Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Inna wersja felietonu

maxcegielski

Mój felieton w Krytyce Politycznej  o "Zdradziectwie i odstępstwie Mickiewicza" zaczyna się tak:

Na trzecim kilometrze spaceru przez rubieże stolicy („in fifty five minutes and forty four seconds”) zwalniam na tyle, że biegacze są daleko przede mną. Pośród nowych osiedli czuję się bardziej obco niż w Indiach czy Azji Środkowej. Schodzę nad Wisłę i podziwiam kominy elektrociepłowni wznoszące się nad romantycznymi zagajnikami. Muszę uważać na miejscowych, którzy mieszczański niedzielny spacer zamienili w przyrodnicze, rowerowe ekspedycje i rozbijają się po laskach. Wisłą wolno płynie burobrązowa piana przedwiośnia, na drugim brzegu pędzą quady, jeźdźcy zatrzymują się i pstrykają zdjęcia przy pomocy „selfiestick”. Nie trzeba od razu eksplorować Azji, jak ja przez lata, aby poczuć się zdobywcą. Tak jak quadowcom wystarczają mi przedmieścia Warszawy, żeby poszwendać się i wprawić w ruch nie tyle nogi, co umysł.

turcja3_003

( To z Muzeum Mickiewicza w Stambule, z wystawy Migrującego Uniwersytetu Mickiewicza w 2014, praca Janka Simona pt. Adam Janek Mickiewicz Simon czyli skan 3d łączący głowy artystów + smoła i kapusta.)

W wersji dla KP nie zmieściły się moje dalsze dywagacje na temat mojego stosunku do Polski i Wschodu, które spowodowały, że w końcu musiałem zająć się ojczyzną współczesną, bardziej niż w książce "Wielki Gracz":

W całej okolicy nie ma żadnego kościoła, tubylcy zamiast na mszę jeżdżą chyba do pobliskiego, nowego „shopping center”. Identyczne powstają w Indiach, które podobnie jak Polska podłączyły się globalnego neoliberalizmu na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. To właśnie intelektualiści z subkontynentu, najczęściej pisząc po angielsku w Londynie i Nowym Jorku, stworzyli podwaliny pod studia postkolonialne, próbując zrozumieć własną pozycję kulturową.

Słynny esej z 1983 roku: „Can the subaltern speak?” Gayatri Chakravorty Spivak zadaje wprost niewypowiedziane explicite pytanie Mickiewicza z połowy XIX wieku, ale podobnie jak u niego nie pada tu jednoznaczna odpowiedź. Nasz wieszcz opowiadając w Paryżu o egzotycznej dla Francuzów słowiańszczyźnie, wydaje się równie usprawiedliwiony jak Spivak pisząca o paleniu wdów w Indiach, ponieważ sam należy do tej kulturowo i politycznie wykluczonej grupy etnicznej. Jednak podobnie jak ona i jak ja, należy do elity intelektualnej, dzięki czemu ma szansę przemówić językiem zrozumiałym dla europejskich salonów. Mimo uwikłań swojej, szlacheckiej pozycji społecznej, jest w lepszej sytuacji niż ja pisząc przez lata o „niesamowitej Azji”.

Wyjeżdżam na Wschód zajmować się tamtejszą egzotyką, choć sam należę do młodszej, wciąż i ostatnio w bólach dojrzewającej Europy, pochodzę z peryferiów nowoczesności. Z punktu widzenia Zachodu, z centrum, które chce ustanawiać narrację i oceny, jestem potomkiem barbarzyńskich Słowian, którzy przyjęli chrzest dopiero w 966 roku n.e. Przede wszystkim zaś czuję, nawet jeśli tylko podświadomie i udając, że tak nie jest, przeczuwam swoją gorszość, konieczność aspirowania, ciągłego modernizowania siebie i kraju. Może nawet podróżując do Azji chciałem, w głębi duszy, poczuć się lepszy, będąc białym Europejczykiem pośród Turków, Persów, Beludżów, Pasztunów, Hindusów, Kirgizów, Uzbeków, Pamirczyków. Dla nich „wewnętrzne kolonializmy” Europy, lata świetlne dzielące cywilizacje Londynu, Paryża, Berlina i Warszawy, były niewidoczne.

Przestałem nawet jeździć na Zachód, tam powracałem chcąc niechcąc do roli barbarzyńcy ze słowiańskich peryferii, który mimikrą, przed wiekami oświeceniową, dziś hipsterską, udaje tego kim nie jest. Dlatego w ogóle nie dziwię się sukcesom PIS i skupionej wokół tej partii rewolty konserwatywno-patriotycznej XXI wieku, nie tylko dlatego, że nigdy nie głosowałem na PO. Doskonale rozumiem, że pisząc obrażone listy do Brukseli ludzie „dobrej zmiany” czują to samo co wielu Polaków.

+ Pod felietonem w Krytyce ktoś napisał: "Towiański był carskim agentem i w tym momencie cały tekst traci sens.". Tylko, że ja nigdzie tam nie piszę o Towiańskim, tylko o zarzutach wobec Mickiewicza! Spór o to czy jego duchowy mistrz był na usługach Petersburga trwa do dziś. Pod poprzednim felietonem ktoś pisał, że z pewnością był, ale mnie wogóle nie interesuje kto był a kto nie agentem, zarówno w XIX jak i XX wieku, piszę o samych zarzutach.

W najbliższy piątek kolejny felieton w Krytyce Politycznej

 

 

 

 

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci