Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Iran

"Persepolis" - czwartek o 18.00 w Muranowie, dyskusja i pokaz

maxcegielski

„ W Cannes na konferencji prasowej autorka wielokrotnie powtarzała, że nie chciałaby, aby jej komiks i film postrzegane były tylko i wyłącznie przez pryzmat polityki. Najważniejsze dla niej jest przede wszystkim przesłanie humanitarne. Satrapi podkreśla, że przede wszystkim jest to opowieść o zwykłych ludziach i ich zwykłym życiu w niezwykłych czasach. Zależy jej na tym, aby czytelnicy i widzowie zrozumieli, że społeczeństwo irańskie nie składa się z samych zagorzałych islamistów i terrorystów. To tylko cząstka prawdziwego życia i prawdziwego oblicza społeczeństwa.”

Niezależnie od takich deklaracji „Persepolis” staje się dla wielu odbiorców obrazem Iranu, jedynym im dostępnym, oprócz wiadomości w telewizji. Od takiego kontekstu nie da się uciec.

Jaki obraz Iranu po rewolucji będzie miał widz? Jak on się ma do rzeczywistości? ( Wiele opisów filmu zaczyna się od „rewolucja islamska” tak jakby nikt nie dostrzegl, ze rewolucja na początku nie była muzulmanska stricte, co przeciez jest w filmie wyraznie pokazane. A to pokazuje, ze persepolis jest wpisywane w kontekst „zagrozenia fundamentalizmem” i może racje maja wladze Iranu protestujące. Wbrew checiom Satrapi moim zdaniem utwierdza on ludzi w przekonaniu, ze zagorzali islamiści terroryzuja społeczeństwo. A przeciez jakas ( jak duza? ) jego czesc wspomagala zmiany obyczajowe itp.

Wbrew temu co mowi Satrapi, bohaterowie to nie sa zwykli ludzie. Tacy nie chodza do „frencz school” Moim zdaniem to elity, których postrzeganie rzeczywistości jest specyficzne. „Persepolis” to obraz swiata kreowany przez bardzo waska grupe spoleczna, i to ona wlasnie narzuca nam swoja interpretacje zmian w Iranie po powrocie Chomeiniego. Podobnie jak w wielu książkach-reportazach.

"Persepolis" czyli nad czym warto się zastanowić

maxcegielski
"Persepolis" - 7 lutego, czwartek, godz.18.00 kino Muranów. W spotkaniu przed filmem i w dyskusji po fimie udział wezmą: Max Cegielski, pisarz i podróznik, Anna Pietruszka, m.in. autorka filmu o irańskich feministkach, Magdalena Zaborowska, iranistka. Przy okazji warto sobie przypomnieć co o rewolucji w Iranie pisał Foucault...

'Neverbeen to Teheran"

maxcegielski

http://www.neverbeentotehran.com - to projekt internetowy pokazywany jako wystawa w różnych miejscach na świecie. Jak wyobrażają sobie stolicę Iranu ci, którzy tam nigdy nie byli. Jaki obraz miasta buduje sie poprzez media, wyobrażenia, wiadomości, skojarzenia. Można by podobną akcję urządzić o dowolnym innym miejscu na ziemi, ale w tym wypadku sens jest szczególny. Jak pisałem wielokrotnie, takze w tekstach tu opublikowanych, łatwo jest wpisać na "oś zła" kraj, którego sie nie zna. Każdy kto był w Iranie poszedłby na demonstracje przeciwko interwencji, której temat ciągle powraca w Waszyngtonie. Ja ani moi koledzy już byliśmy w Teheranie więc nie możemy wziąć udziału w projekcie. Poniżej fragment video Mikołaja Długosza ze skrzyżowania w tym megapolis.

W tym krótkim jednym ujęciu widać problem naszego niezrozumienia całego wschodu. Życie jest tam równie precyzyjnie zorganizowane co w kulturze zachodniej, w pozornym chaosie jest logika i porządek. I jak widać, wszystko sprawnie funkcjonuje.

Książki o Iranie 2 "Mirrors of the unseen"

maxcegielski
Książka Jasona Elliota zaczyna się od świeżego spojrzenia, możliwego tylko przy pierwszym kontakcie z miejscem. Podróżnik opisuje chaos skrzyżowań w Teheranie, brak jakichkolwiek regulacji ruchu. W ten sposób od razu wchodzi w rolę przeciętnego odbiorcy z Zachodu, który nie wie nic o Iranie, oprócz tego co przeczytał na pierwszych stronach gazet. Elliot, jak każdy biały, spodziewa się więc (pozycja wydana 2006 a opisane podróże już po inwazji na Irak jak można się domyślać) totalitarnego muzułmańskiego reżimu. Zetknięcie mitu i rzeczywistości w tym wypadku działa oczywiście na korzyść kraju. Nikt nie przetrząsa jego bagażu, religijna policja nie atakuje umalowanych dziewcząt i nie robi nalotów na głośne imprezy. Narrator nie jest jednak pierwszy raz w Azji Centralnej: poznał już dobrze Afganistan i napisał o nim książkę, mówi nawet nieźle po persku, choć oczywiście w dari, dialekcie używanym w Kabulu. Mimo tego patrzy na stolicę państwa z „osi zła”, gdzie zaczyna podróż, tak jakby nic nie wiedział o „rządach mułłów” , oprócz tego co zaserwuje CNN lub co gorsza FOX News. W pierwszej chwili wydaje się to być zaletą książki. Ja sam, będąc już parę razy w Iranie, nie potrafiłbym tylu stron poświęcić analizie ruchu na ulicach miast. Dla Elliota wieloosobowe taksówki i pozorny nieład skrzyżowań są zaskakujące, świeżość spojrzenia jest w tym wypadku atutem. Dla czytelnika „Mirrors of the unseen” w Anglii czy USA każdy detal opisu jest zaskoczeniem. Ktoś kto czytał chociażby „Szachinszacha” Kapuścińskiego może odnaleźć tu coś, czego w swej historycznej analizie nie napisał Mistrz. Ktokolwiek jednak był w Iranie choć raz może poczuć się nieco znudzony...

Książki o Iranie - po angielsku

maxcegielski
W święta wielkanocne mam nadzieję, że zdąże przeczytać nową książkę o Iranie, dostarczoną mi przez WAB. O "Mirrors of the Unseen' Jasona Elliota już wkrótce, a na razie przypominam parę innych tytułów, które nie ukazały się po polsku...

Iran w "Pijanych Bogiem" 3

maxcegielski
Wszyscy wielcy sufi podróżowali. W XXI wieku wydaje się nam, że świat się skurczył. Kiedy śledzę trasy pokonywane przez muzułmańskich mędrców i kupców w średniowieczu, mam wrażenie, że ludzie boją się teraz opuszczać domy. Ibn Arabi z Murcji powędrował do Tunezji, potem pielgrzymował do Mekki. Odwiedził Kair i Konyę w dzisiejszej Turcji, gdzie miał w przyszłości osiąść Dżalaluddin Rumi. Arabi odwiedził także Bagdad, a w końcu zamieszkał w Damaszku. Podróżowanie po średniowiecznym świecie arabskim trwało zapewne dłużej niż teraz, ale wyprawa z Hiszpanii do Turcji nie była tak wielkim wyczynem jak dziś. Szajch Nimatullah, założyciel bractwa, którego członkiem był mój przyjaciel z Szirazu, po pielgrzymce do Mekki i wizycie w Kairze powędrował w okolice Samarkandy. Potem, uciekając przed wojskami mongolskimi, przeniósł się do Heratu (obecnie w Afganistanie), a następnie do Meszhedu. Wreszcie zamieszkał w Mahan niedaleko dzisiejszego irańskiego Kerman. Nimatullah nie jest często wymieniany w opracowaniach na temat sufizmu. Jego bractwo, w przeciwieństwie do wielu innych, miało zakaz wyróżniania się strojem i wyglądem. Członkowie raczej wtapiali się w społeczeństwo. Tak jak Amir, który prowadząc swój duży terenowy samochód wyglądał jak zwykły inżynier, ale wiedział więcej od wszystkich moich rozmówców w Pakistanie. Przez całą drogę opowiadał mi historię islamu, podkreślał, że przełomowym momentem były najazdy mongolskie...

Irańska bomba atomowa

maxcegielski

Kocham Iran ponieważ tam byłem. Nie kocham obecnego prezydenta z Teheranu, choć go oczywiście nie znam. To co dzieje się na wschodzie jest ważne dla nas wszystkich, szczególnie dla tych, którzy jeżdżą samochodami. Ceny ropy naftowej idą w górę kiedy huragany pustoszą południową Amerykę a zamieszki zatrzymują wydobycie w Nigerii. Politycy Azji, Europy i Ameryki mają zagwostkę: chcą nałożyć embargo na Iran, ale boją się, że ceny paliwa napędowego pójdą zbyt wysoko w górę. Dla szybko rozwijających się gospodarek, jak chińska, brak ropy z Teheranu byłby zabójczy. My też odczujemy to w portfelach. Powodem blokady gospodarczej nie będą oczywiście populistyczne wypowiedzi prezydenta Ahmedineżada, który twierdzi, że zagłada Żydów podczas II wojny światowej to mit. Władcom świata, nawet jeśli wspierają Izrael, wisi takie gadanie, niezależnie od tego jak jest okropne. Na przykładzie Chin widać, że ważny jest biznes a nie demokracja i wolność słowa. Zachód zaczyna się bać potęgi Iranu i „muzułmańskiej” bomby atomowej. Ahmedineżad twierdzi, że chodzi mu tylko o pokojowe wykorzystanie technologii. W tym jednym zgadzam się z Georgem Bushem, też nie wierzę prezydentowi Iranu. Jednak, tak jak władze z Teheranu, uważam, że Iran, podobnie jak każde państwo, ma prawo do takiej broni.

            Warto przypomnieć, że bombę atomową ma także graniczący z Iranem na wschodzie Pakistan. Republika Islamska nie tylko z nazwy, kraj równie piękny i wspaniały jak Persja. Pakistanowi wolno mieć bombę atomową ponieważ jest sojusznikiem USA w wojnie z terroryzmem. Iranowi nie wolno ponieważ jest wrogiem, a tylko „nasi” mogą mieć bomby. Wbrew obawom Zachodu władza w Teheranie to nie to samo co komunistyczna dyktatura w Korei Północnej czy reżim w Sudanie. Mimo ograniczeń w demokracji prezydent Ahmedineżad został wybrany w wolnych wyborach, popiera go ulica, która uwielbia jego populistyczne anty – izraelskie hasła. Tak jak ulica polska uwielbia anty korupcyjne i anty gejowskie hasła IV Rzeczpospolitej.

            Niezależnie od problemu bomby atomowej Iran myśli dużo bardziej perspektywicznie od Zachodu. Także w Europie wraca dyskusja nad elektrowniami jądrowymi. Boimy się ich, ale ceny benzyny nas dobijają. Poza tym ropa ma to do siebie, że kiedyś się skończy. Niektóre szejkanaty z Zatoki Perskiej inwestują więc w strefy wolnocłowe, turystykę, transport i biznes. Wiedzą, że ich czarne złoto pewnego dnia wyschnie. Irańczycy też to wiedzą. Niezależnie od swoich mocarstwowych wizji ( do których mają prawo, ponieważ są potęgą kulturową i ekonomiczną ) myślą perspektywicznie. Tylko my jesteśmy wciąż ślepi. 

(ten mój felieton ukazał się rok temu w Metropolu już nie istniejącym i wciąż jest aktualny )

Iran w "Pijanych Bogiem" 2

maxcegielski

ciąg dalszy:

Amir znad kierownicy ogromnego landrovera podkreślał raczej perskie niż indyjskie elementy w sufizmie. Pierwsza ważna szkoła mistyków powstała przecież w Bagdadzie. Tam mistrz patrona Lahaur, Al-Hudżwiriego, stworzył na przełomie IX i X wieku podstawy teorii o fana – oddzieleniu się duszy człowieka od czasu i przestrzeni oraz destrukcji ego. Najpiękniejsze z mistycznych poematów napisano po persku, w tym języku tworzył Lal Śahbaz Kalandar, Hudżwiri, Rumi i wielu innych. Amir przyznawał, że jeden z bardzo silnych prądów narodził się w Egipcie, gdzie przeciwstawiono wiedzę intelektualną sufickiemu poznaniu płynącemu z miłości, tworząc w pewnym sensie punkt wyjścia do dzikiego, magicznego mistycyzmu, którego Amir nie pochwalał. Opowiadał mi to wszystko piękną angielszczyzną, czasem tłumacząc fragmenty Farhanowi, który mówił tylko po persku. Partner mojego irańskiego mistrza wydawał się nieco przygnębiony i zamknięty w sobie. Nie miał w życiu tyle szczęścia, co Amir. Farhan podczas wojny trafił do niewoli i spędził trzy lata w saddamowskim obozie dla jeńców, gdzie był torturowany. Amir nie był w wojsku, wyjechał z Iranu na studia do Indii, kiedy miał siedemnaście lat. Wtedy zetknął się z ludowym sufizmem subkontynentu i potraktował go poważniej niż sajidowie z Sehwan czy Musa z Lahaur.

Amir tłumaczył mi, że w ortodoksyjnym sunnizmie Bóg przebywa poza stworzonym przez siebie światem. Sufizm wprowadzał zaś do islamu elementy panteizmu, Bóg zaczął być obecny wszędzie, także w skałach i górach za oknami naszego samochodu. „Kiedy patrzysz na świat, trudno temu zaprzeczyć. Jest tak cudowny, że musi być w nim obecny Bóg – westchnął. – Ale dla tych ludzi oznacza to coś innego niż dla mnie. Skoro Bóg jest wszędzie, to może też być w grobie jakiegoś szejka. Może być w Halladżu. A to już zupełnie co innego”. Panteizm wydawał się negować monoteizm, nic dziwnego, że wielu sufich oskarżano o herezję i prześladowano. Już pierwsi z nich twierdzili, podobnie jak późniejsi malamati, że nieszczęścia ułatwiały im oczyszczenie serca. W sufizmie pojawiało się więc coraz więcej elementów obcych. Z drugiej strony, w ramach bardziej „trzeźwego” mistycyzmu próbowano dopasować ezoteryczne doktryny do głównego nurtu wiary. Najważniejsze były poczynania Al-Arabiego, które przekonały potem do sufizmu innych teologów. Filozof ów wyróżnił dwa aspekty Boga: oto Bóg jest, po pierwsze, tylko jeden, niepodzielny, niepoznawalny i nieopisywalny, oraz – po drugie – utrzymuje On kontakty ze światem. Tylko w tym drugim aspekcie człowiek może na różne sposoby zbliżyć się do Boga lub jego przedstawicieli. Taka koncepcja umożliwiła działalność mistyków bez popadania w konflikt z czystym monoteizmem, który tkwi przecież u podstaw islamu. Doskonalenie sufickie w filozofii Arabiego to upodabnianie się do idealnego człowieka – Mahometa, motyw wykorzystywany przez różne religijne bractwa aż do dzisiaj. Dla Amira wzorem do naśladowania był przede wszystkim Ali, którego imię wypisane po persku miał w komórce.

 shiraz

Foto: http://landofaryan.atspace.com/

Kiedy studiował za granicą, w Iranie wybuchła rewolucja, a Chomeini wrócił z wygnania we Francji. Społeczny ferment został zdominowany przez hasła religijne i kraj odrodził się ponownie jako teokratyczne państwo szyickie. Amir po ukończeniu studiów w Indiach wyemigrował do Europy. Jak sam mówi, był wtedy ateistą, zbuntowanym młodzieńcem wywodzącym się z klasy średniej. Dopiero w Szwecji odkrył, że jest muzułmaninem. Tam też poznał swoją obecną żonę, Irankę Nadię. Razem w trakcie medytacji i modlitwy zrozumieli, że są szyitami i że najbardziej odpowiada im ścieżka suficka. Na początku Amir nie należał do żadnego bractwa, ponieważ nie miał zaufania do zorganizowanych form religijności. W islamie pojawienie się zorganizowanych tarik – bractw mistycznych – wprowadziło nowy model rozwoju duchowego. Wcześniej dużo podróżowano, aby spotkać się z różnymi mistrzami. Teraz odizolowany od świata adept miał pobierać nauki od jednego tylko pira, któremu był całkowicie podporządkowany i oddany. Pojawiają się pierwsze „klasztory” muzułmańskie, ważne lokalne centra. Oprócz muridów przychodzili tam także zwykli ludzie. Piątkowe modlitwy w przylegającym do głównych budynków meczecie prowadzone były więc przez sufich. Szejk stał się duchowym przywódcą zarówno swoich uczniów, jak i mieszkańców okolicy. Amir zacytował słynne powiedzenie: „Kto nie ma swojego szejka, tego szejkiem jest Szatan”.

Od XII wieku bractwa się formalizują. Zaczynają wyróżniać się strojem, stają się coraz potężniejsze, pojawiają się pierwsze podręczniki sufizmu. „A to zaczyna brzydko pachnieć” – roześmiał się Amir. Pełne oddanie się szejkowi i bractwu kojarzyło mu się w młodości z niebezpiecznym sekciarstwem. „Może za długo mieszkałem w Szwecji i napatrzyłem się na różnych wariatów. Tutaj patrzy się z innej perspektywy, poza tym musiałem po prostu dojrzeć do inicjacji w bractwie”. Amir wywodził się ze świata szyizmu, który podobnie jak doktryny ismailickie głosił, że aby świat istniał, musi być pod opieką imama, choćby ukrytego. W sufizmie taką rolę odgrywali święci, którzy na polecenie Boga jako „bieguny świata” podtrzymywali istnienie kosmosu. Amir, jak wszyscy Persowie, potrafił zacytować z pamięci różne poezje, tym razem przywołał Rumiego: „Kto nie zna szejka, bieguna swojego czasu, ten jest niewiernym”.

Bractwo Nimatullahi, którego został członkiem, kontynuowało tradycję głębokiego perskiego sufizmu; w jego łonie mogły powstać dzieła Rumiego. Tradycje intelektualne tego i pokrewnych mu bractw dalekie były od ludowej religijności praktykowanej w Pakistanie. Szajch Nimatullah należał do komentatorów i kontynuatorów Ibn Arabiego, który teorią o dwóch aspektach Boga uratował mistycyzm przed zarzutami ortodoksów. Ten wybitny teolog urodził się w 1165 roku w hiszpańskiej Murcji, wychowywany był przez dwie kobiety – święte. Koncepcje Ibn Arabiego przesiąknięte były całym śródziemnomorskim dziedzictwem intelektualnym: neoplatonizmem, gnostycyzmem i hermetyzmem. Podobnie rzecz się miała z wieloma innymi filozofami muzułmańskimi, dzięki którym teksty starożytnych Greków przetrwały do naszych czasów. Na tym ukrytym, ezoterycznym poziomie batin następowało spotkanie wszystkich zakazanych, heretyckich grup. Nie bez powodu angielski podróżnik Richard Burton, tłumacz Księgi tysiąca i jednej nocy, stwierdził, że bractwa sufickie są „wschodnimi przodkami” masonerii. W osmańskim Konstantynopolu i na Bałkanach dochodziło do intelektualnych spotkań mistyków muzułmańskich, masonów i chasydów, rzecz tak trudna dziś do osiągnięcia czy nawet wyobrażenia.

cdn.

Iran - nie taki diabeł straszny jak go malują

maxcegielski
Kolejne doniesienia o nieuchronności ataku USA na Iran. Jacek Kaczmarek, podobnie jak ja, uważa, że to tylko balony testowe. Zanim nastąpi wojna militarna sprawdza się sytuację wojną psychologiczną, mówi Jama. Być może temu właśnie służy zatrzymanie brytyjskich żołnierzy - sprawdzeniu jak zareaguje świat. Nie chcę jednak pisać tu o polityce. Na początek wątków irańskich fragmenty "Pijanych Bogiem" rozgrywające sie w Iranie. Wkrótce także co Foucault pisał o rewolucji irańskiej i recenzje anglojęzycznych książek o Iranie nie wydanych w Polsce

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci