Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Wszystko

Polish India Shop w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

maxcegielski

Już ustalona data otwarcia 14 czerwca, zapraszam na wernisaż :) Pracujemy ciężko z Jankiem Simonem, zarówno w roli kuratorów jak i riserczerów oraz producentów. Teraz np. poszukujemy do kupienia czasopisma "The Polish Review" które w latach 60tych promowało polski przemysł oddzielnymi wydaniami - na Afryke i Azje. Podobnie jak skoncentrowane bardziej na kulturze - "Poland" mieli wspaniałe okładki i "reklamy".

IMG_5710IMG_5712

 Jeśli ktokolwiek posiada egzemplarze tego periodyku, na sprzedaż lub choćby do wypożyczenia, proszę o kontakt: maulana@poczta.fm

 

How We Learnt The West in The East

maxcegielski

Jeden z pierwszych, roboczych opisów mojego i Janka Simona projektu "Polish-Indian Shop" jest już w necie po angielsku.

"Polish people had been learning capitalist economy long before it became a part of the official state policy and their 'school of life' was the black market, especially difficult in the Eastern context due to cultural differences and the physical distance but at the same time – a lucrative one. Trade flourished not only in Europe but also in India, Turkey, Russia, Thailand, Singapore and Taiwan, and money generated in this exchange – admittedly illegal but increasingly willingly accepted by the authorities – was big enough to become important investment capital after the Polish borders had opened. The illustration may be currency reserves located on private bank accounts in 1987: they totaled to 2 billion dollars (the same amount was probably kept outside of the banking system). Many businessmen who were then or who still are crucial shareholders of the market started their careers in India or other Asian countries having gained there their 'first million' and, what’s important, they learnt the rules of capitalism."

MORE ON http://asia.culture.pl/en/article/how-we-learnt-the-west-in-the-east

 

Inna wersja felietonu

maxcegielski

Mój felieton w Krytyce Politycznej  o "Zdradziectwie i odstępstwie Mickiewicza" zaczyna się tak:

Na trzecim kilometrze spaceru przez rubieże stolicy („in fifty five minutes and forty four seconds”) zwalniam na tyle, że biegacze są daleko przede mną. Pośród nowych osiedli czuję się bardziej obco niż w Indiach czy Azji Środkowej. Schodzę nad Wisłę i podziwiam kominy elektrociepłowni wznoszące się nad romantycznymi zagajnikami. Muszę uważać na miejscowych, którzy mieszczański niedzielny spacer zamienili w przyrodnicze, rowerowe ekspedycje i rozbijają się po laskach. Wisłą wolno płynie burobrązowa piana przedwiośnia, na drugim brzegu pędzą quady, jeźdźcy zatrzymują się i pstrykają zdjęcia przy pomocy „selfiestick”. Nie trzeba od razu eksplorować Azji, jak ja przez lata, aby poczuć się zdobywcą. Tak jak quadowcom wystarczają mi przedmieścia Warszawy, żeby poszwendać się i wprawić w ruch nie tyle nogi, co umysł.

turcja3_003

( To z Muzeum Mickiewicza w Stambule, z wystawy Migrującego Uniwersytetu Mickiewicza w 2014, praca Janka Simona pt. Adam Janek Mickiewicz Simon czyli skan 3d łączący głowy artystów + smoła i kapusta.)

W wersji dla KP nie zmieściły się moje dalsze dywagacje na temat mojego stosunku do Polski i Wschodu, które spowodowały, że w końcu musiałem zająć się ojczyzną współczesną, bardziej niż w książce "Wielki Gracz":

W całej okolicy nie ma żadnego kościoła, tubylcy zamiast na mszę jeżdżą chyba do pobliskiego, nowego „shopping center”. Identyczne powstają w Indiach, które podobnie jak Polska podłączyły się globalnego neoliberalizmu na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. To właśnie intelektualiści z subkontynentu, najczęściej pisząc po angielsku w Londynie i Nowym Jorku, stworzyli podwaliny pod studia postkolonialne, próbując zrozumieć własną pozycję kulturową.

Słynny esej z 1983 roku: „Can the subaltern speak?” Gayatri Chakravorty Spivak zadaje wprost niewypowiedziane explicite pytanie Mickiewicza z połowy XIX wieku, ale podobnie jak u niego nie pada tu jednoznaczna odpowiedź. Nasz wieszcz opowiadając w Paryżu o egzotycznej dla Francuzów słowiańszczyźnie, wydaje się równie usprawiedliwiony jak Spivak pisząca o paleniu wdów w Indiach, ponieważ sam należy do tej kulturowo i politycznie wykluczonej grupy etnicznej. Jednak podobnie jak ona i jak ja, należy do elity intelektualnej, dzięki czemu ma szansę przemówić językiem zrozumiałym dla europejskich salonów. Mimo uwikłań swojej, szlacheckiej pozycji społecznej, jest w lepszej sytuacji niż ja pisząc przez lata o „niesamowitej Azji”.

Wyjeżdżam na Wschód zajmować się tamtejszą egzotyką, choć sam należę do młodszej, wciąż i ostatnio w bólach dojrzewającej Europy, pochodzę z peryferiów nowoczesności. Z punktu widzenia Zachodu, z centrum, które chce ustanawiać narrację i oceny, jestem potomkiem barbarzyńskich Słowian, którzy przyjęli chrzest dopiero w 966 roku n.e. Przede wszystkim zaś czuję, nawet jeśli tylko podświadomie i udając, że tak nie jest, przeczuwam swoją gorszość, konieczność aspirowania, ciągłego modernizowania siebie i kraju. Może nawet podróżując do Azji chciałem, w głębi duszy, poczuć się lepszy, będąc białym Europejczykiem pośród Turków, Persów, Beludżów, Pasztunów, Hindusów, Kirgizów, Uzbeków, Pamirczyków. Dla nich „wewnętrzne kolonializmy” Europy, lata świetlne dzielące cywilizacje Londynu, Paryża, Berlina i Warszawy, były niewidoczne.

Przestałem nawet jeździć na Zachód, tam powracałem chcąc niechcąc do roli barbarzyńcy ze słowiańskich peryferii, który mimikrą, przed wiekami oświeceniową, dziś hipsterską, udaje tego kim nie jest. Dlatego w ogóle nie dziwię się sukcesom PIS i skupionej wokół tej partii rewolty konserwatywno-patriotycznej XXI wieku, nie tylko dlatego, że nigdy nie głosowałem na PO. Doskonale rozumiem, że pisząc obrażone listy do Brukseli ludzie „dobrej zmiany” czują to samo co wielu Polaków.

+ Pod felietonem w Krytyce ktoś napisał: "Towiański był carskim agentem i w tym momencie cały tekst traci sens.". Tylko, że ja nigdzie tam nie piszę o Towiańskim, tylko o zarzutach wobec Mickiewicza! Spór o to czy jego duchowy mistrz był na usługach Petersburga trwa do dziś. Pod poprzednim felietonem ktoś pisał, że z pewnością był, ale mnie wogóle nie interesuje kto był a kto nie agentem, zarówno w XIX jak i XX wieku, piszę o samych zarzutach.

W najbliższy piątek kolejny felieton w Krytyce Politycznej

 

 

 

 

Litwini są z Indii a Mickiewicz z PISu?

maxcegielski

muzeum_kapusta2( Muzeum Mickiewicza w Stambule, foto: Justyna Chmielewska)

Miało się to nazywać po prostu "Spacery", a nawet old schoolowo "Romantyczne spacery", ale redakcja dała tytuł bardziej polityczny, wzmacniający aspekty bieżące i felieton nosi tytuł "Czy Mickiewicz głosowałby na PIS?". Tak naprawdę jednak politycznej bieżączki nie jest tam dużo. Nie obyło się bez pomyłki i poprawek kiedy tekst już był na stronie, kajam się za błędy i dziękuje uważnym czytelnikom. Całość pomyślana jest jako cykl, co 2 tygodnie. Tutaj fragmencik:

"Wyprzedzają mnie biegacze, wyklęci przez Adama Mickiewicza ludzie z „wierzchniej warstwy”, „którzy stają się Europejczykami”. To cytat z „naukowych” improwizacji, które wygłasza na katedrze języków słowiańskich w College de France w latach 1840-1844. Przemawia w natchnieniu, w coraz bardziej mistycznym uniesieniu (aż do otwartego głoszenia herezji Towiańskiego). O Polakach-Europejczykach mówi, że „warstwa ta błyszczy francuskim światłem, a raczej fosorescencją, bo nie ma życia własnego w tych zjawiskach pełnych blasku a znikomych”. Fosforescencja, kopie, odbicia, poblaski – cienie Zachodu w Polsce. (...) Mickiewicz mówi, a słuchacze zapisują, zapewne niedokładnie, że specyfiką naszą jest „nieustanne zapuszczanie się w przeszłość i przyszłość”.

Jedynie orientalne zainteresowania Mickiewicza (w tym jego przekonanie, że Litwini wywodzą się z Indii), rozciągnięte przeze mnie samowolnie na buddyzm, pozwalają stwierdzić, że brakuje nam spokojnego bycia „tu i teraz” czyli medytacyjnego namysłu nad chwilą, która trwa – przyczyną cierpienia jest pragnienie. Nie zamierzam jednak leczyć Polski ani siebie buddyzmem..."

Tytuł mógłby sugerować, że jest to kolejny anty-pisowski tekścik, tyle, że współczesny konflikt zostaje przeniesiony na tło XIX wieku, ale jest to w równym stopniu krytyka elit POwskich, auotkrytyka nas samych, mnie samego...

Całość felietonu na stronach Krytyki Politycznej, polecam!

Co nie zmieściło się w książce Wielki Gracz? PART 2. + spotkania

maxcegielski

 

pamirski_post

W książce "Wielki Gracz" ostatecznie nie wykorzystałem archiwalnych materiałów, takich jak ten szkic Pamirskiego Postu czyli pierwszego stałego posterunku rosyjskiego w miejscu obecnego miasteczka Murgob. W książce piszę:

"Już w 1892 roku żołnierze carscy zakładają pierwszy stały posterunek na nowo podbitych ziemiach wyżyny Pamir, w miejscu, gdzie znajduje się dziś miasteczko Murgob. Pierwszą zimę spędzają w jurtach, na wysokości trzech i pół tysiąca metrów nad poziomem morza. Następnego roku Pamirski Post jest już porządnym fortem, a wkrótce warunki życia są na tyle dobre, że jeden z oficerów sprowadza w góry swoją żonę. Szybko pojawiają się domy, kantyna, piekarnia, kuchnia i apteka oraz sauna, która pozwala rozgrzać się nawet podczas srogich mrozów. Obyczaj budowania skromnych łaźni przetrwał do dziś, korzystam z nich nad Kara Kul i w innych miejscach. Fort szybko przestaje być główną bazą rosyjską na wyżynie, ponieważ każdego lata wyruszają z niego wojskowe ekspedycje, które zajmują kolejne doliny dalej na południe. Aż do 1895 roku kolejnymi wyprawami na Dachu Świata kieruje Michaił Jonow. Poszerza tereny objęte stałą rosyjską kontrolą, aż granica mocno opiera się o rzekę Pandż na zachodzie oraz stanowiącą jej dopływ rzekę Pamir i jezioro Zorkul na wschodzie. Dzięki zastosowaniu polityki faktów dokonanych przebieg linii granicznej pomiędzy mocarstwami zostaje wówczas ostatecznie ustalony. Mojemu bohaterowi - Bronisławowi Grąbczewskiemu, mimo usilnych starań, nie udaje się wejść w skład komisji ustalającej precyzyjnie podział terytoriów."

Dlaczego tak się stało? O tym w książce a może uda się też wspomnieć na spotkaniu ze mną o Wielkim Graczu w Muzeum Azji i Pacyfiku, Warszawa, Solec 24, niedziela 28 luty o 18:00. Rozmowę poprowadzi Maciej Magura Góralski

 

Nowe Kontynenty

maxcegielski

 

A w nich "Służba i drużba" czyli ciąg dalszy moich przygód w Azji Centralnej, śladami Bronisława Grąbczewskiego, ale też polemika z tekstem Andrzeja Stasiuka z poprzedniego numeru "Kontynentów". Może nawet za dużo grzybów w ten barszcz post-sowiecki wrzuciłem i nie jest to mój ulubiony tekst z tego cyklu. Jak zwykle zdjęcia Mikołaja Długosza, moim zdaniem nie wyeksponowane tak jak na to zasługują, ale szata graficzna, sposób łamania pisma zupełnie nie jest w moim stylu. Ważne, że treść pozostaje wciąż na poziomie!

Sporo się dzieje na lini "Polska & Azja": na razie rzucam hasło: Mickiewicz/Hikmet. No i nadal Grąbczewski - prace trwają. Plan, mój, jest taki żeby 2014 był czasem powrotu na Wschód. Więcej tutaj więcej jak tylko święta pozwolą odetchnąć od młynu medialnego.

 

PS. Ignacy Karpowicz pięknie zestawił Cejrowskiego i Wojciechowską. Brawo!

Afganistan w MSN

maxcegielski

Max Cegielski rozmawia z Marcinem Ogdowskim
Polscy żołnierze w Afganistanie: bohaterowie czy najemnicy?

25 lipca 2013 (Czwartek), 18:00 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, dawny Pawilon Emilka, na wystawie "W sercu kraju". Prezentowana na niej praca Omera Fasta "Continuity" jest punktem wyjścia do rozmowy o roli polskich żołnierzy w Afganistanie. Moim gościem jest Marcin Ogdowski, który wielokortonie przebywał na terenie baz Wojska Polskiego w Azji, jest dziennikarzem, autorem książek na ten temat. Tu fragment pracy Fasta:

W "Przewodniku Interdyscyplinarnym. Polska & Azja" duża rozmowa z Wojtkiem Jagielskim na ten temat, gdzie mówi m.in.:

"Legenda i mit polskiego wojska świetnie funkcjonują, dlatego tak boleśnie przeżywamy i nie potrafimy sobie poradzić z historiami takimi jak Nangar Khel. Nie potrafimy dyskutować, choć to klasyczny przypadek wojny takiej jak ta afgańska czy kiedyś wietnamska. Podejrzewam, ze takich Nangar Khel wydarzyło się znacznie więcej i nie chodzi o to, że są ukrywane. To jest element tej „misji stabilizacyjnej”: jedzie patrol i pierwszy samochód wylatuje w powietrze na minie. Konwój jest ostrzeliwany ze wszystkich stron, więc żołnierze odpowiadają ogniem. Jak odróżnić kto jest cywilem, a kto talibem, skoro talibowie są cywilami? Nie mają mundurów, a tam każdy nosi karabin. Potem się podlicza i orzeka, czy to był nieszczęśliwy wypadek, ale moim zdaniem tak wygląda codzienność wojny w Afganistanie. I co pewien czas z jakichś powodów takie sprawy wypływają i są nagłaśniane, działają sądy. O tym trzeba po prostu rozmawiać. Nie usprawiedliwiam tych żołnierzy, ale mając świadomość, jak to wygląda, wydaje mi się, że wiem, co może powodować żołnierzem, który strzela na oślep lub z zemsty. Jeśli sądzić jego, to odpowiedzialność powinien ponosić także dowódca, dowódca dowódcy i wszyscy. Nie można wyrywać sprawy z kontekstu i mówić, że to są zgniłe jabłka, a wszystkie inne są zdrowe. Na takiej wojnie cały koszyk jest zepsuty.

                  A my nie potrafimy mówić o polskim wojsku inaczej niż skrajnie. Dzieje się tak również z powodu tej nowej rzeczywistości medialnej, w której jest albo afera, albo czyn bohaterski. Nie potrafimy poradzić sobie z sytuacją, która nie jest ani jednym, ani drugim, albo jest wszystkim naraz."

 

Zapraszam do MSN, tu link do wydarzenia:


https://www.facebook.com/events/496383210437204/

 

Mistycy i szpiedzy w Himalajach - ciąg dalszy

maxcegielski

Za chwilę już kolejne Kontynenty - tym razem z moim tekstem o Helenie Bławatskiej i legendzie ( nieprawdziwej ) o jej podróży do Tybetu. A przecież w międzyczasie ukazał się numer z innym pięknym, ale również fałszywym mitem - Jezusa w Indiach czyli historia Mikołaja Notowicza i "odnalezienia" przez niego manuskryptu w klasztorze w Hemis. Po co wymyślił tę historię - dowiecie się z Kontynentów, a później tutaj fragmenty. To ten numer:

WRACAM

maxcegielski

W Magazynie Kontynenty, numer 3 mój tekst o Mikołaju Roerichu, zaraz ukażą się kolejne, a w nich "Jezus w Himalajach", dekonstrukcja mitu, będą świetne foty Mikołaja Długosza. W numerze 2 Kontynentów była wyprawa śladami Bronisława Grąbczewskiego. Każdy z tych "historycznych reportaży" rozwijam w nowej książce nad którą pracuję. Wracając do Azji, bardzo okrężną drogą, przez historię "Great game", XIX wieczne ezoteryzmy. Wkrótce więcej. Dziś fragment z rozdziału: „Budda w królestwie podwodnym”:


"Do historycznej stolicy krainy – miasta Leh dojeżdżam po 12 godzinach szalonej jazdy, zaś Rosjaninowi zabiera to 17 dni. Po drodze kolejne klasztory, ten w Mulbekh „przydaje skałom niezwykle heroicznego wyrazu”, zaś w obliczu Lamajuru „blednie urok miast włoskich. W Saspul prehistoryczne rysunki skalne przypominają Rerichowi te na w Ameryce i Syberii. W swobodnym łączeniu znaków na niebie i ziemi Mikołaj specjalizuje się od końca XIX wieku, kiedy studia na imperialnej akademii sztuk pięknych w Petersburgu połączył z badaniem pochodzenia człowieka i archeologią. Staje się artystą – naukowcem i tęskni za czasami, w których przestrzeń pełna była bogów więc przestaje dostrzegać różnice między kamieniami, malowidłami, czy rzeźbami. Ze znaków poszczególnych okresów historii czy cywilizacji stają się one mistycznymi kodami ukrywającymi to co uniwersalne. W jednym krótkim akapicie zapisków potrafi znaleźć cechy wspólne germańskiego boga ognia z wędrownymi ascetami wschodu, Brunhildę, córkę Odyna z buddyjskim demonem i stwierdzić, że wysłannicy indyjskiego cesarza mogli dotrzeć do europejskich druidów. W swoim zapale niweluje różnice, łączy najodleglejsze czasy i miejsca, uogólnia w sposób piękny, lecz wychodzący daleko poza akademickie rygory...." CDN

Koken Ergun

maxcegielski

Wielokrotnie nagradzane filmy urodzonego w 1976 roku Kökena Erguna można oglądać nie tylko w lokalnym kontekście tureckim. „Ja, żołnierz” oraz „Flaga” pokazywane na wystawie „Labirynt pamięci, oblicza zła 1939-2009”. Pierwszy z nich nakręcony został w trakcie stadionowych uroczystości Narodowego Dnia Młodzieży i Sportu, ustanowionego w rocznicę rozpoczęcia wojny o niepodległość Turcji. Drugi to wspomniany na początku Dzień Dziecka związany z kolei rocznicą początku obrad Zgromadzenia Narodowego. Już samo związanie tych historycznych dat ze świętami dzieci czy młodzieży i sportu pokazuje wszechogarniającą obecność systemu państwowego zbudowanego na nacjonalistycznych odwołaniach. Kamery Erguna i jego współpracowników rejestrują tylko oficjalną rzeczywistość. Nie muszą podglądać, to otwarte dla obywateli rytuały, w których wręcz należy wziąć udział. Im więcej kamer tym lepiej, dzieci uśmiechają się bezpośrednio do nas z ekranu śpiewające, że wykopią grób każdemu kto nie szanuje flagi tureckiej tak jak one. Prawdopodobnie tak samo jak film Erguna wyglądałby reportaż w wiadomościach telewizyjnych. Jednak przeniesienie obrazów w przestrzenie galerii czy festiwali filmowych i zaprezentowanie międzynarodowej publiczności wyostrza sens przekazu. Natychmiast widzimy analogię między dziećmi śpiewającymi o śmierci wrogów Turcji i przytulanymi potem przez generałów a scenami ze Stalinem czy Hitlerem biorącymi na kolana „przyszłość narodu”. Z kolei oglądając popisy sportowe dzielnych wojaków na filmie „Ja, żołnierz” przypominamy sobie podobne ceremonie we współczesnym Izraelu ( z ich zapisami były razem pokazywane ), ale też historyczne parteitag`i nazistów, pochody 1 majowe w ZSRR i popisy młodzieży polskiej w sanacyjnej Polsce. Rytuał nacjonalistyczny choć opiewa odrębność danej grupy etnicznej jest uniwersalny a choć świecki to jego nawiązania do struktur świąt religijnych dostrzeże każdy student. 

To fragment mojego tekstu, który ukaże się w katalogu wystawy "Labirynt pamięci".

Nagroda im. Beaty Pawlak dla "Oka świata"

maxcegielski

Wczoraj została przyznana nagroda imienia Beaty Pawlak. Otrzymało ją moje "Oko świata" oraz książka "Dym się rozwiewa" Jacka Milewskiego. Z oficjalnego uzasadnienia jury:

"Co roku nagroda jest przyznawana za publikację, w tym roku postanowiliśmy docenić także wieloletnie zaangażowanie i trud autorów przybliżających nam „inne cywilizacje”.Nie po raz pierwszy Kapituła zdecydowała się przyznać 2 równorzędne nagrody. Maks Cegielski za „Oko świata”. Razem z Cegielskim przeszliśmy daleką drogę. Od wędrówki do Indii, gdzie się wybrał by szukać samego siebie, przez Pakistan - to już było odkrywanie tajemniczego świata absolutu i mistyki – po Turcję, zdawałoby się bliższą, odkrytą, oswojoną. Cegielski pokazał nam jednak jak niewiele o Turcji, Turkach i ich stolicy wiemy. Jest typem dobrego podróżnika, któremu nie przeszkadzają spotykani po drodze ludzie. Nie odpycha ich, bo zasłaniają piękny widok. Przeciwnie, pozwala im mówić. Miejsca wypełniają się życiem. Mówi się, że podróże kształcą. Z Maksem Cegielskim na pewno." 

11 biennale w stambule - cd

maxcegielski

To relacja Vernissage tv, zaczynająca się od kotów Stambulskich, tak jakby nawet dla tej ekipy samo miasto było ciekawsze od biennale. Jedna z ekspozycji miała miejsce w specjalnie zaadaptowanej na te cele dawnej greckiej szkole. Kto czytał ten blog lub zna "Oko świata" wie jak ważną traumą są pogromy greków. Ale panie z WHW mówiły o wybraniu tego symbolicznego miejsca ze względu na "brechtowskie znaczenie dydaktyzmu". W tekście katalogowym zastrzegają też, że nie interesowała ich symbolika metropolii. A zamknięta od 2002 roku szkoła przylega do cmentarza greckiego, budynek jest pilnowany przez turecką, muzułamańską rodzinę. Pod jedną z zamknietych sal stoją w równyms zeregu buty. Na ganku w słońcu pani w chuście czyta gazetę bulwarową z dużym zdjęciem roznegliżowanej aktorki. A na dziedzincu, pod pomnikiem Ataturka obowiazkowym rosna pomidory.

Ferikoy greek school

Ciekawie ze Stambułem i Turcją grała, albo raczej interweniowała praca Sanji Ivekovic. Cykl czarno-białych plakatów na pierwszy rzut oka wygladał jak zwykłe tandentne reklamy okularów kobiecych. Tylko, że z boku po turecku text - wypowiedź kobiety o tym jakiej przemocy doświadczyła w rodzinie. Jak mówiły kuratorki:

"Pozycja kobiet w spoleczenstwie i kwestia kobieca sa jednym z najwazniejszych elementow tej wystawy. Tak jak wspomnielismy wczesniej o pracach historycznych, nie nowych, dla nas bylo wazne zeby pokazac prace feministyczne, z lat 70 na przyklad i pokazac pewna ich kontynuacje we wspolczesnej sztuce. Jako przyklad moge podac prace chorwackiej artystki Sanji Ivekovic ktora stworzyla serie projektow we wspolpracy ze stambulskim schroniskiem dla kobiet, ktore staly sie ofiarami przemocy. Sanja stworzyla tez niezalezny raport "Turcja 2009" we wspolpracy z organizacjami pozarzadowymi, zajmujacy sie pozycja kobiet w spoleczenstwie tureckim." - Raport wydrukowany na czerwonym papierze walał się pod postacią luźnych kartek zmiętych na podłodze we wszystkich miejscach biennale. Wniosek z tego działania Ivekovic prosty: tyle warte są raporty. Od połowy października artystka bedzie miala wystawe w łódzkim Muzeum Sztuki.

WHW

Ivet Ćurlin, Ana Dević, Nataśa Ilić i Sabina Sabolović czyli WHW chciały natomiast być pewne, że ich przekaz "Stwierdzenie Brechta z "Opery za 3 grosze" ze kryminalista jest burzujem a burzuj kryminalista pozostaje rownie prawdziwe jak dawniej. Zarowno w 1928 roku jak i dzis burzuazyjna liberalna ekonomia niszczy porzadek spoleczny." na pewno dotrze do tureckiej publiczności. Lewicowość i zaangażowanie sztuki dla Art worldu światowego są oczywistością, dla Turków, szczególnie tych spod znaku kemalizmu i nacjonalizmu, juz nie. Na konferencji prasowej dziennikarze lokalni wydawali się nieco skonfudowani odwołaniami do Róży Luksemburg ( która przeżywa renesans, interesuą się nią też Raqs Media Collective o czym tu mówili ) Na oficjalnej ceremonii otwarcia, gdzie pod sceną grzecznie siedzieli w garniturach panowie z Koc Holding, głównego sponsora biennale, zamiast WHW wystąpiły tureckie aktorki. Po turecku - tak aby biznesowa, elitarna publiczność zrozumiała - odczytały takie fragmenty jak:

"Język polityki zostal dzis efektywnie zdepolityzowany. Wojny sa nazywane humanitarnymi interwencjami, ludobojstwo okreslane jest jako etniczne "czystki", wszystkie sily polityczne rozwijaja sie uzywajac retoryki "pokoju, demokracji i praw czlowieka" a partyzanci ktorzy nie maja innego sposobu na walke sa okreslani mianem terrorystow. Kulturalizacja polityki, promowana przez neoliberalna "roznorodnosc" ktora promuje euforyczna celebracje dobrze sie sprzedajacych roznic ( zwykle okreslanych jako pluralizm ) musi byc zastapiona przez polityzacje kultury. Dzis, gdy wybor miedzy "barbarzynstwem a socjalizmem" jest bardziej realny niz kiedykolwiek i przyszloscia swiata wydaje sie podzial na ubogie strefy wojny i stabilne faszystowskie strefy bogactwa, polityzacja kultury jest naszym celem."

Nagłośnienie było fatalne i sposnorzy raczej się nudzili niż denerwowali. A gazety tureckie, patroni medialni biennale pisali o "optymiźmie prac" a nie rewolucji socjalistycznej.

istanbul

A ja na tyłach Istiklal Cadessi, tuż obok Buyuk Londra Otel, gdzie kiedyś mieszkałem, odkryłem takie cacko. CDN


Recenzje blogowe

maxcegielski

Korzystając z chwili wolnego czasu, a właściwie zmęczenia takiego przedurlopowego, że na nic już nie mam siły poszukałem recenzji mojego "Oka świata. Od Konstantynopola do Stambułu" na blogach blox.pl.

Rafky.blox.pl bardzo ciekawie pisze o pobycie Mickiewicza w Konstantynopolu, dowiaduję się wielu rzeczy i od razu żałuję, że nie rozpisałem u siebie tego wątku. Jest też sporo o wykluczonych w mojej książce i potem: "Ja zastanawiam się, czy rzeczywiście Cegielski udzielając wywiadu Dziennikowi nie krygował się, mówiąc, że nie posiada jeszcze klucza do opisania Polski. Posiada. Bez dwóch zdań. Problem być może polega na tym, że mieszkając w Polsce trudniej chyba opisywać rodaka, który niezmieszany mówi, że żonę dawno przed ślubem wybrała mu rodzina ze swojej wioski. Cegielski posiada mnóstwo empatii wobec tych grup, które czują się wykluczone." - za te zdania autorowi bardzo dziękuje, bo moja lewicowość nie oznacza głupich dowcipów o "moherach" i tak, chętnie bym się tym tematem zajął, gdyby nie to że klucz do Polski się znalazł i jest inny, może nie tak gorąco reporterski. 

Dalej też ciekawie: "Czytam Oko świata i chociaż naturalnie poznaję Stambuł oczami Cegielskiego, to jednocześnie jestem zmuszony do zrewidowania własnych wyborów, wykluczeń, których dokonuję codziennie, przyglądając się Polsce oczami telewizyjnych newsów, politycznych polemik, własnych obserwacji. Cegielski dokonał - mam wrażenie - niemożliwego. Pozwolił mi zrozumieć mój własny kraj. I nie myślę tutaj o różnicach politycznych na szczeblu parlamentarnym. Żeby zrozumieć Stambuł, Cegielski musiał zbliżyć się do ludzi." Nie chciałem tego dosłownie pisać w tekście, ale miałem wrażenie, że piszę o Polsce tak naprawdę. Więcej bardzo ciekawych spostrzeżeń na blogu rafky, a w innym wpisie także analiza okien w Stambule - znowu żałuję, że sam na to nie wpadłem! Dzięki! Blogerzy dokładniej czytają książki niż recenzenci w prasie, o telewizji nie wspominając.

Warsztaty z Mittu Sainem

maxcegielski

mittu sain dobrakarma

Zapraszamy od 17 w sobotę 17 marca. Dobrakarma, Górczewska 67, wjazd od aleji Prymasa tysiąclecia. Uczestnicy warsztatów mogą oczywiście zostać później na imprezie z Singledread.

Tego samego dnia Mittu Sain wystąpi w audycji Magury Góralskiego w radiu Jazz, od 15.00

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci