Menu

MAXMASALA

MAX CEGIELSKI - KULTUROWA MASALA I MIESZANKA Z POGRANICZA DYSKURSÓW

Co nie zmieściło się w książce Wielki Gracz?

maxcegielski

Wiele osób pyta dlaczego w książce nie wykorzystaliśmy więcej archiwalnych zdjęć, przede wszystkim tych autorstwa bohatera, Bronisława Grąbczewskiego. Odpowiadam, że pierwotnie z fotografem Mikołajem Długoszem  zamierzaliśmy wymieszać nowe materiały z podróży z tymi starymi. Niestety w archiwum Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu odnalazły się tylko oryginalne odbitki bardzo dobrej jakości z wyprawy Grąbczewskiego do Kandżutu, czyli obecnego północnego Pakistanu. Resztę musielibyśmy czerpać z przedwojennych polskich wydań jego książek, a w nich reprodukcje są marnej jakości - powielane do dziś w kolejnych edycjach. Tego nie chcieliśmy ponieważ zależało nam na bardzo klarownej i nowoczesnej wizualnej formie całej książki Wielki Gracz, ale czytelnicy nastawieni bardziej historycznie czują się tym rozczarowani. Dla nich więc będę tu co jakiś czas pokazywał tutaj ciekawe archiwalia, które nie zmieściły się na papierze. Na początek słup i tablice pamiątkowe na przełęczy Tałdyk, 3615 m.n.p.m, droga wiodąca z Kirgiskiego Osz ( gdzie Grąbczewski stacjonował jako administrator regionu ) na południe, do Doliny Ałajskiej, do obecnie istniejącej osady Sary Tasz.

przelecz_taldyk

W Wielkim Graczu piszę:

"Grąbczewski wspomina, że ścieżka wiedzie „krętemi zygzakami, łagodnemi zboczami” i latem nie przedstawia dużych trudności. Pół roku później Tałdyk pokonuje z trudem Gabriel Bonvalot z dużą ekspedycją. W książce Przez Kaukaz i Pamir do Indii wspomina, że nad ranem na przełęczy temperatura sięga poniżej minus dwudziestu stopni. Wszystko zasypane jest śniegiem, a wynajęci Kirgizi z trudem przekopują ścieżkę przez ponad dwumetrowe zaspy. Autorowi i jego kompanom dokucza choroba wysokościowa, skarżą się na „duszności i bóle głowy, (…) szum w uszach, piekące wargi i policzki”. Zarówno Europejczykom, jak i miejscowym cieknie krew z nosa, koniom zaś krwawią nozdrza. Bonvalot pisze: „Zamarznięta krew spada rubinami na śnieg. (…) Kożuchy wszystkich ozdobione są kryształkami lodu, wąsy i brody poprzetykane lodowatymi perełkami. Tyle błyskotek naraz!”. Te zdania są charakterystyczne dla stylu opisów Francuza. Być może właśnie dzięki kwiecistości narracji Bonvalot staje się gwiazdą. Szczególnie po tym, jak udaje mu się, jako jednemu z pierwszych Europejczyków, dotrzeć do Tybetu. Jego portret oraz obrazek przedstawiający trudy przedzierania się na grzbiecie wielbłąda przez lotne piaski trafiają nawet na opakowanie czekolady Guérin-Butron. W XIX wieku dokonania eksploratorów tak bardzo interesują opinię publiczną, że ich postacie są chętnie wykorzystywane w reklamach. Wizerunek Bronisława Grąbczewskiego nigdy nie trafia do masowego obiegu, choć to Polak pomaga w organizacji wyprawy Francuza do Indii. Bonvalot zapamiętuje młodego oficera jako osobę dobrze znaną mieszkańcom regionu, mówiącą biegle w ich językach."

Pierwsza droga, którą dziś wyasfaltowaną pokonują lokalne marszrutki i chińskie tiry, powstała w czasach carskich, pod kierownictwem właśnie Grąbczewskiego, o czym informowały tablice widoczne przy słupach na zdjęciu. Z moim bohaterem pracowali między innymi saperzy z oddziału Jana Zarako-Zarakowskiego.

   

© MAXMASALA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci