w 300, raczej filmy klasy B, raczej złe, kino akcji. Wielkie wąsy, charakterystyczna postać. Miał obsesje na punkcie kulturystyki, zbierał zdjęcia kulturystów, robił z nich małe książeczki. Ludzie z branży znali jego obsesje rysowania bo zawsze chodził z małą walizeczką i podczas przerw na planie siadał i rysował, pisał. To opowiedzieli mi ludzie, ja nigdy go nie poznałam. Pokazywał im swoje rzeczy. Także swój miesięcznik, swój komiks „Kaldirim destani" czyli „Pavement myth- the life of Pavements wolf". To historia dziecka urodzonego i pozostawionego w toalecie, odnalezionego tam i adoptowanego przez wiedźme. Jest ciągle przez nią okrutnie torturowane a w końcu zabija ją i ląduje na ulicy.

Masist Gul

Max: Czy ta historia ma jakiś związek z jego życiem?

Banu: Nie dosłownie. Miał rodziców, rodzinę, ale sam nigdy się nie ożenił. Nie miał dzieci, tylko braci i siostry. Nie mieszkał na ulicy, miał dom. Ale czuł się tak jak jego bohater z komiksu. Samotny. Cały jego komiks jest o samotności, o tym, że nie ma pomocy, nie ma miłości. Otaczają go ciemności. Mówią, że miał kłopoty z kobietami. A w komiksie wiedźma rzuca na niego klątwe: nigdy nie zaznasz szczęścia z kobietą, nie poczujesz tej radości związku. „Kaldirim Destani" jest więc w pewnym sensie autobiograficzny, ale nie dosłownie, nie w stu procentach. Nigdy nie mówi „ja" - zresztą; jego bohater mówi „my". Wszystkie teksty są rymowane. Nie da się tego przetłumaczyć, więc do każdej książki dodajemy dokładne streszczenie po angielsku. I jeśli przyjrzysz się jak on to pisał i rysował to widać, że nigdy niczego nie skreślał, nie poprawiał w tekście. To bardzo prosty język, ale jest bardzo specyficzny, bardzo wymyślny. Prosty ale pełen fantazji, dobrze napisany, ale nie filozoficzny, nie głęboki. Bardzo bogaty i intensywny. Pisał też książki, setki stron i nigdy żadnego błędu, żadnej poprawki. Jest więc pewny tego co pisze. Jego alterego w komiksie wzywa Boga na pomoc, żali się, ale to nie jest religijne. Historia toczy się od 1905 do 1973 w Adanie, zaczyna się przed powstaniem republiki, kobiety mają zasłony a mężczyźni fezy (zakazane potem przez Ataturka ), kończy się w innych czasach. Na ostatnich obrazkach są męskie garnitury a kobiety chodzą w sukienkach. Każdy zeszyt zaczyna się od współczesności i główny bohater wspomina dzieciństwo. To „kabadayie" - twardziel, ale nie chuligan tylko miejski Robin Hood - zabiera bogatym, oddaje biednym. Działa poza prawem, ale działa w słusznej sprawie. Na okładce jest zazwyczaj alter ego Masista - ten twardziel, już dorosły. Wielki wąs, jak on sam. Buty na obcasiku, ze szpicem, wielki „tesbiyeh" ( muzułmański różaniec ) To wygląda jak styl z lat `70, ale w dzielnicy Dolapdere Stambułu oni wciąż tak wyglądają. To styl tej subkultury. A komiks był rysowany, jak myślę, w latach `80. W ostatnim, nieukończonym, zeszycie na obrazku pojawiają się te poprzednie komiksy, wydane jako książka. I jest odczytywana, historia wraca do punktu wyjścia, do tego strasznego dzieciństwa i tortur wiedźmy. To pętla, historia zaczyna się od początku. Jego komiks jest bardzo filmowy, to trochę jak „storyboard" do filmu. Można by łatwo zrobić animację z tego bo Masist Gul myślał filmowo.

Ahmet Ogut i "Bundesdruckerei" - 5 biennale w Berlinie ciag dalszy

maxcegielski

Ahmet Ogut 

Ahmet Ogut: Przyjechalem kiedyś na pare dni, zeby zobaczyc miejsca gdzie biennale bedzie sie rozgrywac. Odkrylem, ze obok Skulpturpark jest panstwowa drukarnia Bundesdruckerei. Drukują banknoty, paszport, wszystkie te oficjalne dokumenty. Dla kogo to robią? Okazało się, że pracują nie tylko dla Niemiec, zrobilem maly risercz. Drukują te dokumenty i pieniadze dla wielu krajow. A istnieją od 200 lat, są historyczną instytucją. Jeśli odnajdziesz te kraje dla ktorych pracują i zaznaczysz je na mapie, tak jak ja zrobiłem to zastanawiasz się jaka jest relacja między nimi. Mogą zamawiać w Niemczech paszporty z powodów ekonomicznych. Te kraje to Rumunia, Mołdawia, Albania, Bulgaria, Autonomia Palestyńska. Drukują też dokumenty - karty identyfikacyjne dla Kosowa, Bośnii i Hercegowiny, banknoty dla Wenezueli, Turcji, Bułgarii i innych. Dziwna "ekonomia papieru" czy "papierowa ekonomia". To coś co produkujesz bardzo oficjalnie, legalnie. Tutaj to po prostu papier, ale przewieziony tam do tych krajow staje sie bardzo waznym dokumentem. Byłem pod wrażeniem bo wcześniej myślałem, że każdy kraj sam drukuje sobie paszporty, złe ale własne. Te kraje nie potrafia same wydrukowac takich dobrych, technologicznie paszportow. Dlatego niektóre kraje muszą zamawiać te "papiery" w innych krajach. To dziwne zjawisko, wielka wladza a także gra o władze. To też duża odpowiedzialnosc - produkować "legalność" dla innego kraju. Dla kogoś kogo nie znasz, nigdy nie poznasz. Książka jest o tym, połączylem te fakty, ale jest też element fikcji bo stworzyłem album rodzinny dla pracownikow drukarnii. Niektóre zdjęcia sprzed 100 lat, materiał archiwalny itd. To moja wizja tego państwa ponad innymi państwami.

Ahmet Ogut

Książeczka Ahmeta Oguta "On the road to other lands" ma formę i rozmiar paszportu, wydana została przez magazyn "A prior" we współpracy z 5 biennale berlińskim. Zjawisko jest rzeczywiście frapujące. W czasach postępującej, jak by się wydawało globalizacji i zanikania kontroli ze strony państwa narodowego, druk dokumentów to potężny biznes. Kontrola wciąż trwa, nawet tam, albo przede wszystkim tam, gdzie nie ma na to pieniędzy. Swoją drogą ciekawe czy i gdzie drukują swoje paszport żtakie "pirackie" kraje jak Somalia, Sudan czy Naddniestrze? Czy na precyzyjnej identyfikacji zależy bardziej tym zamawiającym ubogim krajom czy właśnie bardziej producentom - bogatym krajom północy? Bo to zachodowi bardziej zależy na kontrolowaniu obywateli biednych krajów? Tych pytań książeczka Oguta już nie stawia. W całym tym kontekście ciekawe też przez jaki materiał wizualny promuje się Bundesdruckerei. Na ich stronie internetowej:

bundesruckerei

Wniosek z tej reklamy oczywiście taki, że tylko świetny paszport czy id zapewnią nam szczęśliwe życie, a przy okazji staną się symbolem nowoczesności. Dla Kosowa czy Autonomii Palestyńskiej to nęcąca perspektywa...W kontekście stworzonym przez kuratorów 5 biennale w Berlinie - Adama Szymczyka i Elene Filipovic, Bundesdruckerei nabiera jeszcze innych znaczeń. Drukarnia mieści się tuż przy dawnym "pasie śmierci" muru Berlińskiego. Nie ma już "żelaznej kurtyny", ale są nowe granice na świecie, aby je przekroczyć trzeba mieć dokumenty. Albo inaczej: żeby mogli cie zidentyfikować po złapaniu musisz mieć papiery. Tereny pasa, obecny "skulpturpark" są dziś podzielone na 60 parceli, niezabudowanych. Przedzielonych płotkami, ogrodzeniami. Nie ma muru - są małe murki, odzielające prywatne własności. O tym była też instalacja i performance Katariny Sedy, ale to już inna, nie stricte masalowa historia...

Ahmet Ogut o swojej instalacji "Ground control" na 5 biennale w Berlinie

maxcegielski

Czy nie boisz się tego, że ktoś kto nie będzie wiedział, że jesteś z Turcji zinterpretuje twoją pracę "Ground control" inaczej niż byś chciał?

- Nie, to nie jest żadnym zagrożeniem, to jest fajne. Gdybym był w stanie przewidzieć, wykalkulować każdą reakcję, jak w matematyce to nie byłoby zdrowe. Jeśli wysłuchasz opisu mojej pracy, który ja wygłosze poznasz moja interpretacje ale lubie kiedy to idzie w zupełnie inną stronę. Lubie ten moment, proces kiedy widz wkracza w moja instalacje i zaczyna sam ja interpretowac. Bo asfalt ma rozne znaczenia ideologiczne. Jest symbolem choc nie ma okreslonej formy. Normalnie, chodzimy po asfalcie, po ulicy i nie myślimy o nim, to jedna z podstawowych struktur jakie nas otaczaja. Nie patrzymy właściwie na nią, nie myślimy o asfalcie a jednak on ma ukryte znaczenie. To jeden z tych elementów struktury, społeczeństwa, które nas otaczją, mają swoją funkcję jak to dookola nas. Nie analizujemy tego, choć wszystko ma swoje ukryte znaczenie. Jesli ktos odczyta "Ground control" jako odniesienie do historii sztuki, do konceptualizmu czy do minimalizmu nie ma w tym nic zlego. Ale dla mnie asfalt ma przede wszystkim znaczenie nie przez swoje odniesienie do historii sztuki, ale do historii wogole. Jako element struktur tworzących państwo, przez ktory panstwo buduje swoja kontrole.

german-english-turkish 

Punktem wyjścia była tu Turcja, ale każde państwo na świecie podobnie wykorzystuje asfalt. Każde państwo buduje sie na poczatku, zaznacza swoją obecność w przestrzeni, w granicach. Turcja jest specyficzna bo nie miała określonego terytorium, zdobywała je. Trzeba było określić jej granice a potem ustawicznie udowadniać siłę tego tworu i władzę państwa. Asfalt to stare narzędzie do tego, symbol cywilizacji, potęgi. Jednak nie myślimy o tym poniewaz asfalt jest wokol nas, jest wszedzie. Ale kiedys go nie bylo przeciez! O tym zapominamy. Że ktoś położył asfalt, ze ktoś stworzył struktury w których sie poruszamy. cdn...

fragment wywiadu Ahmeta Oguta dla TVP Kultura, wkrótce na antenie! 

Ahmet Ogut na 5 biennale w Berlinie

maxcegielski

Ahmet Ogut Ground Control

Ahmet Ogut w Kunstwerke - Instytucie Sztuki współczesnej, głównym miejscu wszystkich berlińskich biennale pokazywał instalacje "Ground control". Cała duża sala parteru została pokryta asfaltem. Na pierwszy rzut oka - konceptualna praca bez żadnych odniesień kulturowych. Artysta próbuje nam zwrócić uwagę na to po czym codziennie chodzimy, każe nam zauważyć rzeczywistość. Wyodrębniając jeden z elementów świata próbuje obudzić naszą czujność: czy asfalt jest czymś neutralnym? Tok myślenia polskiego widza mógłby być taki: kiedy Polska została zalana asfaltem, co to zmieniło, kto kładł asfalt: drogi i ulice i po co? Aby umożliwić nam dojechanie wszędzie np. w pogranicze bieszczad? Czy odwrotnie, po to, aby ludzie stamtąd mogli gdzieś dojechać? A może zgodnie z tytułem po to aby kontrolować sytuację? Widz niemiecki mógłby z kolei uruchomić całą sieć skojarzeń z nazizmem. Ahmet Ogut powiedział mi, że takie interpretacje jak najbardziej mu odpowiadają. On sam wychodził od sytuacji w Turcji, analogicznej choć oczywiście pełnej lokalnych odmienności. Tam, podobnie jak wszędzie na świecie, drogi są traktowane jako symbol nowoczesności, mieszkańcy odległych kurdyjskich wiosek cieszą się kiedy państwo doprowadzi do nich drogę. Mogą nie zdawać sobie sprawy, że tą drogą może też szybciej dotrzeć do nich wojsko. Siła pracy Ahmeta Oguta "Ground control" wynika z wielu wątków, które uruchamia, pomimo, albo właśnie dzięki swojej prostocie. Jest jednocześnie bardzo lokalna i bardzo uniwersalna.
Ahmet Ogut Ground Control

Na 5 biennale w Berlinie Ahmet Ogut realizował też swój performance "Another perfect day", w ramach nocnych akcji, które mają wydarzać się każdego wieczora aż do końca trwania imprezy. Wszystko miało wydarzyć się w KW na Auguststrasse. Ahmet zapowiedział, że pokaże to co zboaczył pewnego wieczora spacerując po Stambule. Na ulicy stał motocykl, jego zapalone światła oświetlały okienko, gdzie... Mieliśmy sami zobaczyć w pierwszą niedzielę biennale. Organizatorzy zapowiedzieli, że każdy będzie mógł na chwilę podejśc do okna i spojrzeć. Napięcie rosło, tłum gęstniał. Kiedy maszyna została odpalona wszyscy zaczęli się pchać żeby zobaczyć to co Ahmet Ogut zobaczył w Stambule. Właściwie to co rzeczywiście działo się w okienku nie ma większego znaczenia, zwykła czynność. Niekoniecznie intymna, to nie było jakieś podgladactwo, obnażanie. Nie była to też żadna czynność specyficznie kulturowa, choć może ktos kto dobrze zna ulice turcji powie, że częściej widać to na wschodzie niż na zachodzie.

Ahmet Ogut 

Co było w okienku powiem następnym razem, najbardziej bowiem zabawne było to co wydarzyło się z widzami na Auguststrasse. Pchanie się do okienka tłumu spowodowało klasyczny tumult, który zablokował ruch na wąskiej ulicy. Szybko zjawiła się policja, która spokojnie przez megafon mówiła coś o tym, że "rozumiemy, że to sztuka, ale proszę się rozejść" Potem dzielna policantka usiłowała przekonywać poszczególne osoby, żeby nie siadały na zaparkowanych samochodach albo nie stały na ulicy. Władza była zupełnie spokojna, ale stanowcza a publiczność artystyczna miała kompletnie w dupie rozkazy. Kiedy odchodziłem zmęczony na ulice zajechała opancerzona "suka" z 4 zomowcami, tak na wszelki wypadek. Biedny Ahmet Ogut nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. Niby się uśmiechał i żartowaliśmy, że przeniesienie Stambułu do Berlina powoduje zamieszki, ale artysta był przed wszystkim zły, że w całym zamieszaniu niewiele osób może zobaczyć co dzieje się w okienku.  

Ahmet Ogut 

Wkrótce także o książce Ahmeta Oguta przygotowanej specjalnie na 5 biennale w Berlinie, a także obszerny wywiad z artysta, zrealizowany dla TVP Kultura i inne masalowe sytuacje z biennale

"MEMORIES ON SILENT WALLS" WKRÓTCE NA CD!

maxcegielski

Nakładem portugalskiego wydawnictwa "Stirr!" ukaże się album z "Memories on silent walls" Erdema Helvacioglu. To instalacja dźwiękowa prezentowana na ostatnim biennale w Stambule. Więcej o niej i o miejscu, którego historię opowiada tu na blogu:

http://maxmasala.blox.pl/2007/11/Biennale-w-Stambule-relacja-2.html

Co ważne, w portugalskiej płycie, będzie książeczka (8 stron!) z tłumaczeniem na angielski wszystkich wypowiedzi użytych w instalacji. Przypomnę, że ludzie opowiadają tam o swoich wspomnieniach związanych z AKM - Centrum Kultury im. Ataturka.

akm   akm fot:moosye/flickr

W głębi widać głośniki, przez które sączyły się dźwięki Erdema. Sam ciekaw jestem i pełen obaw jak ta zimna kompozycja zabrzmi poza swoim naturalnym otoczeniem. To było w końcu site specific. Na stronach "Stirr!" ( http://www.sirr-ecords.com/index.html ) jeszcze nie ma słowa o tej płycie, ale Erdem obiecuje, że przyśle. Link do niego w zakładkach.

Turcja na 5 bienale w Berlinie - uzupełniona

maxcegielski
Na 5 bienale w Berlinie nie zabraknie sztuki z Turcji. Wiemy dzięki Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, które zorganizowało spotkanie z kuratorami - Adamem Szymczykiem i Elen Filipovic. W Berlinie w ramach prezentacji "alternatywnej historii sztuki" zobaczymy tam książki-komiksy, których autorem jest Masist Gul (1947-2004). Tworczosc rysunkową tureckiego aktora filmów klasy B odkryła Banu Cennetoglu prowadzaca wydawnictwo BAS ( link w zakładkach: tureckie art books).

Neo-Modernizm ala Turka i Polacca

maxcegielski
Polski neo-pozny-soc-prl modernizm i jego turecka-republikanska wersja, podobna ideologia egalitaryzmu (choc u nas socjalistyczna a tam nacjonalistyczna)Podobna szlachetnosc bryl budynkow i zupelnie inne wnetrza, pelne dekoracji - reliefow, mozaik itp. To takie moje intuicyjne porównanie, mam nadzieje, ze jakis specjalista bedzie je mogl rozwinac...

"Kilka miejsc" - W.Doroszuk specjalnie dla maxmasala

maxcegielski

 

Wojciech Doroszuk specjalnie dla nas opowiada o kulisach i kontekstach swojego video z Ankary "Kilka miejsc": dlaczego taksówka mknie tak szybko, kim jest Toprak i jak reagowała publiczność w Ankarze na film. A do tego zdjęcia artysty z więzienia Ulucanlar, gdzie siedział Toprak i bohaterowie mojego reportazu "Wieżowce nas nie reprezentują"...

fot: W.Doroszuk

Wojtek Doroszuk: Toprak mógł sobie pozwolić na takie wynurzenia w obecności tego taksówkarza, bo są znajomymi (to w jakiś sposób sugeruje ich powitanie na początku); inna taksówka nie wchodziła w rachubę nie tylko ze względu na opowiadane historie, ale również z tego powodu, że Yenidogan i Telsizler, dwie dzielnice w centralnym dystrykcie Altindag, to najbardziej niebezpieczne gecekondu Ankary; mimo, że to dzielnica dilerów, to mało jest śmiałków "z zewnątrz", którzy ryzykują wyprawę po stuff. Policja się tam na ogół nie pokazuje, a porządek niejednokrotnie zaprowadzało tam wojsko. Ponoć każdego sklepu pilnuje pan z giwerą. Żaden taksówkarz nie zawiezie cię w tamten rejon. Ten zrobił wyjątek ze względu na Topraka i godziwą zapłatę. Mknie cały w stresie, upominając mnie co chwilę, żebym schował kamerę i mija więzienie, do którego ściany yenidogan i telsizler są przylepione.
Jest coś ciekawego w ambiwalencji, jaką darzy to miasto. te wszystkie historie, ostatecznie jednak wdzięczność. Myślę, że Toprak jako Kurd i transseksualista ma w swoim życiu znacznie ograniczone pole manewru, stąd pewnie to skondensowanie często sprzecznych odczuć.

 

fot: W.Doroszuk

Wojtek Doroszuk: docelowo ten film nie jest konkretnie kierowany do polskiego (czy jakiegokolwiek nie-tureckiego) widza. Jest odpowiedzią na mój pobyt w Ankarze, który dedykowany był działaniom w jej przestrzeni publicznej; podchodząc do tego projektu wiedziałem już, że swoją premierę będzie miał na dworcu głównym w ankarze (zresztą tureckie 'credits' nie są tu od czapy), co miało znaczący wpływ na jego formę.
Za ciekawe uznałem pokazanie tego miasta od zupełnie innej, zupełnie nieznanej strony jego mieszkańcom (którzy oglądając go na dworcu szeptem zgadywali znajome lokalizacje). ["dla każdego, kto żyje w ankarze te okolice są dobrze znane"- coś takiego rzuca Toprak przy więzieniu ulucanlar]. Oglądali miejsca, które z jednej strony są jakimś równoległym światem dla jednej z wielu nisz na łonie "tego samego" społeczeństwa, a z drugiej są niepowtarzalną mozaiką, na którą składają się osobiste doświadczenia bohatera, jego decyzje i wspomnienia, jak również spojrzenie kogoś zupełnie z zewnątrz. 
W tym sensie ten film nie ma na celu przybliżenie klimatu tureckiej stolicy widzowi z europy, jak sam napisałeś - nie ma tu orientalnych obrazków. trzeba też pamiętać, że to jest pewnego rodzaju eksperyment. pewną całość generują tu dwie zupełnie inne postawy - mojego "przewodnika", pochłoniętego introspektywnym tripem (asli - jego partnerka, który jedzie z nami taksówką, powiedziała mi później, że był to najlepszy urodzinowy prezent..) oraz moja - bardziej lub mniej skupionego na pustych obrazach, nierozumiejącego ani słowa komentarza, zagubionego w obcym mieście. o wszystkim dowiem się później.

 

fot: W.Doroszuk

Wojciech Doroszuk:Starałem się też nie walczyć z  wycinkową formułą tego nagrania, rozwibrowaną w swojej formie i chaotyczną w konstrukcji. ankara topraka nie jest gładko odbytą wycieczką. dlatego nie zgadzam się z przyrównaniem jej do turystycznego touru. tą sterują zupełnie inne czynniki: strach, smutek, trauma wspomnień etc.
Nie sądzę jednak, żeby był to materiał na tyle septyczny, żeby nie mógł być pokazany w polsce. co prawda nikt nic nie wie o dzielnicach Yenidogan i Telsizler, ale każdy może zasiąść w tej taksówce na moim miejscu.

VIDEO Z ANKARY - OSTATNIA SZANSA NA OBEJRZENIE

maxcegielski
Jeszcze tylko przez ten weekend można oglądać film „Kilka miejsc” Wojciecha Doroszuka, prezentowany w najmniejszej galerii Centrum Sztuki Współczesnej – galerii Okna. Schodzi się do niej przez dawne cafe Baumgart i zstępuje do tureckich piekieł...

Jeszcze więcej Turcji w Polsce

maxcegielski
"KILKA MIEJSC" - VIDEO WOJTKA DOROSZUKA Z ANKARY. Od 7 grudnia do 6 stycznia w galerii Okna - Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. A 15 grudnia w galerii Kronika w Bytomiu "Turkish delight" - wieczór turecki

Nie tylko kebab - komentarze G.Sztwiertni i W.Doroszuka

maxcegielski

Grzegorz Sztwiertnia

"Nie tylko kebab - współczesna sztuka turecka" - wystawa w Warszawskim Aktywie Artystów była rezultatem działań studentów z akademii krakowskiej. Pracownia Interdyscyplinarna prowadzona jest przez Grzegorza Sztwiertnie i dr Zbigniewa Sałaja oraz asystenta Wojtka Doroszuka. Dwaj z nich, zarazem współtwórcy wystawy udielili mi wyjaśnień na temat jej koncepcji...

Grzegorz Sztwiertnia: Na początku nie było żadnej tezy - po prostu problem. Zastanawialiśmy się nad powodami "przegięcia transkulturowo-orientalnego" we współczesnej kulturze - co jednak jakos nie zaowocowało lepszym zrozumieniem "egzotyki". Doszlismy do wniosku, że jako efekt poprawności polityczno-kulturowej ma za zadanie tak naprawde łagodzić wyrzuty sumienia bogatej "północy - północnego zachodu". Napiecie jak z Hitchcocka... Postanowiliśmy zatem pójść w strony różne - nawet oczywiście powielania stereotypów, skoro są nieusuwalne nawet przez wielkie machiny medialno-instytucjonalne. Niczego nie chcieliśmy udowadniać - po prostu urządziliśmy sobie "libację transkulturową" - taki seans kanibalizmu kulturowego; oraz pokazać, że można nie być Turkiem i Muzumaninem, aby zrobic turecka prace.

Grzegorz Sztwiertnia: Jeśli o mnie chodzi, Turcję (a właściwie jej zachodnio-środkową połowę) poznałem zaraz po 11 września 2001. Jechaliśmy w cztery osoby. Już na miejscu mieliśmy wrażenia opustoszałej krainy (a nie wiedzieliśmy nic o ataku). Hotele były nadspodziewanie tanie. Podobało się to nam. Po paru dniach telefon od przyjaciółki: "Gdzie? W Turcji jesteście? Na Boga wracajcie natychmiast! Świat się wali! Allah w nas wali!" Jednak postanowiliśmy podróż kontynuowac - obyło się bez większych problemów. To był mój/nasz wkład w burzeniu stereotypów. A więc ten problem mam już za sobą. Dlatego wystawa "Nie tylko kebab" nie ma na celu łamania stereotypów. Nie ma na celu niczego oprócz uświadomienia widzowi, że jest manipulowanym elementem prostackiej układanki pt. "zrozum innego". Ktoś wychowany w atmosferze rasistowskej pozostanie rasistą do końca swoich dni: jedynie ogromną pracą wewnętrzną może niwelowac efekty tego wychowania - kontrolowac swoje nastawienie. To taka racjonalna empatia. Ktoś inny wychowany w domu tolerancji, zawsze będzie wewnętrznie tolerancyjny. To podstawy psychologii dziecka. Nie chodziło nam zatem o oszukanie widza: sztuka to nie wykład z historii regionu, ani przewodnik turystyczny. Jesteśmy uczciwymi artystami, którzy dosadnie komunikują problem. A tym problemem jest "szczodrośc" i "empatia i zatroskanie" naszego świata losem "wykluczonych". Ja mam wrażenie, że niewiele się zmienia - no może strumień zielonych w branży "world music". Mam nihilistyczne nastawienie do "rozwoju" - nic na to nie poradzę: jak mawiał mój mistrz duchowy, G.I. Gurdżijew: "świadomośc nie może rozwijac się nieświadomie". I oto chodzi: tylko nad-wysiłkami można cokolwiek zmienic - ale kogo na to stac? Komu się chce? Mnie się chce i codziennie swą powinnośc czynię.

Wojtek Doroszuk:Choć mój pobyt w Stambule mógł być w jakiś sposób inspirujący dla postawienia problemu, jakim jest nagromadzanie się w zbiorowej mentalności całej masy (inno)kulturowych fantomów, to prawdę mówiąc nie miałem żadnego wpływu na pracę studentów, którzy przerabiali ten temat w pełni samodzielnie. Jeśli chodzi o samą propozycję w Aktywie, to moja funkcja ograniczyła się tutaj do jej strony technicznej.

Co się zaś tyczy koncepcji samej wystawy, bo chyba tutaj leży sedno problemu, to słusznie zauważył Pan zbieżność ze świetnym projektem Andrei Grover i Jona Rubina ("neverbeen to teheran"), ale pozwolę sobie przytoczyć jeszcze np. Rok Polski na Madagaskarze Janka Simona, z wystawą w Antananarywie, czy choćby transkulturowe pastisze Olafa Breuninga, którego teren działania rozpina się pomiędzy Nowym Jorkiem, Tokyo i Zurichem. W kręgu pokrewieństw leży również idea produkcji wszelkiego rodzaju mocumentaries (fingowanych dokumentów). Wszystkie wspomniane projekty łączy
m.in. to, że bawią się aurą nienaruszalności hermetycznej sfery Innego; nonszalancko wkraczają na teren, wobec którego stajemy zwykle bezradni, a priori  w pełni i bezkrytycznie go akceptując (od momentu, kiedy stosunek do kulturowego multiplicité nabrał charakteru bardziej horyzontalnego, rugując protekcjonalność XIX w. metod antropologicznych). Autorzy oraz uczestnicy wspomnianych powyżej projektów nie chcą beznamiętnie pochłaniać mikstury z nalepką "exotic"
(i właśnie dzięki temu na własnym podwórku też mam Teheran).

rok polski na madagaskarze "Rok polski...- Janek Simon"


Założeniem 'kebaba' nie był rozrachunek ze stereotypami, ani, tym bardziej, próba rekonstrukcji prawdopodobnej kondycji sztuki w Turcji. Nie jest też niczym nowym gra, w jakiej uczestniczy tu pragnący zapoznać się z artystycznym importem widz (biorący zresztą na co dzień udział w wielu podobnych rozgrywkach, próbując płynące z mediów hasła (islam, terroryzm, fundamentalizm, ekstremizm) usytuować w ich realnym kontekście). Jest to pewnego rodzaju eksperyment, w którym, do pewnego stopnia, również Pan wziął udział. Chodzi o chroniący to Egzotyczne (do czasu) mandat naszej bezmiernej akceptacji, trans Innego. Co się z nim dzieje, kiedy na jaw wychodzi podróba albo jeden wielki trik? Jakie jest podłoże niesmaku i zawodu, jaki wówczas odczuwamy? Gdzie są zatem granice kulturowej oryginalności i całej reszty a'la Turka, Turkishlike itd. Jako cel tej wystawy mógłbym podać prowokowanie takich pytań, jak również kwestii podjętych przez Pana na blogu.

Nie tylko kebab - współczesna sztuka turecka w Warszawskim Aktywie Artystów

maxcegielski

 Na początku dałem się nabrać. Ponieważ na Koziej 3/5 był Serhat Koksal pomyślałem, że to jakaś kontynuacja ich kontaktów ze Stambułem i Ankarą. Już jednak brak jakichkolwiek informacji o wystawiających artystach powinien dać mi do myślenia. ...

Wystawa jest mistyfikacją. Prace stworzyli studenci interdyscyplinarnej pracownii Grzegorza Sztwiertni na krakowskiej ASP. W projekcie pomagał też udział Wojciech Doroszuk, który w 2005 roku działał w Stambule na Uniwersytecie Sabanci. To o tyle ważne, że "Nie tylko kebab" miał być odpowiedzią, jak zrozumiałem, na pytanie jak studenci wyobrażają sobie sztuke w Turcji. Czy chodziło więc o koncept jak " never been to Teheran", o którym tu pisałem? Czy też studenci otrzymali od Doroszuka jakieś informacje na temat Turcji? To ważne pytanie, na które nie ma odpowiedzi w żadnym "kuratorskim" opracowaniu. Zadam je mam nadzieję Sztwiertni i Doroszukowi. 4 grudnia o 18.30 w magazynie o sztuce w TVP Kultura będą wywiady z twórcami, jeśli redaktor Marek Staszyc mi je udostępni, tu opoublikuje fragmenty. Na razie muszę się opierać na wrażeniach widza, a te są dosyć krytyczne, jak napisałem w poniedziałkowym "Dzienniku" - felieton stołeczny:

"Gra z widzem poprowadzona jest dosyć konsekwentnie i pod dziełami są tylko egzotyczne pseudonimy. W tej samej przestrzeni prezentowała się kiedyś ważna postać awangardy ze Stambułu – Serhat Koksal. Jeden z jego projektów nosi tytuł „No turistik, no exotic” i polemizuje z orientalistycznymi wyobrażeniami Zachodu na temat Wschodu. W niektórych pracach studentów z Krakowa także widać chęć zmierzenia się ze stereotypami, np. kiedy pokazują reklamówki biur podróży. Dominują tu jednak prace, które odwołują się do naszych fałszywych wyobrażeń na temat islamu w Anatolii. Już przy wejściu oglądamy wielkie fotografie kobiet zasłoniętych od stóp do głów czadorem, odsłonięte są jedynie miejsca intymne. Nic nie wskazuje na to, że artysta miał świadomość powtarzania kliszy pornograficznych zdjęć z Europy prezentujących tak „kobiety z haremów” w XIX wieku. Do czadoru nawiązują też inne filmy video i rysunki. Chyba nikt z wystawiających nie zdawał sobie chyba sprawy, że w Turcji bardzo trudno o kobiety zasłonięte szczelnie czarną materią. Ukrywanie ciała przez muzułmanki jest seksualną obsesją Zachodu już od setek lat i najwyraźniej życie w „globalnej wiosce” nic tu nie zmieniło. „Nie tylko kebab” zamienia się w wystawę powielającą stereotypy, zamiast je demaskować. Można mieć tylko nadzieję, że tak jak na wystawie internetowej „neverbeen to Teheran” (gdzie fotografie przedstawiają wyobrażenie stolicy Iranu ) jest to przemyślana decyzja. Jeśli kogoś interesuje jak naprawdę wygląda „współczesna sztuka Turecka” zapraszam do oglądania TVP Kultura, gdzie akurat 5 grudnia, w dniu zamykania wystawy w Warszawskim Aktywie Artystów, zostanie pokazany o 18.30 reportaż z ostatniego biennale w Stambule. Wywiady z Turecką awangardą pokazują, że tamtejsza sztuka to dużo więcej niż kebab, islam i chusty na głowach."

wariacje na temat flagi unii Europejskiej i księżyca z flagi Tureckiej - patrz foto Buraka Deliera z poprzedniego bienale w Stambule

U góry napis po arabsku ("Allah" ) rozbity na przestrzeń pomieszczeń galeryjnych, w całości widoczny z 1 kąta - "modlitewnego". Z prawej rysunki "hommage" dla nieżyjącej artystki tureckiej, rekonstrukcja jej zaginionych prac.

W wystawie wziął też udział Rahim Blak o którym ostatnio głośno i tutaj mam nadzieję się jeszcze pojawi. Na razie proponuje o nim poczytać http://www.krytykapolityczna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2331&Itemid=1

Bienale w Stambule - ciąg dalszy relacjii

maxcegielski

 

Tym razem pierwsze fragmenty reportazu, który 5 grudnia w TVP Kultura o 18.30 i wypowiedzi Buraka Deliera o jego pracy "Reversedirection: counter services". Wersje wywiadów, które tu umieszczam są dłuższe od telewizyjnych, na antenie zobaczycie tylko krótkie fragmenty. Najwięcej będzie oczywiście w książce - w 2009.

Burak: Policjanci mają swoje specjalne uniformy, hełmy, rękawice, tarcze, ochroniacze itd. A co mają demonstranci? Mogą sami coś sobie zrobić z jakiś starych ubrań. Największy przemysł na świecie jest związany z ochroną, z bezpieczeństwem, z bronią. Na to wydaje się największe pieniądze, to cały przemysł. Trzeba więc stworzyć przeciwwagę, przemysł produkujący na potrzeby uciśnionych, słabych. Dlatego sprzedaje te kurtki, za symboliczne pieniądze, ale jednak, aby stworzyć alternatywną ekonomie. "Parkalynch" nie jest może odporna na wszystko, ale chroni przed wszystkimi kopniakami i ciosami, które otrzymujesz podczas ataku, podczas lynchu. Jest mocna, jeśli idziesz na uliczną demonstracje, na protest, musisz mieć coś takiego. Ponieważ Ponieważ Turcji takie sytuacje są bardzo niebezpieczne…

 

Ta praca jest silnie związana z historią takich politycznych wydarzeń wydarzeń Turcji, z naszą historią. W latach 20 i 30 podczas tworzenia się młodej republiki było mnóstwo ataków, lunchów na ludzi, którzy byli nie tyle przeciwko samej republice, ale temu w jaki sposób jest tworzona i organizowana. Naprzykład założyciel tureckiej partii komunistycznej został zabity przez nieznanych sprawców. Płynął przez morze czarne, z Baku do Ankary, przeżył dwie próby zabójstwa, ale za trzecim razem zabili go w Trabzon, po drodze z Moskwy. Inny przykład to Ali Kemal, ksywa „zdrajca”, który chciał ochrony Wielkiej Brytanii dla Republiki. Został zabity w tym samym okresie. Ówczesne władzy likwidowały wszystkich, którzy mieli inną wizję Republiki w Turcji.

A w czasach współczesnych, przez ostatnie dwa lata byliśmy świadkami prawie dwudziestu ataków na ludzi rozdających ulotki polityczne na ulicach czy protestujących w jakiejś sprawie. Przechodnie usiłują bić lewicowych działaczy. Teraz z kolei PKK atakuje żołnierzy Armii Tureckiej więc taka parka lynch też się przyda.

 Burak DelierBurak DelierBurak Delier

Republika ma 80 lat, ale mamy poczucie, ze wciąż się tworzy. Zawsze jest niebezpieczeństwo, jest strach, że kraj zostanie podzielony ( jak podczas okupacji w I wojnie światowej ) Ten strach jest fundamentalny dla socjologii i psychologii społeczeństwa w Turcji. A strach zawsze prowadzi do dyktatury, do faszyzmu a w każdym razie do przemocy. Ponieważ jeśli się boisz – jest przemoc. Na Zachodzie, w Anglii czy Francji boją się emigrantów. My mamy z kolei paranoję na punckie podziału Turcji na różne części. Dlatego nie mamy zaufania do naszej demokracji. W latach osiemdziesiątych, po przewrocie wojskowym 12 października, polityka wobec Kurdów była taka, że oni nie istnieją. Zanegowano obecność narodu kurdyjskiego w Turcji. Wsadzano ich do więzień, torturowano. Wtedy właśnie PKK powstała, niezależnie od tego czy nazwiesz ich wyzwolicielami czy terrorystami, zaczęli działalnośc właśnie po przewrocie wojskowym.

Burak Delier

Tak wygląda historia Turcji według Buraka Deliera, artysty, który stał się sławny podczas 9 bienale z powodu zdjęcia, które tu powyzej. Teraz już nie lubi chyba tej starej pracy i odcina się od niej

 

Bienale w Stambule/wszystkie twarze wodza - cd.

maxcegielski

Kemal

Jedna z prac o Stambule na bienale to Wong Hoy Cheong`a z Malezji video o dzielnicy "cygańskiej" w mieście miast. Tutaj fragment video i fragmenty z mojej książki opisujące sytuacje Romów w Turcji. Więcej - 5 grudnia ok . 18.30 TVP Kultura

Fragment mojej książki o Stambule i Turcji, która ukaże się w WAB w 2009 w serii terra incognita:

(....) Taksówkarz mieszka w okolicy zwanej Kasimpasa w dzielnicy Haci Ahmet, graniczącą z domami romów tureckich. Od razu mówi, że sąsiedzi to „heroina, haszysz, złodzieje”. szczeblach Turcji na szczeblach drabiny społecznej cyganie są jak wszędzie na świecie najniżej. Pogardzani także przez innych wykluczonych, stają się wręcz „bezkastowi”. „Oni się tną, mają blizny. Mężczyźni siedzą w domu albo w herbaciarniach a kobiety pracują” – to nie mieści się w głowie Abdulkarima, tradycyjnego muzułmanina – sunity z konserwatywnej społeczności kurdyjskiej. Opowiada, że cyganie z dzielnicy Haci Husrev ciągle walczą z Kurdami z Haci Ahmet „przez miedzę”. W 2006 roku doszło nawet do etnicznej strzelaniny,  po tym jak romowie prowokowali sąsiadów machając do nich tureckimi flagami i skandując „śmierć PKK”. Kurdowie w odpowiedzi przeszli pod ich oknami z flagami kurdyjskimi. Najwyraźniej romowie w tym dzielnicowym konflikcie opowiedzieli się po stronie Republiki, uznając że da ona im większą ochronę niż separatystyczny etos etniczny.  Doskonale wiedzieli co może zdenerwować Kurdów, którym Republika od początku istnienia odmawiała prawa do istnienia. Abdulkarim oczywiście nigdy nie oddałby żadnej ze swych 4 córek cyganowi za żonę. Jak każdy w takiej sytuacji zaznacza, że „nie ma żadnych uprzedzeń wobec cyganów”, choć wszystko co powiedział do tej pory zaprzecza temu. Abdulkarim wie już jednak, że rasizm to coś złego, że szczególnie przybysze z Europy nie lubią takich rzeczy. Pytam czy jako sunita zgodziłby się, żeby jego córka wyszła za mąż za alewitę. Kierowca zamyśla się, ale może dlatego, że lawiruje między samochodami po zjechaniu z Bulwaru Ataturka w mniejsze uliczki.....

A oto chyba najładniejszy fragment z video o dzielnicy Sulukule:

Jest tam też fragment kiedy romskie dzieci opowiadają o Ataturku, bardzo pasujący do tej opowieści taxiarza...

A dlaczego Wódz - Kemal Mustafa Ataturk tutaj na blogu w swoich wampirycznych wersjach? Ponieważ tak go wykorzystał Extrastruggle http://www.extramucadele.com/default.asp jeden z bohaterów naszego reportażu z bienale w Stambule. Przypomina,, 28 listopada o 18.30 w TVP Kultura. Zanim wywiad z Extrastruggle tutaj, jego Ataturk:

Kemal Mustafa Ataturk and islam

cdn...

Biennale w Stambule - Erdem Helvacioglu

maxcegielski

W Centrum Kultury im Ataturka - AKM najciekawsza wydała sie instalacja dźwiękowa Erdema Helvacioglu. Dobra "site specific" praca. Przestrzeń, architektura AKM są tak mocne, że wiele prac ginęło, było słabsze od miejsca. Choć wszystkie, podobnie jak decyzja robienia ekspozycji w tym budynku, odwoływały się do problemu modernizmu. Architektury jako symbolu pewnej koncepcji świata i możliwości zmieniania go. Wkrótce więcej teorii, teraz proponuje rzut oka i ucha na instalacje Erdema i fragment rozmowy z nim. Przypominam, że 5 grudnia ok 18.30 w TVP Kultura reportaż z 10 bienale w Stambule....

Erdem Helvacioglu ( ur.1975 ) laureat nagrody im. Luigi Russolo, autor ambientalnej, elektronicznej muzyki. M.in "A walk through the baazar" określony przez Wire jako "outstanding". Zupełnie inne podejście do dźwięku niż Serhat Koksal, którego tu prezentowałem. Można posłuchać też na jego stronie: http://www.erdemhelvacioglu.com/

Erdem Helvacioglu

Max Cegielski: Czyje głosy słyszymy w twojej instalacji dźwiękowej, co one mówią? 

Erdem Helvacioglu: Rozmawiałem z 15 osobami, każdej zadałem 15 pytań. Zaczynałem od pytania o ich pierwsze wspomnienie z dzieciństwa związane z tym budynkiem – AKM – Centrum Kultury im. Ataturka. Kończyłem na pytaniu o to co sądzą o polityce kulturalnej w Turcji. Pytania szły od przeszłości przez teraźniejszość aż po przyszłość. Niektóre pytania dotyczyły tego czy budynek powinien zostać kompletnie zrównany z ziemią ( Tak jak tytuł wystawy „Spalić czy nie?” ) i dlaczego. Stąd tytuł mojej instalacji dźwiękowej „Memories on silent walls” – „wspomnienia na niemych ścianach”. Rozmawiałem z przyjaciółmi, z ludźmi którzy tu pracowali, z artystami i zwykłymi ludźmi. To 58 minut materiału rozdzielonego na 8 głośników tu stojących. 1 część to wywiady z ludźmi, druga to dźwięk pustego budynku. Nagrywałem kiedy nikogo nie było w środku, słychać tylko szum tego co dzieje się nazewnątrz. 3 część stworzyłem na bazie archiwów AKM. Po odbudowaniu centrum nagrywano tu wszystkie opery i koncerty. Jest więc materiał z 30 lat istnienia Sali koncertowej i miałem szansę wykorzystać te dźwięki. Obrabiałem to wszystko swoim studio i powstawał swoisty soundtrack – ścieżka dźwiękowa, ale nie filmu tylko miejsca albo Turcji w ogóle.

W 1977 roku tu na placu Taksim, który widać z okien miała miejsce masakra demonstracji 1 maja. Prawicowi bojówkarze strzelali z dachu hotelu Marmara, zginęło ponad 30 osób. Czy wykorzystywałeś też takie dźwięki?

Nie, ale mój pierwszy pomysł był rzeczywiście taki żeby różne historyczne wydarzenia pokazać dźwiękowo. Trudno było jednak dotrzeć do nagrań z takich sytuacji i zdecydowałem się skoncentrować na budynku AKM, na jego archiwach.

AKM

Wobec tego jakie jest twoje pierwsze wspomnienie z AKM?

To było kiedy miałem 13 lub 14 lat, byliśmy tu przed południem na próbie koncertu. Z klasą szkolną, musieliśmy robić notatki. Wizyta była rodzajem „pracy domowej” więc dobrze to zapamiętałem. Te wspomnienia są ważne bo dla nas AKM to bardzo ważne i symboliczne miejsce. Nie powinno więc zostać zburzone. Nie tylko dlatego, że to pierwsza i jedyna sala operowa w mieście. Spójrzmy dookoła, plac Taksim to stambulskie miejsce spotkań, a na nim, AKM, tu umawiamy się na randki, na spotkania z przyjaciółmi. To budynek z którym jesteśmy emocjonalnie związani. Dla większośći ludzi to nie tylko miejsce spotkań, ale wręcz serce Stambułu. Tu zaczyna się ulica Republiki gdzie tętni życie kulturalne. Tyle rzeczy się dzieje, jak spojrzysz zdjęcia sprzed 50 lat wyglądało to zupełnie inaczej, teraz jest chaos, ruch, jest tłum. Stambuł rozwija się jednak tak gwałtownie, jest tak wielki, ze może dla tych 15 milionów ludzi potrzeba więcej niż jednego serca miasta, więcej niż 1 głównego placu.

Jak opisałbyś dźwięk Stambułu, czy to orientalny dźwięk instrumentów czy odgłosy handlu jak na twojej płycie „Istanbul bazar”?

Wciąż oczywiście można usłyszeć różne tradycyjne instrumenty, to przecież muzyka, która ma setki lat tradycji. Ale oczywiście pejzaż dźwiękowy Stambułu jest dużo bardziej nowoczesny, bardzo hałaśliwy. Historia i współczesność są tu wymieszane. Nie odzielamy ich, są tuż obok siebie pod względem architektury a także dźwięków. To miasto brzmi jak Nowy Jork czy Mexico City czy inna megametropolia. Ostatnio byłem w San Francisco i Santa Cruz  moje uszy nie mogły się przyzwyczaić bo było tak cicho. Szczególnie centrum Stambułu to straszny hałas, ale jeśli pójdziesz o 4 nad ranem nad Bosfor, usłyszysz fale i ptaki, otoczenie dźwiękowe jest zupełnie inne. W 5 minut można znaleźć się w miejscu, np.. w przystani, gdzie jest jeszcze inny pejzaż dźwiękowy. Stambuł to miasto różnorodności dźwiękowej.

AKM

( TU AKM wyblakly jak na starej pocztówce socjalistycznej z kolekcji Mikołaja Długosza )

Wytłumacz Polakom symbolike tego budynku…

Po proklamowaniu republiki, po westernizacji kraju i społeczeństwa Kemal Mustafa Ataturk, Wódz Narodu, chciał zbudować główną operę Turcji. Była w planach przez 20 lat i w końcu zbudowano ją dopiero w 1969. Przedtem, Przedtem czasach sułtanów nie było żadnej opery i ta stała się symbolem zachodniości naszego państwa. Ale w 1970 budynek się spalił, a w 1977 został odbudowany w tej postaci ( To rok masakry na placu Taksim także ) AKM stało się więc nie tylko symbolem zmian i reform, ale modernizacji i republiki w ogóle.  

AKM

Co ma powstać zamiast AKM?

Nowe centrum kulturalne, większe, neoliberalne, komercyjne. Chcą zakończyć budowę do 2010 ponieważ wtedy Stambuł będzie „Europejską stolicą kultury”.

( Inni mówią, że to wymazywanie przeszłości kraju przez neoliberalizm usobiony w Partii Sprawiedliwosci i Rozwoju, zarazem muzułmańskiej i pro rynkowej, która stosuje swoistą architektoniczną "polityke historyczną" gdzie symbole neoliberalizmu mają zastąpić republikański modernizm symbolizujący egalitaryzm. Wkrótce w wywiadzie z Extrastruggle ujemne strony reform Ataturka.)

Czy w Stambule jest wielu wyborców AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju używająca retoryki muzułmańskiej )?

Tak oczywiście, szczególnie ostatnie wybory pokazały, że ludzie skłaniają się na prawo. Pomimo tego, że Stambuł jest zupełnie inny niż prowincja, niż wschód Turcji. Ale stamtąd przyjeżdżają emigranci i głosują na partie islamską. Polepsza się sytuacji ekonomiczna, szczególnie w porównaniu z poprzednimi kryzysami więc ludzie wierzą AKP.

Co sądzisz o tego rocznym biennale? Czy jest inne od poprzednich, lepsze?

Myślę, że to jedne z najlepszych biennale, które tu miały miejsce. Ponieważ weszło dużo bardziej w kontakt z ludźmi, szczególnie dzięki wykorzystaniu budynków jak tu - AKM czy także w IMC – „World faktory”. Te miejsca, na zupełnie różne sposoby są ważne dla ludzi w Stambule. Biennale jest też dużo bardziej polityczne, mówi więcej o świecie, o efektach globalizacji, a także o Turcji.

Zaangażowane biennale, które chce zmieniać świat, zmieniać Stambuł. Czy to w ogóle możliwe żeby artysta mógł zmienić rzeczywistość?

Sądzę, że to niemożliwe. Ale pomimo tego trzeba coś robić, mówić o swoich emocjach, o świecie zewnętrznym. Sytuacja na świecie zależy od polityków od różnych potężnych sił. Nie możemy go zmienić, ale możemy zmienić siebie

AKM- projekt: Hayati Tabanlioglu. Cała historia bardzo oczywiście przypomina nasz Supersam w Warszawie ( już zburzony, wciąż nic nowego tam nie powstało ) Aż szkoda, ze nie Polska nie była reprezentowana na tej ekspozycji. Hou Hanru, kurator biennale, wspomina w wywiadzie dla TVP Kultura, że Polscy widzowie powinni doskonale zrozumieć ekspozycje "Burn it or not?" i tak chyba jest. Tym bardziej szkoda, ze obok Hotelu Rossija i przywoływanego ciągle Palast der Republik z Berlina ( zburzony a na jego miejscu kopia zamku pruskiego - oto real politik historyczna ) nie było nic z Polski. Na koniec jeszcze AKM w typowym przybraniu na święto republiki:

AKM

Biennale w Stambule - relacja 1

maxcegielski

Hou Hanru chciał aby biennale zmieniło Stambuł. Poszedł krok dalej niż kurtorzy 9 edycji. Wyszedł poza przestrzeń dawnej europejskiej dzielnicy Pera-Beyoglu. Nowa lokalizacja to IMC - targ kupców tekstylnych. Tutaj o nim troche a także AKM - Centrum Kultury im. Ataturka, symbol modernizacji republiki. Wkrótce texty wywiadów z Erdemem Helvacioglu, Burakiem Delierem, Extrastruggle i z Banu Onrat. A 5 grudnia o 18.30 emisja reportazu w TVP kultura. Poniżej IMC - zaprojektowane na fali powojennej modernizacji miasta przez Dogana Tekeli i Sami Sisa.

Na skraju dawnej starej dzielnicy. Z wyższych pięter widać stare osmańskie meczety i drewniane domy biednej, konserwatywnej starówki.

Wzdłuż Bulwar Ataturka, zaraz obok akwedukt bizantyjski, tedy zawsze przejeżdża się np. autokarem z lotniska na plac Taksim. Nikt jednak nie zwraca uwagi na bryłę IMC. Hanru udało się przyciągnąć tu turystów. 

Nie jest to jeszcze przeniesienie sztuki do kurdyjsko-alewickiego getto ( varos )  jak Gazi Mahallesi, ale krok do przodu. Architektura tej przestrzeni miała być nawiązaniem do "orientalnego" krytego bazaru, ale w nowoczesnej wersji. System krużganków-dziedzińców umożliwiających bliski kontakt ludzi ale zarazem przestrzeń duża. Dziś kompleks IMC umiera i świeci pustkami.

Zakupy robią tu tradycyjne rodziny muzułmańskie, na wystawach długie płaszcze i chusty dla kobiet. Burak Delier, który prezentował swoje lewicowe "parkalynch" w bloku numer 1, z dala od innych sklepów-wystaw sztuki współczesnej, nie czuł się tam dobrze. Pomimo naszych próśb nie chciał iść z nami do warsztatów i sklepów rozmawiać z ludźmi. Mówił, że chciał mieć swój sklep artystyczny na Istiklal Cadessi, głównym deptaku Stambułu w Beyoglu. Tam wszystko uchodzi na sucho.

W IMC nikt ze sklepów obok nie wiedział, że obok trwa biennale. Tylko herbaciarnie-kebabownie miały większy obrót. Biennale dało jednak jakąś energię nową temu miejscu, ekspozycją "World factory" albo odwrotnie, to IMC dało wystawie energię. 

cdn...

emisja reportażu w TVP Kultura - 5 grudnia 18.30

Biennale w Stambule - notatki 3

maxcegielski
Już w przyszłym tygodniu relacja foto, video, text z kończącego się biennale w stambule. Teraz jeszcze garść notek o pracach i artystach, które będziemy pokazywać w TVP Kultura. Emisja reportażu - 5 grudnia około 18.30

Biennale w Stambule - notatki 2

maxcegielski
Biennale nie zbiera zbyt dobrych recenzji, ja w ekipie TVP Kultura będę na koniec na przełomie października i listopada. Tu kolejne notki i zdjęcia z ekspozycji w Stambule.

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci